Lifestyle

„Lekarska znieczulica, system do bani. Tak leczymy raka piersi w Polsce. Dwa lata towarzyszę przyjaciółce w chorobie”

Listy do redakcji
Listy do redakcji
15 października 2022
fot. Pradit_Ph/iStock
 

Październik. Znów czytam pojawiające się artykuły, jak to należy regularnie się badać, wcześnie reagować, że profilaktyka, że ważne. Tak, pełna zgoda! Ale to tylko wierzchołek góry lodowej. Może niektóre z nas boją się badać, bo boją się nie tyle samego raka, ale tego jak jest leczony.
A kto zmieni ten cholerny system? Kto wpłynie na lekarzy, żeby nie traktowali nas, jak numerki w peselu? Kto nauczy panie w recepcji klinik, żeby były bardziej empatyczne? Kto będzie edukował nas z tematu „hospicjum”? Odczaruje nasze myślenie? Kto da wsparcie psychologiczne rodzinie chorych? Kto wesprze dzieci chorujących?

Anna. Nie jest postacią fikcyjną. Jest kobietą, która dziś sama walczy z bólem. W domu. A jej rodzina jest niezaopiekowana. Ale zacznijmy od początku.

Anna wyczuwa malutkiego guzka w piersi. Bardzo malutkiego. Zapisuje się do ginekologa. Prywatnie. Pan gin ją bada (tydzień później) i mówi, że tam właściwie nic nie ma. On nic nie wyczuwa. Anna mu sama pokazuje zmianę: „To nic takiego, kto tu jest lekarzem?” denerwuje się doktor. Macha ręką. Dlaczego te pacjentki chcą się leczyć same?

Anna wraca do domu.
Mijają dni, tygodnie. Ale zmiana nie daje jej spokoju. Zapisuje się do kolejnego lekarza, robi usg i mammografię. Panią doktor guzek jednak niepokoi, zaleca biopsję. Kilka tygodni czekania na wynik. Więcej niż przepisowo, bo ktoś w laboratorium na urlopie, potem lekarka na urlopie. Dlaczego w zasadzie pacjentka dostaje wynik dopiero po dwóch miesiącach? Na to dziś nikt nie umie odpowiedzieć.

Guz jest złośliwy. Trzeba go usunąć, usunąć węzeł, oddać do badania. Wtedy będzie wiadomo jakie będą dalsze działania.

Biopsja. Ale na wynik znów się czeka. I czeka. W końcu dzwoni miła pani od „pana doktora M”. Są wyniki, węzeł czysty, nie ma przerzutów. Anna się cieszy.

Dwa tygodnie później znów telefon: „Pani Anno, zaszła pomyłka. Proszę przyjechać”. Anna nie wie, jaka pomyłka, bo nikt je nie chce powiedzieć. Dopiero w gabinecie słyszy, że dostała wyniki innej kobiety. U niej jednak znaleziono przerzut, w jednym węźle.

Anna ma chemię, radioterapię. Pisze do dziewczyny na Instagramie, która leczy się we Włoszech: „Powinnaś mieć jeszcze scyntygrafię kości. Ten rak daje częste przerzuty do kości” radzi tamta. Gdy Anna prosi o to lekarza prowadzącego, on prawie puka się w czoło. Jaka scyntygrafia. Procedury są wszędzie takie same. Mija rok. Ponad rok. Anna ma hormonoterapię, jest po chemii, radio. Nikt nie robi dalszych badań, nie sprawdza. Anna mówi lekarzowi, że boli ją noga, coś w kręgosłupie. „To nerwobóle” słyszy.

Próbuje zakwalifikować się do nowoczesnych badań nad nowym lekiem. Tylko dzięki temu robią jej scyntygrafię: okazuje się, że jednak przerzuty do kości są.
Rok wcześniej lekarz jej mówił, że na pewno z tego wyjdzie, teraz odwiedza najlepszych profesorów w Polsce i słyszy: no trzeba mieć nadzieję, nie wiadomo.

Bierze drogie leki, zastrzyki. Bada się co kilka miesięcy. Nowych zmian nie ma.
A potem zgłasza lekarzowi dziwne objawy. Zapomina co chciała powiedzieć, traci równowagę, nie potrafi czegoś przeczytać. Lekarz znów macha ręką: stres, stres, stres. Dopiero po pół roku ma zrobiona tomografię głowy. Znów czeka na wyniki.
W mózgu są liczne przerzuty. Zbiera się jedno konsylium, drugie, trzecie. Wszystko trwa i trwa.

Kto ma na to czas, gdy leczy się na nowotwór? Na czekanie? Na kolejki? Na brak wsparcia? Na drogiego profesora, który nawet za kilkaset złotych ma dla niej tylko pięć minut, przegląda papiery i mówi: A ja nie mam jak otworzyć płyty.
W XXI wieku? Profesor nie potrafi odczytać płyty z wynikami tylko każe sobie je drukować? I rzuca: „To pani jeszcze chodzi?”albo: „Ale wie pani, że jest na granicy życia i śmierci?”.

Tak, Anna jest bardzo silna. Łyka teraz kolejną chemię w tabletkach, wymiotuje. Ale nikt nawet nie pomyśli, że może trzeba by jej podać silniejsze leki przeciwwymiotne w kroplówce? Przeciwbólowe? Wyciszające. Pan doktor odhacza: „Proszę przyjść za parę tygodni, zobaczymy”. Zobaczymy? W grudniu zrobimy nowe badania. W grudniu? Dlaczego nie teraz?

Ile jest takich Anek? Kobiet odbijających się od kolejnych drzwi? Niezaopiekowanych?

 

 

 

 

 

 

 

 

 


Lifestyle

Bierzesz wszystko do siebie? Dlaczego to szkodliwe i jak się tego oduczyć

Redakcja
Redakcja
16 października 2022
fot. kaew6566/iStock
 

To zupełnie naturalne, że chcesz być szanowana, poważana i słuchana. Naturalnym jest, że krytyka może powodować u nas ból emocjonalny.

Dlaczego bierzemy wszystko do siebie?

To normalne, że troszczymy się o to, co inni o nas myślą. Nie możemy jednak dopuścić do tego, żeby opinia innych przeszkadzała nam w codziennym życiu, żebyśmy od niej (czy wyobrażenia o niej) uzależniali nasze działania. Jakie zatem są przyczyny brania do siebie wszystkiego?

  • Negatywna rozmowa z samym sobą. Możemy ciągle powtarzać sobie, że nie jesteśmy wystarczająco dobre lub zawsze jest to nasza wina. Tak więc łatwo wierzymy w negatywne rzeczy, które o nas mówią inni.
  • Trauma z dzieciństwa. Brak wsparcia emocjonalnego w dzieciństwie i obwinianie przez rodziców może przyczynić się do naszego przekonania, że zasługujemy na wyśmiewanie lub upokarzanie.
  • Słaba samoocena. Ludzie z niską samooceną czasami martwią się zbytnio o to, co myślą inni. Mogą równie dobrze brać, to co mówią czy robią inni zbyt osobiście.
  • Zaburzenia lękowe. Ci, którzy mają lęk społeczny, bardzo boją się osądzenia i związanego z nim zażenowania.
  • Perfekcjonizm. Perfekcjoniści mają trudności, gdy inni mówią o swoich wadach, ponieważ mają nierealistyczne standardy dotyczące tego, kim powinni być.
  • Stres lub zmęczenie. Kiedy nie jesteś w najlepszym nastroju, możesz być bardziej podatna na błędną interpretację czyichś komentarzy.
  • Wrażliwość emocjonalna. Jeśli jesteś bardzo wrażliwą osobą, możesz brać rzeczy bardziej osobiście.

Skąd wiedzieć, że bierzesz sprawy zbyt osobiście?

Często pomijamy komplementy, takie jak: „Och, wyglądasz dziś ładnie”. Za to poświęcamy zbyt wiele energii na niedociągnięcia. Na przykład mogłaś się zdenerwować tym, że twój szef powiedział, że nie jesteś jeszcze gotowa do poprowadzenia większego projektu. Zamiast potraktować to jako konstruktywną uwagę, bierzesz to za bezlitosną krytykę i znak, że szef cię nie ceni.

„Z byle strachu i lęku oddajemy swoją moc innym. Dlaczego wszystko bierzemy do siebie?”

Znaki, że możesz brać słowa innych zbyt osobiście i że opinie innych mają na ciebie negatywny wpływ:

  • Potrzebujesz aprobaty innych ludzi, aby być szczęśliwa
  • Niepotrzebnie przepraszasz
  • Z reguły nie ustawiasz ani nie utrzymujesz granic
  • Boisz się powiedzieć „nie”
  • Wierzysz we wszystkie ostre komentarze na swój temat i bierzesz je sobie do serca
  • Postrzegasz błąd w zachowaniu jako wadę charakteru
  • Łatwo stajesz się defensywna lub zła
  • Masz obsesję na punkcie ostatnich rozmów do tego stopnia, że zakłóca to codzienne czynności

Korzyści z brania wszystkiego do siebie

Może to zabrzmieć zaskakująco, ale istnieją pozytywne aspekty takiego zachowania. Bliscy lub osoby w znaczących relacjach z nami, uczą się, co nas rani. Wyposażeni w tę wiedzę, mogą zmodyfikować swoje zachowanie, aby nas nie urazić. My natomiast możemy spróbować wykonać ciężką pracę obserwowania siebie i nauczyć się, jak przezwyciężać te najtrudniejsze tematy i uodpornić się na przyszłość.

Jak przestać brać rzeczy do siebie

Oto kilka technik, których możesz użyć:

  • Ćwicz odporność emocjonalną
  • Daj ludziom korzyść z wątpliwości, ponieważ możliwe, że źle zrozumiałeś to, co mówili
  • Poproś osobę, która spowodowała u ciebie dyskomfort, aby wyjaśniła, co dokładnie miała na myśli
  • Przestań martwić się o to, co inni myślą o tobie
  • Nagradzaj się za swoje mocne strony
  • Spróbuj uważności
  • Zapisz swoje myśli
  • Powtarzaj pozytywne afirmacje
  • Poszukaj pomocy u terapeuty

10 afirmacji od Katarzyny Miller. Co robić, żeby znaleźć szczęśliwą miłość?


Lifestyle

Startuje 15. edycja „Gabinetów z Różową Wstążką”

Redakcja
Redakcja
14 października 2022

5 000 badań USG piersi dla kobiet dofinansuje Avon w ramach tegorocznej 15. edycji „Gabinetów z Różową Wstążką”. Setki zaangażowanych gabinetów ginekologicznych, tysiące pacjentek, które potwierdziły zdrowie swoich piersi, 58 000 dofinansowanych badań USG i blisko 500 000 złotych każdego roku – to bilans 15 lat działania akcji, prowadzonej w ramach kampanii Avon Kontra Rak Piersi. W tegoroczną edycję zaangażowanych jest 78 gabinetów ginekologicznych w całej Polsce, a zapisy dla pacjentek ruszają w najbliższą sobotę 15 października.


„Gabinety z Różową Wstążką” zostały zapoczątkowane przez Avon w 2007 roku, a wkrótce potem do przedsięwzięcia dołączyło Stowarzyszenie ,,Amazonki’’ Warszawa-Centrum. Przez ten czas inicjatywa na stałe wpisała się w kalendarz wydarzeń „różowego października” – Miesiąca Świadomości Raka Piersi. W każdej edycji biorą udział najlepsze placówki ginekologiczne z całej Polski, w których kobiety mogą potwierdzić zdrowie swoich piersi. Celem akcji jest jednak nie tylko ułatwienie Polkom dostępu do badań profilaktycznych, ale także przełamanie wśród nich wewnętrznych barier przed badaniem USG piersi i przypomnienie, żeby raz w roku zaplanowały swój „Dzień na U”.

Niemal 7 na 10 kobiet uczestniczących w zeszłorocznej edycji podkreśla, że to właśnie kampania zachęciła je do przyjścia na badanie * .
W tym roku kolejne 5 000 badań zostanie przeprowadzonych w 78 gabinetach. Lista „Gabinetów z Różową Wstążką” dostępna jest na stronie kampanii www.AvonKontraRakPiersi.pl, a rejestracja pacjentek rozpocznie się już 15 października.

W Avon mówimy TAK dla zdrowia kobiet prowadząc m.in. akcję „Gabinety w Różową Wstążką”. Do tej pory dofinansowaliśmy ponad 58 000 badań USG piersi, przekazując corocznie na ten cel ok. 500 tys. zł. W tym roku ponownie dofinansujemy kolejne kilka tysięcy badań, by dać Polkom szansę na potwierdzenie swojego zdrowia – mówi Agnieszka Isa, General Manager Avon Cosmetics Polska.

W ankiecie przeprowadzonej przez Avon i Stowarzyszenie „Amazonki” Warszawa-Centrum wśród kobiet, które w 2021 roku wzięły udział w akcji, aż 60% ankietowanych przyznało, że w ostatnim roku lekarz nie badał im piersi w czasie standardowej wizyty lekarskiej oraz że to kampania „Dzień na U” zachęciła je do przyjścia na badanie USG. 56% pacjentek zadeklarowało, że będzie badać piersi częściej, niż do tej pory * .

Co roku zachęcamy tysiące Polek do wykonania USG piersi w ramach akcji „Gabinety z Różową Wstążką” oraz uświadamiamy, że tylko dzięki profilaktyce pierwotnej, czyli prowadzeniu zdrowego trybu życia i wykonywaniu regularnych badań, możemy zmniejszyć ryzyko późnego wykrycia choroby. A tym samym uniknąć długotrwałego leczenia – mówi Ewa Grabiec-Raczak, Prezes Zarządu Stowarzyszenia „Amazonki”.
W 2020 roku 25 tys. Polek usłyszało diagnozę – rak piersi**. To najczęściej występujący nowotwór wśród kobiet. Nie musiałoby tak być, gdyby wiedziały, że regularne badanie daje szansę na wczesne wykrycie choroby i powrót do pełni zdrowia. W rezultacie ubiegłorocznej akcji „Gabinetów z Różową Wstążką” 774 pacjentki zostały skierowane do dalszej diagnostyki. U 371 wykonano mammografię, od 215 pobrano
wycinki do biopsji, a 114 kobiet potrzebowało dalszej konsultacji onkologicznej***.

Strach przed chorobą jest ciągle największą barierą wśród kobiet przed wykonywaniem badań. Dlatego tak ważne jest przełamywanie tej obawy, propagowanie zachowań profilaktycznych oraz zachęcanie pań do obserwowania, poznawania i troski o własne piersi.

Wszystkim kobietom przypominam, jak ważne są badania profilaktyczne. Wiele pań nie przychodzi na badanie ze strachu. Boją się, że zostaną wykryte groźne zmiany. Inne twierdzą, że badania są zbyt drogie. Dlatego powtarzam: nie każda zmiana w piersi to rak. A nawet jeśli zmiana okaże się rakiem, to wcześnie wykryty jest w 100 procentach wyleczalny. A jeśli chodzi o koszty, to właśnie dlatego warto skorzystać z
corocznych badań w ramach akcji „Gabinety z Różową Wstążką”. Badania kosztują tylko 20 zł. Moje pacjentki już to wiedzą i co roku zapisują się na badanie USG piersi. To taka nasza wieloletnia tradycja – mówi doktor Jacek Tulimowski, ginekolog i położnik, partner merytoryczny „Gabinetów z Różową Wstążką”.

Obok badań w gabinecie, istotną rolę w profilaktyce choroby odgrywa także samobadanie piersi. W ubiegłorocznej ankiecie 76% kobiet potwierdziło, że wykonuje samobadanie, ale tylko jedna czwarta z nich przyznała, że robi to w każdym miesiącu.* Dlatego też w ramach „Gabinetów z Różową Wstążką” promowany jest ten pozytywny nawyk. Każda dziewczyna i kobieta, która regularnie dotyka i poznaje swoje
piersi, wie jakie są one normalnie i łatwiej zaobserwuje ewentualne zmiany, by móc je dalej skonsultować ze specjalistą.

Kampanię Avon Kontra Rak Piersi można wspierać przez cały rok, kupując produkty z Różową Wstążką, które dostępne są u Konsultantek Avon i na stronie www.avon.pl .

***

*Dane pochodzą z anonimowych ankiet przeprowadzonych wśród pacjentek uczestniczących w badaniach USG w ramach Akcji „Gabinety z Różową Wstążką” w 2021 roku, N=903.
**Na podstawie danych opublikowanych przez NFZ oraz Krajowy Rejestr Nowotworów w 2021 roku.
***Na podstawie statystyk prowadzonych przez Stowarzyszenie „Amazonki” Warszawa-Centrum.


Zobacz także

Fit Matka Wariatka: „To jest najfajniejsza rzecz: pomóc i zobaczyć szczęście w ich oczach. I jeszcze, jak czytam: „próbowałam ćwiczyć z każdą, tylko dzięki tobie mi się udało”

Jak próbowałam sama wykonać brazylijską depilację i dlaczego to był bardzo zły pomysł

Uśmiechnij się i wyzwól endorfiny! To udowodnione naukowo. Akcja #ŁapENDORFINY, wyzwanie #19