Lifestyle

Narzeczony w wieku ojca. Miłość, której nie jest w stanie poróżnić kwestia wieku ani różnica pokoleń

Magdalena Lis
Magdalena Lis
12 marca 2017
Fot. iStock / Tempura
 

Zawsze byłam spokojną dziewczyną. Czas wolny poświęcałam głównie na naukę i poszerzanie swoich horyzontów na muzycznym polu. Chłopcy mnie raczej nie interesowali, miałam raptem kilka koleżanek. Relacji z kolegami zazwyczaj unikałam. Peszyli mnie, miałam wrażenie, że pochodzimy z dwóch różnych światów. Byliśmy w maturalnej klasie, a oni byli tacy niedojrzali. Dziewczyny zmieniali jak rękawiczki, pili alkohol, chodzili na dyskoteki, koncerty, imprezowali. Lubiłam muzykę, ale taką w innym, spokojnym wymiarze. Gra na pianinie, to było coś, co mnie relaksowało. Byłam typem samotnika, najlepiej czułam się we własnym towarzystwie, sama ze sobą. Szczerze mówiąc, byłam przekonana, że na długie lata w takim stanie rzeczy pozostanę.

Zakochana, zaczarowana

Jana poznałam, kiedy przygotowywaliśmy się do studniówki. Był ojcem kolegi z klasy, Krystiana. Moja klasa miała profil muzyczny, wszyscy na swój sposób byliśmy z muzyką mocno związani. Jan pracował w filharmonii, często wpadał przy okazji przygotowywanych szkolnych apeli, czy innych tego typu imprez i pomagał. Na moją grupę nie trafił wcześniej ani razu. Moją sympatię zyskał w okamgnieniu. Był gentlemanem, otaczał naszą grupę opieką, troszczył się o każdy szczegół naszego występu, służył radą, jednym słowem mi imponował. Uwielbiałam ludzi mądrzejszych od siebie, takich, którzy są inspiracją, znają świat podobny do mojego, motywują do rozwoju. Wszystkie te cechy widziałam w Janie.

Czerwona lampka

To miał być tylko krótki epizod. Jan wziął mój numer telefonu, umówiliśmy się na indywidualną lekcję gry na pianinie. Takie doszlifowanie całości, żebym jak najlepiej wypadła podczas występu na studniówkowej gali. Spotkanie miało odbyć się u niego w domu, nie protestowałam. Był ojcem mojego kolegi, poszłam czując pewny grunt, nie mogła spotkać mnie tam żadna krzywda. W domu byliśmy sami, najpierw była lekcja, potem kolacja. Przy Janie poczułam się na swoim miejscu. Wyznawał wartości podobne do moich, miał taką fajną swobodę w rozmowie. Do tego dochodziła pasja, którą był przesiąknięty, ogromna wiedza, i mimo wieku ta totalna spontaniczność, która mnie onieśmielała. To było wszystko to, czego potrzebowałam. Wyszłam na miękkich nogach. Dopiero w domu zapaliła mi się w głowie czerwona lampka. Dziewczyno, to dwadzieścia lat od ciebie starszy ojciec twojego kolegi, co ty wyprawiasz. Napisałam mu SMS-a, że dziękuję i przepraszam.

Napisał, że nie mam za co przepraszać. Że on też dziękuję. I, że chętnie by został moim koneserem.

Dama serca

Najpierw spotykaliśmy się raz w tygodniu. Później coraz częściej. Coraz bardziej mnie intrygował, szybko się zakochałam. Nasze randki polegały głównie na wielogodzinnych rozmowach, wizytach w kawiarniach i bardzo długich spacerach. W łóżku wylądowaliśmy dopiero po pół roku. Myślałam, że może go nie pociągam, może mu się zwyczajnie nie podobam, ale było zupełnie inaczej. On był z tej epoki, że nie wszystko naraz. Dla niego byłam damą. A o damę serca należy zabiegać, należy ją powoli zdobywać. On nie mógł wówczas wiedzieć tego, że moim sercem zawładnął od razu.

Trudna prawda

Jan był rozwodnikiem, ja panną. On wysoki, lekko siwiejący, z charakterystyczną blizną na czole. Ja niska, drobna, o alabastrowej cerze. Wyglądaliśmy jak ojciec z córką, często nas w ten sposób postrzegano. Kiedyś w jednym ze sklepów natknęliśmy się na moją mamę. Innym razem na Krystiana. Mama myślała, że Jan to mój nauczyciel, Krystian był pewien, że w jego ojcu widzę wyłącznie muzycznego wirtuoza. Z wyznaniem prawdy wstrzymaliśmy się aż do rozdania maturalnych świadectw. Nie chcieliśmy rozgłosu, ani niepotrzebnego skandalu w szkole. Kiedy wyznaliśmy najbliższym prawdę, byli w totalnym szoku. Mama nazwała mnie dziwką, Krystian wyzywał od puszczalskiej. Nie chcieli nas słuchać, nie chcieli z nami rozmawiać. Przetrwaliśmy to. W połowie października zamieszkaliśmy wspólnie, wcześniej wyjechaliśmy razem na wakacje. Jesienią zaczęłam studia, dużo wyjeżdżałam. Nasze rodziny miały nadzieję, że nam się odwidzi, że nie przetrwamy próby czasu. Złudne jednak były ich nadzieje. Podczas świąt Bożego Narodzenia odbyły się nasze zaręczyny.

Rodzina

Cieszyłam się, że startuję z zupełnie innego aniżeli moje koleżanki pułapu. Że mam spokojny związek, z mężczyzną, który nie musi pracować na dwa etaty, żeby się dorobić. Że nie lata od kumpla do kumpla, nie woła pieniędzy od rodziców. Że zawsze ma czas dla mnie, że mnie nie tylko sucho słucha, ale też słyszy, że szanuje moje potrzeby. Brakowało mi tylko akceptacji ze strony naszych bliskich, ale z czasem i te lody żeśmy przełamali. Pochodzę z dużej rodziny, zawsze spędzaliśmy razem święta, chciałam, żeby tak zostało. Był taki czas, kiedy moja rodzina wstydziła się za mnie, że mam o tyle lat starszego partnera. Z czasem jednak go w pełni zaakceptowali. Podobnie jak Krystian, choć on akurat rzadko kontaktuje się z nami. Wyjechał do Londynu, założył własną rodzinę. Nie chce wracać już do Polski na stałe.

Różnica pokoleń

Nie czuję różnicy wieku, kiedy jesteśmy razem, ani wtedy, gdy spotykamy się z moimi bądź też jego znajomymi. Jasne, że nie zawsze się ze wszystkim zgadzamy, ale szanujemy te różnice pokoleń. Staramy się obustronnie wyciągać jak najwięcej dla siebie. Mimo moich obaw, moje koleżanki mnie nie potępiły, z czasem nawet usłyszałam, że zazdroszczą mi momentami. Bo Jan ma doskonały gust, jest zawsze elegancko ubrany. Pachnie dobrą wodą, cechuje go wysoka kultura osobista, nie ma tematu, na który nie był by skłonny porozmawiać. Przyjaciółki czasem wspominają, że mamy szczęście, bo teraz wspólnie prowadzimy firmę, Jan wciąż gra w filharmonii, razem też muzykujemy. A ich mężowie, to albo mecz, albo piwo i konsola. A one marzą czasem o takim prawdziwym gentlemanie.

Codzienność

To nie jest tak, że u nas jest sielankowo i idealnie. Jak każda normalna para czasem się kłócimy. Ja reaguję zazwyczaj emocjonalnie na każdą głupotę, niecierpliwię się wszystkim, Jan mnie uspokaja. Kiedy on się pogniewa, najczęściej zamyka się w sobie, nie złości się na zewnątrz, myśli, że problem rozwiąże się jego milczeniem. To jest jedna z tych cech, której szczerze nie znoszę u niego. Jednak jego bagaż życiowych doświadczeń, jest często zbawienny, jeśli chodzi o rozwiązywanie naszych domowych problemów.

Strach

Czasami się boję. Dopadają mnie takie obawy, że Jan się nagle znacznie zestarzeje, że zachoruje, że umrze, że mnie zostawi. Boję się, że będzie chorował, cierpiał, wymagał stałej opieki i pomocy, boję się, że go kiedyś zawiodę, że nie będę w stanie mu ulżyć, że nie dam rady. Że teraz, kiedy jesteśmy jeszcze oboje młodzi, jest przepięknie i normalnie. Boję się, że zwątpię w swoje siły. To są jednak rzadkie momenty. Z reguły staram się myśleć tylko o tym, co dobre.

Przyszłość

Za niecałe dwa miesiące na świat przyjdzie nasza córka, Anastazja. Byłam pełna obaw, czy Jan będzie chciał mieć jeszcze dziecko, czy się zgodzi. Ja bardzo chciałam, ani przez chwilę nie pomyślałam, że może on być na to za stary. Wierzę, że dla małej będzie najlepszym ojcem na świecie. Wierzę, że wszystko przetrwamy.

Mam narzeczonego w wieku ojca. Ojca, którego nigdy nie miałam. Mam miłość najprawdziwszą na świecie, taką, która przetrwa wszystko. Miłość, której nie jest w stanie poróżnić kwestia wieku ani pokoleń.


Lifestyle

Mentoring – inspiracja to też realna pomoc

Redakcja
Redakcja
13 marca 2017
Fot. iStock / fizkes
 

O tym, jak ważne jest wsparcie przekonujemy się każdego dnia. Potrzebujemy go zarówno w życiu prywatnym, jak i zawodowym. Świadoma tego jest także Fundacja Przedsiębiorczości Kobiet, która powstała właśnie po to, aby takiego wsparcia udzielać. Doświadczone kobiety biznesu –  działające w ramach programów Fundacji,  nie tylko inwestują w nowe projekty. Dzielą się ze swoimi podopiecznymi wiedzą i doświadczeniem, wspierają je również mentalnie.

Jednym z pól działań Fundacji Przedsiębiorczości Kobiet jest program „Biznes w Kobiecych Rękach”. Inicjatywa ta jest skierowana do kobiet, które chcą założyć nową firmę – mają pomysł, pasję, determinację. Program składa się z trzech bloków, jednym z nich jest właśnie mentoring. Kobiety, które planują inwestycję, mogą liczyć na wsparcie doświadczonej przedsiębiorczyni (mentorka i mentee w ramach programu spotykają się przez sześć miesięcy). To dzięki tej relacji udaje się osiągnąć efekty satysfakcjonujące i pozytywnie napędzające obie strony.

Istotne jest zaufanie

W poradnikach dotyczących mentoringu czytamy, że w relacji mentorka – mentee ważna jest przede wszystkim koleżeńska relacja oraz nić porozumienia.

Fundamentalne jest zbudowanie zaufania. Sfera prywatna przenika się ze sferą zawodową, znajomość pewnych niuansów z życia prywatnego może wpłynąć na relację z mentee. Im więcej wiesz o życiu osobistym, szczególnie w sytuacjach kryzysowych  czy na początku współpracy, tym łatwiej podjąć decyzję, doradzić – mówi Izabela Anuszewska, jedna z mentorek, właścicielka firmy DaVinci zajmującej się pozyskiwaniem środków europejskich oraz kompleksowym doradztwem dla start-upów.

Alina Prawdzik, mentorka m.in.  Anny Skórzyńskiej, założycielki firmy Szumisie – szumiące misie, dodaje, że jej zadaniem jest przede wszystkim pomoc mentee.

Zawsze jestem po  stronie swojej mentee, w każdej sytuacji, nawet ostrego konfliktu z otoczeniem, z udziałowcami. Jednocześnie nasze rozmowy są całkowicie skoncentrowane na biznesie, więc na taką typowo przyjacielską pogawędkę nie ma czasu. Sympatię czuję dzięki temu, co moja mentee chce osiągnąć, jak myśli, jak pracuje – wyjaśnia członkini Fundacji, która prowadzi własną działalność doradczą w obszarze e-commerce, strategii i marketingu – doradza zarówno w Polsce, jak i za granicą.

Mentoring często porównuje się z coachingiem, należy jednak pamiętać, że jest on relacją dwustronną, partnerską, coaching zaś jednostronną.  Mentorki nie ukrywają, że spotkania z kobietami, które dopiero wkraczają na drogę biznesu, są niezwykle inspirujące. Alina Prawdzik przyznaje, że od swoich podopiecznych uczy się nowych dla siebie branży (obecnie m.in. telemedycznej).

Również tego z jakimi wyzwaniami zmierza się mała firma, szczególnie na początku działalności. Myślę, że pomagam te wyzwania oswoić i poukładać – od najtrudniejszych strategicznie, do tych, które po prostu trzeba sprawnie pokonać – dodaje mentorka. Zwraca też uwagę na sferę mentalną. – Bardzo fajna jest odwaga i motywacja moich mentee – najczęściej chcą po prostu zmienić świat na lepsze – dopowiada.

Z kolei Izabela Anuszewska zwraca uwagę na innowacyjność i nowe spojrzenie na świat, którego uczy się od mentee. – Od obecnej mentee, która jest artystką, uczę się przede wszystkim wariactwa i szaleństwa. A wszędzie gdzie są obecne te dwie rzeczy, jest też obecny postęp. Postęp z kolei wiąże się z nowymi pomysłami, świeżością –  przyznaje.

Wyciągnąć z innych to, co w nich najlepsze

Na początku kariery, nie tylko biznesowej, bardzo ważne jest wsparcie ze strony bardziej doświadczonych członków zespołu.

Miałam wielkie szczęście, bo zaczynałam swoją karierę zawodową w Procter & Gamble (P&G). W P&G zatrudnia się tylko młodych ludzi po studiach, a  podstawą oceny menadżera jest to, jak rozwija się ich potencjał – wspomina Alina Prawdzik. Mentorka podkreśla, że to właśnie w swojej pierwszej pracy dowiedziała się, jak wartościowe jest rozwijanie i wykorzystanie potencjału innych oraz wzajemne zaufanie. – Ja zaczynałam w latach 90-tych i moimi pierwszymi szefami byli Holender, Anglik, Amerykanka oraz Szwajcar brazylijskiego pochodzenia. To dało mi szansę przetestować różne style pracy, również budowania zaufania między młodszym a bardziej doświadczonym człowiekiem zespołu. Takie nastawienie na rozwijanie potencjału innych i satysfakcja z tego zostało mi do dzisiaj – przyznaje mentorka.

Wiele osób zastanawia się, dlaczego ekspertki zrzeszone w Sieci Przedsiębiorczych Kobiet zdecydowały się dzielić swoim doświadczeniem, czasem i energią. Dla mentorek ważna jest przede wszystkim wzajemna pomoc oraz wspomniana już satysfakcja wynikająca z pracy. – Pomagam innym kobietom, bo po pierwsze bardzo lubię tę organizację, zaś po drugie, spotkam tam różnych ludzi – można się zainspirować – zdradziła Izabela Anuszewska. Dla każdego coś dobrego – dla jednych wiedza, doświadczenie i wsparcie, zaś dla innych – inspiracja i nowe, kreatywne spojrzenie na świat.

Wsparcie dla każdego

Na pomoc Fundacji mogą liczyć również kobiety, które nie biorą udziału w programie „Biznes w Kobiecych Rękach”. W każdy wtorek, w jej siedzibie w Warszawie, odbywają się konsultacje w ramach klubu inwestorek indywidualnych Black Swan Fund. Działalność ta jest oparta na koncepcji „kobiety wspierają kobiety” i ma na celu wyłonienie ciekawych pomysłów, które wymagają doinwestowania. Ważne jest to, że młode adeptki biznesu mogą liczyć nie tylko na wsparcie finansowe. Anielice biznesu służą również radą i doświadczeniem.


Artykuł powstał we współpracy z Garden of Words


Lifestyle

Poznaj 7 przykrych prawd o życiu, to one sprawią, że będziesz silniejsza

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
12 marca 2017
Fot. iStock / JANIFEST

Wolimy raczej myśleć o tym, że życie jest lekkie i przyjemne, niż trudne i brutalne. Odsuwamy od siebie to, co może wywołać w nas smutek czy strach. Niesłusznie. Bo prędzej czy później pewne rzeczy o tak nas dotkną. Gdy zdamy z nich sobie sprawę wcześniej – to wcale nie sprawi, że wpadniemy w czarną rozpacz, wręcz przeciwnie – świadomość przykrych prawd o naszym życiu sprawia, że stajemy się silniejsi.

Zmierzysz się z nimi?

Każdy, kogo kochasz, kiedyś umrze

Jak ponura by to nie była prawda – przyjmijmy ją. Dlaczego? Bo wiedząc, że tych, których kochamy, może kiedyś przy nas zabraknąć, sprawia, że nasze relacje stają się bogatsze i głębsze, że bardziej o nie dbamy. Nie przyjmując za pewnik, że rodzice, mąż, przyjaciele zawsze będą blisko – bardziej doceniamy, to co jest nam dane. Kiedy ostatni raz dzwoniłaś rodziców, do kogoś, na kim ci zależy?

Musisz nada swojemu życiu znaczenie

Buddyści wierzą, że każdy swój własny świat tworzy ze swoim myśli i działań. Nadanie sensu swojemu życiu, to nasz wybór. Nie chodzi o to, żeby przyłączyć się do sił pokojowych, czy zaangażować się w zażegnanie głodu na świecie. Chodzi o to, żeby czuć się spełnionym. A my bardzo często skupiamy się na tym czego nie mamy, co chcemy, to sprawia, że nasze życie jest puste bez względu na to, ile udało się nam osiągnąć.

Idealny partner nie istnieje

I choć niby o tym wiemy, to jednak cały czas czekamy na księcia z bajki. Tego, który jest przy nas nieustannie porównujemy z innymi. Nie ma ludzi idealnie do siebie dopasowanych, ale mogą do ideału się zbliżyć, jeśli będziecie nad waszym związkiem pracować. Możemy być szczęśliwe i spełnione przy boku mężczyzny, ale to wymaga ciężkiej pracy.

Życie to gra

Czy tego chcemy, czy nie, życie to gra. Pocieszające jest to, że możemy poznać jego zasady, dowiedzieć się, jak wejść na wyższy poziom. Nigdy nie osiągniemy wiele, jeśli będziemy się bać, jeśli w tej grze nie zaryzykujemy.

Wszystko się kiedyś kończy

Nic nie trwa wiecznie. Jesteśmy młodzi tylko przez chwilę. Zakochujemy się, miłość przychodzi odchodzi, tracimy ludzi, których kochamy. Żyjemy i umieramy, jak wiele ludzi przed nami i też po nas. Świadomość tej prawdy może nas wpędzić w depresję, ale może sprawić, że poczujemy wdzięczność, głód emocji i przygody, ciekawość, bo przecież życie mamy tylko jedno!

Nie wszystko przychodzi łatwo

Są rzeczy, które wymagają naszej pracy, włożenia w nie wysiłku. Nie da się osiągnąć sukcesu w jakieś dziedzinie ot tak, po prostu, bo wydaje się nam, że jesteśmy w tym dobrzy. Potrzeba zaangażowania, pomysłu, planu, który punkt po punkcie czasami żmudnie będziemy realizować. Inaczej po prostu się nie da.


źródło: lifehack

 


Zobacz także

Jak używać kosmetyków do makijażu i w jakiej kolejności je nakładać? Radzi makijażystka gwiazd, Małgorzata Smelcerz

„Uświadom sobie, że masz już wystarczająco dużo”. Uprość swoje życie

Pokaż mi jego buty, a powiem ci, jakim jest facetem