Lifestyle

Muszą wygrać serce dla swojego syna. Swoje serca już oddali dając Kamilowi szansę na zdrowe życie

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
12 marca 2016
Kamil
 

„Adoptujmy go” – powiedziała Olga, kiedy usłyszała, że na oddziale leży kilkumiesięczny chłopiec. Został przywieziony z ośrodka prowadzonego przez siostry zakonne.

Spotkanie w szpitalu

Wtedy jeszcze oboje nie widzieli Kamila. Poza tym nie planowali adopcji dziecka. Dwa lata po ślubie. Szczęśliwi. Do Centrum Zdrowia Dziecka jeździli do siostrzeńca Olgi – Antka chorującego na serce. Na tę samą salę co Antek, trafił Kamil z ciężką wadą serca: pojedyncza komora, wspólny pień tętniczy. – Przy każdym chorym dziecku był choć jeden rodzic. Kamil leżał zupełnie sam. Zaczęliśmy jeździć do szpitala nie tylko dla Antka, ale też dla niego – wspomina Adam, dziś ojciec chłopca.

– Przez ten czas wizyt w szpitalu bardzo się z Kamilem zżyliśmy. W Centrum Zdrowia Dziecka jako półroczne niemowlę znalazł się ponownie ze względu na pogarszający się stan zdrowia. Potrzebował opieki i miłości, którą oczywiście od zakonnic, u których przebywał, otrzymywał.

Jednak wiadomo, że dla tak małego dziecka najważniejsze jest ciepło rodzinne, dzieci powinny dorastać w swoich domach, otoczone osobami, których zapach, głos i bicie serca jest im doskonale znane.

Choć najpierw pojawił się impuls, to jednak nie była łatwa decyzja. Tysiące wątpliwości, strach, obawy. – Nie wyobrażaliśmy sobie, że Kamil wróci  a my stracimy z nim kontakt. Oczywiście mogliśmy zostać wolontariuszami w domu pomocy i odwiedzać chłopca. Ale zdawaliśmy sobie sprawę, że odległość nie pozwoliłaby nam być tam tak często, jakbyśmy chcieli – szczerze mówi Adam.

Trudna decyzja 

Jedni znajomi mówili im, żeby dali sobie spokój, że jeszcze będą mieć swoje dzieci, że właściwie nie wiadomo, czy Kamil oprócz jednokomorowego serca nie choruje na coś jeszcze, jakie są rokowania lekarzy, ile operacji, zabiegów i rehabilitacji ma jeszcze przed sobą. Byli też tacy, którzy powtarzali Oldze i Adamowi, że nie mogą odebrać Kamilowi nadziei, którą w nim zasiali. – Przecież jakbyśmy wtedy go zostawili, to do końca życia byśmy się zastanawiali, co się z nim stało, czy żyje, czy jest szczęśliwy. W ogóle nie było o czym mówić – wspomina Adam.

Kamila spotkali w szpitalu w październiku 2013 roku, a w grudniu zaczęli zbierać dokumenty niezbędne do adopcji. – W okresie świątecznym dostaliśmy możliwość poprzebywania dłużej z Kamilem, zakonnica – prawny opiekun Kamila, chciała, byśmy byli pewni naszej decyzji. Po Świętach wzięliśmy udział w wizycie kontrolnej Kamila i kardiologa. Wracając mieliśmy wypadek samochodowy. Dramatyczny, na szczęście nam nic się nie stało, choć auto nadawało się tylko do kasacji, nikt z nas nie odniósł większych obrażeń. Mówiliśmy, że to był znak, by dłużej nie zwlekać z decyzją.

W styczniu wyrokiem sądu chłopiec mógł zostać na stałe z Olgą i Adamem, a kilka miesięcy później po przejściu procesu adopcyjnego małżeństwo mogło adoptować chłopca. – Kamil miał wnętrostwo obustronne (niezstąpienie jąder – przypis red.), przeszedł dwie operacje. Chcieliśmy naprawić wszystko co mogło stać na drodze do jego zdrowia. Byliśmy z Kamilem u gastrologa, laryngologa, okulisty, logopedy, psychologa, psychiatry.

Jednak zdrowie fizyczne to nie wszystko. Nim Kamil trafił do Olgi i Adama większość swojego życia spędził w szpitalach. – Ta długie pobyty w szpitalu odbiły się na jego wrażliwości. Do dzisiaj nawet w ciągu dnia śpi spokojnie, tylko wtedy, gdy jedno z nas zasypia obok niego. Bardzo długo budził się w nocy i płakał. Jego poczucie bezpieczeństwa było właściwie zerowe. Musieliśmy poświęcić dużo czasu i cierpliwości, by nam zaufał, by się nie bał, że znowu go ktoś zostawi. Ale było warto. Dziś jest rezolutnym chłopcem.

Walka o zdrowie

Wada serca chłopca nie pozwala jednak jego rodzicom pozostać spokojnymi. Co prawda lekarze Centrum Zdrowia Dziecka uspokajali mówiąc, że chłopca czeka jeszcze jedna operacja, ale że nic złego z jego zdrowiem się nie dzieje. – Zaczęło jednak nas niepokoić, że Kamil szybko się męczy, zauważyliśmy postępującą sinicę, spadła mu saturacja – tłumaczy Adam.

Adopcyjni rodzice Kamila szukali informacji o wadzie serca swojego syna, rozmawiali z rodzicami dzieci, które również chorują, spotkali się ze specjalistami. Opinie były różne, jedni mówili, że Kamil powinien przejść operację w wieku pięciu czy sześciu lat, inni, że powinna ona się odbyć już rok wcześniej.  – Załamaliśmy się. Ale nie zamierzaliśmy się poddać. Zaczęliśmy szukać jak najlepszej formy pomocy dla naszego syna. Skontaktowaliśmy się z kliniką w Monachium, w której profesor Malec zajmuje się takimi przypadkami jak nasz Kamil. Operacja jest tam wykonywana na bijącym sercu, co prawdopodobnie zmniejsza ryzyko powikłań.

Organizm trzyletniego Kamila mocno walczy, lekarze ostrzegają, że już jest niedotleniony i postępują w nim nieodwracalne zmiany. – Nie chcemy zaprzepaścić tego, co już udało się nam osiągnąć – dzięki wizytom u specjalistów, rehabilitacji i zajęciom wspomagającym Kamil nadrobił wszelkie opóźnienia ruchowe i psychofizyczne. Ten chłopiec wniósł w nasze życie tyle radości i szczęścia. To wyjątkowe dziecko, które z pewnością nie bez powodu stanął na naszej drodze, podobnie jak my na jego… Musieliśmy się spotkać. I nie chcemy teraz się poddać, pozwolić mu odejść, kiedy nie wyobrażamy sobie życia bez niego.

Olga jest w ciąży, we wrześniu Kamil zostanie starszym bratem. – Bardzo byśmy chcieli już wtedy być wszyscy razem, po trudnej operacji – mówi Adam. Jest w nim siła i determinacja.

Kamil choć dopiero skończył trzy lata został mocno doświadczony przez los. Ale to nie jest smutna historia o chorym chłopcu. To historia, która niesie nadzieję, że chłopiec, któremu właściwie nikt nie daje szans na przeżycie, który, choć jego serce składa się tylko z jednej komory kocha i jest kochany. Olga i Adam oddali mu swoje serca, teraz on potrzebuje szansy, by odzyskać swoje.

Na operację w Monachium potrzeba około 160 000 złotych. – 60 tysięcy mam uzbieranych na koncie fundacji z wpłat własnych – z 1% oraz darowizn od przyjaciół i znajomych. Potrzebujemy reszty, by zapewnić Kamilowi jak najlepszą opiekę. Niestety bardzo ważny jest tu czas…

Adam podkreśla, że gdyby udało im się zebrać środki, to wspomogą jeszcze siostrzeńca Olgi – tego, który leżał razem z Kamilem na jednej sali warszawskiego szpitala. Zbiórka dopiero się rozpoczęła – pieniądze zbierane są w Fundacji „Mam Serce”. Może i ty dołożysz swoją cegiełkę niosąc pomoc Kamilowi, choćby poprzez udostępnienie tej historii.


ulotkaA5 1proc_2016_new_K


Lifestyle

Dzień #6. Zadbaj o siebie naprawdę. #SlimemGO

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
12 marca 2016
Fot. Pixabay/Alexas_Fotos / CCO
 

Kochane i jak wam idzie dbanie o siebie. Czekacie na kolejny poniedziałek, żeby coś zrobić dla swojego ciała. Powiem wam coś w sekrecie: „nie warto”. Trzeba wziąć się z tym bykiem obaw, wątpliwości i wymówek za rogi i po prostu zacząć się ruszać. Pamiętajcie, robicie to dla siebie!

Macie ochotę na leniwą sobotę i ani w głowie wam spacery, rowery i inne dziwy? Zajrzyjcie koniecznie na nasz blog „Ćwiczenia na dziś”, który rozwija się z dnia na dzień i skorzystaj z ćwiczeń, które się tam pojawiają i dołącz koniecznie do naszej zabawy.


 

I jak? Chcecie naprawdę o siebie zadbać? Przyłączcie się do naszej wiosennej akcji: „Zadbaj o siebie naprawdę”.

My będziemy wam prezentować różne formy aktywności, a wy wysyłajcie nam zdjęcia, piszcie, jak o siebie dbacie, jak dbacie o swoje ciało, jak sobie radzicie.

ZADANIE KONKURSOWE:

Jest banalne. Wystarczy wrzucić pomysłowe zdjęcie Waszej aktywności na Facebooka z oznaczeniem #SlimemGO. Czy to rolek na nogach, czy pięknego widoku podczas spaceru. A może zdążycie zrobić fotkę w trakcie pogoni za autobusem, czy przy wchodzeniu po schodach? Liczy się pomysł. Te najciekawsze zostaną nagrodzone zestawami fantastycznych kosmetyków, które też pomogą Wam odwdzięczyć się ciału i zadbać o siebie w sposób wyjątkowy. W opisie zdjęcia, napiszcie nam w paru słowach, jak naprawdę o siebie zadbałyście tego dnia.

SZCZEGÓŁY NASZEJ AKCJI ZNAJDZIECIE TUTAJ

#SlimemGO

Fot. Materiały prasowe

Chcesz o siebie zadbać naprawdę? #SlimemGO.


Lifestyle

„Mój mąż ma romans, chcę go odzyskać”. Do czego zdolna jest kobieta, która walczy

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
11 marca 2016
"Mój mąż ma romans, chcę go odzyskać". Do czego zdolna jest kobieta, która walczy
Fot. iStock / jarino47

„To załamanie nerwowe” – słyszę do lekarza. „Przepiszę pani leki” – dodaje. Patrzę na niego – co on u diabła bredzi. Jakie załamanie, przyszłam tylko po proszki na sen, a on wylatuje z załamaniem. Ja nie mogę się załamać, muszę walczyć. Dla dzieci, dla siebie, dla nas.

Myślisz sobie: „Ale dramat”, „Mnie to nigdy nie spotka” i nawet nie wiesz, kiedy się wydarza.

Bo przecież to tylko w filmach albo u koleżanki z podstawówki, która żyje z tym dupkiem, zamiast dawno od niego odejść. Bo jak zdradzi, to ty nie wybaczasz, tylko odejdziesz. Jakby świat było zero-jedynkowy. Biały albo czarny.

Po zdradzie nie już ma przestrzeni na miłość, na budowanie wszystkiego od nowa. Bo przecież nie o seks chodzi tylko o emocje, o to, że ciebie zostawił, zapomniał i poszedł z jakąś inną. Że co ona mogła mu dać? Głupi ch**j, który nie docenił żony, która mu dwójkę dzieci urodziła, gotowała, sprzątała, rozkładała nogi, kiedy chciał. A jemy było mało.

„Zdzira” to była moja pierwsza myśl

Zabiję ją. Jak mogła – mamy dzieci, on ma żonę. A ta wpakowała mu się do wyra jak pierwsza lepsza dziwka. Pewnie tylko na takie miano zasługuje, bo kto bierze faceta z obrączką na palcu. Chciałam wszystko o niej wiedzieć, kim jest, jak wygląda, ile ma lat, gdzie mieszka. „Zniszczę ją”. Ta myśl trzymała mnie w pionie.

Kiedy nie pilnował telefonu wzięłam do niej numer. „Ty k**wo, zostaw mojego męża, zajmij się swoim życiem, którego pewnie nie masz zabierając innej kobiecie męża, a dzieciom ojca”. W szale pisałam do niej SMS-y, odpisała raz: „Widocznie bycie twoim mężem mu nie wystarcza”. Wyłam z bólu. Z upokorzenia. Ze wstydu, bo leżąc na podłodze złapałam go za nogi pytając dlaczego? Jak nisko musi człowiek upaść, jak się upodlić, żeby tak błagać o jakiekolwiek wyjaśnienia. „Wstań, nie rób cyrku” – usłyszałam.

I wyszedł.

Kiedyś byłam mądra, kiedyś byłam pewna, że odejdę. A to była klasyka – awans w pracy, inny dział, impreza integracyjna. Praca po godzinach, wyjazdy służbowe, delegacje.

Wtedy tego nie zauważyłam. Biegałam między naszymi dziećmi. Ważne, żeby w domu było czysto, obiad zrobiony i dzieci grzeczne.

„Możesz zadzwonić” – zawibrował telefon…

nigdy nie sprawdzałam jego wiadomości, ale wtedy coś mnie pchnęło, by sprawdzić. Od Anety. Tłumaczył, że koleżanka z pracy. Ale to wtedy stanęłam w łazience przed lustrem. „Popatrz na siebie, włosy niedbale związane, które nie pamiętały farbowania. Twarz nalana, jak nie moja. I to ciało umęczone dwoma ciążami pod rząd, bez czasu na regenerację”.

Zrób coś – powiedziałam sobie. Chcesz go zatrzymać, musisz o siebie zadbać. Tylko jak z ząbkującym niemowlakiem z jednej strony i buntem dwulatka z drugiej. Ilu rzeczy nie widziałam, a może nie chciałam widzieć. Był moment, kiedy cieszyłam się, że go nie ma, że wraca później, że w weekendy musi wyjechać z jakimś nowym projektem. Byłam spokojniejsza, gdy go nie było. Wolałam sama wszystko ogarniać niż liczyć na jego pomoc, której zawsze było za mało.

„Kochanie, wszystko dobrze?” – to moja mama. „Tak mamo, Tomek po prostu zmęczony, rozdrażniony”. Tak, widziałam to jego poirytowanie, brak snu tłumaczyłam stresem w pracy. Budziłam się w nocy zdziwiona, że on jeszcze siedzi przed komputerem.

„Chociaż się przyznaj, stać cię na tyle? Nawet na szczerość nie zasługuję?” – krzyczałam, kiedy stało się dla mnie jasne, że mnie zdradza. Kiedy przyjaciółka delikatnie mówiła: „Wiesz, a Tomek z tą Anetą to cały czas razem pracują? Widziałam ich wieczorem”. SMS: „Radzę pilnować męża”. Jak próbowałam zadzwonić rozłączał się.

„Tak, mam romans. Zadowolona?”

Znacie to uczucie, jakby spadał na was betonowy blok. Nie ma ciebie, jakby słowa zmiotły cię, jakby ktoś oderwał ci głowę i położył obok. Jakbyś była w kinie i oglądała jakiś niezbyt ambitny dramat.

Świat się dla ciebie kończy. Nie ma nic. Wszystko wypełnia się „mamromansem”.

Wracał do domu. Nie rozmawialiśmy ze sobą. Umiałam tylko płakać. To moja wina, nie dbałam o siebie, o nas, skupiłam się tylko na dziecku, kolejnej ciąży. Zobacz, jak wyglądam w tych dresach, z udami jak słoń. A on przecież nie taką mnie pokochał. Młody ma już rok, już dawno powinnam była coś ze sobą zrobić. Kto chciałby takie coś, jak ja…

Tak, kiedyś myślałam, że jak zdradzi to odejdę.

Nikomu nie powiedziałam. Przed rodziną graliśmy idealną rodzinę. „Mamy ciche dni mamo, nie chcę o tym rozmawiać” – tłumaczyłam.

Do czego zdolna jest kobieta, która chce walczyć?

– do obarczania siebie winą za to, że on ją zdradził – bo to ona nie potrafiła go zatrzymać, bo za mało się starała, bo powinna zauważyć, że on się oddala, przestaje się nią interesować

– do samobiczowania się, kiedy nie stanowi dla siebie żadnej wartości, myśli, kim jest ta kobieta, gdzie się poznali, gdzie uprawiają seks, czy on robi z nią to samo, co z tobą, w czy ona jest lepsza, bo, że jest lepsza to pewnik

– do żebrania o miłość, mówienia: „kochanie nic się nie stało, naprawimy to, będę się już starać, zobaczysz zmienię się”

– do naiwnej wiary w to, co on mówi, że tak – już skończy tę znajomość, że już się więcej z nią nie spotka, że ona dla niego nic nie znaczy, że się chwilowo pogubił, a ona chce w to wierzyć bardziej niż w siebie

– do upokorzenia siebie, kiedy kupuje bieliznę, której nigdy wcześniej by nie ubrała i staje przed nim pełna nadziei próbując udawać pewność siebie, a on? „daj spokój” – tylko to mówi

– do zdradzania siebie, kiedy z uśmiechem stawia przed nim jego ulubione danie, piecze najlepsze ciasto i jak gdyby nigdy nic proponuje: „Może z dziećmi wyskoczymy jutro do kina”

Bo wie, że dzieci to coś co ich łączy, są jej kartą przetargową. Przymilnie powtarzałam: „Dzieci chciały, żebyś poczytał im na dobranoc”, „Mały za tobą płakał dzisiaj cały dzień”.

Gorączkowo szukałam sposobu, by dla niego na nowo zaistnieć. Dieta, fitness. Nie skomentował, kiedy mówiłam, że musi zostać z dziećmi, bo idę na ćwiczenia. Myślałam, że to poczucie winy z jego strony nie pozwala mu pytać.

Im bardziej się starałam, tym bardziej czułam się poniżana. „On ma cię w du**pie. Nie widzisz tego?” – mówiła mi przyjaciółka, jedyna której się przyznałam. „Na bank dalej cię zdradza”.

Nic nie wiesz, nie wiesz, ile możesz udźwignąć, jak walczyć o rodzinę, o świat, który masz. Bo jak przestaniesz walczyć, to co ci zostanie? To ma okazać się, że wszystko to, co budowałaś jest jedynie jakąś cholerną fikcją? Powtarzam sobie: „on mnie kocha, wróci, na pewno, przypomni sobie o tej miłości”.

I czekam. Cała staję się czekaniem na jego gest w moją stronę. Napinam mięśnie, kiedy wchodzi do domu, leżę cicho w łóżku – może nie zauważy, że jestem i położy się obok. Potrafię nawet nie oddychać, żeby tylko był blisko.

„Zapiszę Pani tabletki na uspokojenie, ale proszę pomyśleć nad psychoterapią”  – słyszę jak przez mgłę.

„Dlaczego pani przyszła?”

„Chcę odzyskać męża”

„Jak to odzyskać?”

„Ma kochankę, zdradza mnie” – jestem zimna i zdeterminowana.

„Ale dlaczego chce go pani odzyskać?”

„Bo bez niego jestem nikim”.

P.S. Dziś wiem, kim jestem. Odzyskałam siebie, męża już nie. Okazało się, że on był zwykłym sk**wielem, który wolał iść na łatwiznę niż walczyć o nasz związek. Odeszłam, po trzech latach – trzech latach załamania, walki z zaburzeniami żywienia, depresją. Czy był tego wart? Na pewno nie.

 


Zobacz także

Jak poprawić sobie nastrój jedzeniem? Akcja #ŁapENDORFINY, wyzwanie #7

Dzień dobry, nazywam się depresja. Przycupnę sobie tu na fotelu. Dziękuję, nie chcę kawy ani herbaty

Dzień dobry, nazywam się depresja. Przycupnę sobie tu na fotelu. Dziękuję, nie chcę kawy ani herbaty

Iwona Kossakowska: „Do szczęścia trzeba znaleźć dobre punkty w przeszłości”