Lifestyle Listy do redakcji

„Nagle azyl z dzieciństwa przekształcił się w horror. Byłam słaba, a on bezkarny”

Listy do redakcji
Listy do redakcji
6 września 2016
życie po gwałcie
fot. iStock/muratseyit
 

Tak na dobrą sprawę, o tym co mnie spotkało, wie tylko kilka osób. Dziś jestem już poskładana, potrafię nawet cieszyć się swoim ciałem, seksem. Jestem silną kobietą i wiem, że nic nie jest w stanie mnie złamać. Rok temu zostałam zgwałcona. Nie piszę tego listu, by wywołać współczucie. Piszę go ku przestrodze. Lepiej uczyć się na cudzych błędach, niż samemu przechodzić przez piekło.

Był letni wieczór. Ciepłe powietrze, zapach kwiatów, trawy. Kiedy zamykam oczy dokładnie pamiętam każdy szczegół wieczoru, który zamienił się w koszmar. A miało być tak pięknie. Wymarzony staż, który miał być trampoliną dla mojej kariery. Wszystko układało się tak, jakbym życzyła w sobie najśmielszych snach. Praca w jednej z najlepszych górskich miejscowości. To był mój czas, dawałam z siebie wszystko z uśmiechem na ustach. Bo przecież właśnie o tym marzyłam. Nie przeszkadzała mi codzienna rutyna: śniadanie – praca – lunch – praca – hotel – kąpiel – sen. Kto by pomyślał, że teraz góry to ostatnie miejsce na świecie, w którym chciałabym się znaleźć…

W jeden z weekendów koleżanki świętowały urodziny jednej z nich. Zaprosiły mnie na imprezę. Okazja do złapania oddechu, więc z wielką ochotą się zgodziłam. Wieczór na zabawę, tańce, świętowanie także mojego zawodowego sukcesu – zdecydowanie było mi to potrzebne.

Znajomy zaproponował, że podwiezie mnie do centrum. Znajomy…. Właściwie kolega, z którym kiedyś flirtowałam. On twierdził, że zakochał się na zabój, że jestem kobietą jego życia, a ja cóż… Był dwa lata młodszy, to nie był czas, kiedy chciałam się z kimś wiązać. Poza tym, z mojej strony nie zaiskrzyło. Kiedy zaczęłam staż, spotkaliśmy się. Mieszkał w miasteczku, w którym pracowałam.

Trochę niezręcznie. Ale miał dziewczynę, to pewnie uspokoiło moją czujność. Przecież uczucia wygasają, choć wiem, że zawsze pozostaje sentyment. A on kocha inną. Nie posłuchałam intuicji, ona mi wtedy wrzeszczała do ucha: „Nie jedź! Nie jedź z nim”. A ja strzepnęłam ją z ramienia. „Nie przesadzaj, nie panikuj, to tylko koleżeńska przysługa” – pomyślałam… Dzisiaj już sobie to wybaczyłam, ale „Nie przesadzaj” budziło mnie w nocy…

Ginekolog, do którego trafiłam kilka dni później, powiedział, że powinnam uważać na to, jak się ubieram… A ja wsiadłam do tego samochodu normalnie, w sukience, szłam na imprezę. Nigdy nie przyszłoby mi do głowy, że coś w moim stroju było niestosownego. Coś, co sprawiło, że on zamiast skręcić w prawo, pojechał w lewo.

Spojrzałam zdziwiona. Na pytanie dokąd jedziemy, usłyszałam: „Teraz już mi się nie wywiniesz”. Kiedy automatycznie złapałam za drzwi, on zamknął je automatycznie. „Oszalałeś, o co ci chodzi?” – próbowałam opanować drżenie głosu. Te jego oczy… Chciałam zadzwonić, gdziekolwiek. Nie miałam zasięgu. Krzyczałam. Naprawdę krzyczałam, chciałam uciec, chciałam, żeby mnie zabił. Mówiłam sobie: „To sen, zaraz się obudzisz…”. Ale to nie był sen…

„Nawet nie myśl, żeby iść na policję. I tak nikt ci nie uwierzy” – powiedział. Po głowie krążyło mi milion myśli. Silne tabletki na ból głowy i dwie lampki szampana wypite przed wyjściem… To, że on znał miejscowych policjantów, że przyjezdnych dziewczyn lecących na górali sama widziałam wiele… I wiem, co się o nich mówi. Odwiózł mnie do hotelu, sygnał telefonu, w którym zasięg odzyskałam po wyjeździe z lasu. „Gdzie jesteś?”, „Super impreza”. Siedziałam odrętwiała, nie pamiętam drogi powrotnej. Pamiętam ból całego ciała, kiedy weszłam do pokoju. Lodowata kąpiel przyniosła ulgę na wszystkie siniaki, otarcia, rany… Nie czułam nic. Jakby woda zamroziła we mnie wszystkie emocje.

Następnego dnia pojawiłam się w pracy z uśmiechem, z trudem ukrywając ból przy każdym ruchu. Ale pracowałam dwa razy więcej, niż powinnam, żeby nie myśleć, żeby zapomnieć. Działasz jak automat, jakby ciebie w środku nie było, tylko ciało, którym musisz sterować…

„Zgwałcił mnie” – mówiłam i płakałam, opowiadałam, co mi zrobił mojemu facetowi. On wiedział, że coś się stało, że coś mnie zmieniło, że mam jakąś tajemnicę. Przeczuwał, ale chciał to usłyszeć ode mnie. Wpadł w szał. Miał pretensje do siebie, że mnie nie ochronił, że go przy mnie nie było, że nie mógł mi pomóc, że nic nie wiedział… Płakaliśmy razem. Ktoś przyszedł i siłą odebrał mi godność, pewność siebie… Byłam na krawędzi. Ja i mój związek.

Działałam zadaniowo. Chciałam zrobić badania na choroby weneryczne, to wtedy od ginekologa, któremu powiedziałam, że zostałam zgwałcona, usłyszałam, że my kobiety same się o to nierzadko prosimy… Skierowania na badania nie dostałam. Nie zbadał nawet czy jestem w ciąży. Czułam się jak śmieć.

Jakimś cudem, a może dzięki prawdziwej miłości, udało się odbudować związek, który był moją jedyną motywacją do tego, żeby się w siebie nie zapaść, żeby stanąć na nogi.

Mój ukochany stał się moją największą ostoją, największym wsparciem, dzięki niemu dziś ciągle żyję. Na terapię trafiłam dopiero po siedmiu miesiącach. Późno? Ponoć i tak mam szczęście, że zdecydowałam się na nią tak wcześnie. Teraz jestem silniejsza, wiem, że mogę wszystko. Jednak ciągle siedzi we mnie to, co się stało. Wraca przy okazji złych lub bardzo złych chwil. W nocy budzę się zlana potem i krzyczę, żeby mnie zabił. Zrobił to, zabił starą mnie.

Nie dostałam swojej wymarzonej pracy, od tamtej pory nie byłam w górach.

Jednego bym chciała. Chciałabym kiedyś spojrzeć mu w oczy, żeby zobaczył, że to jak mnie skrzywdził, sprawiło, że dziś jestem silniejszą kobietą.

Teraz wiem, że mogłam iść na policję, zgłosić się na pogotowie, nie ukrywać tego, co się stało przed całym światem. To nie była moja wina! To nie jest wina żadnej z was, które doświadczyły przemocy seksualnej. Może nie zmniejszyłoby to mojego cierpienia, może nawet nie pomogłoby go ukarać. Ale nie czułabym się bezsilna, a on mimo wszystko bezkarny.

Wiele zgwałconych kobiet nie zgłasza się na policję. Piętno społeczne, które ciąży na kobiecie, jest trudne do udźwignięcia. Na samym początku też uważałam, że to, co się stało, to moja wina. Jak to było? „Gdyby suka nie dała, pies by nie wziął.” Czasem jednak pies potrafi wyszarpać. Dlatego jeżeli kiedykolwiek, nie daj Boże, którąkolwiek z was spotka taka tragedia – nie wahajcie się ani chwili. Zróbcie obdukcję, idźcie na najbliższy komisariat. Oni nie mogą być bezkarni. A my musimy przestać milczeć dając im nieme przyzwolenie na to, co robią.


Lifestyle Listy do redakcji

Pływanie – sport idealny, łączący przyjemne z pożytecznym. 9 powodów, by regularnie korzystać z basenu

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
6 września 2016
pływanie
Fot. iStock / SolisImages
 

Pływanie to umiejętność, która przydaje się w życiu. To tak, jak z jazdą na rowerze — gdy raz się tego nauczysz, już nie zapominasz! A pływanie służy nie tylko urozmaiceniu wypoczynku na plaży, ale zdecydowanie pomaga zdrowiu i sylwetce. Jeśli jeszcze nie zapłonęłaś miłością do zajęć na basenie, koniecznie przyjrzyj się korzyściom płynącym z tej aktywności.

Zaleta nr 1: Wzmocnione mięśnie 

Nic, tak jak pływanie, nie wzmacnia mięśni jednocześnie oszczędzając stawy. Podczas pływania pokonujesz opór wody, gęstszej od powietrza. Tym samym każdy ruch ręką czy nogą wymaga znacznie więcej wysiłku. Pływacy wykorzystują więcej grup mięśniowych od osób trenujących inne sporty — dwa miesiące treningu pływackiego pozwalają zwiększyć masę tricepsów o blisko 23%.

Zaleta nr 2: Silniejsze serce

Pływanie jest nieocenione dla poprawy pracy mięśnia sercowego. Wystarczy 30 minut pływania każdego dnia, by obniżyć ryzyko rozwoju choroby niedokrwiennej serca u kobiet o 30-40% oraz wyhamować nadmierne ciśnienie krwi. Poziome ułożenie ciała podczas ruchu w wodzie sprawia, że serce tłoczy krew bez oporów wynikających z działania grawitacji. Z tego powodu rośnie rozciągliwość mięśnia sercowego, objętość krwi wypływającej z serca przy jednym skurczu zwiększa się o 20%, a tętno spoczynkowe spada.

Zaleta nr 3: Zmniejszone ryzyko osteoporozy

To bardzo ważna wiadomość dla nas, kobiet. Badania wykazały, że pływanie przyczynia się do zwiększonego przyrostu mineralnej gęstości kości (BMD — bone mineral density), mimo że do tej pory uważano za skuteczne w tej materii, wyłącznie aktywności silnie obciążające kości i stawy.

Zaleta nr 4: Wzmocnione plecy

Ruch ciała w wodzie zmniejsza nacisk na kręgosłup, wspomaga rozluźnienie mięśni i poprawia ruchomość stawów. Dzięki łagodzeniu bólu pleców w wodzie pływanie jest polecane np. kobietom w ciąży, których kręgosłupy są poważnie obciążone.

Zaleta nr 5: Uelastycznione stawy

Pływanie jest sportem wysoce ogólnorozwojowym. Wymaga ono wykonywania szerokiego zakresu ruchów jednocześnie, co pomaga w utrzymaniu elastyczności stawów i więzadeł. Podczas ruchu w wodzie, poruszasz nogami, głową, ramionami, biodrami i kręgosłupem.

Zaleta nr 6: Zwiększona objętość płuc

Osoby pływające, mają większą pojemność oddechową od biegaczy. Pływanie aktywuje mięśnie poruszające przeponę, ponieważ większy opór i nacisk wody wymagają silniejszego wydychania powietrza.

Zaleta nr 7: Spalanie kalorii

A przy tym znakomicie wysmukla sylwetkę. Podczas pływania żabką przez 10 minut spalisz 60 kcal, na grzbiecie — 80 kcal, kraulem — 100 kcal, a motylkiem — nawet 150 kcal. Dla porównania: 10 minut biegu pozwala spalić 100 kcal.

Zaleta nr 8: Pełen relaks

Podczas pływania można wyłączyć myśli i skupiać się tylko na regularnym oddychaniu oraz ruchu. Szum wody odcina od mniej istotnych hałasów, a dzięki rozciągnięciu mięśni połączonemu z głębokim oddychaniem przynosi efekt relaksacyjny.

Zaleta nr 9: Cofa zegar biologiczny 

Pływanie obniża ciśnienie krwi, poziom cholesterolu, w zamian wzmacniając wydajność układu krążenia, ośrodkowy układ nerwowy, funkcjonowanie poznawcze, masę mięśniową i biochemię krwi. Dzięki takiemu oddziaływaniu na organizm u osób regularnie pływających, ich wiek biologiczny szacuje się o 20 lat niżej, niż wiek wynikający z daty urodzin.


źródło: fitness.sport.pl


Lifestyle Listy do redakcji

W całym tym szale przypomnijcie sobie uczucie, które postanowiło was związać na stałe

Michalina Grzesiak
Michalina Grzesiak
6 września 2016
W całym tym szale przypomnijcie sobie uczucie, które postanowiło was związać na stałe
Fot. iStock / Pekic

Ciężko czasem rozdwoić się, roztroić, kiedy każde z dzieci ciągnie wasze ciało w swoją stronę, błagając o uwagę. Ciężko nie dryfować na granicy pełnego zrozumienia i deszczu wzajemnych zarzutów, kiedy na poligonie macierzyństwa trzyma się giwerę w pojedynkę. I chociaż oficjalnie macie zmiennika do przejmowania dowodzenia, kiedy podupadacie już z sił, to pracuje on w niepełnym wymiarze przy waszym boku, bo większość energii oddaje na innych polach walki. Siła docenienia wszelkich jego zasług, jakie z wojen wszelakich przyniósł nie ma miary i nie da się opisać w żadnej skali, a jednak nadmiar wrażeń za dnia z dziećmi i wasza doba wcale nie z gumy sprawiają, że ciężko się ostatnio dogadać. Gdzie odnaleźć balans między pracą, szacunkiem do zarobionego pieniądza, miłością do męża i zrozumieniem zasług żony, która świadomie zdecydowała się zostać z młodzieżą w domu?

Kiedy zaczynasz płakać do słuchawki i błagać o jakiekolwiek wsparcie, prawdopodobnie nie jesteś najuczciwszą osobą pod słońcem. Wiesz to przecież zaraz po tym, jak rzucisz telefonem w gniewie o łóżko, wyjdziesz zapalić papierosa, a z każdym wdechem zaczniesz spuszczać nagromadzone w głowie ciśnienie.

Nie jego winą jest przecież, że świat zmierza w bardzo destrukcyjnym kierunku, a już  na pewno prowadzi swoje auto po kilku głębszych obijając się o nadrzędne wartości, jakimi są rodzina i wspólnie spędzany z nią czas, jak o plastikowe pachołki. Nie możesz karcić go wiecznie za rozstrzyganie sklepowych histerii w pojedynkę i próbę polubownego wyprowadzenia trzylatka z działu z zabawkami, bez wyrywania sobie włosów z głowy i brzydkich słów pod nosem.

Nie powinnaś pogrywać argumentami, że jak tak dalej pójdzie, to dzieci przestaną go poznawać. Nie wolno ci, bo w głębi duszy doskonale wiesz, że praca, jakiej się podjął, daje wam godne życie i spokojny sen. Mimo wszystko, w przypływie największych frustracji, czujesz się niedoceniona, a wartość twoich dokonań w domu drastycznie spada. Dlaczego tak jest? Czy jest jakiś sposób, żeby nauczyć się od siebie szacunku do rzeczywistości, w którą wprowadziło was życie?

Chciałabyś tyle razy. Pokazać mu, jak tańczy córka na zakończeniu roku w przedszkolu w kreacji, którą byłaś zmuszona szyć po nocach, bo totalnie zapomniałaś o nadchodzącej uroczystości?

Chciałabyś zobaczyć reakcję syna trochę częściej niż przypadkiem, kiedy otwierają się drzwi od sali szkolnej, a za nimi stoi on zamiast ciebie?

Chciałabyś wpakować mu w ramiona dziecko z hasłem „teraz ty!”, a samej zasnąć w wannie pełnej piany?

On też by chciał, bardziej niż jesteś w stanie sobie wyobrazić, ale zanim stanie się idealnym ojcem w twoim mniemaniu, pamiętaj, że jest jeszcze człowiekiem, a ten nie jest w stanie zaspokoić 200% normy. Dzieci będące kiedyś brakującą częścią dalekosiężnych wspólnych planów i idące za nimi obowiązki, nie powinny stać się teraz wiecznie zamkniętym szlabanem na drodze do waszej zgody.

Dobrym pomostem będzie być może rozmowa i podgrzewanie wygasających emocji, które kiedyś targały wami jak nienormalne, kiedy potrafiliście kochać  się czwarty raz jednego dnia na podłodze brzydkiej kuchni wynajmowanego mieszkania. W każdej podbramkowej sytuacji i na fali rytmicznej licytacji, kto ma gorzej, wróćcie myślami do waszych początków i przypomnijcie sobie nareszcie, jakie pierwotne uczucie postanowiło związać was na zawsze.  Powtórzcie je, a otrzepiecie płaszcze bo bitwie  i wrócicie na dobre drogi zrozumienia.

A ona? Pamiętaj, że odpowiedzialna rola matki, której podjęła się na pełen etat, nadal należy do głównych osiągnięć, jakim będzie chwaliła się publicznie. Ona to naprawdę lubi i ceni sobie czas, który może poświęcić na wychowywanie waszych dzieci. Nie spychaj jednak jej codziennych zadań na margines obowiązkowego planu minimum, jaki ciąży na niej każdego dnia, a samo macierzyństwo staje się nagle smutną rutyną i projektem „do dostarczenia”.

Przynieś wieczorem kwiata, nawet jakiegoś rachitycznego badyla zerwanego na szybko pod blokiem. Zamachaj nimi przed zmęczonymi oczami i powiedz: „Dzięki, że jesteś. Doceniam wszystko, co robisz”. Rozmawiajcie i zarzucajcie się argumentami. Cisza i kiszenie wzajemnej frustracji może zaprowadzić pod ścianę, spod której może nie być już wyjścia. Wdech i wydech. Walczymy.


Zobacz także

„Wszystko co było jego, to półtora miliona długów, dwójka dzieci i żona. Reszta należała do mnie”

Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki… Jeśli myślisz o powrocie do swojego eks, weź pod uwagę kilka istotnych rzeczy

„Mam jedno życie, chciałabym przeżyć to jeszcze raz”. Zdrada jest niezwykle atrakcyjna