Lifestyle

Nalałam jej wino i powiedziałam, że wszystko się ułoży, choć wcale w to nie wierzę. W końcu od czego są przyjaciółki

Listy do redakcji
Listy do redakcji
1 sierpnia 2018
Fot. iStock/inakiantonana
 

Przyszła do mnie i powiedziała, że to absolutny koniec, że to ostatni raz dała się tak podejść, oszukać, omamić. Że ostatni raz była cholerną, ślepą idiotką, naiwnie wierzącą w jego czułe słówka i zapewnienia niewinności. Spakowała mu walizki i kurczę blade niech je sobie odbiera od sąsiadki, tej zresztą, do której się zawsze tak nieprzytomnie uśmiecha. Ile można dawać drugą, trzecią i czwartą szansę facetowi, który absolutnie nie potrafi wyciągać wniosków ze swoich błędów? Facetowi, którzy wyrzucony z domu wraca namolnie z bukietem smętnie dyndających kwiatów i uśmiechając się rozbrajająco mówi to, co zwykle, bo nic innego wymyślić nie potrafi? Żeby jeszcze za tymi słowami stały jakieś działania. Gdyby on coś w sobie chciał i umiał zmienić. Ale gdzie tam. To podręcznikowy „typ beznadziejny”.

Szlochając i wycierając czerwony, zapuchnięty nos w moją nową bluzkę w białe kwiatki moja przyjaciółka wymamrotała w końcu to, co zawsze. „Ale ja go tak kocham” – padło, jak przewidziałam. Nalałam jej wino i powiedziałam, że wszystko się ułoży, choć wcale w to nie wierzę. Od czego są przyjaciółki? Od tego właśnie. Żeby umieć wyczuć odpowiedni moment. Pewnych rzeczy nie mówi się od razu wprost, na niektóre trzeba pozwolić. Na przykład trzeba pozwolić się wypłakać i uspokoić. Na brutalną prawdę o tym, że ten skurczybyk, cham i prostak w jednym nie zasługuje na ani jedną więcej łzę, przyjdzie czas później. Teraz jest moment na emocje. Na logikę i planowanie zemsty lub „odpuść sobie jesteś dla niego zbyt mądra, zbyt piękna, zasługujesz na o wiele więcej” nadejdzie odpowiednia chwila.

Dobrze to wiem, znam moją przyjaciółkę od piętnastu lat. Już w podstawówce wystarczyło mi na nią spojrzeć, żeby wiedzieć, że znów się nieprzytomnie zakochała. Albo że aktualnie cierpi z powodu niespełnionej miłości. Ona z kolei, zawsze wiedziała, kiedy u mnie w domu było „słabo”, kiedy tata wpadał w ciągi alkoholowe, a mama wpadała w depresję. Kiedy trzeba było po prostu potrzymać mnie za rękę i powiedzieć „jestem obok, a ty nie zapominaj o swoich marzeniach, jesteś silna, dasz radę”. Nie potrzebowałam nic więcej. Miałam poczucie bezpieczeństwa, świadomość, że bliska mi osoba akceptuje moje emocje i szczerze przejmuje się moją sytuacją. Nie byłam sama, nie cierpiałam nie odczułam tak bardzo tej rodzinnej traumy.

Nie zastanawiałam się nigdy wcześniej nad tym fenomenem. Nad tą przedziwną intuicją przyjaciółek, która sprawia, że wiedzą, kiedy do ciebie zadzwonić, nawet jeśli jest czwarta nad ranem, a ty wracasz właśnie do hotelu, w zupełnie innym mieście, w zupełnie innym kraju. Kto jej powiedział, że tak bardzo potrzebujesz teraz tej rozmowy, bo właśnie zdałaś sobie sprawę, że twoje życie jest w rozsypce i powinnaś natychmiast coś w nim zmienić, tylko nie wiesz co? Ona już to wie, na szczęście. Pokiwa głową, wysłucha cię, doprowadzi do pionu i znów poczujesz się silna.

Albo te dziwne zbiegi okoliczności, kiedy ona wręcza ci bilety na film, który tak bardzo chcesz zobaczyć, a na urodziny dostajesz album ze zdjęciami, z których każde jedno reprezentuje  jakiś szczególny dla ciebie moment.

Nie mówię już o sprawach tak prozaicznych jak synchronizowane miesiączki, czy kupiony na wyprzedaży, ten sam model sukienki (w której, szczerze mówiąc, obie wyglądacie beznadziejnie). Zdarzył mi się chyba każdy z tych przypadków, więc wiem o czym mówię.

Nagroda Nobla dla tego, kto wymyślił przyjaciółki! I wiem, że istnieją tacy, którzy nie potrzebują ciepła i wsparcia życzliwej osoby, którzy kochają po swojemu ogarniać swoje życie nie zwierzając się z tego nikomu. Są tacy, którzy nie potrzebują się po prostu wygadać, ani popłakać sobie przy lampce wina lub tabliczce czekolady rozmiaru XXL. I ja za nich dzisiaj, razem z moimi przyjaciółkami, tą lampką wina i tym o wiele za dużym kawałkiem czekolady wznoszę toast. Bo mi ich bardzo szkoda.


Lifestyle

Tylko „smuteczek”, czy aż depresja. Jak rozróżnić te dwa stany

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
2 sierpnia 2018
Co sprawia, że źle o sobie myślimy?
Fot. iStock / Vizerskaya
 

Cały problem polega na tym, że niewłaściwie używamy zamiennie tych dwóch terminów, chociaż często nawet intuicyjnie wiemy, jak odróżnić oba stany. Smutek jest tylko jednym z objawów depresji. Smutek i depresja mają wiele wspólnego, ale są także dwoma zupełnie różnymi stanami.

Najważniejsze różnice między smutkiem a depresją

1. Depresja jest zaburzeniem psychicznym

Główną różnicą między smutkiem a depresją jest to, że ta ostatnia jest zaburzeniem psychicznym, podczas gdy smutek jest po prostu emocją spowodowaną sytuacją, która sprawia, że ​​odczuwamy ból czy cierpienie. Jest oczywiste, że smutek to jeden z wielu objawów depresji, takich jak apatia, lęk, niepokój czy uczucie rozpaczy. Smutek jest etapem związanym z określonymi okolicznościami i prędzej czy później – mija.

Depresja trwa jednak dłużej, ponieważ prowadzi do chronicznej sytuacji, która „zamyka” nas  w pewnym określonym stanie psychicznym. Eksperci w dziedzinie psychologii twierdzą, że u osoby, u której zdiagnozowano depresję, objawy musiały występować przez co najmniej 6 miesięcy.

2. Smutek jest przejściowym stanem psychicznym

Jak napisano powyżej, smutek jest stanem przejściowym, chociaż oczywiste jest, że czasami może on trwać długo. W przeciwieństwie do depresji, jest to jednak naturalna reakcja psychologiczna, która nie wskazuje na żadne zaburzenie psychiczne. Po prostu zdarza się, że, w obliczu trudnych okoliczności lub w obcowania z kimś, kto nas skrzywdził, pojawia się taka właśnie emocja. Mimo wszystko smutek nie może nas zbytnio niepokoić. To normalne uczucie, które przychodzi, gdy tracimy ukochaną osobę, gdy związek się rozpada, kiedy musimy opuścić dom itp. Smutek sygnalizuje, że coś, co jest dla nas ważne, zniknęło lub się zmieniło.

3. Apatia i depresja

Apatia to brak energii i chęci do życia i działania. Dotyczy osób z depresją, które nie są w stanie wykonywać codziennych zadań.  Na przykład osoba z depresją może nie chodzić do pracy tylko dlatego, że czuje się niezdolna do wstania z łóżka rano. To się nie dzieje, gdy jesteśmy „tylko” smutni. Smutek nie wpływa na naszą pracę i nasze zobowiązania.

4. Jeśli smutek trwa zbyt długo

Jest oczywiste, że jeśli pozostaniemy smutni przez długi czas, ten stan może przerodzić się w depresję. Jeśli stale płaczesz i masz wrażenie, że jesteś bezużyteczny, że ​​świat stał się szary i że nie ma już nadziei, sprawy idą w zdecydowanie złym kierunku. To normalne być smutnym jeden dzień, dwa dni, a nawet tydzień. Ale pozostawanie smutnym przez dwa miesiące jest już zdecydowanie niepokojącym objawem.

Musimy wiedzieć, że o ile smutek nie wymaga leczenia lub terapii, depresję należy jak najszybciej zdiagnozować i wdrożyć odpowiednie leczenie. Tu nie wystarczy zmiana otoczenia i wsparcie bliskich.


Na podstawie: amelioretasante.com


Lifestyle

Jak przetrwać na obcasach cały dzień, a nawet noc? 8 trików, które mogą ci w tym pomóc

Redakcja
Redakcja
1 sierpnia 2018
Fot. iStock/lll0228

Większość kobiet kocha szpilki. Doskonale zdajemy sobie sprawę, że w na obcasie wyglądamy atrakcyjniej, seksowniej, ba – bywamy nawet bardziej pewne siebie, jeśli tylko umiemy w nich chodzić i przetrwać kilka godzin.

Jest kilka sztuczek, która pozwolą nam czuć się na obcasach wygodnie i komfortowo przez cały dzień lub całą noc imprezy. Gotowe?

Nie zdejmuj butów

Nawet jeśli bolą cię nogi i marzysz o tym, żeby choć na chwilę ściągnąć buty, nie rób tego pod żadnym pozorem, bo tylko pogorszysz sytuację. I choć przez chwilę poczujesz ulgę, po ponownym założeniu butów ból będzie jeszcze większy.

Pochodź w nowych butach wcześniej

Jeśli zamierzasz założyć nowe buty od razu do pracy lub na imprezę – ostrożnie. Pochodź w nich trochę po domu, wyjdź nawet do osiedlowego sklepu, jakkolwiek dziwnie by to nie wyglądało.

Upewnij się, że masz dobry rozmiar butów

Chociaż może ci się to wydać oczywiste, to jednak często źle dobieramy buty. Zdarza się, że kupujemy za małe lub za dużo tylko dlatego, że nam się podobają, a dostępne są tylko w danym rozmiarze. Pamiętaj, że numer buta numerowi nie równy. Przymierz, pochodź, upewnij się, że rozmiar, który wybrałaś jest dla ciebie odpowiedni.

Włóż buty do zamrażarki

Tak, nie dziw się. Czasami buty na obcasie wykonane są z bardzo twardych materiałów, które trudno dopasowują się do stopy, wówczas łatwo o otarcia. Dlatego włóż buty do zamrażarki z dwoma woreczkami wody w środku. Jeśli brakuje ci miejsca, może włożyć do nich kulki z mokrej gazety i odstawić na kilka dni. W ten sposób materiał butów stanie się bardziej elastyczny i szybciej dopasuje się do stopy.

Używaj wkładek ortopedycznych

Wkładki ortopedyczne zapewniają lepsze wsparcie dla stopy. Ponadto są one miękkie, dają stopom amortyzację i zapewniają większy komfort. Wkładki zapobiegają także powstawaniu obrzęków

Zdecyduj się na szerszy obcas

Choć są przepiękne, to jednak klasyczne szpilki wydają się być nieco niestabilne i niewygodne. Dlatego jeśli nigdy nie chodziłaś w szpilkach, staraj się ich unikać. Wybierz na początek szerszy obcas, dzięki któremu nie stracisz zbyt łatwo równowagi.

Nałóż na stopy krem

Przed włożeniem butów na obcasie, wetrzyj w stopy krem nawilżający, a także w same buty, by zmiękł ich materiał. Pozwól mu się wchłonąć, twoja nawilżona skóra nie będzie podatna na otarcia.

Miej plan B

Jeśli wszystkie powyższe wskazówki zawiodły, a ty mimo szczerych chęci czujesz, że przegrywasz bitwę z obcasami – ściągnij je, a w pogotowiu miej coś wygodnego i sprawdzonego.

Nie rezygnuj jednak zbyt szybko. Noszenie butów na obcasie i przyzwyczajenie do tego stóp, wymaga czasu i cierpliwości, której wam życzymy.


źródło: Step to health

 


Zobacz także

7 rzeczy, które niezwykli ludzie robią zupełnie inaczej

Wypiłaś już kawę? Nie, to zaczekaj! Odpowiedz na 7 pytań i sprawdź, czy jesteś uzależniona od słodkości. Akcja #ŁapENDORFINY, wyzwanie #25

„Uświadom sobie, że masz już wystarczająco dużo”. Mała rzecz, a cieszy… czyli król minimalizm. Akcja: Szybki kurs czerpania przyjemności z życia #8