Lifestyle

Materace dostępne w Gnieźnie – kiedy stary wymienić na nowy?

Redakcja
Redakcja
13 kwietnia 2021
Materace dostępne w Gnieźnie - kiedy stary wymienić na nowy?
 

Idealny materac to taki, który gwarantuje zdrowy i spokojny sen, a jednocześnie zapewnia higienę. Przy wyborze nowego materaca warto zatem uważnie przyjrzeć się jego najważniejszym cechom. Jak jednak poznać, że stary materac w ogóle wymaga wymiany na nowy?

Sygnały świadczące o zużyciu materaca

Kiedy wieczorem trudno znaleźć Ci wygodną pozycję snu, a rano budzisz się połamana, to sygnał, że najwyższy czas pożegnać się ze starym materacem. Jeśli nie pamiętasz, kiedy kupiłaś swój materac, albo w trakcie wyboru nie kierowałaś się renomą producenta i długością gwarancji, powinnaś zwracać uwagę na wyraźne symptomu zużycia materaca.

  1. Nierówności, zgrubienia i przechylona lub wgłębiona powierzchnia świadczą o wysłużonych sprężynach albo piance, która straciła elastyczność. Dawne cechy nie powrócą, dlatego jeśli zależy Ci na zdrowym i komfortowym wypoczynku nocą, zdecyduj się na wymianę materaca na nowy doskonałej jakości.
  2. Sprężyny, które wyczuwasz pod powierzchnią materaca, nie tylko odbierają wygodę wypoczynku, lecz z czasem mogą być niebezpieczne. Właśnie dlatego w trakcie wyboru nowego materaca postaw na materace sprężynowe lub hybrydowe najnowszej generacji. Takie modele znajdziesz tylko u najlepszych producentów, choćby Hilding.
  3. Dźwięki, takie jak skrzypienie czy odgłosy pocierania we wnętrzu materaca, to wyraźny znak, że nie pracuje on tak, jak należy, a tym samym nie zapewnia Ci zdrowego i błogiego wypoczynku.
  4. Zawsze wsłuchuj się w sygnały, które daje Ci Twój organizm. Jeżeli od pewnego czasu narzekasz na pogłębiające się problemy ze snem albo bóle w różnych odcinkach kręgosłupa, stary, wysłużony materac może być winowajcą. Nie zwlekaj z zakupem nowego materaca, bo wypoczynek na zużytym materacu może nieść ze sobą poważne konsekwencje zdrowotne.

Jakie materace posłużą najdłużej?

Mówi się, że przeciętnie z materaca można korzystać przez 5 lat. Jakość wykonania i zastosowane materiały sprawiają, że jego żywotność może być nawet kilka razy dłuższa. Wszystko zależy od producenta. Zmieniając stary materac na nowy, kieruj się zatem renomą marki. Jedną z najbardziej cenionych i najpopularniejszych jest Hilding Anders. Szwedzka firma produkuje materace od 1939 roku i nieustannie zdobywa kolejne rynki. Dzisiaj jest obecna w ponad 40 krajach, głównie w Europie i Azji. W ofercie znajdziesz wiele modeli, których jakość i niezawodność potwierdza gwarancja nawet na 15 lat. Polska siedziba mieści się w Murowanej Goślinie koło Poznania. Innowacyjne materace Hilding możesz jednak kupić w wielu sklepach internetowych i stacjonarnych w całym kraju. Dla przykładu można wybrać materace w Stargardzie na Materacestargard.pl, a materace w Gnieźnie na Materacegniezno.pl.

Jak przedłużyć żywotność materaca?

Najlepszą receptą na dotychczasowe problemy z materacami o dość krótkiej żywotności jest wybór materaca najwyższej jakości. Warty uwagi jest m.in. Hilding Boogie z 15-letnią gwarancją na wkład. Piankowe serce materaca zamknięto w antyalergicznym pokrowcu Tencel, który można prać w wodzie o temperaturze 60 stopni Celsjusza. Takie same właściwości i gwarancja charakteryzują hybrydowy Hilding Dance. Różnicą jest pranie pokrowca ‒ w przypadku Hilding Dance zaleca się 40 stopni Celsjusza.

Artykuł partnera


Lifestyle

Kamil Pawelski: Nie oszukujmy się, mężczyźni nie rozumieją kobiet, a kobiety nie rozumieją mężczyzn. Musimy zacząć szukać zbieżnych punktów w których zaczniemy się rozumieć

Klaudia Kierzkowska
Klaudia Kierzkowska
13 kwietnia 2021
fot.Viktoria Skrobotun-Pawelska
 

Kamil Pawelski, znany jako Ekskluzywny Menel, w ubiegłym roku porzucił życie w wielkim mieście i przeprowadził się na Podlasie. Spełniony mąż, szczęśliwy ojciec dwójki dzieci. Mężczyzna, który bardzo świadomie i szczerze opowiada o partnerstwie, ojcostwie i wierze. Autor książki „Pytania o męskość”, w której razem z dr Ewą Kempisty – Jeznach porusza wiele istotnych i bardzo delikatnych tematów.

Klaudia Kierzkowska: Kim jest Kamil Pawelski?

Kamil Pawelski: Spełnionym facetem, ojcem, partnerem i mężem. Spełnionym człowiekiem.

Kilkanaście dni temu po raz drugi zostałeś ojcem. Jak odnajdujesz się w innej, i na swój sposób, nowej roli?

Nie mogę powiedzieć, że jakoś znacznie zmieniło się nasze dotychczasowe życie. Od ponad dwóch lat jestem ojcem Abla, więc narodziny córeczki nie wpłynęły diametralnie na nasz świat. W domu pojawiła się kolejna kochana istota, o którą się staraliśmy. Wspólne przeżycie porodu, bo miałem to szczęście, że mogłem rodzić z moją Wiktorią, przypomniało mi, co jest w życiu najważniejsze. Odnoszę wrażenie, że wzbogaciło też naszą relację. Podobnie, jak i pierwszy poród. Teraz, w dobie pandemii, nie mieliśmy pewności, czy będę mógł być w szpitalu. Na szczęście udało się, za co jestem światu bardzo wdzięczny. Wspierałem żoną do samego końca.

Z małej miejscowości przeprowadziłeś się do Warszawy, gdzie spędziłeś aż 15 lat. Od razu odnalazłeś się w wielkim mieście?

Przyjechałem do Warszawy niedługo po skończeniu liceum. Miałem zostać rok, dwa, góra trzy. Za wszelką cenę walczyłem o usamodzielnienie się i bardzo chciałem iść do przodu, aby udowodnić sobie i innym, że mogę, że potrafię. Zakładałem, że Warszawa będzie dla mnie przystankiem, chciałem wyjechać za granicę. Stała się jednak moim domem na 15 lat. Po jakimś czasie uznałem, że to jest moje miejsce i z perspektywy czasu nie mogę o niej powiedzieć złego słowa.

Po kilku latach pracy w korporacji, gdzie piąłeś się po szczeblach kariery, złożyłeś wypowiedzenie. Nie była to praca Twoich marzeń?

Przez dłuższy czas byłem osobą, która w pracy znalazła sens swojego życia. Objąłem wysokie stanowisko, w pewnym momencie zarządzałem całym regionem sprzedaży. Jednak życie korporacyjne, praca na wynik, a z drugiej strony brak troski o życie prywatne spowodowało, że przeszedłem załamanie nerwowe i depresję. Generalnie dość mocno przypłaciłem to swoją psychiką. W międzyczasie, będąc na terapii, pojawił się pomysł założenia bloga, który po pewnym czasie okazał się moją pełnoetatową pracą. Kiedy zrezygnowałem z pracy w korporacji, blog zapewniał mi bezpieczeństwo finansowe. Wszystko się ze sobą zazębiło. Wypalenie zawodowe, depresja i możliwość pozostania freelancerem, blogerem. Z natury jestem osobą wykorzystującą sposobności, które dostaję od życia. Zapalam się do jakiegoś pomysłu, by spalić się w nim całym.

Zakładając bloga, poświęcając mu się w całości, wykorzystałem wiatr, który wiał wtedy w moje żagle. Z perspektywy czasu wiem, że była to dobra decyzja.

Fot. www.instagram.com/ekskluzywny_menel

Twoje życie jednak obfitowało w bardzo ciężkie doświadczenia. Próbowałeś popełnić samobójstwo – chciałeś wyskoczyć z okna. Dlaczego? Co takiego się wydarzyło, że postanowiłeś targnąć się na swoje życie?

Wychowywałem się w rodzinie mocno wierzącej. Wiara z jednej strony dała mi wiele dobrego, jednak z drugiej dość mocno mnie powykrzywiała. Od zawsze zadawałem sobie pytania dotyczące sensu życia. Za młodego były nim imprezy, potem kariera zawodowa. Sensu życia szukałem na różnych płaszczyznach, a jednocześnie zapominałem, że jest nim dbanie o swoją duchowość. Brakowało mi osadzenia się w relacji. Pochodzę z rodziny DDA, będąc dzieckiem nie miałem dobrych relacji z tatą. Teraz wszystko się zmieniło, tata świetnie poradził sobie z problemem. Jest wspaniałym mężem, ojcem, dziadkiem.

Dzieciństwo i brak ojca spowodowały, że miałem duże wątpliwości dotyczące mojej osoby. Nastał moment, w którym kariera zawodowa, używki czy hajs przestały dawać mi satysfakcję. Zacząłem zadawać sobie głębokie pytania o jestestwo, o sens mojego życia. Wtedy też pojawiły się myśli samobójcze. W momencie, w którym chciałem zakończyć swoje życie, wiara ugruntowała we mnie to, co jest naprawdę ważne w życiu. Zrozumiałem, że te wszystkie substytuty, które miałem wcześniej są niczym względem tego, co jest ważne w życiu – skupienie się na sobie, zrozumienie czym jest duchowość.

Jednak to, co obecnie dzieje się w kościele jest nie do pomyślenia. To jak kościół okrada ludzi, okłamuje i robi z nich cierpiętników jest dla mnie wypaczeniem. Nie dziwię się, że kościół zbiera żniwo w postaci ludzi od niego odchodzących. O tematach pedofilii i tego jak brudny jest kościół nie chce mi się już nawet mówić. To dla mnie dwa kilo mułu. Jednocześnie mam wielką świadomość, że człowiek potrzebuje duchowości. Po próbie samobójczej, chęci odebrania sobie życia, zrozumiałem, że można żyć inaczej. Wszystko dzięki Bogu. Spuściłem z ciśnienia.

W ubiegłym roku przeprowadziłeś się z rodziną na Podlasie, gdzie prowadzisz przestrzeń slow life Into The LAS. Skąd taka decyzja?

W pewnym momencie zaczęliśmy zastanawiać się, czego oczekujemy od naszej przyszłości. O ile bardzo lubię Warszawę i pobyt w niej dał nam bardzo dużo, to jednak w naszym przypadku jest to miasto na krótką metę. Zaczęliśmy zastanawiać się, czy chcemy z Warszawą wiązać się na stałe. W między czasie jeździliśmy na Podlasie do mojej babci. I właśnie wtedy pojawiła się myśl o przeprowadzce. Na początku chcieliśmy stworzyć coś dla kogoś, by innym dać możliwość „nic nie robienia”. Jeszcze przed wybuchem pandemii cały czas miałem poczucie, że nieustannie za czymś pędzimy. Musimy coś mieć, posiadać, dwa razy w roku wyjechać na wakacje. Ciągle coś komuś chcemy pokazać i udowodnić. Oczywiście musimy od siebie wymagać. Trudno by było położyć się na trawie i czekać aż manna zacznie nam spływać z nieba. Jednak często chcemy za bardzo, za wszelką cenę. Statystyki dotyczące depresji mówią same za siebie. Postawiliśmy wszystko na jedną kartę i w ubiegłym roku stworzyliśmy „nasze” miejsce Into The LAS. Jestem nauczony, że swoje życie należy obserwować trochę jak kawałek sera. Byłem świadomy, że Ekskluzywny Menel nie musi istnieć całe życie. Chciałem mieć plan B. Presja wśród twórców internetowych zaczęła przypominać mi trochę korporacyjną przeszłość. Nauczony doświadczeniem zacząłem zastanawiać się, czy przypadkiem nie wracam do punktu, z którego kiedyś wyszedłem.

Wydałeś książkę „Pytania o męskość”, w której rozmawiasz z dr Ewą Kempisty – Jeznach, certyfikowanym lekarzem medycyny męskiej. Co Cię skłoniło do jej napisania? 

Jeszcze kilka lat temu uważałem, że nie mamy kryzysu męskości, a jedynie redefiniujemy męskość. Jednak teraz dostrzegłem, że coś z nami mężczyznami jest nie tak. Należy spojrzeć prawdzie w oczy. Żyjemy w czasach kryzysu męskości, kryzysu tożsamości mężczyzn. Fakt, że zabrałem się za tematy związane z ojcostwem i szeroko rozumianą męskością nie oznacza, że w moim mikroświecie jest mi źle. Jest bardzo dobrze. Chciałbym, aby mój syn za kilkanaście lat mógł żyć w świecie, w którym nie będzie pozbawiony kryzysu tożsamościowego. Cały czas z tyłu głowy mam swoje dzieciństwo i brak taty w procesie wychowania. Zdaję sobie sprawę, jak ważną rolę odgrywamy w życiu naszych dzieci, partnerek, żon. Musimy podkasać rękawy i wykonywać pewną pracę. W społecznym ujęciu musi dokonać się pewna zmiana. Przeglądając statystyki zobaczyłem, że na 100 tys. mieszkańców 23,9% samobójców stanowią mężczyźni, a kobiet jest 3,2%. Coś jest nie tak.

Poruszasz w książce temat męskich emocji. Nie masz wrażenia, że mężczyźni wstydzą się rozmawiać o uczuciach?

Facet mówiący o emocjach… Przez pewien czas emocje identyfikowały się z czymś bardzo kobiecym. Śmiem twierdzić, że patriarchat zrobił równie dużo złego dla kobiet co i dla mężczyzn. Jestem wielkim przeciwnikiem tego systemu. Cenię sobie partnerstwo, jestem orędownikiem takiego podejścia do życia. Dużo mówi się o tym, co patriarchat zrobił dla kobiet. I widzisz, to właśnie wy jesteście silniejsze i walczycie o swoje. Chwała wam za to! Kwestie związane z emocjonalną stroną mężczyzn cały czas są w powijakach.

Feminizm bardzo mocno uderza w mężczyzn i ta wzajemna unifikacja płciowa nie służy w ogóle sprawie. Wzajemne obwinianie się niczego nie zmienia. Wyobraźmy sobie związek, w którym obydwie strony wzajemnie obwiniają się o wszystko. Nie wróżę im wspólnego życia. Jednocześnie mam poczucie, że kobiety także nie są do końca szczęśliwe. Choć są spełnione, to brakuje im mężczyzn, takich z prawdziwego zdarzenia.

Piszesz, że jest to książka nie tylko dla mężczyzn, ale i kobiet, żeby lepiej zrozumiały swoich partnerów czy synów. Jakie wartości, jaką wiedzę „wyniosą” z niej kobiety?

W książce rozmawiam z dr Ewą, z jednej strony lekarzem medycyny męskiej, a z drugiej z kobietą. Zderza się z moimi pytaniami i udziela wielu wartościowych odpowiedzi. Bardzo fajnie opowiada o wychowaniu dzieci. Zwraca uwagę na ważny aspekt. Dziecko ma matkę i ojca, i najlepiej, aby oboje brało udział w procesie jego wychowania. Jednak dziecko musi widzieć różnice wynikające z tego kim jest ojciec, a kim jest matka. Nie mam na myśli tego, że kobieta sprząta, a facet zarabia, leży na kanapie i czyta gazetę. Tak dużo mówi się o równości, a trudno jest o nią, kiedy kobieta i mężczyzna tak bardzo się różnią. Różnorodność, która płynie z nas jest na tyle ciekawa, że wzajemnie tworzymy jedną całość. Różnic pomiędzy nami nie należy rozpatrywać w kategorii czegoś złego. Zależało nam, aby przedstawić różne poglądy w kwestii wychowania. Ważne jest

odcięcie pępowiny pomiędzy matką i synem, aby teściowa stawała także po stronie synowej, a nie tylko syna. Zderzenie tych dwóch płci jest niezwykle istotne. Nie oszukujmy się, mężczyźni nie rozumieją kobiet, a kobiety nie rozumieją mężczyzn. Musimy zacząć szukać zbieżnych punktów, w których zaczniemy się rozumieć. My nie mówimy o emocjach, trzymamy je w sobie. Kobiety z kolei mają bardzo rozbudowany system analizy. Książka pomoże kobietom zrozumieć i zaakceptować perspektywę męską.

Mówisz, że partnerstwo nigdy nie będzie stanem, w którym obie strony mają „po równo”. Tak też jest w Twoim małżeństwie?

Dziwię się ludziom, którzy stoją na straży równości w partnerstwie. Nie może tak być. Cały świat jest pełen nierówności. Kiedy jestem słabszy, to moja partnerka jest silniejsza, a kiedy ona upada to ciągnę ją ku górze. To wzajemne noszenie ciężaru. Dopiero w momencie, w którym to zrozumiałem, zacząłem budować treściwą relację. Nie chcę stawiać się w roli autorytetu i osoby, która chodzi i mówi, że ma zajebiste życie. Moje życie, choć jest satysfakcjonujące, także usłane jest porażkami i problemami. Tak jak kiedyś próbowałem wygłuszać problemy, tak teraz staram się identyfikować ich źródło. Ta dojrzałość i doświadczenia życiowe spowodowały, że w inny sposób reaguję i nie obarczam się poczuciem winy jeśli zdarzy mi się upaść. 

 

 

Fot. www.instagram.com/ekskluzywny_menel

 


Lifestyle

Wanilia – cenna przyprawa o niezwykłym aromacie i ciekawych właściwościach dla zdrowia

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
13 kwietnia 2021
Wanilia - przyprawa, cena, rodzaje, zastosowanie
Fot. iStock

Wanilia to przyprawa, bez której trudno sobie wyobrazić słodkie wypieki i desery. Cieszy ona niezwykłym aromatem i smakiem, który wzbudza pozytywne skojarzenia. Nie bez przyczyny wanilia znalazła również zastosowanie w aromaterapii. Warto wiedzieć, czym jest wanilia, jakie ma zalety, oraz jak odróżnić cukier waniliowy od wanilinowego?

Co to jest wanilia?

Wanilia (Vanilla planifolia) jest rośliną pochodzącą z Meksyku, należącą do rodziny roślin storczykowatych (Orchidaceae). To duże pnącze o długiej łodydze z mięsistymi liśćmi, które dzięki korzeniom czepnym pnie się po drzewach. Wanilia wytwarza białawozielone kwiaty zebrane w grona, które otwierają się wyłącznie na kilka godzin przed południem, by mogły je zapylić owady lub kolibry. Jeśli nie zostaną zapylone, opadają. Z zapylonych kwiatów wykształcają się owoce ukryte w ciemnobrunatnej torebce przypominającej kształtem strąk, osiągający długość 8 cm. W jego wnętrzu znajduje się niemal czarny miąższ z niewielkimi nasionami. Świeże owoce, jeszcze nieposiadające zapachu, zbiera się w chwili, gdy zaczynają lekko żółknąć, tuż przed całkowitym dojrzeniem. Poddaje się je procesowi fermentacji, która wydobywa przyjemny i intensywny zapach wanilii.

Wanilia - przyprawa, cena, rodzaje, zastosowanie

Fot. iStock/Wanilia

Już rdzenne ludy zamieszkujące Amerykę Środkową i Południową stosowały wanilię jako wonną przyprawę. Była ona niezwykle droga, ponieważ uprawiano ją wyłącznie w Meksyku, skąd sprowadzano do Europy aż do połowy XIX wieku. Dopiero po tym czasie pojawiły się pierwsze plantacje wanilii na wyspie Reunion (Bourbon). Pojawił się również problem braku pszczół i kolibrów, które mogłyby zapylać kwiaty. Sięgnięto więc do techniki sztucznego zapylenia kwiatów wanilii, które wreszcie zaczęły wydawać owoce. Po tym sukcesie wanilia została przeniesiona na inne tereny uprawne na wyspach Mauritius, Jawie i innych, dzięki którym Europejczycy uniezależnili się od dostaw z Meksyku. Większa dostępność wpłynęła w widoczny sposób na obniżenie wysokiej ceny wanilii.

Wanilia — rodzaje, cena 

Na wartość wanilii wpływa zawartość waniliny, która odpowiada za piękny aromat i charakterystyczny smak wanilii. W zależności od gatunku wanilii zawartość waniliny w strąku może być różna i sięgać do 12%. Im więcej waniliny, tym szlachetniejsza i droższa jest wanilia.

  • Wanilia meksykańska — uważana jest za najszlachetniejszy gatunek wanilii, o najwyższej jakości strąków;
  • burbońska — uprawiana na wyspach Reunion (Bourbon) oraz Madagaskaru i innych pobliskich wyspach, ma nieco mniejsze i ciemniejsze strąki, w porównaniu do wanilii meksykańskiej;
  • mauretańska — pochodzi z wyspy Mauritius i Seszeli, jej strąki są o wiele jaśniejsze;
  • wielokwiatowa  — uprawia się ją na północnych rejonach Ameryki Południowej. Wanilia wielokwiatowa charakteryzuje się znacznie krótszymi i grubszymi strąkami, które nie zawierają one waniliny, ale związki kumarynowe i heliotropinę. Stosuje się ją w przemyśle tytoniowym i perfumeryjnym.

Najczęściej dostępna jest wanilia uprawiana na Madagaskarze (wanilia burbońska, burbon). Ponieważ oryginalna przyprawa jest droga, produkuje się tańszy zamiennik waniliny, m.in. z ligniny, eugenolu, kwasów lignosulfonowych. Oryginalna wanilia kosztuje ponad 600 dolarów za kilogram. Pojedyncza laska wanilii kosztuje od 10 zł wzwyż.

Wanilia - przyprawa, cena, rodzaje, zastosowanie

Fot. iStock

Wanilia — właściwości dla zdrowia

Wanilia ceniona jest nie tylko za aromat i smak, ale wykazuje także pewne właściwości dla zdrowia. Działa ona uspokajająco i łagodząco w stresujących sytuacjach. Wprawia w dobry nastrój i ułatwia zasypianie, stosuje się ją więc z powodzeniem do aromaterapii. Olejek waniliowy można stosować w kominkach czy nawilżaczach powietrza, aby nadać mu kojący aromat. Wiadomo także, że wanilia wykazuje zdolność hamowania aktywności ośrodków w mózgu, odpowiedzialnych za chęć do podjadania w sytuacjach stresowych.

Laski wanilii zawierają glikozyd waniliny (waniliozyd) oraz glikozyd alkoholu waniliowego (wanilolozyd), które pobudzają organizm, nie wykazując jednocześnie właściwości narkotycznych. Dzięki zawartości fitoferomonów wzmagających aktywność seksualną traktowana jest jako afrodyzjak.

Wanilia w proszku, w lasce, cukier waniliowy 

Wanilia jest przyprawą używaną przede wszystkim do potraw przyrządzanych na słodko oraz aromatycznych napojów. Jest niezastąpiona do ciast, babeczek, czy tortów. Można nią podkreślić smak lodów, kawy, gorącej czekolady, stosowana jest także do aromatyzowania tytoniu. Wanilię można kupić w postaci laski wanilii, z której nożem zdejmuje się miąższ, ekstraktu waniliowego, proszku waniliowego i cukru waniliowego.

Wanilia - przyprawa, cena, rodzaje, zastosowanie

Fot. iStock

Ekstrakt waniliowy to stosowane w cukiernictwie połączenie wanilii i alkoholu, często też wody. Nie powinien zawierać sztucznych dodatków i konserwantów.

Wanilia w proszku to wysuszone i zmielone w całości strączki wanilii. Stosowana jest ona do podkreślenia smaku sosów podawanych do mięs i ryb, doskonale komponuje się także z aromatem cynamonu, goździków, czy kakao.

Trudno sobie wyobrazić słodkie wypieki szczególnie bez cukru waniliowego, który mylony zazwyczaj z cukrem wanilinowym. Na czym polega różnica? Skład oryginalnego cukru waniliowego to wyłącznie cukier i laska wanilii (2 laski wanilii na 0,5 kg cukru). Znacznie częściej można kupić cukier wanilinowy, który jest białym cukrem z dodatkiem syntetycznego aromatu wanilinowego. Ponieważ nazwa waniliowy i wanilinowy jest myląca, należy zwrócić uwagę na cenę cukru. Oryginalny cukier waniliowy kosztuje ok. 3 razy więcej niż cukier wanilinowy.


źródło:  www.poradnikzdrowie.pl, www.poradnia.pl ,www.ekologia.pl 

Zobacz także

„Mam 46 lat i zaczęłam studia. My kobiety zasługujemy na wszystko, co najlepsze – w każdym wieku!”

W końcu zawsze się „trochę gwałci”. Molestowaniu seksualnemu mówimy głośne NIE! #metoo #jateż

9 delfinów czy para uprawiająca miłość? Co widzisz na tym obrazku?