Lifestyle

„Ciebie można tylko zostawić, nic dziwnego, że tata cię zdradza”. Kiedy dziecko jest katem

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
25 listopada 2017
Fot. istock/wundervisuals
 

Ewa jest lekarzem z blisko trzydziestoletnim stażem. Pracuje w przychodni, w dużym mieście. Swoich pacjentów zna od kilkunastu lat, zna również ich historie, przeżywa je razem z nimi. A oni do swojej pani doktor mają zaufanie. Wiedzą, że się rozwiodła, że ma dorosłego syna, wysokiego, przystojnego studenta Politechniki. Ale nie podejrzewają, że jej życie przypomina koszmar, a ukochane, jedyne dziecko jest dla matki katem.

Zaczęło się tuż po rozwodzie. Paweł mocno przeżywał rozłąkę z ojcem, mimo, że mąż Ewy nigdy nie dorósł do tej roli, że nigdy nie nawiązał z nim prawdziwej, mocnej, silnej więzi. Ewa twierdzi, że obraz ojca, jaki Paweł ma w głowie, to obraz wymyślony, wymarzony. Że on żył tym wyobrażeniem o ojcu, którego tak naprawdę nigdy nie miał. Krzysztof żonę zdradzał od momentu, w którym zaszła w ciążę, ale zdecydował jej się o tym powiedzieć w przeddzień dwunastych urodzin syna.

Ewa twierdzi, że nie wiedziała, że przez myśl jej nie przeszło, że Krzysztof mógł kogoś mieć. Jasne miał swoje wady – był niesłowny, potrafił wyjść z domu do przyjaciela i wrócić po kilku dniach (z tym, że do przyjaciela nie trafił), ale jej zdaniem nie był typem „babiarza”, „czarusia”. Myliła się. Krzysztof prowadził podwójne życie, przegrywał pieniądze na giełdzie i wiązał się w romanse z kobietami, które stać było na sponsorowanie jego hazardowej żyłki. I jakoś tak mniej więcej po dwunastu latach stwierdził, że chce zmienić swoje życie, więc zaczął od zrujnowania go Ewie. Jednego dnia wyznał jej, że przez prawie całe małżeństwo była dla niego nikim, że narobił jej długów i że nie zamierza się wyprowadzić. Na szczęście przynajmniej to ostatnie okazało się nieprawdą. Krzysztof odszedł już oficjalnie do nowej partnerki, Ewa złożyła pozew o rozwód, bez orzeczenia o winie. Nie miała na to siły. Dziś twierdzi, że to był błąd, bo Krzysztof, nawet regularnymi spotkaniami z synem, „zepsuł go”.

Paweł wszedł wtedy w trudny okres dojrzewania. Zmienił się, w ciągu zaledwie kilku tygodni stał się inny. Zaczął reagować gwałtownie, opryskliwie. Tłumaczyła to hormonami, do momentu, kiedy syn stał się wobec niej jawnie okrutny. Najpierw znęcał się nad nią emocjonalnie. Wbijał w nią jak ciosy zdania, którymi chciał ją zniszczyć. „Ciebie można tylko zostawić, nic dziwnego, że tata cię zdradzał” – słyszała. „Jesteś beznadziejna, nudna, popatrz na siebie, zobacz, jak ty wyglądasz.” Potem doszły do tego wulgaryzmy. Płakała, krzyczała, groziła. Trudno było jej go karać, w szkole nie sprawiał żadnych problemów – był świetnym uczniem, koleżeńskim, pomocnym. W domu zamieniał się w kata – zimnego, wyrachowanego.

W wakacje wysyłała go na obozy, a kiedy wyjeżdżał starała się opracować nowy plan wychowawczy. Nic nie przynosiło skutku. Z roku na rok było coraz gorzej.

Chodziła do psychologa. Mówił, że syn skumulował w sobie złość związaną z odejściem ojca, że trzeba mu okazać wiele empatii, zrozumienia, miłości. Źle to zrozumiała, zacisnęła zęby, postanowiła „przeczekać”. A czekając – być najlepszą matką.

Pierwszy raz uderzył ją, gdy był już w liceum. Poprosił ją o pieniądze na wymarzoną gitarę. Powiedziała, że tyle nie może dać, że może coś dorzucić, żeby zaczął oszczędzać (o teściów Ewy, którzy czuli się winni wobec niej i wnuka, dostawał regularne, spore kieszonkowe) i uzbierał potrzebną kwotę. Ledwo skończyła wypowiadać zdanie, poczuła ostry ból. Cios padł w okolice otrzewnej. Skuliła się, prawie upadła. W jej oczach błysnęły łzy. „Synku” – wyszeptała tylko. Spojrzała na niego, widziała, że się przestraszył. Ale po tym razie, przyszły następne. Wyżywał się na niej za każde nieporozumienie z dziewczyną, za gorszą ocenę, za stres przed maturą, za przegraną w meczu. Za złą pogodę w dniu wyjazdu. Zadawał cios i wychodził.

Jeśli jej nie uderzył, wyzywał ją, upokarzał. Ale nigdy przy świadkach. Nigdy nie zdarzyło mu się stracić kontroli przy innych. I to boli Ewę jeszcze mocniej, bo rozumie, że jego zachowanie jest perfidne, wyrachowane.

Paweł jest wysoki, bardzo przystojny. Jeszcze bardziej niż jego ojciec. Świetnie się uczy, ma kilku przyjaciół. Jest pracowity i chorobliwie ambitny. To perfekcjonista, który wymaga od siebie, a jeszcze więcej od innych. Skupiony, zdecydowany. Precyzyjny. Koleżanki Ewy z pracy i lekarki stażystki są nim oczarowane. „Musisz być z niego dumna” – mówią. Ona milczy.

Ewa idzie do pracy. Ubiera się, robi makijaż. Podkład rozprowadza także na ramionach, żeby nie było widać fioletowych śladów. Paweł ciągnął ją wczoraj za ręce przez cały przedpokój, bo zapytała go, jak poszło mu kolokwium.

Chciałaby poprosić o pomoc, ale nie wie jak. Taki paradoks. Przez lata pomagała swoim pacjentom, kiedy widziała siniaki na ich ciałach. Dawała numery do miejsc, gdzie ofiary przemocy mogą uzyskać pomoc. Dziś wie, że to nie takie proste. Dziś rozumie, że jeśli się kocha, w grę wchodzi zależność emocjonalna, silniejsza niż racjonalne argumenty, niż rozum, niż lęk o samą siebie. Ale pierwszy krok już zrobiła. Wczoraj bardzo długo rozmawiała z sąsiadką, która mieszka piętro niżej. Ona wie, co kryje się za uprzejmym uśmiechem Pawła.


Lifestyle

Bycie lojalnym wobec partnera to wybór serca, czy naprawdę tak trudno to zrozumieć?

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
26 listopada 2017
Fot. iStock/Liderina
 

Tak często zdarza się, że lojalność w związku pojmujemy jako zamykanie się na innych i bycie (dosłownie) tylko i wyłącznie z ukochaną osobą. Rezygnujemy z kontaktów z przyjaciółmi, żeby „jemu nie było przykro”, żeby „ona nie czuła się opuszczona”. Czas mija, a my nie utrzymujemy kontaktu ze światem zewnętrznym. Bycie lojalnym nie oznacza, że jest się dla kogoś „na wyłączność”, byle tylko nie dawać drugiej osobie powodów do niepokoju. Bycie lojalnym bazuje na obopólnym zaufaniu, nie zapominajmy o tym. Bycie lojalnym to wybór serca.

Zdrada. Boimy się jej najbardziej. Wydaje nam się, że nie ma w związku nic gorszego. A przecież nie chodzi tylko to, byś nie wysyłał po kryjomu wiadomości do tej dziewczyny, która wczoraj wsunęła ci do kieszeni kartkę z numerem swojego telefonu. Bycie uczciwym to coś więcej niż decyzja o tym, by spędzać noc z tą samą osobą. To świadome, dobrowolne, wypływające z potrzeby serca oddanie się ukochanej osobie. To coś naturalnego i jeśli tego „nie czujesz”, odejdź. Bo nie można być lojalnym „na siłę”. Bo jeśli się zmuszasz do uczciwości – prędzej, czy później, coś w tobie „pęknie”, zapomnisz się, zdradzisz, zranisz. Odejdziesz zobaczyć, jak to jest być z kimś innym, kiedy tylko pojawią się pierwsze problemy w twoim związku.

Zrób „rachunek sumienia”. Jesteś lojalny, szczerze?

Bycie lojalnym wobec osoby, którą kochasz, to nie szukanie „kogoś lepszego” na jej miejsce, gdyby między wami nie ułożyło się po twojej myśli. To pewność, że masz w rękach szczęście i chęć zapracowania na to, by je utrzymać. To świadomość, że nie zawsze będzie pięknie, że pojawią się momenty trudne, czasem nawet bardzo trudne. Bo takie jest życie, taka jest miłość i bycie we dwoje, dzielenie ze sobą codzienności.

Bycie lojalnym nie jest biernym czekaniem na to, jak będzie rozwijał się ten związek. Bycie lojalnym oznacza chęć powiedzenia jej gestem i zachowaniem, pokazania mu każdego dnia, że nie mają powodów do niepokoju. To telefon, kiedy tego potrzebują, to danie im pewności, że dla nich jesteś. To nie dawanie powodów do myślenia, że kiedykolwiek mógłbyś oszukać. I wcale nie chodzi o same słowa i obietnice.

Jeśli tego nie potrafisz, jeśli wybierasz grę we flirt z kimś innym, jeśli podejmujesz ryzyko zdrady – odejdź czym prędzej, nie utrzymuj partnera w iluzji swojego uczucia. Jeśli jesteś lojalny, dla wszystkich wokół jest jasne, że twoje serce i ciało są „nietykalne”. To widać.

Bycie lojalnym oznacza, że status twojego związku jest jasny, niezależnie od tego, gdzie jesteś i kto jest obok. Bycie lojalnym oznacza nie dawanie innym powodów do tego, by sądzili, że mogą cię zdobyć.

Bycie lojalnym oznacza  również, że nie ukrywasz żadnego z twoich uczuć (nawet wątpliwości) przed twoim partnerem, ponieważ wiesz, że możesz mu zaufać absolutnie we wszystkim.

I wreszcie, bycie lojalnym zawsze daje pewność, że budujesz relację, która ma przetrwać – związek, który ma przyszłość. Więc wspólnie z partnerem omawiasz plany na przyszłość – twoją i twojej relacji.

Bycie lojalnym oznacza wspólną walkę z trudnymi momentami i wspólny śmiech, kiedy jest dobrze. Bycie lojalnym oznacza zakochanie się w sobie nawzajem. Bycie lojalnym oznacza, że ​​rozumiesz, że to, co masz, nie jest czymś „na chwilę”. Czy tak trudno to zrozumieć?


Lifestyle

Napisał list do byłego partnera swojej ukochanej, żeby mu… podziękować. „Będę facetem, którym tobie nie udało się zostać”

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
25 listopada 2017
Fot. istock/stock-eye

To chyba nie zdarza się często. Z różnych względów, wchodząc w związek z nowym partnerem, rzadko kontaktujemy się z „byłym”, a jeszcze rzadziej nawiązany zostaje kontak między obydwoma panami… Ten mężczyzna postanowił podziękować byłemu chłopakowi swojej ukochanej za to, że ten ją zostawił. Dopisał jeszcze kilka, ważnych słów, od serca. Warto przeczytać.

Do mężczyzny, który ją zostawił

Dziękuję Ci. Dziękuję, że odszedłeś z jej życia, że ​​ją zostawiłeś. Dziękuję za to, że mogę ją kochać, robić dla niej rzeczy, które sprawiają jej radość, które ją przy mnie trzymają. Dziękuję, że ją skrzywdziłeś. Gdybyś tego nie zrobił, nie nauczyłaby się czegoś wartościowego o sobie. Zrobię co w mojej mocy, by nigdy nie sprawić jej przykrości, bo boli mnie, gdy widzę jej łzy. Zrobię wszystko to, czego ty nie zrobiłeś dla niej, kiedy byliście razem. Nie będzie czuła się samotna, będzie czuła, że jest dla mnie priorytetem, a nie „opcją”.  (…) Daję jej mój czas i uczucie, nawet gdy o to nie prosi.

Zaopiekuję się dziewczyną, której nie doceniłeś. Będę kochać dziewczynę, której uczucia wziąłeś „za pewnik”. Zrobię wszystko, żeby ją zatrzymać i sprawić, by ze mną została. Będę ją kochał za to kim jest i będzie ją wspierać w dążeniu do tego, kim chce być. Będę partnerem, którym tobie nie udało ci się dla niej zostać. Będę człowiekiem, który nigdy nie popełni tego samego błędu, co ty. Nigdy nie pozwolę jej odejść.

Nie za ostro?


Na podstawie: firstforwomen.com


Zobacz także

Szczecin, portowe miasto o wielu wyjątkowych obliczach

Do kobiety, która spotyka się z moim mężem. Nieśmiało napomknę, że tak właściwie to on nie ma nic

FOBU. Kiedy w sercu jest więcej strachu, niż miłości