Lifestyle

Kobiety są słabe, ale matki są silne. W dniu, kiedy uciekałam, moja mama pozwoliła się zgwałcić, by ochronić mnie

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
15 marca 2017
Fot. Screen/You Tube
 

Chociaż przemówienie Yeonmi Park – tak bardzo poruszające i wzruszające pojawiło się jakiś czas temu, to warto do niego wracać i przypominać wszystkim ludziom, czym jest wolność, jak wielką wartość posiadamy często kompletnie jej nie doceniając.

Wolność to język, to dostępność do wiedzy, do własnych poglądów, a nawet myśli. Wolność to prawo wyboru i decydowania o sobie. Wolność to zgoda na własne poglądy i wyrażanie swoich opinii. Wolność to nawet oglądanie filmów w telewizji i słuchanie muzyki, jaką lubimy.

Wolność to szacunek do drugiego człowieka, a nie pogarda i zastraszanie.

Obejrzyjcie. Bo zawsze warto docenić to, co my dzisiaj posiadamy.

 


Lifestyle

Ja się ciebie pytam, gdzie ty tego Boga widzisz? To jest niestety, coraz bardziej, kraj ludzi chorych z nienawiści

Anika Zadylak
Anika Zadylak
15 marca 2017
Fot. iStock/wundervisuals
 

Wiesz, droga koleżanko i szanowny kolego, jak śmieszni jesteście? Tak, do was piszę statusowi dobrodzieje, którzy na facebookowej tablicy kochacie bliźniego swego, jak siebie samego. Ale po wyjściu z domu zapominacie o swojej szumnie głoszonej tolerancji i brzydzi was każda inność – czym bardziej kolorowa, tym większa niechęć. Bo zamiast kogoś poznać, lepiej się głupio bać i pluć :

– na cudzoziemców,

– ludzi innej orientacji,

– ludzi innych wyznań,

– na osoby o innych poglądach,

– na polityków,

– na media,

– na znanych aktorów, piosenkarzy, celebrytów szczególnie, gdy im się noga powinie,

– na bezdomnych,

– na narkomanów,

– na feministki,

– na obrońców życia poczętego,

– na rząd,

– na sąsiada, bo przyjechał z Iranu. 

Zawsze ktoś się znajdzie, co nie?  Tak, do ciebie mówię patrioto z krwi i kości, który w imię honoru narodu swego lejesz pałą gdzie popadnie, niczemu niewinnych ludzi. I krzyczysz, że Bóg i Ojczyzna, a ja się ciebie pytam, gdzie ty tego Boga widzisz? W kałuży krwi, przy roztrzaskanej głowie człowieka, który dla ciebie, jest tylko nic nie wartym „pedałem”?

Maciek, którego pobito dwa lata temu, niechętnie o tym opowiada. Bo i co ma mi powiedzieć? Że o mało nie stracił życia tylko dlatego, że jego dziewczyna ma na imię Kamil? „Najgorsze było, że ja znam tych, którzy mnie tak urządzili. Z jednym z nich chodziłem do szkoły, pomagałem czasem przy matmie, drobne na bułkę pożyczałem. Była też z nimi dziewczyna, sąsiadka z osiedla obok, która wcześniej odpowiadała mi cześć. Wiesz, wtedy kiedy jeszcze się ukrywałem i byłem dla nich „normalny”. Gdy wyszło na jaw, że ja i Kamil, jesteśmy parą, od razu staliśmy się celem. Takimi śmieciami, który można kopnąć, rzucić nim w kąt, poniżyć i wyśmiać. Zupełnie jakbym z dnia na dzień stał się innym człowiekiem. Rozumiesz? Bo ja do dziś nie. Dorwali mnie we czworo, gdy wracałem z zajęć na uczelni. Nie miałem szans, bo mieli przewagę, byli silniejsi, nawet nie było jak uciec. Ta dziewczyna trzymała mnie za włosy, pluła na twarz i kazała lizać swoje buty. Reszta stała, śmiali się i podjudzali ją, aż zrobiła się agresywniejsza.

To ona uderzyła mnie pierwsza i zachęciła tym resztę. Dławiłem się własną krwią, leciały mi łzy, bo nie mogłem tego pojąć. Tego, że żyję w wolnym kraju, nieograniczonym wojnami czy skrajną biedą, a jednak tak ubogim. Biednym w zwykłe, ludzkie odruchy, odrobinę empatii czy po prostu akceptację. To tak, jakbym cię nienawidził i bił za twoje tatuaże i niebieskie włosy. Przecież to nawet brzmi jak chora abstrakcja. Ci którzy mnie wtedy kopali i okładali kijami, połamali mi rękę, spowodowali krwotok wewnętrzny, mają prawo wyborów chociażby w miłości, tak? Mogą związać się z kim chcą i kochać tę osobę. Popatrz na siebie i na mnie. Czym się różnimy, oprócz wyglądu? Niczym, bo oboje, jesteśmy tak samo wartościowymi i zasługującymi na szacunek, ludźmi. Więc dlaczego ja nie mam prawa pokochać, kogo chcę?

Czujesz coś złego patrząc na mnie i mojego partnera, czy na lesbijki trzymające się za ręce? Nie, bo jesteś zdrowa. A to jest niestety coraz bardziej kraj ludzi chorych z nienawiści, opętanych niezrozumieniem i brakiem jakiejkolwiek tolerancji. Cieszy mnie tylko jedno, że Robert Biedroń stąd pochodzi. Z tego nadal pogrążonego w ciemnościach zakątka Polski, który choć piękny, to nadal bardzo hermetyczny. Przez co niedostępny dla nikogo, kto ma odwagę być sobą. A Biedroń, przywraca mi nadzieję, że skoro jemu się tak bardzo udało,zmienić podejście tysięcy ludzi, to i mi starczy odwagi, żeby o siebie zawalczyć. Bo ja nie chcę stąd wyjeżdżać, tu jest mój dom, ale chcę poczucia wolności i bezpieczeństwa. Czy to tak wiele? A z tego przecież rodzi się szacunek do drugiego człowieka”.

Wstyd mi i wku*w mnie ogarnia, gdy widzę tęczowe zdjęcia na znak solidarności, a chwilę potem żółć zmieszaną z wiadrem pomyj, wylewaną wprost na głowę. I myślę sobie wtedy, że głupio mi jest coraz bardziej wychowywać własne dzieci w kraju, gdzie zawiść i nieuzasadniony strach odbiera ludziom rozumy. I tworzy tępe masy, które idą jak zombie za głosem większości, nie zastanawiając się nawet, w którą stronę i czy przypadkiem kogoś swoim wyborem nie krzywdzą. I śmieszne to i straszne, gdy 80 letnia kobieta, mówi mi, że ch*j ze mnie nie matka, skoro do kościoła dzieci nie prowadzam, a na drzwiach mam napisane WOŚP 2017. I boję, gdy na środku miasta stoi transparent i krzyczy, że jestem mordercą nawet, gdy tylko o tym pomyślę, bo patrzy na mnie martwy, rozerwany płód.

I zastanawiam się, gdzie jest ta cienka granica i czy nikt jej nie zatarł. Granica między człowieczeństwem a zezwierzęceniem,  jakiego dopuszczamy się każdego dnia. A do tego tak niewiele trzeba.  Do zwolnienia blokady z najgorszym złem –   brakiem miłości i szacunku dla drugiego człowieka.


Lifestyle

Pary – bumerangi. Nie mogą żyć bez siebie, nie potrafią być razem

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
15 marca 2017
Fot. iStock/Pekic

Jest noc, leżysz w łóżku. Kolejne, bezsenne godziny mijają, obok śpi on – twój ukochany. Ale twoje myśli nie krążą wokół niego, ani wokół waszego związku, czy wspólnych planów na przyszłość. Myślisz o tym drugim, a właściwie… pierwszym i jedynym. O swoim byłym mężu, byłym chłopaku, byłym partnerze. Nie potrafisz tego zrozumieć, ani wytłumaczyć, ale masz wrażenie, że pomimo wszystkiego złego, co się między wami wydarzyło, tylko razem możecie być naprawdę szczęśliwi. I marzysz o tym, żeby do niego wrócić. Więc wracasz. Kolejny raz.

Pary – bumerangi to zjawisko coraz częstsze w naszym społeczeństwie. Zrywają ze sobą kilkanaście, a może nawet kilkadziesiąt razy, trzaskają drzwiami, pakują walizki, zarzekając się, że to był ostatni raz, że już nigdy, że dosyć tego. Wyrzucają numery z kart telefonu, choć znają je na pamięć. Kasują zdjęcia, choć obrazy i wspomnienia są wyryte w ich sercach. Rozstają się w emocjach, przekonani, że to koniec. Wszystko po to, by gdy opadną emocje, do siebie wrócić. I to nie byle jak wrócić. Bo powroty po takich rozstaniach to powroty przy dźwiękach wielkich słów i  zapewnień, że teraz już się uda, że będzie wspaniale, najlepiej, pięknie i na zawsze.

Pary z długą historią zrywania ze sobą i wracania do siebie, to nie żaden ewenement. Badania przeprowadzone na uniwersytecie w Kansas wykazały, że około 40% „stałych” (czyli takich, które mają długi staż) par, zerwało ze sobą chociaż raz w ciągu całej swojej historii. 20 % par zrywało ze sobą i wracało do siebie kilka razy, rekordziści 47 razy. Naukowcy uważają, że partnerzy w takich związkach, osiągnęli już pewien poziom akceptacji stresu i chaosu, który wprowadza w ich życie rozstanie z ukochaną osobą. A kiedy po rozstaniu są daleko od siebie, tęsknią i pamiętają tylko te dobre cechy drugiej strony, pielęgnują tylko dobre wspomnienia, a nie to, co doprowadziło do zerwania relacji i nieporozumień. Samotność popycha ich ku ponownym spotkaniom, jednocześnie wtłaczając w ten zamknięty cykl ich historii. Choć w efekcie nie są ze sobą tak szczęśliwi, jak bardziej „stabilne” pary, nie potrafią przestać się rozstawać i do siebie wracać.

Z „bumerangami” mamy do czynienia najczęściej wtedy, kiedy obie strony związku działają bardzo impulsywnie podejmując ważne, dotyczące obojga decyzje, kiedy ich umiejętności komunikacyjne nie są wystarczająco rozwinięte. To, co jest dla nich kuszące to uczucie ekscytacji i nadziei, radości i świeżości, kiedy się ze sobą na nowo schodzą. Nie trwa to długo. Problemy, które prowadzą do ich licznych rozstań, nigdy nie zostają właściwie rozwiązane, ani przeanalizowane. Jeśli ich związek ma się stać stabilny i naprawdę trwały (a jest to rzecz obowiązkowa, kiedy pojawiają się dzieci – one nie mogą żyć w ciągłym poczuciu braku bezpieczeństwa i stabilizacji), partnerzy powinni obowiązkowo zgłosić się na terapię i rozwiązać swoje problemy zanim na nowo ze sobą zamieszkają, czy się zejdą. Jeśli tego nie zrobią, ich związek się nie zmieni – będzie nadal istną huśtawką dla dwojga.

Specjaliści uważają, że dużo złego w sytuacji takich par robią media społecznościowe, bo one sprawiają, że o wiele trudniej nam zerwać kontakt z byłym partnerem. Możliwość „podglądania” życia naszego „eks”, komentowania, bycia na bieżąco z jego życiem jest szalenie niebezpieczna. Uczestniczenie w tym, to gra na własnym emocjach i uczuciach, pozwalanie na ciągłą obecność ukochanego w naszym życiu.

Niektórzy z nas rozstają się niepotrzebnie, pochopnie, albo ze złych powodów. Często reagują zbyt impulsywnie, bo z biegiem czasu okazuje się, że jednak są w stanie wybaczyć zdradę, oszustwo, jakąś słabość. Że obecność ukochanej osoby jest dla nich ważniejsza niż żal i poczucie krzywdy. Nawet jeśli podczas takiej „przerwy od związku”, zaczynają spotykać się z kimś innym (czasem tylko po to, by „ukarać” byłego partnera), szybko uświadamiają sobie, że „to nie to”. To właśnie ta „nowa osoba” pozwala im zrozumieć, że w poprzednim związku być może wcale nie było tak źle.


Zobacz także

Dbajmy o dzieci z bezpieczną rodziną. Kampania społeczna Komitetu Ochrony Praw Dziecka i Locon

„Później, mam teraz panią z gwałtem”. Szokujące przesłuchanie kobiety, która została zgwałcona

Bilans życiowy przez czterdziestką? Nie ma czego się bać

Bilans życiowy przed czterdziestką? Nie ma czego się bać