Lifestyle Psychologia

My, kobiety, cierpiętnice. Kiedy poświęcasz się za bardzo, nigdy nie będziesz szczęśliwa

Rycząca Trzydziestka
Rycząca Trzydziestka
25 lutego 2016
 

Cierpiętnicy. Umartwiają się i dobijają poczuciem, że od nich zależy los całego świata (czyli ich mężów, żon, dzieci i niewydolnych życiowo przyjaciół). Bo jak nie oni, to kto zadba o tych mężów, żony, dzieci i przyjaciół? Szczęście innych przedkładają ponad szczęście własne, zapewniając, że to im wystarczy. Ale radości z tej misji nie widać. Cierpiętnicy mają charakterystyczne miny. Miny osoby zmęczonej życiem, wykorzystanej przez najbliższych i potwornie niezadowolonej. Ilu znacie takich, co kochają się poświęcać dla innych i chętnie i głośno o tym mówią (nawet jak nie mówią)?

Beata, Kasia albo Justyna. Lat 32 a może 45. Dziecko, a może trójka i mąż lub jego brak. Praca zawodowa, a może „tylko” w domu. W obu przypadkach chroniczne zmęczenie jest dość zrozumiałe. Najczęstsza mina: umęczona kura domowa. Albo wściekła, poddenerwowana matka. Albo wiecznie skwaszona żona.

Znaki charakterystyczne:

  1. Ciągłe poczucie osamotnienia i bycia zaniedbaną przez najbliższych.
  2. Brak życia innego, niż to, podyktowane przez obowiązki.
  3. Brak woli zmian lub brak motywacji do zmian.
  4. Brak potrzeb albo nieumiejętność ich komunikowania.
  5. Wiecznie „na fochu” i z pretensjami.
  6. Nie widzi, że sama doprowadziła do sytuacji, w której się znalazła.

Najczęstsze zwroty w komunikacji domowej:

– No tak. Jeśli nie ja tego nie zrobię żadne z was palcem nie ruszy.

– Bo ty nigdy nie zrobisz tego jak należy i ja i tak zawsze muszę jeszcze raz.

– To ja w domu wszystko robię, a ty/wy…

– Dlaczego tylko ja o tym myślę w tym domu?

– To ja tobie/wam tyle daję, tak się poświęcam, a ty/wy…

– Dobrze, poczytam ci. Jestem wykończona, wstałam dziś o piątej, żeby ugotować ci TWOJĄ ULUBIONĄ POMIDOROWĄ. Boli mnie głowa, nie mam siły, ale poczytam ci, nie przejmuj się wykończoną matką.

– Padnę a zrobię.

– Dlaczego nikt mi nie pomoże?! Dobrze, już dobrze, idź stad, ja to zrobię. Odpoczywaj sobie po pracy, kiedy twoja żona zasuwa na pięciu etatach: praczki, kucharki, opiekunki do dzieci, zaopatrzeniowca i sprzątaczki!

– Zrobiliście sobie ze mnie służącą!

– Nikt mnie tu nie szanuje!

– Wychowuję twoje dzieci, a ty nawet nie zapytasz jak ja się czuję?!

Supermoc:

Wprowadzanie napiętej, nieprzyjemnej atmosfery (dlaczego coś nie jest zrobione już, w tej chwili) i wzbudzanie wyrzutów sumienia (poziom mistrzowski). Bo niby to dla nich to wszystko, ale ona ciągle o sobie.

– Wyjdź gdzieś, odpocznij – mówi mąż, który tego wyrazu twarzy ma już po dziurki w nosie. I on by naprawdę chętnie pomógł, wsparł żonę, mimo, że sam ciężko pracuje i wraca do domu wykończony. Chce tylko po pracy chwilę odpocząć. Ale już w progu witają go wyrzuty.

Kochana Matko Polko Cierpiąca, twoje dzieci dorosną. Będą wdzięczne za to, ile dla nich poświęciłaś. Ale przecież większość rodziców „coś” dla dzieci poświęca. Twoje dzieci nie chcą patrzeć na wiecznie nieszczęśliwą mamę. Twój partner/mąż wolałby ciebie uśmiechniętą niż wiecznie skwaszoną. I szczęśliwy bałagan niż wiecznie umęczony porządek.

Jeśli czujesz, że zabrnęłaś w to cierpiętnictwo za daleko, specjalnie dla ciebie, kilka porad:

1. Oni naprawdę sobie sami poradzą ­- sprawdź ich

Zostaw  z tym bałaganem w cholerę raz, drugi, trzeci… Kiedy zgłodnieją, sami sobie zorganizują jedzenie i pozmywają talerze, kiedy już nie będzie na czym jeść. Tak, wiem, że trudno ci będzie się powstrzymać. Ale naprawdę myślisz, że wychowujesz dzieci na dorosłych, którzy nie potrafią o siebie zadbać? Że wyszłaś za mąż faceta, który padnie z głodu jeśli żona nie poda mu obiadu?

2. Odpoczywaj, a nie łap oddech

MASZ KIEDY. Po prostu przestań żyć w poczuciu, że wszystko MUSI być zrobione. Albo, że musi być zrobione teraz. Kiedy ostatnio myślałaś o swoich przyjemnościach? Kiedy mówiłaś głośno o tym, czego TY potrzebujesz?

Kino, spacer, wystawa, pogaduszki z bliską koleżanką (nawet o tym, jak wam w życiu ciężko)… Zacznij to realizować. P.S Życie z tobą też jest trudne.

3. Zacznij wymagać

Nie, wcale nie jest za późno. Tylko nie dziw się, że na początku będzie ciężko. W końcu sama ich przyzwyczaiłaś, że to ty jesteś za wszystko odpowiedzialna. Tylko zmień ton. Tym przesiąkniętym wieczną pretensją wiele nie zdziałasz.

4. Twoja córka patrzy na ciebie

Czego chcesz dla niej, kiedy będzie dorosła…?

5. Zacznij odmawiać

Masz do tego prawo. Ty też możesz nie chcieć czegoś zrobić bo jesteś: zmęczona, zajęta, a TO jest czasochłonne, bo jest już noc, a rano musisz wstać, bo nie… Po prostu. Nie tłumacz się i nie przepraszaj.

6. Miej swoje życie

A okaże się, że są rzeczy ważne i ważniejsze.

Cierpiętnico! Naprawdę nigdy nie jest za późno na zmiany. Nie wybieraj tego, co już znasz i w czym ci bezpiecznie. Zmień swoje życie. Każdy jest kowalem swojego szczęścia. Uśmiech dodaje urody. Skwaszona mina raczej nie.


Lifestyle Psychologia

„Czy on na pewno wie, że masz dzieci? Czy te gacie wyszczuplające to nie przesada? A jeśli to wariat?”. Matka singielka na randce

Rycząca Trzydziestka
Rycząca Trzydziestka
2 marca 2016
Matka singielka na randce.
Fot. Gratisography/RYAN MCGUIRE / / CC0 Public Domain
 

Moja przyjaciółka idzie na randkę. Serio, taką z kolacją i nocnym seansem w kinie. No i z facetem tym razem, co jest miłą odmianą od wyjścia w pojedynkę lub ze mną. Chociaż ona właściwie nie wie, czy idzie, bo właśnie dopadło ją milion wątpliwości, którymi postanowiła się ze mną podzielić. – Pomóż – mówi, jakby ślepy mógł rzeczywiście poprowadzić kulawego. – Czy ja w ogóle mogę? Czy ja mam prawo?
Stoimy więc i gapimy się na te gacie wyszczuplające „a la Bridget” w zadumie, bo właściwie nie wiemy, czy ona ma prawo do tej chwili zapomnienia. Nie, nie chodzi o seks. Żadnego tam seksu nie będzie. Kto to widział, żeby matka szła do łóżka na pierwszej randce. Właśnie! Byłabym zapomniała. Bo to matka jest. Singielka.

A matkom-singielkom miłość nie w głowie. No, chyba że ta do dzieci, to wiadomo. Tę to powinny w głowie mieć. W razie czego, wszyscy wokół przypomną: ”Szanuj się, dziecko masz, teraz to już nie możesz tak…” . Ciekawe, że ojcu tego dziecka to już nikt nie powie, żeby się szanował. Może sobie przychodzić na spotkanie z córką z coraz to nową i młodszą „ciocią”. Tę ostatnią to chyba poderwał jak szukała korepetycji przed maturą. To nawet dobra tendencja. Kiedy córka troszkę podrośnie, tata będzie na bieżąco z problemami współczesnej młodzieży.

– Ojciec, który na co dzień nie mieszka ze swoimi dziećmi nie zrozumie dylematów matki-singielki – wyrywa mnie z tej zadumy oczywistą oczywistością przyjaciółka. Siadamy na kanapie, między jej dwiema wersjami stroju na TEN wieczór (dżinsy vs „mała zielona”). I zaczynamy wątpić.

Wątpliwość pierwsza: Czy to w ogóle jest randka?

Ostatni raz umawiałaś się z facetem tak dawno, że już nie orientujesz się w tych wszystkich podchodach i gierkach. Nie wiesz, czy on tak na serio tobą zainteresowany, czy może tylko chce się zabawić, albo traktuje to na luzie, po przyjacielsku. Straciłaś intuicję „w tych sprawach”.  A może powinnaś wziąć służbowego laptopa, bo chodzi o pracę?

Wątpliwość druga: Czy on na pewno wie, że masz dzieci?

Niby wspominałaś, że nie wiesz, czy uda ci się załatwić opiekę do małej, ale czy na pewno zrozumiał, że to chodzi o TWOJĄ małą? Może pomyślał, że to młodsza siostrzyczka (grunt, to dobre samopoczucie :D) albo niepełnosprawna współlokatorka…

Wątpliwość trzecia: Czy te gacie wyszczuplające to nie przesada?

Co on sobie pomyśli? Że ci zależy, że się specjalnie przygotowywałaś, że sobie wyobrażasz nie wiadomo co. Zaraz, przecież nie będziesz mu bielizny pokazywać! Luz i pewność siebie. Po prostu kino ze znajomym. No, a że kolacja. No co, normalnie też byś zjadła. I może nawet też coś włoskiego. Makaron to makaron, nawet ten przedwczorajszy.

Wątpliwość czwarta: A co jeśli to jakiś wariat?

Kto normalny zaprasza na randkę samotną matkę?! Czy on wie jaka ty jesteś emocjonalna? Swoją drogą to straszne jak to „singielskie” macierzyństwo odebrało ci pewność siebie w sprawie twojej kobiecości, wdzięku i seksapilu.

Wątpliwość piąta: Czy Mała go polubi?

Stop. Przecież to dopiero pierwsza randka. Może się okazać, że następnej nie będzie. Skąd się bierze u ciebie to planowanie wszystkiego „na trzy lata do przodu”? Wyrzuć natychmiast te myśli, Małej w to nie mieszaj. Oddychaj głęboko. No już. A jak „coś” z tego wyjdzie, to będziesz się martwić. Byle nie sama.

Wątpliwość szósta: Co powiedzą rodzice, pani w przedszkolu, były mąż?

Bo przecież im się wydaje, że matki- singielki trzeba upominać i przywoływać do porządku. Pani Krysia z przedszkola to już widziała niejednego „wujka”, więc ona się nie krępuje wyrazić głośno swoją opinię o TAKICH mamusiach. Rodzice będą cię nieustannie przestrzegać jak tylko zorientują się, że wzrok masz maślany, nie dlatego, że do 1-wszej w nocy szyłaś kostium Olafa z „Krainy Lodu”. A były mąż? Zapewne przypomni sobie (i tobie też), że nawet fajna była z ciebie laska. Kiedyś.

– Idź, ale zostaw gacie – mówię w końcu do przyjaciółki. – Nie ma się co oszukiwać. Jak ma coś z tego być, to nie dlatego że jesteś szczuplejsza niż w tych z bawełny przemysłowej. Przez szybę widzę, jak stąpa lekko po chodniku i wiem, że w głębi duszy unosi się te kilka centymetrów nad ziemią. Tylko ja rozumiem, jak bardzo jej to potrzebne.


Lifestyle Psychologia

Pozoranci – mistrzowie udawania. Udają, że „coś” robią, że kochają, że jesteś OK

Rycząca Trzydziestka
Rycząca Trzydziestka
23 lutego 2016
Fot.Splitshire / Daniel Nanescu / CC0 Public Domain

Tak to się już w życiu plecie, że uwielbiamy je sobie komplikować. Udajemy kogoś kim nie jesteśmy, wyobrażamy sobie, że nasze relacje wyglądają inaczej niż w rzeczywistości. Wciągamy się w grę pozorów i trwamy tak w przekonaniu, że to dobre i bezpieczne. Do czasu.

Historia pierwsza: Ona kocha i On kocha

Ale nie ją. Znajomą z pracy. Ma romans i myśli, że ona o tym nie wie, choć być może czasem jest nieostrożny. Ona się domyśla, ale woli nie wiedzieć na pewno. Żyje w swojej niewiedzy jak w bańce mydlanej: wiadomo, że to miejsce nietrwałe i niepewne. Kiedy pęknie bańka? W najmniej oczekiwanym momencie. I zostanie mokra plama. Póki jednak unosi się jeszcze w powietrzu, ona codziennie daje mu całusa na dobranoc, a rano na dzień dobry. Uśmiecha się do niego pięknym uśmiechem, gdy wychodzą do pracy i na zmianę odwożą córkę do szkoły. Pozory są ważne.

Więc spędzają wspólnie wakacje, wolne dni i święta, a w Wigilię przygotowują razem karpia w galarecie i jadą najpierw do jej, a potem jego rodziców. I tylko kiedy dzielą się opłatkiem, ona ukradkiem ociera łzę. Bo znów widziała w jego telefonie SMS od K. i przypomniało jej się.  Ale i tak wszyscy myślą, że ta łza, to ze szczęścia. „Jaka wspaniała para” – mówią.

Historia druga: On jest zmęczony (bo ciężko pracuje)

Ma 25 lat, mieszka w domu z rodzicami i jest bardzo pracowity. To znaczy, tak mówią o nim inni, choć on sam jeszcze nigdy nie pracował. „Mój syn studiuje” – informuje wszystkich znajomych z dumą jego mama. To prawda, jest studentem. Już dość długo i kilku kierunków (broń Boże nie naraz!). Większość egzaminów zalicza jednak „fartem”, ale ma też pewien niezwykły talent: do perfekcji opanował udawanie, że wie. Coś tam przeczyta w ostatniej chwili, coś mu się przypomni z treści wykładu, w którym akurat uczestniczył. Połączy to i ubierze w słowa, okrągłe i uniwersalne. Pani profesor będzie zachwycona, bo chłopak ma urok osobisty. No i „lać wodę” z taką pewnością siebie na całym wydziale potrafi tylko on. Ślizga się tak od podstawówki. A jak przy tym elegancko wygląda, jaką ma pięknie uprasowaną koszulę! W czasach, kiedy studenci przychodzą na egzamin w tym co mają akurat pod ręką, to naprawdę rzadkość..

– Jak on ciężko pracuje – mówi Mama, kiedy syn zamyka się w pokoju, żeby „się pouczyć”. – Przecież w domu nawet palcem nie ruszy, do pracy mu się nie spieszy – zauważa ojciec. – Daj mu spokój – ripostuje żona – nie widzisz, że te studia go wykańczają?.

Historia trzecia: Ona i Ona bardzo się lubią

Pracują razem. Ta pierwsza jest, dajmy na to asystentką szefa, ta druga, specjalistką w dziale administracji. Codziennie mijają się na korytarzu z szerokim uśmiechem, zdarza się, że wypiją razem kawę, albo pójdą razem na obiad do stołówki. „Ha, ha” śmieją się ze swoich żartów, a w łazience poprawiają przed jednym lustrem makijaż.

– Świetnie sobie radzisz – mówi asystentce specjalistka. „ Jak ona w ogóle dostała tę posadę?” – myśli.  – Pięknie dziś wyglądasz – uśmiecha się. „Co to za prowincjonalny wygląd. Bardziej na czerwono już się nie dało tych ust?” – rozbrzmiewa jej w głowie. Dlaczego udaje sympatię? Nikt nie wie. Choć, że udaje wiedzą wszyscy.

Pozory, maski. Wszyscy lubimy je czasem założyć, ale do niektórych potrafią przylgnąć na całe życie. Mistrzowie pozorów myślą, że trudno ich rozszyfrować. Tak naprawdę, zawsze coś ich zdradzi. A wtedy trudno im zaufać, trudno powierzyć obowiązki. Strzeżcie się pozorantów.