Lifestyle

„Jak można stwierdzić: „nie dziw się, jesteś dobrą dupą” i przejść wobec tego obojętnie”. Mocny apel internautki!

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
17 września 2017
Fot. iStock/Anetlanda
 

Kilka dni temu internet obiegł wpis na Facebooku Zuzanny Zuzu Sekuła. Zwykła dziewczyna, jakich tysiące, jeśli nie setki tysięcy, ale to ona publicznie wyraziła wszystko to, co niemal każdej w nas w duszy gra. Zuza ma rację, nie możemy się godzić na takie traktowanie, nie możemy przymykać oczu, zasłaniać uszu, gdy ktoś nas publicznie upokarza i obraża. 

Jeśli my – kobiety nie przeciwstawimy się takiemu nas traktowaniu, zawsze tak będzie. Na nasze córki będą gwizdać obleśni faceci, a one w biały dzień będą się bały przejść przez park bojąc się spotkać kolegów ze szkoły średniej, bo nigdy nie wiadomo, co im do głowy wpadnie. Nasze córki będą słyszały: „Ej mała, fajne masz cycki, nie chcesz mi obciągnąć?” – bo my nigdy nie przeciwstawiłyśmy się takim słowom. A skoro nie reagowałyśmy, facetom nadal wydaje się to zabawne. Naprawdę musi powstać taki wpis, byśmy przytaknęły, byśmy na chwilę się zjednoczyły wiedząc, że nasze granice każdego dnia są przez mężczyzn przekraczane? Podajcie ten wpis dalej! Niech się niesie, niech dotrze do facetów, może oni zaczną stawać w naszej obronie…

Dlaczego nie mogę wyjść wyglądając jak chcę, żeby jakiś facet nie złapał mnie za tyłek? 10 września, koncert Dezertera. Przyszłam, bawiłam się świetnie. Świetnie, dopóki któremuś oblechowi nie przyszło do głowy podnieść mojej sukienki i złapać mnie za pośladki. To nie jest pierwsza taka sytuacja i nie zamierzam więcej milczeć na ten temat.

Sku*wielu, nie miałeś prawa tego zrobić. Nie miałeś prawa naruszyć mojej cielesności. Bawiło cię to? Teraz niech każda moja łza wkurwienia, wstydu i poczucia zeszmacenia spadnie na ciebie potrójnym cierpieniem. Nie miałeś prawa ośmieszyć mnie w ten sposób. Żaden z was, przez te wszystkie lata odkąd skończyłam 12 rok życia, nie miał do tego prawa. Niezależnie od tekstu „fajne cycki”, molestowania, czy nie pojęcia słowa „nie” w intymnej sytuacji. Wiele lat zajęło mi mówienie o tym głośno.

Ludzie często prześmiewczo komentują moje uczestnictwo w feministycznych akcjach. Ci ludzie nie mają pojęcia przez co przeszłam, przez co nadal przechodzę – ja, czy inne moje koleżanki, gdy decydujemy się wychodzić wieczorami, a często nawet za dnia. Kiedy słyszymy poniżające komentarze, które są „komplementami”. Gdy musimy się zastanawiać, czy wyglądamy, poruszamy się i prezentujemy odpowiednio „bezpiecznie”, aby nie narazić się na atak.

Brzmi jak opresyjna kultura muzułmańska? Nie moi drodzy, to moja codzienność w tym kraju. I mam już tego serdecznie dosyć. W momencie, w którym to piszę, płaczę z bezsilności. Ktoś powie „nic nowego”, dając jednocześnie przyzwolenie na takie zachowania. Sorry, dla mnie jest to niepojęte, jak można stwierdzić „nie dziw się, jesteś dobrą dupą” i przejść wobec tego obojętnie. Wyglądam tak i siak, to moje ciało może być bezczeszczone? To powinno być pytanie retoryczne. Niestety dla niektórych osób nie jest.

Dlaczego piszę to na Facebooku? Ponieważ wiele dziewczyn, kobiet, moich koleżanek, nie wie, że mają prawo o tym mówić. Wiele nie ma odwagi. Internet aktualnie jest najlepszym środkiem przekazu. To mój manifest. Moja siostra ogoliła swoje włosy tylko dlatego, żeby nie być jedynie kawałkiem mięsa, być mniej atrakcyjną dla mężczyzn i móc się w końcu od tego uwolnić. Moja przyjaciółka została zaciągnięta do mieszkania obcego faceta, a kiedy nie spełniła jego chorych wyobrażeń, sam się do niej zaspokoił wbrew jej woli, ale ona nie miała siły i odwagi czegokolwiek z tym zrobić. Wiem kto to, ale człowiek chodzi bezkarny. To są jedynie dwie historie pośród kilkudziesięciu z (jedynie!) mojego najbliższego otoczenia. Oszpecenie siebie czy ucieczka nie jest rozwiązaniem. Pamiętajcie, że nic nie usprawiedliwia naruszania waszego ciała. Nie możecie o tym milczeć. To nie Wy powinnyście się wstydzić. Wystawiam siebie, myślcie co chcecie. Ja wiem, że podejmuję dobre działanie i reszta chorych opinii mnie nie interesuje. Takie zachowania są nienormalne i należy je tępić. Mówcie bliskim, zgłaszajcie gdzie się da, a jak jesteście same – nie bójcie się użyć siły. Dziękuję Zosia, Kasia i Klepaczza pomoc, interwencję oraz stanięcie w mojej obronie dzisiejszego wieczoru.

Oryginalny wpis Zuzanny możecie zobaczyć tutaj:

 


Lifestyle

Chcesz schudnąć? Pij wino! To naprawdę działa i dowodzą tego naukowcy!

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
17 września 2017
Fot. iStock/microgen
 

Kto z nas nie lubi zasiąść przy lampce dobrego wina wieczorem, do kolacji albo do rozmowy z przyjaciółką. Niestety zawsze nas straszą tymi pustymi kaloriami w alkoholu, które z całą pewnością nie pójdą nam w cycki. 

Okazuje się jednak, że te kalorie, to nie jest cała prawda o winie, a ono samo posiada szereg właściwości, które – uwaga – sprzyjają naszemu zdrowiu, a ponadto pomagają nam schudnąć! W ostatnich latach w Wielkiej Brytanii romans z butelką wina staje się coraz bardziej powszechny, ponieważ w coraz większym stopniu pomaga w walce z otyłością. Jedna z kobiet wypowiadająca się dla Dalimail podkreślała, że codzienne picie lampki wina zdecydowanie zmniejsza jej ochotę na słodycze.

13-letnie badanie Uniwersytetu Harvarda przeprowadzone na 20 000 kobiet wykazało, że ci, którzy piją pół butelki wina dziennie, mieli o 70 procent zmniejszone ryzyko otyłości w porównaniu do osób niepijących wina. A oficjalny urząd zajmujący się kwestią spożywania alkoholu i jego nadużyć w Stanach Zjednoczonych stwierdził, że gdy zamiast węglowodanów spożywamy alkohol, to pomimo kalorii w nim zwartych, osoby pijące mają tendencję do utraty wagi zyskując ponadto więcej energii niż te, które zajadają się słodyczami.

Inne badania, przedstawione na jednej Europejskich Konferencji o Otyłości, dowodzą, że kieliszek czerwonego wina każdego wieczoru zwiększa poziom dobrego cholesterolu. Tym samym wino może pomóc w zmniejszeniu ryzyka zachorowań na cukrzycę, gdyż korzystanie wpływa na nasz organizm, a przede wszystkim na metabolizm glukozy.

Oczywiście, że wszystko jest dla ludzi, jeśli korzystamy z głową z wszelkich dobrodziejstw. Tak też jest i z winem, czy alkoholem w ogóle. Jednak mały kieliszek wina do posiłku może sprawić, że nasza waga nie będzie rosnąć. Zobaczcie na Francuzki – one są szczupłe, a wino zawsze gości na ich stole. Tak się składa, że szczególnie czerwone wino zawiera wysokie stężenie resweratrolu, które znajduje się w skórze winogron, a ten związek według jednego z badań pomaga  nam zmniejszyć całkowitą ilość tłuszczu w organizmie.

Innym dowodem na to,  że wino może przyczynić się do naszej zdrowej wagi jest fakt, że proces trawienia wina pozwala spalić kalorie, zwłaszcza u kobiet, które wytwarzają mniejszą ilość enzymu metabolizującego alkohol niż mężczyźni. Oznacza to, że aby strawić alkohol, musimy przez dłuższy czas kontynuować produkcję enzymu, który wymaga od ciała spalania energii. To co wypijemy, to spalimy, a może nawet i ciut więcej.

Innymi słowy, nie zawsze chodzi tylko o kalorie, ale o to, jak dany produkt oddziałuje na nasz organizm i do czego zmusza nasze ciało. Zauważcie, że w zestawieniu czekolada – wino – to wino wypada zdecydowanie korzystniej, bo choć zawiera kalorie, to jednak sprawia, że dość sporo po lampce wina ich spalamy i to wcale nie wymaga biegania na siłownię. Więc może zamiast przekąsek o podobnej zawartości kalorii, lepiej sięgnąć po lampkę wina. 😉 Hmm… kusząca propozycja.


 

źródło: dailymail.com


Lifestyle

Czego boisz się wchodząc w nowy związek? Czy wiesz, że twój lęk zależy od tego, jakim znakiem zodiaku jesteś?

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
16 września 2017
Fot. iStock/CoffeeAndMilk
Następny

Nowy związek zawsze budzi w nas podniecenie. Wypełnia nasze ciało szczęściem, energią, sprawia, że uśmiechamy się szeroko do każdego spotkanego człowieka. Jednak z czasem w tę naszą euforię wkrada się strach, budzą się nasze lęki, które często niszczą związek, powodują, że sami nieświadomie wywołujemy konflikty – to nasz mechanizm obronny. Bywa, że strach bierze górę doprowadzając do tego, że niszczymy coś, co zapowiadało się świetnie, a nawet już trwało.

To, czego obawiamy się najbardziej wiążąc się z drugą osobą, być może związane jest  z układem gwiazd i planet. Powiedz, jakim znakiem zodiaku jesteś i sprawdź, jakie są twoje lęki. Może świadomość, czego się boisz, pozwoli ci zapanować nad własnym strachem i zbudować szczęśliwy związek. Samoświadomości nigdy za wiele.


źródło: elitedaily.com

 

Zobacz także

Wojna o cyc nad kawiarnianym stołem. Karmienie piersią postawione na równi z pierdzeniem i pluciem

Kobieta w pracy, to dom w ruinie – kontrowersyjna reklama francuskiej stacji France 3

Misie wracają na święta… Ten filmik pokazuje, że najwspanialszym prezentem są powroty