Lifestyle

Klapki czy japonki? Co wybrać na lato?

Redakcja
Redakcja
25 lipca 2022
 

Lato to idealna pora do tego, żeby pomyśleć o uzupełnieniu swojej garderoby o wygodne i przewiewne obuwie takie jak klapki damskie czy japonki. Dzięki szerokiemu wyborowi w sklepach CCC – zarówno stacjonarnie jak i online – wybór idealnych butów na lato jeszcze nigdy nie był tak prosty. Zapraszamy do lektury poniższego materiału, w którym odpowiadamy na pytanie: klapki czy japonki? Co lepiej sprawdzi się w Twojej szafie?

Klapki damskie – wygoda wpisująca się w wakacyjny styl

Można zaryzykować stwierdzenie, że klapki to najwygodniejsze – obok sandałów – damskie buty na lato. Ich główną zaletą jest wygoda oraz łatwość zakładania. Klapki doskonale sprawdzą się na plażę, basen czy wieczorny spacer z psem. Są również świetnym pomysłem na uzupełnienie stylizacji w stylu casual a także – coraz częściej – stylizacji glamour, dzięki wyborowi klapek ze zdobieniami.

Poza klasycznymi klapkami na płaskiej podeszwie w portfolio CCC znajdziemy również klapki na koturnie, eleganckie klapki na szpilce czy klapki na podwyższeniu. Zróżnicowane są również pod względem wykonania (jeden duży element trzymający nogę, kilka paseczków czy mocniej zabudowane modele) kolorystyki, zastosowanych zdobień a także wybranej do produkcji faktury: plastiku (doskonale sprawdzającym się np. na basenie) skóry (polecane podczas chęci noszenia klapek przez cały dzień) czy materiałów imitujących skórę (tzw. skóra ekologiczna).

Taki rodzaj obuwia jest niemalże uniwersalny. Płaskie modele doskonale będą pasować do wąskich jeansów, lnianych szortów, jak i bojówek czy sportowych spódniczek. Doskonale sprawdzą się również jako alternatywa dla domowych kapci. Z kolei modele na koturnie bądź obcasie świetnie uzupełnią stylizację z tiulową spódnicą czy elegancką sukienką. Zaproszenie więc klapek do swojej szafy to doskonały wybór w każdym przypadku.

Sprawdź damskie klapki w CCC i znajdź swój idealny model na lato!

Japonki – na czym polega ich fenomen?

Zastanawialiście się kiedyś skąd wzięła się nazwa popularnych klapek z paskiem między palcami? Jak okazuje się, nie jest ona przypadkowa. Mimo, że historia tego obuwia wiążę się z Grecją to właśnie w Japonii zaczęto uznawać je za tradycyjne a to za sprawą wykorzystywania słomy ryżowej i włókien roślinnych do ich wytwarzania. Podeszwy z kolei tworzyło się z odcisku stóp w mokrym piasku. Takie buty doskonale pasowały do klasycznego stroju japońskiego. Następnie, z czasem, modą tą zainteresowali się Egipcjanie, którzy przekazali trend ten dalej aż stał się popularny w skali całego globu. Nazwę obuwia przyjęto jednak od Japonii, którą uznano za kolebkę tych butów.

Obecnie japonki to jedne z ulubionych butów na lato wśród pań. Są lekkie i można je nosić na plaży lub nad basenem. Najczęściej produkowane są ze skóry, gumy lub pianki dzięki czemu łączą w sobie wygodę z bezpieczeństwem, chroniąc nasze stopy m.in. przed odparzeniami od gorącego piasku czy przestrzeni wokół basenu. Przekonały do siebie już nawet stawiających na wygodę panów!

Występujące w różnych modelach japonki sprawdzą się również jako uzupełnienie stylizacji na wieczór, gdy wybieramy się na kolację nad brzegiem morza lub wzdłuż nadmorskiej promenady.

Poznaj modne i wygodne japonki, które zabierzesz na wakacje. Hity tego sezonu już czekają na Ciebie w CCC.

Zakupy z CCC: szybko i wygodnie. Sprawdź sam!

Zarówno stylowe klapki damskie jak i wygodne japonki możesz kupić już dzisiaj w sklepach CCC – w salonach stacjonarnych jak i w sklepie online. Dzięki wygodzie zakupów dostosowanych do oczekiwań Klienta, są one nie tylko wyjątkowo proste, ale również przyjemne. Do Twojej dyspozycji pozostaje uprzejma obsługa a także możliwość wymiany bądź zwrotu towaru, w przypadku zmiany zdania bądź preferencji.


Lifestyle

Jak dobrać buty do sukienki? Poznaj kilka prostych trików

Redakcja
Redakcja
25 lipca 2022
buty
fot. Taylor Simpson/Unsplash
 

Masz sukienkę i buty, które osobno wyglądają niesamowicie, ale kiedy je złożysz, cóż – kompletnie nietrafione połączenie. Czy wiesz, jak wybrać odpowiednie buty do różnego rodzaju sukienek?

W zależności od długości lepiej lub gorzej wyglądają z określonym typem obuwia. Sekret polega na tym, aby wybrać wygodne obcasy i tym samym podkreślić walory swojej sylwetki.

Oto kilka trików, które warto wypróbować, by dobrze dopasować buty do sukienki

Długie suknie

Przy sukni zakrywającej całkowicie nogi, dobrze jest pokazać trochę stopy, nie tylko zalotnie, ale po to, by przełamać jednolitość tkaniny.

Jeśli twoja suknia jest wzorzysta, buty powinny być jednokolorowe. Jeśli jednak masz na sobie suknię w jednym kolorze, możesz wybrać buty na obcasie, sandały lub platformy ozdobione wieloma szczegółami. Obcas powinien być najcieńszy z możliwych, tak zadbasz o odrobinę elegancji i szyku. Jeśli masz bardzo szerokie łydki, nie powinnaś zakładać butów z paskami wokół kostki.

Zobacz i kup:

Krótkie sukienki

W przypadku tego typu sukienki masz zdecydowanie więcej możliwości. Jednak, podobnie jak w przy długich sukniach, musisz wziąć pod uwagę swój wzrost, kształt łydek i oczywiście, jak krótka jest sukienka.

Najlepiej, jeśli do takiej sukienki założysz buty na wysokim, cienkim obcasie. One wydłużają nogi i korzystnie wpływają na wygląd twojej sylwetki. Możesz także zdecydować się na szerszy obcas, wówczas będziesz wyglądać swobodniej. Buty na platformie to kolejna dobra opcja do krótkich i luźnych sukienek.

Asymetryczne sukienki

Sukienki krótkie z przodu i długie z tyłu (hi-lo) pozwalają ci pochwalić się nogami i idealnie sprawdzą się z dobrze dobranymi sandałami. Możesz wybierać w sandałach na platformie, z wysokim cienkim obcasem czy na klinie.

Sukienki midi

Sukienki, których długość sięga ciut poniżej kolan są jedną z najczęstszych opcji podczas mniej lub bardziej formalnych imprez. Warto do nich założyć szpilki ze szpiczastymi czubkami – one wyszczuplają sylwetkę. Buty na platformie dodadzą ci luzu i wygody. Jeśli spotkanie jest nieformalne, możesz założyć płaskie buty.

I jak? Teraz od razu do sukienki warto kupić odpowiednie buty.


źródło: Step to health

 


Lifestyle

Byłam cheerleaderką w swoim małżeństwie, udawałam, że wszystko gra. Gdy odeszłam do innego, wszyscy byli w szoku

Listy do redakcji
Listy do redakcji
25 lipca 2022
odchodzi do innego
fot. Jake Melara/Unsplash

Kiedy kobieta odchodzi od męża zaczyna się piekło. Kiedy kobieta ma kochanka, to inne kobiety urządzają jej lincz. Zwłaszcza jeśli wcale nie miała złego faceta. Po prostu podnosi się larum. I ja wiem, z czego to wynika. Znajome, przyjaciółki, koleżanki robią wtedy swoisty przegląd własnego życia. Zadają sobie pytania: „A może ja też powinnam odejść?”, „A może ja też mogłabym zabawić się z innym facetem, bo to ostatnie chwile mojej gasnącej urody?”, „A może powinnam odejść przed laty, bo teraz jest za późno i czuję, że przy nim zmarnowałam życie?” Te wszystkie pytania kobiety zadają sobie jednak w skrytości, po cichu. Głośno mówią co innego: że jesteś puszczalska, że twoje dzieci będą cierpieć, że jesteś niesprawiedliwa oraz że one (wierne żony) tego wszystkiego, co wyczyniasz, kompletnie nie pojmują.

A ja? Odchodząc od swojego męża, czułam, że nie mam już siły być cheerleaderką i skakać z pomponami, by rodzinie i znajomym wydawało się, że w naszym domu wszystko gra. Prawda była taka, że nie czułam wsparcia od mojego męża już od bardzo dawna. Od dwóch lat nie uprawialiśmy nawet seksu. A mąż pokochał samotne wyprawy, twierdził, że raz na kilka miesięcy musi gdzieś wyjechać, zaszyć się w samotni lub kupić sobie bilet np. na Maltę, by w końcu odpocząć od gwaru rodziny. Nie obchodziło go wtedy odwożenie dzieci do przedszkola i to czy miałam co do garnka włożyć. Obchodził go tylko jego własny komfort! Okropny egoista!

Nie pracował od miesięcy, więc gdy zrobił cokolwiek dla domu, udawałam, że cieszę się i skakałam pod sufit, by podbudowywać jego męskie ego. Wystarczyło, że pozmywał naczynia. Dlatego też mówiłam o nim w samych superlatywach przy znajomych i chwaliłam za to, jak cudownie opiekuje się dziećmi. Kiedy zaś jechał na tę swoją cholerną samotną wyprawę, opowiadałam teściowej, że ja to akceptuję, bo moim zdaniem na tym polega dobry związek, że ludzie raz na jakiś czas mają prawo zająć się tylko swoimi potrzebami. A prawda była taka, że zagryzałam zęby, by zorganizować w tym czasie życie z dwójką malutkich dzieci. Byłam więc tolerancyjna do bólu i nie dziwne, że po kilku latach takiego małżeństwa, miałam wszystkiego dość.

Mimo to robiłam przedstawienie, by wydawało się, że jesteśmy idealną rodzinką. Dlatego chyba nie powinnam się za bardzo dziwić temu, że moje koleżanki, kiedy dowiedziały się, że odchodzę do innego mężczyzny, otworzyły szeroko ze zdziwienia oczy. Twierdziły, że nie mogą mnie zrozumieć, dlaczego to robię, bo przecież mam takie fajne życie i takiego dobrego męża. Za plecami jednak słyszałam: „Czego ona chce więcej?”, „Poprzewracało się jej w głowie”, „Mogłaby nawet już mieć ten romans, ale żeby tak od razu rozwalać rodzinę!”

Sama więc poniekąd sobie urządziłam ten lincz kobiecego niezrozumienia. Najbardziej zajadała była moja mama, która naprawdę lubiła mojego męża i przed którą też skrupulatnie ukrywałam latami wszystkie jego defekty. Dopiero po jakimś czasie zrozumiałam, że jej wybuch i opór był spowodowany tym, że ona od lat żyła bez miłości moim tatą. Musiała więc zmierzyć się z myślą, że jej córka ma nagle odwagę zrobić coś, na co ona nigdy nie potrafiła się zdecydować. Mama całe życie dźwigała ciężar odpowiedzialności finansowej za naszą rodzinę, pracując na dwóch etatach, podczas gdy mój ojciec bujał się od chałtury do chałtury. A to komuś zreperował samochód. A to innemu prowadził z zagranicy używany traktor. To znowu pojechał z kimś na polowanie albo zaoferował inną usługę. Prawda jest taka, że na swojego męża wybrałam bardzo podobnego faceta. Wzorce rodzinne zadziałały.

Dlaczego postanowiłam o tym opowiedzieć? Po prostu chcę, by kobiety usłyszały, że mimo oporu rodzinny i „dobrych porad” innych kobiet, które stanowczo odradzają ci odejście od męża, bo przecież cię nie bije i nie bije, WARTO ZAWALCZYĆ O SWOJE SZCZĘŚCIE. Kobiety, macie naprawdę tylko jedno życie! Kobiety, nie słuchajcie doradczyń, które mówią, że odejść od partnera należy tylko wtedy: jak się nad wami znęca, jak nadużywa alkoholu, jak jest agresywny, jak bije was lub dzieci, albo kiedy wydziela pieniądze na życie. Odejść można też wtedy, gdy czujesz, że już go NIE KOCHASZ i nie czujesz w nim wsparcia. Naprawdę masz do tego prawo!

Jasne, ja znam te wszystkie argumenty, które zatrzymują kobiety przed podjęciem takiej decyzji. Najważniejszy dotyczy oczywiście dzieci. To nieuniknione, że one w takiej sytuacja na pewno będą cierpieć i martwić się o swojego ojca, który został porzucony i nie ma kobiety, która go kocha. Będą musiały poznać twojego nowego partnera i wcale nie jest powiedziane, czy go polubią. Będą musiały żyć pomiędzy dwoma domami, co oczywiście nie jest nigdy łatwe. Wtedy każda matka zadaje sobie pytanie: „Czy ja mam prawo skazywać dzieci na takie cierpienia i wyzwania tylko dlatego, że już nie kocham ich ojca?”, „Czy mogę być taką egoistką i podążać za swoim szczęściem?”

Jak więc w sobie znalazłam siłę, by to zrobić, choć nikt mnie nie wspierał? To była po prostu miłość. Przyszła do mnie, choć na początku kompletnie nie wiedziałam, czym jest. Musiałam dać temu czas, by się poprzyglądać i dowiedzieć się, czy istnieje przed nami jakaś realna i dobra perspektywa na przyszłość. Poznaliśmy się w pracy. Zaczęło się od przyjaźni, która trwała blisko osiem lat. Od początku polubiliśmy się, potem zaczęliśmy rozmawiać, dzwonić do siebie, radzić się w różnych sprawach nawzajem. Potem był seks, wyrzuty sumienia, postanowienie, że trzeba to przerwać i wakacje ostatniej szansy z mężem.

Aż przyszedł moment, że Krzysztof podjął radykalną decyzję i odszedł od swojej żony, bo uznał, że ich związek nie ma przed sobą już żadnej perspektywy. Kiedy zamieszkał już sam ze swoimi synami, powiedział mi, że niczego ode mnie nie oczekuje i nie będzie wywierał presji, bym odeszła od męża. Wiele razy podkreślał, że jego decyzja nie powinna mieć najmniejszego wpływu na moją. Ale i tak sama zaczęłam zastanawiać się, jak rozwiązać swoją sytuację rodzinną. Najpierw ustaliłam z mężem, że chcę separacji. Poinformowaliśmy syna i córkę, że nie jesteśmy już razem i najprawdopodobniej będziemy się rozwodzić. Po kilku tygodniach postanowiłam też przedstawić im swojego partnera. Zależało mi, by sprawy toczyły się powoli, by dzieci mogły przyzwyczaić się do nowej sytuacji.

Kiedy minęło pół roku, zaczęliśmy z Krzysztofem szukać wspólnego lokum do wynajęcia. To było duże logistyczne przedsięwzięcie, ponieważ dom musiał mieć przynajmniej cztery sypialne dla piątki dzieci. Nie wszystko, a w zasadzie nic nie szło łatwo i gładko. Moja mama, mój ojciec i znajomi oponowali.

Ponieważ byłam pierwszą od pokoleń kobietą w rodzinie, która zdecydowała się na rozwód, dla wszystkich to był szok! A ja czułam się tak, jakbym musiała iść pod prąd rwącą rzeką, która krzyczała: „Kobiety tak nie robią! Kobiety przedkładają spokój dzieci nad własne szczęście!” A jednak odważyłam się i dziś niczego nie żałuję.

Zdecydowałam się opowiedzieć tę historię, ponieważ po pięciu latach od tych zmian wiem, że zrobiłam dobrze. Z moim obecnym partnerem stworzyłam zupełnie inny związek niż mężem. Na Krzysztofa po prostu mogę liczyć. Nie tylko finansowo. Mam od niego wsparcie psychiczne, o wielu sprawach wychowawczych, rodzinnych po prostu rozmawiamy i wzajemnie wspieramy się w wychowaniu dzieci. Nie, nie jest łatwo! Ale my się kochamy i to jest podstawa i nasza wspólna siła do tego, by chronić i trzymać w kupie naszą patchworkową rodzinę. Poza tym łączy nas silna więź seksualna i dziś myślę, że jest to wielka i ważna energia łącząca kobietę i mężczyznę. Bardzo o to dbamy. Nie pamiętam, byśmy kiedykolwiek spali osobno. Sypialnia to nasza święta przestrzeń.

Z perspektyw czasu przyznaję, że mojej dzieci cierpiały. Ale dziś widzę też, ile dobrego dała im możliwość obcowania z ojczymem. Krzysztof pokazał im, jak naprawdę powinien zachowywać się ojciec rodziny. Podziwiam go, jak wiele starań wokół naszego patchworku bierze na siebie i ile spokoju ma w sobie w sytuacjach kryzysowych. Ostatnio, gdy mój syn nabroił w szkole, poprosił, by nauczyciele zadzwonili nie do mnie i nie do mojego eksmęża, ale właśnie do Krzysztofa. On przyjechał, zachował spokój, stanął w obronie mojego syna. Niedawno córka powiedziała, że bardzo docenia, że potrafiłam zawalczyć o swoje szczęście i że jestem dla niej wzorem, bo zaufałam swojej intuicji wbrew zdaniu wszystkich wokoło. W takich momentach czuję właśnie, że może jednak… moja decyzja nie do końca była taka samolubna. Kochane kobiety, było warto!


Zobacz także

10 niesamowitych faktów o ludziach urodzonych w sierpniu

Materace dostępne w Gnieźnie – kiedy stary wymienić na nowy?

Zajadanie stresu – jak zacząć sobie radzić z emocjonalnym żywieniem?