Lifestyle

Mężczyzno, daj mi proszę zamiast kwiatka… Nie chcę tego wszystkiego jedynie dziś. Chcę tego zawsze

Rycząca Trzydziestka
Rycząca Trzydziestka
8 marca 2016
Mężczyzno, daj mi proszę zamiast kwiatka… Nie chcę tego wszystkiego jedynie dziś. Chcę tego zawsze
Fot. iStock / pascalgenest
 

Nadszedł dzień, w którym każdy „prawdziwy” mężczyzna, pogna do domu z przynajmniej  jednym (tu zależnie od liczby przedstawicielek płci pięknej „na stanie”) i nie rzadko ledwo zdechłym dyndającym smutno tulipanem „dla Ewy”. Oto długo wyczekiwane święto kobiet, obowiązkowego wychwalania przymiotów płci pięknej i obdarowywania nas czekoladkami, żeby było miło. Ja nie chcę kwiatka i czekoladek od święta.

Kochany Mężczyzno!

Zamiast kwiatka na Dzień Kobiet daj mi proszę:

Dojrzałą relację

Niekoniecznie miłosną. W przyjaźni, czy w koleżeństwie też chcę wiedzieć, że mogę na tobie polegać. Ze swojej strony obiecuję to samo. A jeśli już mówimy o miłości, to dziel i unoś razem ze mną wszystkie trudy wspólnego życia, rodzicielstwa, codzienności. Nie bądź Piotrusiem Panem i nie zostawiaj mnie z tym wszystkim samej.

Szacunek

Nie, nie dlatego, że jestem kobietą, a kobiet nie bije się nawet kwiatkiem. Dlatego, że jestem człowiekiem, osobą, kimś wartościowym. Mam swoje pasje, swoje przekonania i swoje przemyślenia. Nie lekceważ ich, proszę. I nie obrażaj mnie słowami, które wymierzyłeś w fakt, że jestem kobietą. To takie… niemęskie.

Poczucie, że jestem tobie równa

Bo czasem je tracę. Zwłaszcza, kiedy z różnych powodów masz lepiej płatną pracę, a moja to tylko „taki dodatek”. Albo wtedy, gdy moją „jedyną” pracą jest ta w domu: pranie, sprzątanie, zakupy, gotowanie, opieka nad dziećmi. Beze mnie, nie miałbyś aż takiej motywacji, by piąć się po tych szczeblach kariery, przyznaj. Ustalmy jedno: moje obowiązki są tak samo ważne jak twoje.

Tak jak ty potrzebuję odpoczynku. Tak jak ty, chcę się rozwijać i uczyć. Jakie to smutne, że tak często o tym zapominasz.

Trochę twojej siły

Żebym nie musiała być matką Polką heroską –  bohaterką mimo woli, samotną w związku, w którym druga strona jest obecna tylko „na papierze”. O nasz związek, o rodzinę dbajmy wspólnie, proszę. O prozę życia w postaci zakupów i dzielenia się (w miarę możliwości!) obowiązkami, również.

Mniej stereotypów, a więcej zrozumienia i akceptacji

Jeśli przepuszczasz mnie w drzwiach garażu tylko po to, żeby za chwilę powiedzieć mi, że „jeżdżę jak typowa baba”, skomentować dosadnie inne moje typowo kobiece (twoim zdaniem) zachowania, albo zrobić aluzję do zespołu napięcia przedmiesiączkowego – tracisz w moich oczach. Już lepiej sama sobie otworzę drzwi, nie znoszę pustych, nic nieznaczących gestów. Całowania w rękę też nie.

Poczucie bezpieczeństwa

Zwłaszcza wtedy, kiedy to ty utrzymujesz rodzinę, a ja rezygnuję przynajmniej na jakiś czas (a często w ogóle) z mojej kariery zawodowej. Chcę być pewna, że mnie nie zawiedziesz.

Wsparcie

Równe temu, które ty w trudnych chwilach dostajesz ode mnie. Nie, nie mam nadnaturalnych pokładów mocy tylko dlatego, że jestem kobietą. Potrzebuję twoich ciepłych słów otuchy tak samo jak ty ich czasem potrzebujesz. Tak jak ty, chcę czasem położyć głowę na kolanach bliskiej osoby i czuć, że mam prawo do chwili słabości.

Obecności w życiu naszych dzieci

Nawet jeśli twoja miłość dawno już przeminęła z wiatrem, a mówiąc o mnie nazywasz mnie „byłą”. One będą zawsze. To na ciebie czekają, każdego dnia. Bo potrzebują twojego spojrzenia na świat i poczucia, że i mama i tata kochają równie mocno.

Zaszalałam. Ale w końcu to moje święto, prawda? Tylko wiesz, ja nie chcę tego wszystkiego jedynie dziś. Chcę tego zawsze.


Lifestyle

A ty zadbaj o siebie, bo na to nigdy nie jest za późno

Rycząca Trzydziestka
Rycząca Trzydziestka
14 marca 2016
Fot. iStock/ petrunjela
 

– Ty zadbaj w końcu o siebie – powiedziała jedna przyjaciółka, bo aż po prostu przykro było popatrzeć. Włosy zaniedbane, niefarbowane od dłuższego czasu. Ciuchy byle jakie, niedbale zarzucone w porannym pośpiechu. Szara, ziemista cera i spojrzenie takie, że „mi już wszystko jedno”. Nie wiadomo jak się zachować, co powiedzieć. – Niech ona coś ze sobą zrobi, bo tak nie można – szeptały znajome z pracy widząc jak zmęczona wchodzi rano do biura, a oczy ma lekko zapuchnięte i smutek w nich taki głęboki. A te niedokładnie pociągnięte tuszem rzęsy to sprawiają, że właściwie nie wiadomo, czy się malowała dziś rano, czy jeszcze wczoraj.

Czy wiedziały?

No niby skąd, przecież się nie zwierzała. Ale z drugiej strony, TE RZECZY się wie, dostrzega, chociaż niechętnie. Najlepiej natychmiast wyrzucić je byle dalej od siebie. Niech nas nie dotykają, bo po co się denerwować, skoro i tak nic nie możemy na nie poradzić. Co nam do cudzego nieszczęścia? Ale tu wcale nie o nieszczęście chodziło, tylko o poczucie winy. Z jakiego powodu?

Z takiego, że źle wybrała w życiu. Bo taki mąż, to nie mąż tylko wieczna niepewność: czy będzie więcej tych dobrych, spokojnych dni w miesiącu, czy więcej nerwów i smutku. Jak ona mogła tak wybrać? Dlaczego nie zauważyła wcześniej tego, że bywa gwałtowny, że nie szanuje innych? Jak mogła być tak nieuważna, ślepa?

Z takiego, że pozwala na to, by dzieci cierpiały. Bo nie mają spokoju, bo żyją w wiecznym emocjonalnym chaosie budzone w nocy odgłosami awantur między rodzicami. Kiedy o tym myśli, łzy napływają jej do oczu.

Z takiego, że zawiodła rodziców. Bo miała stworzyć piękną, szczęśliwą rodzinę, a stworzyła coś, co jest bardzo smutne i zdecydowanie nieudane. Ale im tego nie powie, więc ukrywa przed nimi prawdę o tym, co w domu. – „Wszystko dobrze, Robert tylko bardzo zmęczony” – odpowiada na pytania o swoje małżeństwo.

Z takiego w końcu, że zawiodła siebie. Bo zrezygnowała ze swoich planów i marzeń i żyje z dnia na dzień, byle przetrwać: bez potrzeb, bez prób zmian.

Tego wszystkiego nie mówi na głos, to wszystko zachowuje dla siebie. Dziwi ją, że człowiek jest tak pojemny na trudne, niedobre emocje. Aż w końcu nadchodzi przełom.

No więc zaczyna się od tego, że pewnego dnia wchodzi do biura jakoś inaczej, pewniej, szybciej. Głowę trzyma wysoko i choć zdaje się być jeszcze bardziej nieobecna niż zwykle, ta nieobecność przepełniona jest nową energią, taką jakiej wcześniej u niej nie widziałam.

– Dobrze wygląda, coś nie tak jest – mówią znajome z pracy. A ona siada przy swoim biurku, włącza komputer i – pewnie pierwszy raz od dawna – czuje smak zielonej herbaty, którą sobie zaparzyła. Zamyka na chwilę oczy i spostrzega, że znowu może oddychać. Słyszy, że za oknem, na gałązkach olbrzymiej topoli zaczęła się już wiosna. Więc to na pewno jest dobry znak.

Co takiego się wydarzyło? Niby nic, bo świat nie stanął nawet na chwilę, żeby oklaskiwać jej decyzję i podziwiać ją za odwagę. A jednak, zmieniło się wszystko, bo postanowiła o siebie zawalczyć. Przede wszystkim zdecydowała się sobie odpuścić. Poczucie winy za to, na co nie ma wpływu.  Idealny obraz związku na zewnątrz, mit wielkiej miłości, którą darzy ją mąż, obowiązek trwania w tym, co ją niszczy, byle tylko nie zawieść rodziców. Po drugie, zaczęła działać. Postawiła ultimatum, zażądała zmian. Nie oczekiwała cudów. Przestała kurczowo trzymać się przeszłości. I uwierzcie mi, znaczy to dla niej tak wiele, że już się nie zatrzyma, nie odpuści. Wygrała. Czy będzie nadal ze swoim mężem? Raczej nie. Czy sobie poradzi? Nie mam co do tego wątpliwości.

Nie wiem skąd wzięła się w niej ta siła, ale bardzo żałuję, że nie miałam w tej przemianie żadnego udziału. Chciałabym wcześniej powiedzieć jej, że trwanie w czymś, co jest już tylko iluzją to wyniszczająca strata cennego czasu i energii. Że najwyższa pora przestać się obwiniać. Ale przecież nie wiedziałam, domyślałam się tylko.

Dziś weszła do biura i spojrzała z troską na naszą koleżankę, pochyloną w smutnym zamyśleniu nad kubkiem gorącej kawy. – Źle wyglądasz, masz podkrążone oczy – powiedziała siadając tuż obok niej. – Mogę ci jakoś pomóc?


Lifestyle

„Czy on na pewno wie, że masz dzieci? Czy te gacie wyszczuplające to nie przesada? A jeśli to wariat?”. Matka singielka na randce

Rycząca Trzydziestka
Rycząca Trzydziestka
2 marca 2016
Matka singielka na randce.
Fot. Gratisography/RYAN MCGUIRE / / CC0 Public Domain

Moja przyjaciółka idzie na randkę. Serio, taką z kolacją i nocnym seansem w kinie. No i z facetem tym razem, co jest miłą odmianą od wyjścia w pojedynkę lub ze mną. Chociaż ona właściwie nie wie, czy idzie, bo właśnie dopadło ją milion wątpliwości, którymi postanowiła się ze mną podzielić. – Pomóż – mówi, jakby ślepy mógł rzeczywiście poprowadzić kulawego. – Czy ja w ogóle mogę? Czy ja mam prawo?
Stoimy więc i gapimy się na te gacie wyszczuplające „a la Bridget” w zadumie, bo właściwie nie wiemy, czy ona ma prawo do tej chwili zapomnienia. Nie, nie chodzi o seks. Żadnego tam seksu nie będzie. Kto to widział, żeby matka szła do łóżka na pierwszej randce. Właśnie! Byłabym zapomniała. Bo to matka jest. Singielka.

A matkom-singielkom miłość nie w głowie. No, chyba że ta do dzieci, to wiadomo. Tę to powinny w głowie mieć. W razie czego, wszyscy wokół przypomną: ”Szanuj się, dziecko masz, teraz to już nie możesz tak…” . Ciekawe, że ojcu tego dziecka to już nikt nie powie, żeby się szanował. Może sobie przychodzić na spotkanie z córką z coraz to nową i młodszą „ciocią”. Tę ostatnią to chyba poderwał jak szukała korepetycji przed maturą. To nawet dobra tendencja. Kiedy córka troszkę podrośnie, tata będzie na bieżąco z problemami współczesnej młodzieży.

– Ojciec, który na co dzień nie mieszka ze swoimi dziećmi nie zrozumie dylematów matki-singielki – wyrywa mnie z tej zadumy oczywistą oczywistością przyjaciółka. Siadamy na kanapie, między jej dwiema wersjami stroju na TEN wieczór (dżinsy vs „mała zielona”). I zaczynamy wątpić.

Wątpliwość pierwsza: Czy to w ogóle jest randka?

Ostatni raz umawiałaś się z facetem tak dawno, że już nie orientujesz się w tych wszystkich podchodach i gierkach. Nie wiesz, czy on tak na serio tobą zainteresowany, czy może tylko chce się zabawić, albo traktuje to na luzie, po przyjacielsku. Straciłaś intuicję „w tych sprawach”.  A może powinnaś wziąć służbowego laptopa, bo chodzi o pracę?

Wątpliwość druga: Czy on na pewno wie, że masz dzieci?

Niby wspominałaś, że nie wiesz, czy uda ci się załatwić opiekę do małej, ale czy na pewno zrozumiał, że to chodzi o TWOJĄ małą? Może pomyślał, że to młodsza siostrzyczka (grunt, to dobre samopoczucie :D) albo niepełnosprawna współlokatorka…

Wątpliwość trzecia: Czy te gacie wyszczuplające to nie przesada?

Co on sobie pomyśli? Że ci zależy, że się specjalnie przygotowywałaś, że sobie wyobrażasz nie wiadomo co. Zaraz, przecież nie będziesz mu bielizny pokazywać! Luz i pewność siebie. Po prostu kino ze znajomym. No, a że kolacja. No co, normalnie też byś zjadła. I może nawet też coś włoskiego. Makaron to makaron, nawet ten przedwczorajszy.

Wątpliwość czwarta: A co jeśli to jakiś wariat?

Kto normalny zaprasza na randkę samotną matkę?! Czy on wie jaka ty jesteś emocjonalna? Swoją drogą to straszne jak to „singielskie” macierzyństwo odebrało ci pewność siebie w sprawie twojej kobiecości, wdzięku i seksapilu.

Wątpliwość piąta: Czy Mała go polubi?

Stop. Przecież to dopiero pierwsza randka. Może się okazać, że następnej nie będzie. Skąd się bierze u ciebie to planowanie wszystkiego „na trzy lata do przodu”? Wyrzuć natychmiast te myśli, Małej w to nie mieszaj. Oddychaj głęboko. No już. A jak „coś” z tego wyjdzie, to będziesz się martwić. Byle nie sama.

Wątpliwość szósta: Co powiedzą rodzice, pani w przedszkolu, były mąż?

Bo przecież im się wydaje, że matki- singielki trzeba upominać i przywoływać do porządku. Pani Krysia z przedszkola to już widziała niejednego „wujka”, więc ona się nie krępuje wyrazić głośno swoją opinię o TAKICH mamusiach. Rodzice będą cię nieustannie przestrzegać jak tylko zorientują się, że wzrok masz maślany, nie dlatego, że do 1-wszej w nocy szyłaś kostium Olafa z „Krainy Lodu”. A były mąż? Zapewne przypomni sobie (i tobie też), że nawet fajna była z ciebie laska. Kiedyś.

– Idź, ale zostaw gacie – mówię w końcu do przyjaciółki. – Nie ma się co oszukiwać. Jak ma coś z tego być, to nie dlatego że jesteś szczuplejsza niż w tych z bawełny przemysłowej. Przez szybę widzę, jak stąpa lekko po chodniku i wiem, że w głębi duszy unosi się te kilka centymetrów nad ziemią. Tylko ja rozumiem, jak bardzo jej to potrzebne.