Lifestyle

Muzyczne hity 2015 roku w 3 minuty? Niesamowity duet podbił serca internautów. Posłuchaj i porównaj z oryginałem

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
8 stycznia 2016
Fot. Screen z YouTube / US THE DUO
 

Chcecie miło powspominać miniony rok? Czy jest lepszy sposób niż muzyka? Kilka pierwszych dźwięków i już czujecie zapach lipcowej plaży czy tego niesamowitego spotkania, podczas którego dźwięki miękko sączyły się z barowego głośnika. Poznajcie absolutny hit niesamowitego duetu Us The Duo, który nie od dziś zaskakuje i zawstydza swoim warsztatem oryginalnych wykonawców ;).

 

Muzyczne hity 2015 roku w 3 minuty – obejrzyjcie film

A jeśli macie więcej czasu posłuchajcie wszystkich utworów i sami oceńcie, która wersja jest bliższa waszym sercom (i uszom).

  1. Adele – Hello

     

     

  2. Drake – Hotline Bling

     

     

  3. OMI – Cheerleader

     

     

  4. Walk The Moon – Shut Up and Dance With Me

     

     

  5. Fall Out Boy – Uma Thurman

     

     

  6. Fetty Wap – Trap Queen

     

     

  7. Wiz Khalifa-See You Again ft Charlie Puth

     

     

  8. Ed Sheeran – Thinking Out Loud

     

     

  9. Hozier – Take Me To Church

     

     

  10. Silento – Watch Me (Whip/Nae Nae)

     

     

  11. Skrillex and Diplo – Where Are U Now fr Justin Bieber

     

     

  12. One Direction – Drag Me Down

     

     

  13. Nick Jonas – Jealous

     

     

  14. Fifth Harmony – Worth It ft Kid Ink

     

     

  15. Taylor Swift – Bad Blood

     

     

  16. The Weeknd – Can’t Feel My Face

     

     

  17. Mark Ronson – Uptown Funk ft Bruno Mars

     

     


 

Źródło: YouTube


Lifestyle

„Na zewnątrz wyglądasz jak zwykły, normalny człowiek, nikt nie podejrzewa, że w środku każdego dnia walczysz sama ze sobą.” Nerwica – moja przyjaciółka

Listy do redakcji
Listy do redakcji
8 stycznia 2016
Fot. iStock / Rawpixel Ltd
 

Czym jest owa niemoc, która czasami mnie ogarnia – czy darem od Boga, czy też jego przekleństwem. Według mądrych ksiąg jest to  to zespół zaburzeń psychicznych dotykających nastroju. Jak o niej słyszysz, myślisz co za bzdura – mnie to nigdy nie dotknie przecież jestem silnym człowiekiem. A jednak…..  Przychodzi taki dzień w którym świat Ci się wali i nie masz na to najmniejszego wpływu. Dzień, który miał być najszczęśliwszym w twoim życiu staje się zmorą na kolejne kilka lat.  Co się stało, że tak właśnie jest… Nie wiesz , próbujesz zrozumieć, jednak wszelkie próby kończą się fiaskiem. Co zrobić…. jak dalej żyć? Jedynym ukojeniem jest noc. Wiesz, że wtedy twój umysł się wyłączy, ciało zrelaksuje, odpręży. Szkoda tylko, że noc trwa tak krótko.

Najgorszy jest dzień, gdy musisz normalnie funkcjonować, być dobrą matką i żoną. Trzeba jakoś poskładać wszystko w całość, zająć się małym dzieckiem, ogarnąć mieszkanie, zrobić obiad masz przecież świadomość , że nikt za ciebie tego nie zrobi.

Na zewnątrz wyglądasz jak zwykły, normalny człowiek, nikt nie podejrzewa, że w środku  każdego dnia walczysz sama ze sobą. O lepsze jutro, by przeżyć jak  najlepiej każdy dzień, by kładąc się spać móc powiedzieć dziękuję ci Panie za to, że żyję.

Kolejne dni stają się lepsze. Myślisz , że już jesteś na dobrej drodze by żyć tak, jak wcześniej. Twój umysł zaczyna normalnie funkcjonować, wydaje ci się, że walka została wygrana, a ty triumfujesz, a jednak…. znów wraca twoja przyjaciółka tym razem ze zdwojoną siłą. Kolejne lata mijają, raz jest lepiej raz gorzej, aż w końcu zdajesz sobie sprawę, że sama nie wygrasz tej walki. A wygrana jest wielka, przecież chodzi o twoje  życie.

Decydujesz się na wizytę u specjalisty. Siedzisz w poczekalni, widzisz dużo  ludzi, patrzysz na nich, myślisz co ja tu do ch** robię, przecież jestem zdrowa a jednak… Pomoc okazuje się tymczasowa, bo przecież tabletki nie załatwią sprawy, nie będą żyć za ciebie. Bierzesz je, bo ufasz , że dzięki nim będziesz zdrowsza. Jednak jeden stan wpędza cię w zupełnie inny dotąd nieznany.

Zauważasz , że bez tabletek nie możesz wyjść z domu, nie możesz zmierzyć się ze swoim otoczeniem, wiesz, że coś znów jest nie tak jak powinno. No i masz rację – zaczyna się kolejna bitwa, tym razem zupełnie inna od ostatniej. Tym razem twoim przeciwnikiem jest strach. Sama myśl wyjścia z domu przyprawia cię o zawrót głowy. Zamykasz się w sobie, nie wychodzisz nigdzie. Gdy już przychodzi ci wyjść i być wśród ludzi, boisz się. Cholernie się boisz.

Czego? Sama do końca nie wiesz, chyba śmierci… serce ci bije coraz mocniej, jakby miało zaraz wyskoczyć, zaczyna się kręcić w głowie, a samo złożenie prostego zdania sprawia ci trudności. Po raz kolejny znalazłaś się w pułapce własnego umysłu.

W końcu przychodzi taka chwila, gdy do twoich rąk trafia książka, którą proponuje ci przyjaciel. Czytasz ją trochę sceptycznie ale zaczynasz wierzyć, że to co jest w niej napisane, jest prawdą. Zaczynasz wierzyć we własne siły, mówisz sobie, że strach to tylko takie uczucie i uczysz  się z nim żyć . Nie dajesz mu przyzwolenia na to, by cię sparaliżował. Dzięki temu potrafisz już w miarę normalnie funkcjonować.

Dostajesz pracę, dzięki której zapominasz o tym, co jest z tobą nie w porządku. Wierzysz we własne siły, zaczynasz planować, marzyć. Mimo tego, że jednak w dalszym ciągu unikasz dużych skupisk ludzi, wiesz, że jest coraz lepiej. Masz teraz pełniejszą kontrolę nad swoim życiem, przede wszystkim przestałaś się bać. Robisz to, co lubisz , czujesz się wartościowym człowiekiem nawet bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Wiesz jednak, że twoja przyjaciółka jest cały czas przy tobie, jednak teraz śpi, a czy się obudzi i będzie znów z tobą pić kawę zależy tylko od ciebie i od tego czy  pozwolisz jej po raz kolejny zamieszkać w swoim umyśle.

B.


Lifestyle

Idealne poranki istnieją… tylko w snach. Albo w weekend

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
8 stycznia 2016
Fot. Pexels/ www.gratisography.com / CCO

Obudziłam się jeszcze przed budzikiem. „Rety jak dobrze, mam pół godziny zapasu, a ja taka wyspana” – pomyślałam i przeciągnęłam się mocno. Kot patrzył na mnie zdziwiony. Wstałam po cichu, zrobiłam sobie kawę i otulona kocem usiadłam przy oknie patrząc jak pada śnieg.

Cisza i spokój…

Cały dom jeszcze spał. Oprócz kota oczywiście, który grzał mi nogi. Przygotowałam śniadanie – ciepłe mleko, miód, biały ser i jeszcze jajka ugotowałam – a co. Może ktoś będzie miał ochotę. Uśmiechnęłam się do siebie i poszłam budzić dzieciaki do szkoły i męża do pracy. To była jakaś wyjątkowa noc, bo wszyscy wstali uśmiechnięci. Zdążyliśmy usiąść razem przy stole, poopowiadać swoje sny, powiedzieć, co nas dzisiaj czeka…

I nagle…

BUDZIK. O nie. Ktoś przestawił go o pół godziny (jak dorwę winnego…). Ja pierdzielę, teraz to już z niczym nie zdążymy. Lecę budzić chłopaków, myjąc zęby robię kawę. Patrzę w lustro… No tak, nie ma jak umyć włosy wieczorem. Rano kompletnie są nie do ogarnięcia. POMOCY! Smaruję szybko kanapki dżemem, młodszy krzyczy z pokoju: „Ja chcę płatki”, starszy „Dżem brzoskwiniowy??? Wiesz, że nie lubię!”.

Wrrrrr. Wciskam na tyłek wyciągnięte pośpiesznie dżinsy. Przysięgam, przysięgam – żadnego ptasiego mleczka od dzisiaj!!!  „Mamooo gdzie moje skarpetki”. „Mamooo, a on ubiera moją koszulkę”. Udaję, że nie słyszę pijąc na stojąco kawę i robiąc kanapki do szkoły. Mąż w delegacji – nie wiadomo szczęście, czy pech. Nie mam czasu dłużej zawiesić na tym myśli.

Telefon. Mama…

„Dzień dobry kochanie, wstaliście? Uważaj, bo dzisiaj jest bardzo ślisko. Wiesz kto to mnie zadzwonił…”. Nie teraz mamo. NIE T E R A Z. Rzucam telefonem, a w duchu przysięgam sobie, że jak już minie ten szał, to do niej zadzwonię i wysłucham, kto też mógł zadzwonić.

– Z czym kanapki do szkoły mamo. – Z serem i ogórkiem. – Bleee nie zjem – numer jeden. – A nie ma sałaty – numer dwa. Trzymajcie mnie, błagam Trzymajcie. Kot głodny drapnął mnie delikatnie w nogę przypominając o swoim istnieniu. Ale na tyle mocno, że przez moją gwałtowną reakcję kawa ląduje na założonej czystej bluzce. – Żesz K**WA klnę pod nosem, ale na tyle głośno, że młodszy słyszy. – Mamooo, jak ty mówisz. Starszy – tuż przed komunią: – Pamiętaj, to grzech.

Aaaaa czy widać parę, która wylatuje mi uszami?!?

Lecę wyrzucać z szafy wszystko, jak leci. Ostatecznie wciągam na siebie bluzkę z wczoraj. Trudno. Pierdzielę. Nie mam czasu być piękna i idealnie ubrana. Przysięgam sobie w myślach: „Będę prasować, chociaż swoje pranie, chociaż bluzki… i sukienki”. Przysięgam. Od poniedziałku będę sobie przygotowywać ubranie wieczorem na następny dzień.

Jeszcze łazienka. Jakiś puder, tusz na rzęsy. Jedną ręką rozdzielam bijących się o pastę do zębów. Mamo – on zawsze MUSI sobie pierwszy nakładać. – Widocznie MUSI – odpowiadam notując w głowie, rozmowę ze starszym – na później, na później po tym koszmarnym poranku.

Wychodzimy – pada hasło między: „Zapomniałem ci powiedzieć, zajrzyj koniecznie na e-dziennik”. „Mamoo nie wiem, gdzie mam kluczyk od szafki”. Uff, ale ja wiem, gdzie jest zapasowy. „Mam tylko jedną rękawiczkę?!?” Słyszę zbliżającą się histerię… Oddaję swoje. – Ale one są czerwone. – Wybieraj zmarznięte ręce, czy czerwone rękawiczki? Skutkuje.

Jeszcze kot…

Miska pełna. Możemy lecieć. Wychodzimy… Patrzę na auto. I nie wiem… Śmiać się, czy płakać. W końcu to zima. W tamtym śnie, który teraz wydaje się tak odległy, tylko śnieg był prawdziwy. I mróz. Patrzę z zazdrością na auto sąsiada, który przezornie na przedniej szybie wyłożył takie srebrne cudo… Wrrrr. Przysięgam, że kupię to coś, będę sobie wychodzić, ściągać to z szyby, i wsiadać do auta, jak gdyby nigdy nic, zamiast szukać w portfelu starej karty kredytowej, żeby obdrapać z mrozu szybę. Tak, drapaczkę też muszę kupić.

Siedzę w aucie. Już sama. Łapię oddech próbując się uśmiechnąć do dnia, który daleki był od sennego ideału. Telefon. Mąż – ten w delegacji: „Cześć kochanie, dzwonię się spytać, jak minął ci poranek. Tutaj tak cudownie pada śnieg” …


Zobacz także

Rozgrzewająca herbata na różne sposoby. Wybierz 7 dodatków na zdrowie

Szkoła artystyczna, rządzi się swoimi prawami… Odkryj ciemną stronę baletu, który niszczy

Przestańmy zachowywać pozory. Zadbajmy o to, co dla nas najważniejsze