Go to content

Katarzyna Kucewicz: Dzieci, które musiały być rodzicami, płacą za to w dorosłości.

Osoby, które były sparentyfikowane w dzieciństwie często mają ogromne kłopoty w nawiązywaniu relacji dorosłych opartych na partnerstwie-przekonuje Katarzyna Kucewicz, psycholożka i psychoterapeutka w rozmowie z Agnieszką Grün-Kierzkowską dla Ohme.pl.

Agnieszka Grün-Kierzkowska: Spotykamy w rozmowie, której powodem jest piękny i wzruszający film pt. „Opowieść świąteczna”, który wszedł na polskie ekrany kin. To norweski film dotykający tematyki parentyfikacji. Czy mogłabyś przedstawić swoją definicję tego pojęcia?

Katarzyna Kucewicz: Zjawisko parentyfikacji, jest obecne w niektórych rodzinach, zwłaszcza w tych, gdzie jest jakiś problem, gdzie rodzice mają kłopoty z życiem, z sobą, gdzie występują jakieś losowe perturbacje. Tam może nastąpić swoista zamiana ról czy też ich pomieszanie. Przejawia się to tym, że dzieci stają się członkami rodziny pełniącymi role opiekuńcze, dzieci stają się-upraszczając- rodzicami i opiekunami. Przejmują na siebie obowiązki zarezerwowane dla osób dorosłych. I to widzimy w filmie, ale to też możemy zauważyć, dostrzec w wielu domach, w których pojawia się jakaś trudność sytuacyjna albo niedojrzałość dorosłych.

Chcesz więcej takich treści?
Zapisz się do mojego newslettera i otrzymuj najnowsze artykuły z ohme.pl.

W naszej filmowej opowieści mamy do czynienia z samodzielnym rodzicem, który ma pod opieką dwie córki i który ewidentnie nie radzi sobie w życiu. Dostrzegamy tu wątek choroby alkoholowej, bardzo często przyczyniający się do tego, że dziecko jest parentyfikowane. W ogóle, jeżeli rodzic z jakiegokolwiek powodu niedomaga, choruje na przewlekłą chorobę, która czyni go niezdolnym do pełnienia funkcji rodzicielskiej, wówczas dziecko często bierze na siebie obowiązek utrzymania rodziny w ryzach. Zaczyna wtedy nie tylko siebie samo wychowywać, ale też bywa wsparciem dla rodzica, co oczywiście jest bardzo obciążające. Dzieci chętnie wchodzą w takie role- z miłości, z potrzeby utrzymania rodzinnego ładu, z lęku, że jeśli rodzic polegnie, to skończy się świat. Taka sytuacja jest wielkim uderzeniem w poczucie bezpieczeństwa małego człowieka.

Chciałam cię zapytać o reperkusje parentyfikacji, zarówno te bieżące, które po prostu są w danym momencie życia dziecka widoczne, ale też te, których zapewne doświadczą w przyszłości. Gdybyś mogła o tym opowiedzieć?

Faktycznie, te skutki są krótko i długoterminowe. Krótkoterminowe skutki, widziane od razu, to na pewno jest wyższy poziom stresu dla dzieci, poczucie braku kontroli, przymus pilnowania wszystkiego dookoła. Bardzo silne napięcia kumulują się w przenikniętym głębokim lękiem dziecku. W takiej sytuacji dzieci miewają trudności z koncentracją, z uwagą, pamięcią, czyli „siadają” ich funkcje poznawcze, ponieważ silny stres i przeciążenie skutkują tym, że dziecko np. nie może się uczyć, jest zdekoncentrowane, owładnięte silnym napięciem, lękiem i smutkiem. Dodatkowo możemy zaobserwować zaburzenia nastroju i zachowania. Nierzadko, dziecko może stać się wycofane albo bardzo nerwowe, czasem nawet przejawiające agresję. Z dziecka radosnego, pogodnego, przeobrazić się w osobę zamykającą się w swoim świecie.

Zdarza się, że bardzo szybko dorośleje, jest bardzo poważne jak na swój wiek. Z moich obserwacji wynika, że część dzieci potrafi sprawiać, na pierwszy rzut oka, dobre wrażenie. Mimo młodego wieku, może przybierać maskę pozornego panowania nad sytuacją. Osobom postronnym wydaje się, że dziecko sobie dobrze radzi, jest takie dojrzałe, jak na swój wiek. Ale to zwykle pozory, pod którymi kryje się wielkie cierpienie i dziecięca bezradność. Takie dzieciaki- w trybie „bohatera” swoją postawę przypłacają późniejszymi kłopotami, mogą np. odreagowywać poprzez kompulsywne zachowania: objadanie się, nadmierne granie w gry, wręcz obsesyjne zachowania. W jakiś sposób rozkołatane nerwy muszą gdzieś dać upust napięciu. Może być też tak, że dziecko będzie uciekało, tak jak w tym filmie, w świat wyobraźni, fantazji i będzie tworzyło tam alternatywną przestrzeń, izolując się od otoczenia. Oczywiście może mieć to fatalne skutki… Samotność, alienacja, depresja.

Długofalowe konsekwencje parentyfikacji są olbrzymie. Osoby, które jej doświadczyły, miewają ogromne kłopoty relacyjne np. w nawiązywaniu więzi opartych na partnerstwie.

Takie dziecko, będąc dorosłym, może być nadmiernie opiekuńcze, chcieć wszystko i wszystkich kontrolować, pilnować wszystkiego. Osoby takie bywają usztywnione, nieelastyczne, wszędzie widzą zagrożenie, czują się niepewne. Z tych powodów częstokroć są też bardzo samotne. Spustoszenie, jakie rodzi parentyfikacja, jest znacznie głębsze niż to się na pierwszy rzut oka wydaje. Choćby w tym filmie, mamy do czynienia z uroczą dziewczynką, pomagającą tacie, sięgając głębiej w temat dostrzeżemy jednak, że branie na siebie odpowiedzialności za dorosłego, bardzo zaburza wewnętrzne poczucie bezpieczeństwa dziecka, co jest kluczowe dla utrzymania zdrowia psychicznego.

W filmie pojawia się wątek usprawiedliwiania postępowania ojca, niedopełniania przez niego obowiązków względem rodziny. Usprawiedliwiają go córki, szczególnie młodsza, bo starsza ma już więcej świadomości i mocniej odczuwa na swoich barkach ciężar sytuacji…

Takie reagowanie kojarzy mi się z typowymi cechami DDA. Widzimy dziecko, które funkcjonuje jak typowe dziecko z rodziny alkoholowej, czyli w pozycji ochronnej względem ojca, broniące wizerunku taty, usprawiedliwiające go na każdym kroku- jak ratownik. Podejmuje się próby ochrony rodzica przed złymi spojrzeniami i opinią innych. Często wiąże się to z okłamywaniem otoczenia, tworzeniem własnej narracji. Wszystko po to, aby osłonić osobę, która w tym czasie kontynuuje swój nałóg. Takie działanie wynika z wielkiej miłości, ale niestety pogłębia problem osoby uzależnionej, która otrzymuje komfort picia na swoich zasadach (bo zawsze ktoś wyciąga go z opresji).Tak, jak w filmowym przypadku, dopóki ojciec jest chroniony przez córki, dopóty nie ma szans wziąć życia w swoje ręce.

Wzruszyło mnie wzajemne wspieranie się sióstr, pomimo zmęczenia ciężką pracą fizyczną w zastępstwie taty, starsza siostra znajduje w sobie cierpliwość i ciepło, aby wieczorami snuć opowieści do snu młodszej siostrze. Czy ta relacja pomiędzy rodzeństwem, kiedy dzieci są sparentyfikowane, w jakiś sposób je ratuje?

Często mamy do czynienia z taką sytuacją, że dziecko, które samo potrzebuje pomocy, tak naprawdę występuje w roli rodzica, tak jak bohaterka filmu spełnia rolę matki dla swojej młodszej siostry. To oczywiście nie jest zadanie przypisane dla niej, więc za tę sytuację płaci swoim zdrowiem psychicznym. Natomiast dla młodszej dziewczynki może mieć to lepsze konsekwencje. Dzięki bliskiej osobie, która ją wspiera, ma szansę rozwinąć bezpieczny styl więzi, choć z pewnością ta sytuacja obarcza również i ją.

W filmie mamy do czynienia z obrazem delikatnych, wrażliwych, a zarazem niezwykle silnych i zdeterminowanych dziewczynek. Zdeterminowanych w walce o własną rodzinę i utrzymanie problemów w tajemnicy, ponieważ w Norwegii opieka społeczna działa z dużą skutecznością, wyczuwa się napięcie, żeby ta informacja o dysfunkcji rodziny nie ujrzała światła dziennego. Zastanawiam się, czy to jest możliwe, aby dzieci w rodzinach dysfunkcyjnych rzeczywiście mogły, przez całe dzieciństwo, być silne i dobrze sobie radzić?

Gdy rodzic, staje się nie opiekunem a ciężarem, gdy nie daje poczucia bezpieczeństwa, to dzieci choć się adaptują, nie mogą się jednak prawidłowo rozwijać. Utrata dzieciństwa to utrata beztroski, bezpieczeństwa, poczucia bycia kimś ważnym i kochanym. Jeśli tego nie mamy, możemy w dorosłości uporczywie szukać, nawet przez całe życie, tego, czego zabrakło nam w dzieciństwie.

Dlatego, jeżeli rodzice nie są w stanie zapewnić bezpieczeństwa dzieciom, to powinien się znaleźć ktoś inny, kto im to bezpieczeństwo po prostu zagwarantuje. Czasami będzie to babcia, ciocia albo inna dorosła osoba, która stanie się takim fundamentem normalności.

Wiemy, że w naszym otoczeniu, rozgrywają się podobne dramaty. Czy twoim zdaniem, taki film, jak „Opowieść świąteczna”, może inspirować do pozytywnego działania, zauważenia tego, co się wokół nas dzieje?

Myślę, że tak! Widzę bardzo ciekawy przekaz, który możemy wyczytać z tego filmu: żeby przyglądać się dzieciom, które spotkamy na swojej drodze, aby nie zadowalać się tą fasadową otoczką, oprawą, maską. Nie kierować się tylko pierwszym wrażeniem. Czasami widzimy, że dziecko jest przemęczone, czy zastanawiamy się wówczas, dlaczego, z jakiego powodu? Być może dlatego, że wykonuje rzeczy zarezerwowane dla dorosłych… Warto spróbować dowiedzieć się czegoś więcej, wspomóc, dawać realne oparcie. Często jest tak, że dziecku wystarczy odrobina uwagi, troska, atencja ze strony nawet dalekiej cioci, żeby poczuło się lepiej na tym świecie. Nie można przechodzić obojętnie wobec potrzebujących, takich rodzin, jak ta filmowa, jest mnóstwo. Dobrze być uważnym i wrażliwym sąsiadem, przenikliwym i dobrym obserwatorem otoczenia i osób żyjących obok nas.

Uważność względem innych, w najbliższym sąsiedztwie, tego cały czas się uczymy. I świadomości, że trzeba reagować, zwracać uwagę na niewłaściwe zachowania, aby wyzbyć się wreszcie tej dulszczyzny i przekonania, że swoje sprawy załatwia się we własnych ścianach. Jednak wiele się zmienia na lepsze, gdy patrzę z perspektywy czasu. Mam nadzieję, że ty również masz poczucie, że obojętność już nie dotyka nas w takim głębokim wymiarze, jak kiedyś…

Myślę, że choć ona wciąż jest i wciąż nas boleśnie dotyka, to na pewno sporo się zmienia na korzyść. Dzięki temu, że młodsze pokolenia są tak uwrażliwione na kondycję psychiczną, często to właśnie oni bardziej zwracają uwagę na krzywdę innych. Tego my, starsi, możemy się od nich uczyć.

Dziękuję za rozmowę i polecamy wszystkim obejrzenie „Opowieści świątecznej”, to również opowieść o wielu z nas.