Lifestyle

„Mamo, ja nie chcę żyć. Po co?” Jak pandemia krzywdzi nasze dzieci

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
11 maja 2021
 

Marlena Kazoń, psychoterapeutka, każdego dnia słyszy od nastolatków, z którymi pracuje w pandemii, takie zdania:

– Nic dobrego już się w moim życiu nie wydarzy

– Mam wrażenie, że ta pandemia już się nie skończy

– Nigdy nie wyrwę się z domu

– Nigdy nie będę miał przyjaciół

– Nigdy nie poznam kogoś nowego

– Boję się, że moi rodzice i dziadkowie umrą

– Czuję się nosicielem. Nawet babcia rozmawia ze mną przez płot.

Ostatnio uczennica jednego z najlepszych warszawskich liceów wyznała jej, że zastanawia się już, jak to jest wypić ze znajomymi kawę na ławce w parku. Akurat ona nie może wychodzić, bo jej mama– kobieta koło pięćdziesiątki – panicznie boi się covida.

Dzieciom towarzyszą bezradni dorośli.

– Proszę mi pomóc, mój syn nie ma motywacji do nauki

– Dlaczego on jest taki leniwy? Przecież ja pracuję przed laptopem od rana do nocy. Walczę o nasze przetrwanie. Proszę o zakupy. Słyszę: „A dlaczego ja?”.

– On nie chce nigdzie wychodzić, nie chce wracać do szkoły

– Ona chce ciągle wychodzić. Czy tak trudno pojąć, że mieszkamy z babcią?

W jak Wiktor

Już w podstawówce był introwertykiem, na szczęście miał kolegów. Wyciągali go do kina, na rower, na spotkania. Przez osiem lat przyzwyczaili się do jego charakteru, doceniali, że dobrze się uczy, fajnie się z nim gada. Już wiedzieli, że Wiktor zyskuje przy bliższym spotkaniu. Ale te znajomości się rozluźniły, każdy poszedł do innego liceum. W nowej szkole Wiktor nikogo dobrze nie zdążył poznać. Owszem, ludzie z nowej klasy mają na messengerze swoją grupę. Ale tam wysyłają sobie głównie informacje dotyczące szkoły, czasem memy.

Wiktor przestał wychodzić z domu. Rano ma zdalne lekcje, potem umawia się na wspólne granie. Gdy rodzice próbują go gdzieś wyciągnąć, nie chce. Cieszy się z samotności, brak spotkań mu nie przeszkadza. Wieść o tym, że mają wrócić do szkoły go załamała.

– Może nawet fajnie byłoby się spotkać, ale nauczyciele zapowiadają głównie sprawdziany. Mam ich kilka w przyszłym tygodniu. „Bierzemy się za was” grożą.

Wiktora od kilku dni boli głowa. „Nie chcę tam iść” – denerwuje się. „Nie będę” – powtarza. „Szkoła to zło”.

Piotr, ojciec Wiktora: – My, jako rodzice, nie możemy się do niczego przyczepić. Wiktor się uczy. Poproszony, pójdzie do sklepu, posprząta. Odrabia lekcje, nie ma jedynek. Ale żyje w świecie wirtualnym. Czuję się trochę, jak ojciec z filmu Jana Komasy „Sala samobójców”. I nie potrafię złapać momentu, kiedy to się stało. Ale na pewno stało się przez pandemię. Bo wcześniej szkoła wymuszała na nim sporty. Chodził na basen i na boks. Wspólnie graliśmy w tenisa i chodziliśmy na karate. Teraz nie jestem w stanie wyciągnąć syna z domu. Ostatni weekend? Godzina roweru i do domu. Z drugiej strony– rodzice przecież nie powinni być towarzyszami nastolatka.

N jak Natalia

Magda, jej mama: – O siódmej rano wychodzę na taras, piję kawę, czuję wiosnę. To moje jedyne minuty optymizmu w ciągu dnia. Zerkam na drzwi pokoju córki. O której wstanie, jakie będzie jej pierwsze zdanie, gdy miniemy się w kuchni. Opcje są dwie: „Mamo, chcę umrzeć” – powie. Albo: „Dziś nie jest jeszcze tak źle”.

Natalia ma 15 lat, od 13 roku życia cierpi na depresję. Do śniadania łyka białe tabletki zawierające fluoksetynę – pobudzają, dają napęd. Nie wiem, czy bez nich wstałaby z łóżka. Po kolacji, ale tylko, gdy jest bardzo źle i lęki się nasilają – madazepam. Codziennie też trazodon, działa antydepresyjne, jak ten poranny, ale usypia, wycisza. Dzięki niemu moja córka jest w stanie przespać kilka godzin bez wybudzania.

B jak brzuch. Albo ból.

Któregoś dnia Natalia zaczęła przychodzić do domu i narzekać na ból brzucha. Była w piątej klasie, kiedy to się zaczęło. Magda zorientowała się, gdy córka powiedziała o tym któryś raz. „Coś za często ją boli”, pomyślała. Zaczęły się wizyty u lekarzy: internista, gastrolog, ginekolog. Ich zdaniem wszystko było dobrze. Tyle, że do brzucha doszła głowa. Natalia dostała skierowanie do neurologa, on z kolei wysłał ją na tomografię – badanie nic nie wykazało.

Koleżanka poleciła Magdzie świetną lekarkę rodzinną. To ona jako pierwsza powiedziała: „Warto sprawdzić jeszcze u psychologa”.

Magda chciała popukać się w czoło.

Jedenastolatka do psychologa? Dziewczynka zawsze uśmiechnięta, wesoła, miła, do rany przyłóż. Dlaczego ona miałaby potrzebować psychologa?

To był koniec roku szkolnego, Natalia wyjechała na wakacje. Magda postanowiła, że koniec z lekarzami.

Bóle wróciły w listopadzie. – Wchodziłam do pokoju córki rano, a ona chowała głowę w ramionach. „Zaraz umrę, nie wytrzymam” – płakała.

Pierwsza prywatna wizyta u psycholożki. Natalia zostaje sama w gabinecie i w końcu się otwiera. Ma problem z rówieśnikami, dokuczają jej. „To takie końskie zaloty” – Natalia powtarza za mamą.

Psycholożka tłumaczy, że to nie są końskie zaloty, a Natalia ma prawo czuć się źle z tymi zaczepkami.

Podczas terapii wychodzi też „problem ojca”. Nie akceptuje córki. Mówi jej, że jest za gruba, źle wygląda w tej sukience, powinna inaczej się uczesać. Nie akceptuje pasji Natalii, tańca towarzyskiego: „Po co masz się mizdrzyć”.

Natalia ma spotykać się z terapeutką raz w miesiącu. Na więcej prywatnych wizyt Magdy nie stać. W terapii nie chce też uczestniczyć tata Natalii. „W dupach wam się poprzewracało” – mówi.

Wtedy też idą pierwszy raz do psychiatry. Z NFZ. W całym mieście tylko czterech psychiatrów dziecięcych przyjmuje z NFZ. Trzech z nich ma miejsce dopiero za pół roku.

Jedyne wolne miejsce u starszej psychiatry. Ma conajmniej osiemdziesiąt lat, jest przygłucha.

– Po co przyszłaś z misiem? – wypala lekarka, gdy widzi Natalię. – Nie rozumiesz, że jesteś nastolatką?

„Podejrzewam parafilię” – mówi później Magdzie. Gdy Magda próbuje o coś spytać, słyszy: „Co to są teraz za rodzice, że akceptują anomalie”.

Już w domu wpisuje hasło w wyszukiwarkę. „Rodzaj zaburzenia na tle seksualnym, w którym wystąpienie podniecenia seksualnego i pełnej satysfakcji seksualnej uzależnione jest od pojawienia się określonego bodźca, osób, rytuałów, które nie są powszechne, a czasem wręcz niedopuszczalnej.

– Pani psychiatra uznała, że wzięcie misia świadczy o zaburzeniach seksualnych mojej córki– wspomina Magda.

„Nigdy więcej nie pójdę do psychiatry” – płakała Natalia.

Pandemia. Zabrała Natalii ukochany taniec

 Skazała ją na ojca, jego obecność od rana do wieczora. Źle odłożyłaś łyżkę, nie wrzeszcz tak.

Pierwszy raz okaleczyła się w łazience. Magda przez pół nocy szukała szpitala psychiatrycznego, gdzie przyjmą Natalię. Nigdzie nie było miejsc. „Dzieci robią sobie teraz krzywdę na potęgę” – słyszała.

W końcu gdzieś znalazło się miejsce. Na początku Natalia spała na korytarzu. Magda straciła z córką kontakt. Rzeczy mogła zostawiać jej tylko w workach. Pod czujnym okiem pielęgniarki wyciągała sznurki z bluzy, zwracała dezodorant, pilnik czy obcinacz do paznokci. Kilka dni wcześniej jedna dziewczynka chciała się zatruć tynkiem do parapetu, inna wyciągnęła jakąś linkę, którą przypadkiem zostawili robotnicy– próbowała się na niej powiesić.

– Ale to szpital postawił Natalię na nogi. Opresyjny, naruszający wolność, z twardymi zasadami.

Wróciła do domu po miesiącu. Przez kilka tygodni było dobrze, potem znów zaczęła popadać w złe stany.

– Z jednej strony zdalne nauczanie było dobre, bo nie musiała chodzić do szkoły, kontaktować się z rówieśnikami, z drugiej zapadała się w sobie.

N jak nowa normalność

Natalia do niedawna nie rozmawiała o tym z koleżankami, które zna już od dawna. Jeszcze z podstawówki. Ale ostatnio przyszła do niej Lena. Pokazała cięcia na rękach. Julia, druga koleżanka, wyznała, że nie lubi żyć. Miesiąc temu ich koleżanka popełniła samobójstwo.

– Pandemia nasila stres i nasila lęki– uważa Marlena Kazoń. – Relacje społeczne odgrywają ważną rolę w życiu młodych ludzi– są źródłem wsparcia, zrozumienia i dobrego samopoczucia. Ograniczenie kontaktów i izolacja epidemiologiczna wpływają negatywnie na samopoczucie psychofizyczne dzieci. Zwiększa się ryzyko depresji i zaburzeń lękowych. Konsekwencje izolacji nasze dzieci będą ponosić też za ileś lat.

Marta, mama Wiktora: – Ostatnio koleżanka mi powiedziała, że to dobrze, że nie ma szkoły. Że dzieci z ADHD, albo z cechami Aspergera lepiej się czują. Nikt ich nie zmusza do konfrontacji. A ja mam pytanie: jeśli mój syn jest introwertykiem, gdzie ma ćwiczyć kontakty społeczne? Gdzie ma się przełamywać? Uczyć budować relacje? Za dziesięć, dwadzieścia lat też będzie samotną planetą? Nad komputerem? Przeraża mnie to. Naprawdę się boję.

 


Lifestyle

Kiedy dietetyk może pomóc? Odchudzanie pod okiem specjalisty

Redakcja
Redakcja
12 maja 2021
Dieta Dukana - fazy, zasady i efekty diety proteinowej
Fot. iStock
 

Jeśli cudowna dieta nie działa, a ćwiczenia nie dają efektu, idealnym rozwiązaniem problemu zbędnych kilogramów może okazać się dietetyk. Kiedy warto się do niego udać? Przede wszystkim, gdy zależy nam na tym, by chudnąć zdrowo, a do tego nie chcemy, by dieta była męczarnią i pragniemy, by przyniosła długotrwałe efekty

Jak schudnąć? Skuteczne metody odchudzania się

Dietetycy wiedzą, jak chudnąć, aby robić to skutecznie i bezpiecznie. Można oczywiście próbować gubić kilogramy samodzielnie. Różnego rodzaju diety są najbardziej powszechnym sposobem na to, by zmniejszyć wagę. Niestety, często okazują się mało efektywne. Nie motywują też do rezygnacji ze starych nawyków żywieniowych, co może prowadzić do powrotu do nadwagi.

Dobrą metodą na pozbycie się zbędnych kilogramów są także ćwiczenia. Ich popularność doskonale pokazuje liczba poradników i filmów w internecie, jak spalić kalorie i wymodelować sylwetkę. Co warto podkreślić, aktywność fizyczna świetnie sprawdza się w połączeniu z odpowiednio opracowaną dietą – w czym może pomóc dietetyk. Ćwiczenia muszą jednak być regularne. Mogą też być męczące, zwłaszcza na początku, a na efekty trzeba poczekać.

Proces chudnięcia można przyspieszyć, stosując także różnego rodzaju zioła, herbaty, suplementy i tabletki na odchudzanie. Mogą one jednak być tylko elementem wspierającym kompleksowy plan odchudzania. Podobne działanie mają również masaże, które pomagają pobudzić organizm do spalania tkanki tłuszczowej.

W jej pozbyciu pomocne mogą być również zabiegi medycyny estetycznej takie jak choćby kriolipoliza czy lipoliza iniekcyjna. Pozwalają na szybką redukcję nadmiaru tłuszczu, często ograniczając się do wybranych obszarów ciała, a ich charakter jest małoinwazyjny. W przypadkach bardzo poważnej otyłości konieczna może okazać się ingerencja chirurgiczna, na przykład jako zabieg liposukcji czy operacja zmniejszenia żołądka.

Warto przy tym zaznaczyć, że nagły wzrost wagi oraz nadwaga mogą być objawami stanów chorobowych, efektem zaburzeń hormonalnych lub symptomem poważnych schorzeń. W takich wypadkach współpraca z dietetykiem bywa koniecznością, a odpowiednia dieta pozwala na poprawę jakości życia oraz samopoczucia pacjenta. Dzięki niej można także zapobiec pogłębianiu się problemów zdrowotnych.

Mądre i bezpieczne odchudzanie się

Odchudzanie się to proces czasochłonny i bardziej skomplikowany niż się to wydaje. Nie można zdrowo schudnąć kilkanaście kilogramów w tydzień. Nawet jeśli się to uda, powrót do starych nawyków żywieniowych sprawi, że wraz z nimi wróci nadwaga i pojawi się tzw. efekt jojo. Skuteczne odchudzanie wiąże się ze zmianą stylu życia, w tym także zmianą sposobu odżywiania się. Wymaga to determinacji i konsekwencji, a także sporej samodyscypliny. Trzeba być gotowym na pewne poświęcenia. Tylko w ten sposób można osiągnąć pożądany efekt i utrzymać go.

Nie oznacza to oczywiście, że trzeba całkowicie rezygnować z przyjemności takich jak słodycze czy jedzenie typu fast food. Czasem można sobie pozwolić na tego rodzaju nagrodę, np. lody czy kawałek ciasta, o ile pamięta się o konsekwencjach oraz o ile uwzględni się to w planie żywieniowym. Im gorzej jednak z przestrzeganiem dyscypliny, tym trudniej będzie schudnąć i znaleźć odpowiednią motywację. Właśnie dlatego odpowiednie nastawienie jest tak istotne w procesie chudnięcia.

Warto podkreślić, że dieta nie powinna być męczarnią. Im trudniejsza, im bardziej nudna, tym trudniej jej przestrzegać i tym łatwiej się zniechęcić. Samodzielne przygotowanie odpowiedniego jadłospisu, który będzie zarazem zbilansowany, różnorodny i smaczny, nie jest łatwe. Dobry dietetyk może w tym pomóc.

Dlaczego warto korzystać z usług dietetyka?

Przygotowanie indywidualnej diety, zdrowej, dostosowanej do potrzeb i preferencji, to jedna z największych zalet współpracy z dietetykiem. Na prawidłowy dobór posiłków wpływa mnóstwo czynników. Trzeba uwzględnić stan zdrowia, BMI, przemianę materii, wiek, płeć, rodzaj wykonywanej pracy, a także aktywność fizyczną. Dietetyk wszystko to weźmie pod uwagę i przygotuje zdrowy i smaczny jadłospis. Co więcej, będzie on dostosowany do założonych celów, np. zmniejszenia wagi.

Kolejną ważną zaletą jest pomoc w uniknięciu błędów żywieniowych. Dietetyk wskaże złe nawyki, podpowie jak uzupełnić braki oraz co robić, by codzienne menu było optymalne. Istotna jest także pomoc w regulacji metabolizmu poprzez dobór zbilansowanej diety. Duże znaczenie ma również wsparcie psychiczne, jakie odchudzającemu się może zapewnić specjalista. Pod okiem dietetyka niektórym osobom łatwiej się zmotywować i wytrzymać w dążeniu do celu.

Jak znaleźć dobrego dietetyka?

Dietetycy pracują w ośrodkach takich jak Centrum Medyczne Plus Med, z którego usługami można się zapoznać na stronie: www.plusmed.info.pl/dietetyka/. Inni prowadzą gabinety we własnych poradniach. Wizyta u dietetyka nie jest kosztowna, ale warto się nastawić na dłuższą współpracę, co pozwoli osiągnąć lepsze efekty i je utrzymać.

Pierwsza wizyta trwa zazwyczaj od 30 do 60 minut. Warto się do niej przygotować, spisując dotychczasowy jadłospis, by szczegółowo móc przedstawić typowy dzień żywieniowy. Przydatne mogą być także badania kontrolne, np. morfologia krwi, TSH, itp. Na początku dietetyk przeprowadza rozmowę, w trakcie której poznaje potrzeby, stan zdrowia i nawyki żywieniowe pacjenta. Po niej dokonuje pomiarów masy ciała, wzrostu i innych parametrów. Dzięki temu może przygotować indywidualny plan żywieniowy.

Odchudzanie z dietetykiem jest nie tylko zdrowe i bezpieczne, ale i szybsze niż samodzielne próby zrzucenia zbędnych kilogramów. Skuteczność oraz długotrwałe efekty są ważnym argumentem na rzecz współpracy z takim specjalistą. Pacjent powinien się przy tym wykazać pewną otwartością i zaufaniem do eksperta. Musi też poświęcić dotychczasowe przyzwyczajenia żywieniowe. Przede wszystkim potrzebna mu jest jednak chęć do zmiany. Dzięki temu będzie można osiągnąć upragnioną sylwetkę, ciesząc się przy tym zdrowiem.

Artykuł partnera


Lifestyle

NOP-y: jak często występują i gdzie można je zgłosić?

Redakcja
Redakcja
11 maja 2021
Photo by CDC on Unsplash
NOP – to słowo od lat stanowi oręż ruchów antyszczepionkowych. Warto więc wiedzieć, ile ich do tej pory stwierdzono po szczepieniach przeciw COVID-19, jak się je analizuje i gdzie docelowo trafiają opisy NOP-ów zgłaszane przez lekarzy do inspekcji sanitarnej, a gdzie te zgłaszane przez pacjentów do URPL.

Na początek przypomnijmy w skrócie, kto i w jaki sposób może zgłaszać w naszym kraju NOP-y po szczepieniu przeciw COVID-19:

  • lekarz po rozpoznaniu NOP u pacjenta zgłasza go do Państwowej Inspekcji Sanitarnej (PIS) drogą elektroniczną, za pośrednictwem aplikacji gabinet.gov.pl.
  • każdy może zgłosić NOP do Departamentu Monitorowania Niepożądanych Działań Produktów Leczniczych Urzędu Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych (URPL), poprzez specjalną stronę internetową: https://smz.ezdrowie.gov.pl.
  • każdy może zgłosić NOP bezpośrednio do producenta szczepionki (podmiotu odpowiedzialnego), używając danych kontaktowych podanych na ulotce danej szczepionki.

Dane na temat NOP-ów występujących po szczepieniach przeciw COVID-19, które codziennie publikowane są na oficjalnej rządowej stronie akcji „Szczepimy się”, opierają się na zgłoszeniach dokonanych w pierwszy ze wskazanych wyżej sposobów, a więc pochodzą od Państwowej Inspekcji Sanitarnej (a konkretnie z systemu ewidencji o nazwie SEPIS). Uwaga! Dlatego, jeśli zgłosiłeś swój NOP online do URPL, nie spodziewaj się, że znajdziesz go w zestawieniu dostępnym na stronie „Szczepimy się”.

Co dalej dzieje się ze zgłoszeniami z systemu SEPIS? 

„Następnym krokiem jest przekazanie zgłoszeń do NIZP-PZH. Tutaj odbywa się proces weryfikacji i szczegółowej analizy epidemiologicznej. Analizujemy wiele szczegółowych kwestii, np.: po ilu dniach od zaszczepienia pojawiły się objawy niepożądane, czy były to odczyny po pierwszej dawce szczepionki, czy po kolejnej, czy wystąpiły całkiem nowe, inne niż dotychczas obserwowane niepożądane objawy poszczepienne, czy takie, które pojawiały się wielokrotnie, czy odczyn wymagał konsultacji lekarskiej w szpitalu, jak długo trwała hospitalizacja” – wylicza dr hab. Iwona Paradowska-Stankiewicz z Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego-Państwowego Zakładu Higieny (NIZP-PZH).

Jak częste są NOP-y po szczepieniach przeciw COVID-19?

Każdą analizę specjaliści NIPZ-PZH rozpoczynają od oceny, czy dane zgłoszenie w ogóle można zakwalifikować jako NOP, a jeśli tak, to kwalifikują NOP-y według stopnia ciężkości.

„Z naszych analiz wynika, że zdecydowaną większość (ponad 85 proc.) stanowią NOP-y łagodne, kilkanaście procent stanowią NOP-y poważne, a kilka procent (2-3 proc.) NOP-y ciężkie, które uwzględniają również zgony” – informuje dr hab. Iwona Paradowska-Stankiewicz.

Co ciekawe, NIZP-PZH analizuje też częstość występowania NOP-ów po podaniu różnych szczepionek przeciw COVID-19.

„Według dostępnych danych ze zgłoszeń za okres od grudnia do połowy kwietnia, odsetek osób zaszczepionych, u których wystąpiły NOP-y przedstawia się następująco: Comirnaty (Pfizer) 0,036 proc. zaszczepionych, Moderna 0,022 proc., AstraZeneca 0,128 proc., czyli łącznie 0,054 proc. Z kolei w odniesieniu do całkowitej liczby podanych dawek tych szczepionek częstość występowania NOP-ów wyniosła 0,1 proc. Potwierdza to wysoki poziom bezpieczeństwa wszystkich szczepionek” – podkreśla dr hab. Iwona Paradowska-Stankiewicz.

Ekspertka podkreśla jednak, że w odniesieniu do innych możliwych powikłań po szczepieniach, np. głośnych ostatnio incydentów zakrzepowo-zatorowych już takiej pewności nie ma i związek przyczynowo-skutkowy ze szczepieniem jest bardzo trudno wykazać. Zwłaszcza, że epizody zatorowo-zakrzepowo w ogólnej populacji występują znacznie częściej niż w wyniku szczepień.

„W większości przypadków zgłoszenia ciężkiego NOP-u, co zwykle jest związane z hospitalizacją pacjenta, kontaktujemy się ze szpitalem czy lekarzem zgłaszającym, aby dokładnie przeanalizować ten przypadek. Czasem zdarza się, że analizując takie zgłoszenie z perspektywy dłuższego okresu czasu dochodzimy do wniosku, że objawy uznane z początku za NOP nie miały z nim de facto nic wspólnego, czego dowodzi późniejszy rozwój wypadków i związana z tym dokumentacja medyczna, lub też, że reakcja niepożądana dość szybko ustąpiła i nie była wcale tak ciężka, jak się to wydawało w momencie zgłoszenia” – mówi dr hab. Iwona Paradowska-Stankiewicz.

Co to jest NOP? 

Zaburzenie stanu zdrowia (np. wysoka gorączka, bolesny obrzęk w miejscu wstrzyknięcia, trudności z oddychaniem, wysypka), które wystąpiło w okresie czterech tygodni po podaniu szczepionki. Kluczowy zatem jest tutaj związek czasowy między szczepieniem a wystąpieniem NOP-u, czyli niepożądanego odczynu poszczepiennego. Najczęściej NOP-y są łagodne i szybko przemijają. Zagrażający życiu wstrząs anafilaktyczny występuje bardzo rzadko – średnio z częstością 1 na milion podanych dawek szczepionki.

Warto wiedzieć, że system nadzoru nad NOP-ami w Polsce obejmuje, poza wspomnianymi wyżej trzema instytucjami, także  GIF (Główny Inspektorat Farmaceutyczny), który czuwa głównie nad jakością szczepionek – pod kątem wykrywania zagrażających bezpieczeństwu pacjentów ewentualnych wad jakościowych lub zafałszowań tych preparatów.

W kontekście funkcjonowania tego systemu oraz zapewnienia adekwatnego przepływu informacji należy jeszcze dodać, że zgłoszenia NOP-ów rozpoznanych przez lekarzy trafiają do wszystkich wymienionych wyżej instytucji, czyli do PIS, NIZP-PZH, URPL i GIF. Na tym jednak nie koniec. Krajowy system nadzoru nad NOP-ami jest też oczywiście powiązany z systemem unijnym.

„URPL ocenia występowanie nowych, niespodziewanych, innych niż dotychczas obserwowane objawów niepożądanych i chorób, które wystąpiły u osób zaszczepionych w ciągu miesiąca od szczepienia. URPL ma stały i bezpośredni kontakt z EMA (Europejską Agencją Leków), w tym z europejską bazą NOP-ów (czyli bazą Eurovigillance). To właśnie na podstawie tego monitoringu uzupełniane są wykazy działań niepożądanych w CHPL-ach, czyli charakterystykach produktów leczniczych, ale również odbywa się analiza bezpieczeństwa szczepionek” – wyjaśnia dr hab. Iwona Paradowska-Stankiewicz.

Również sami producenci szczepionek, jeśli trafią do nich bezpośrednio zgłoszenia dotyczące NOP-ów, powinni przekazywać związane z tym informacje do właściwych instytucji, w tym m.in. EMA czy WHO.

Gdzie szukać informacji o NOP-ach

Według aktualnych danych (na dzień 9 maja 2021 r.), dostępnych na stronie rządowej akcji „Szczepimy się”, od pierwszego dnia szczepień przeciw COVID-19 (27.12.2020 r.) medycy zgłosili do Państwowej Inspekcji Sanitarnej w sumie 7676 niepożądanych odczynów poszczepiennych, z czego 6496 miało charakter łagodny.

Uwaga! Od 7 maja br. wszyscy zainteresowani występowaniem NOP-ów po szczepieniach przeciw COVID-19 w Polsce mają też możliwość zapoznania się z pogłębionymi analizami i statystykami na ten temat – opracowanymi właśnie przez NIZP-PZH. Będą one regularnie publikowane / aktualizowane (co 2 tygodnie) w postaci specjalnych raportów – na stronie NIZP-PZH.

Więcej praktycznych informacji na temat NOP-ów można też znaleźć na stronie „Szczepienia Info”, prowadzonej przez NIZP-PZH.

Szczepimy się dla siebie oraz dla innych

W kontekście trwającej walki z pandemią i dyskusji o szczepieniach, specjalistka z NIZP-PZH zwraca też uwagę na fakt, że choć masowe szczepienia przeciw COVID-19, jak pokazują przykłady takich krajów jak Izrael czy Wielka Brytania, pomagają opanować epidemię, to jednak mają też swoje ograniczenia.

„Nikt jeszcze nie wymyślił ani takiego leku, ani szczepionki, które są skuteczne w 100 proc. W każdej populacji jest zawsze pewien odsetek osób, szacowany na 5 proc., na które dany produkt leczniczy po prostu nie działa. Nazywamy takie osoby non-responders. To właśnie dlatego tak ważne jest osiągnięcie odporności zbiorowiskowej, gdyż wtedy również i takie właśnie osoby, jak też osoby, które ze względów zdrowotnych nie mogą być szczepione, zyskują ochronę” – podsumowuje dr hab. Iwona Paradowska-Stankiewicz.

Wiktor Szczepaniak, zdrowie.pap.pl

Źródła:

  • Rządowa strona dotycząca akcji „Szczepimy się” z informacjami na temat NOP-ów.
  • Informacje na temat NOP-ów po sczepieniach przeciw COVID-19 ze strony „Szczepienia Info”.

Zobacz także

Jak twoja osobowość wpływa na twoją miłość. O pięciu cechach, które determinują relacje w twoim związku

Droga Terapeutko, miałaś pomóc mojej córce, prawie rozbiłaś moją rodzinę. Zło również wraca, pamiętaj

Orange Is The New Black: Dlaczego świat pokochał serial o więźniarkach?