Lifestyle Macierzyństwo

Kasia Zielińska: „Codziennie przypomnijmy sobie wieczorem pięć dobrych rzeczy, sytuacji,  które nas spotkały i zasypiajmy szczęśliwi”

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
19 października 2018
Fot. Monika Wiąckiewicz
 

Małgorzata Bąkowska: Kasiu, ostatnio rozczuliła mnie opublikowana na Twoim Instagramie lista rzeczy, czynności, które najbardziej kochasz robić w życiu. Znalazło się na niej 37 pozycji. I na tym byś nie poprzestała…

Katarzyna Zielińska: Ha ha ha , fakt dopisałabym pewnie i drugie tyle, ale już wtedy mało kto doczytałby do końca, bo lista i tak była długa. Pewnie chcesz się zapytać po co taką listę zrobiłam? Otóż z wdzięczności. Jest tyle pięknych małych i wielkich rzeczy, sytuacji, które nas spotykają codziennie (i których być może z tego powodu nie zauważamy), że warto się czasem zatrzymać i je sobie uświadomić. A najlepiej spisać i w gorszych chwilach – przypominać. Na tej liście, przynajmniej u mnie, można znaleźć zarówno przytulanie do synów i męża, jak i czytanie kryminałów oraz szarlotkę teściowej. Ta lista to taki mój pozytywny rachunek sumienia.

Rachunek sumienia raczej kojarzy się grzechem…

No właśnie – nasze tradycyjne wychowanie każe nam pamiętać o grzechu i pokutować ale to trochę wbrew mojej naturze. Tak się zastanawiam… może bardziej ze mnie sekutnica niż pokutnica? (śmiech). Wracając do sedna – ja po prostu kocham życie i nie wstydzę się o tym mówić. Cieszy mnie mnóstwo rzeczy, choć są i takie, które – delikatnie mówiąc – wkurzają. Jeśli mnie wkurzają zastanawiam się, czy mogę zrobić coś , żeby je zmienić. Jeśli tak – zmieniam, jeśli nie – godzę się z tym i idę dalej swoją drogą. Nie chcę tracić energii na coś, co jest w pewnym sensie poza mną. Dla mnie szklanka jest zawsze do połowy pełna. I staram się o tym pamiętać i być wdzięczna Bogu.

Jesteś wierząca?

Jestem. Każdy z nas w kogoś/coś wierzy. Bo – jak kiedyś śpiewał Adam Nowak „trudno nie wierzyć w nic”. Jeden wierzy w Boga, drugi w pieniądze i władzę, trzeci – jeszcze inaczej. Ja wierzę w Boga, Bóg jest Miłością, ergo – wierzę w Miłość. I jestem wdzięczna – po raz kolejny to powtórzę – za każdy dzień.

Fot. Monika Wiąckiewicz 

Wdzięczność to piękne uczucie…

Prawda? Piękne nie tylko znaczeniowo ale i semantycznie. Kiedyś zabawiłam się w profesora Miodka i analizował sobie to słowo. Rozdzieliłam je na dwa wyrazy – „wdzięk”, czyli urok, czar, coś niezwykle pięknego i „noś”/ nosić – czyli być ubranym coś, stroić się, mieć stale przy sobie. Czyli „wdzięczność” to mieć przy sobie stale coś pięknego – fajne, prawda?  Dla mnie wdzięczność oznacza po prostu codzienne dziękowanie za to co mam. Dzięki temu skupiam się na pozytywach a nie zamartwiam.

Ktoś mógłby powiedzieć: ma wszystko: męża, dzieci, pracę, sławę, pieniądze – czym ona ma się zamartwiać.

Mam prawie 40 lat i nie zawsze było „różowo”, ale zawsze patrzyłam na życie, na to co mnie spotyka przez różowe okulary. To, że się nie zamartwiam, nie oznacza, że nie dotykają mnie problemy, kłopoty, czy wręcz tragedie. Ależ dotykają, ale mimo wszystko, nawet jeśli to boli bardzo, nadal każdego dnia staram się pamiętać o tym, co dobre i za co dziękuję. Podróżuję dużo po świecie i wiedziałam wiele osób żyjących w naprawdę trudnych warunkach, ale jednocześnie pełnych wzajemnego szacunku, miłości i wdzięczności. Jeśli ktoś będzie chciał się zamartwiać , to tragedią będzie dla niego nawet to, że…. mu mucha narobiła na szybę nowego maserati!

Widzę , że góralski temperament Cię nie opuścił.

Bynajmniej!  (śmiech) Choć ja bardziej laszka niż góralka. Ale wracając do meritum, bo nie chcę spłycać tematu – wiem, że świat jest pełen nieszczęść, zła, wojen, brudu. Ja to widzę, ale ja sama tego nie zmienię. Wierzę w siłę wielu mikroświatów. Zawalczmy o swój własny. Codziennie przypomnijmy sobie wieczorem pięć dobrych rzeczy, sytuacji,  które nas spotkały i zasypiajmy szczęśliwi.

Fot. Monika Wiąckiewicz 

Ty zasypiasz czasem ze swoimi dziećmi?

Oooo notorycznie – bo przecież wtedy najlepiej się człowiek wtula, czuje i wchłania ten najsłodszy zapach własnego dziecka. „Tulić, całować, wąchać moje dzieci”, to przecież numer jeden na liście rzeczy, które kocham.

Jak zmieniło Cię macierzyństwo?

– Z jednej strony nie zmieniło nic, a z drugiej – zmieniło wszystko. To trochę pokręcone, wiem, ale nie wiem, jak krótko i klarownie odpowiedzieć na to pytanie. Bo nadal jestem tą zwariowaną Zieliną, która „tańczy na stole, kieckę zadziera”, lubi babskie wypady z przyjaciółkami, relaks w wannie, jeżdżenie rowerem bo Beskidzie Sądeckim. Ale też doświadczyłam, czym jest bezwarunkowa miłość i że dla moich synów jest gotowa znieść każdy lęk, niewygodę i zrobić wiele, by byli szczęśliwi.

Czy w jakiś sposób poczułaś się ograniczona jako kobieta, aktorka odkąd masz dzieci?

Ale w jaki sposób? Nadal żyję jak żyłam, tylko teraz we wszystkim towarzyszą mi dzieci. Owszem może rzadziej chodzę z mężem do kina, ale nadal chodzę, może krócej wyleguję się w wannie, ale nadal to robię. Może trochę nie dosypiam, ale wyśpię się na emeryturze (śmiech). W pracy nadal mnie chcą, właśnie zaczęłam zdjęcia do nowego serialu. W teatrze Roma produkuję kolejny spektakl z fantastyczną ekipą – „Nowy Jork – czasy jazzu i prohibicji”, premiera już w styczniu – zapraszam serdecznie. A na wakacje jeździmy już we czwórkę!

Bycie mamą otworzyło przed Tobą również nowe drzwi – zostałaś projektantką!

No i sama widzisz, macierzyństwo nie musi zabierać, może też dawać. A tak serio, to projektowanie to też niesamowity przypadek i dar. Tu muszę trochę tytułem wstępu przyznać się, że ja owszem trochę jestem taki „wariatuńcio”, ale z drugiej strony lubię mieć poukładane i wiedzieć, gdzie co leży. Niektórzy mówią, że to przez mój bałagan w głowie, ale ja wolę to inne wytłumaczenie – z oszczędności, bo po co tracić czas na szukanie (śmiech). Zawsze nosiłam małe torebki. Będąc jednak w pierwszej ciąży wiedziałam, że wkrótce trzeba będzie się przerzucić na coś większego. Jakoś wtedy właśnie zgłosiły się mnie dwie fantastyczne dziewczyny, które kilka lat temu założyły własną firmę produkującą akcesoria dla dzieci. Markę nazwały „La Millou”. Znałam ją oczywiście już wcześniej bo nie raz i nie dwa kupowałam ich rzeczy na rozmaite „baby shower”. No i kiedy Iza z Martą zadzwoniły  z zapytaniem, czy bym czegoś z nimi nie zrobiła – to aż mi się oczy zaświeciły… torby!!! Może to akurat nie są stricte akcesoria dla dzieci, ale jakże przydatne dla młodych Mam. No i się zaczęło.

Szukanie, wymyślanie, rysowanie. Tysiące godzin. Ale już wiedziałam czego chcę – torby muszą być duże – żeby pomieściły co trzeba wymyśliłam oddzielny organizer na drobiazgi oraz dodatkowo miejsce na przewijak. Po drugie –  praktyczne, czyli z materiału, który się będzie dobrze czyścił (przecież różne „przygody” się trafiają mamom z dziećmi)  i ze specjalnymi karabińczykami, dzięki którym będzie można je zawiesić na wózku (matka jest hinduskim Rawaną z wieloma rękami – wiadomo). No i – last but not least- muszą być piękne. Ileż ja z tym miałam radochy! I ta klęska urodzaju – co wybrać, jakie wzory, jakie kolory. Dziewczyny już pewnie miały mnie w którymś momencie dość, ale w końcu same otworzyły mi drzwi do tej krainy czarów.

No i znowu sukces?

– Nieskromnie powiem – tak! Przyznaję, że tuż przed premierą miałam pietra, czy się spodobają, czy się przyjmą. Okazało się, że to był strzał w dziesiątkę! Miała to być jednorazowa przygoda, tymczasem mam już kolejne dziecko i torby Feeria by Kasia Zielińska nadal się sprzedają, a ja je nadal projektuję i mam z tego niezwykłą frajdę.

Czy jest coś, czego Ci mogę życzyć?

Zdrowia. Tylko tyle i aż tyle.

Fot. Monika Wiąckiewicz 

Artykuł powstał we współpracy z marką La Millou


Lifestyle Macierzyństwo

Zaćma nie dotyka wyłącznie starszych ludzi. Co należy o niej wiedzieć?

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
19 października 2018
Fot. iStock/Denis_prof
 

Problemy ze wzrokiem dotykają osoby w różnym wieku, więc astygmatyzm, krótkowzroczność czy nadwzroczność nie jest dla nas czymś niezwykłym lub tajemniczym. Nieco inaczej jest z zaćmą, która kojarzy się jedynie z osobami w podeszłym wieku, które tracą przez nią wzrok i samodzielność.

Przyczyny powstawania zaćmy

Zaćma, zwana również kataraktą, jest chorobą powodującą zmętnienie soczewki w oku i jest główną przyczyną upośledzenia wzroku. Proces postępuje naturalnie, ponieważ jest następstwem starzenia się komórek organizmu. Zmiany zachodzą powoli i nasilają się z wiekiem — katarakta rzadko pojawia się przed 60. Statystyki pokazują, że aż 90% przypadków zaćmy powoduje podeszły wiek pacjenta i ten typ katarakty nazywamy zaćmą starczą. Mimo naturalności tych procesów zaćma może pojawiać się znacznie wcześniej.

U osób młodszych pojawia się ona na skutek urazu oka, stanów zapalnych błony naczyniowej, długotrwałego miejscowego lub ogólnego używania kortykosteroidów. Katarakta może być także następstwem cukrzycy lub towarzyszyć krótkowzroczności. Cierpią na nią także noworodki (zaćma wrodzona), a także małe dzieci, co może mieć związek z zaburzeniami metabolicznymi, chorobami genetycznymi lub zakażeniami wewnątrzmacicznymi w trakcie ciąży. Niezależnie od przyczyny, nieleczona zaćma powoduje ślepotę.

Objawy zaćmy

Zaćma objawia się w charakterystyczny sposób, dlatego po zauważeniu niepokojących sygnałów ze strony wzroku, należy podjąć odpowiednie kroki. A niepokoić powinno przede wszystkim obniżenie ostrości wzroku, którego nie poprawiają nawet odpowiednio dobrane szkła okularów. W zależności od rodzaju jaskry, pacjenci skarżą się m.in. na oślepienie przez jaskrawe światło, jednooczne dwojenie, niespodziewaną poprawę widzenia z bliskiej odległości,  złe widzenie o zmroku i w ciemnych pomieszczeniach. Pojawienie się niepokojących objawów należy zgłosić do lekarza okulisty, aby ten wykluczył także inne, poważne choroby oczu (np. nowotwór).

Operacja zaćmy

Co prawda istnieją na rynku krople mające spowalniać proces mętnienia soczewki, jednak nie udokumentowano ich skuteczności. Jedyną pewną metodą ratunku dla wzroku jest operacja zaćmy. Specjaliści uważają, że zaćmę trzeba usunąć, gdy pacjent uskarża się na istotne obniżenie zdolności widzenia, przeszkadzające w pracy zawodowej lub codziennym życiu. Operacja polega na usunięciu zmętniałej soczewki i zastąpienie jej sztuczną soczewką wewnątrzgałkową, co wykonuje się raz i na stałe. Jest to zabieg bezpieczny, przynoszący sukces aż w 90% przypadków. Brak oczekiwanych efektów może być skutkiem istnienia innych chorób oka. Powikłania zagrażające utratą wzroku są w tym przypadku rzadkie.

Jak zapobiec problemom?

Ponieważ zaćma jest w przeważającej ilości przypadków naturalnie następującym procesem, niewiele można zrobić, by jej uniknąć. Zachowanie zdrowego trybu życia, odstawienie papierosów, a także ochrona wzroku przed intensywnym promieniowaniem słonecznym, może przedłużyć sprawność oczu.

źródło:  okulistyka.mp.plwszystkoozacmie.pl


Lifestyle Macierzyństwo

Uratuj swoje małżeństwo w dwóch krokach

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
19 października 2018
Fot. iStock / AleksandarNakic

Niby wiemy, że nad związkiem trzeba pracować, że nic samo się nie zadzieje, a jednak, kiedy już zostajemy żonami, odpuszczamy. Dzieje się to często zupełnie nieświadomie, a kiedy zaczynamy to dostrzegać, często jest z późno, bo już tak się od siebie oddaliliśmy, że trudno do siebie nawzajem wrócić.

Próbujemy wszystkiego – seksownej bielizny, rozmów, płaczu, histerii, gróźb, ale rzadko kiedy zdaje to egzamin, a wręcz przynosi odwrotny skutek. Kiedy już wszystkie sposoby zawiodą powinniśmy zrobić jedną najważniejszą rzecz – skupić się na najważniejszej osobie – na sobie. Tylko tak (choć może się to wydawać absurdalne) jesteśmy w stanie uratować nasze małżeństwo i uczynić je silniejszym,

Wiele z nas pewnego dnia odkrywa (choć nie dzieje się to nagle, zawsze jest to proces), że straciło siebie, nie wie kim jest, czego chce. Pytamy siebie: „Gdzie podziała się ta dziewczyna sprzed kilku czy nawet kilkunastu lat, która miała marzenia, pasje?”. Winą za to w jakim miejscu się znalazłyśmy nierzadko obarczamy naszego męża, bo… ktoś musi być winien. Niestety, na pewnym etapie życia, wchodzimy w rolę żony, matki, zupełnie porzucając to, kim naprawdę jesteśmy. Dlatego, aby uratować swój związek musisz zrobić dwa kroki

Zapomnij o nim

Tak, dobrze czytasz. Postawienie siebie na pierwszym miejscu jest kluczem do zainspirowania drugiej osoby, by też postawiła cię jako pierwszą. Jeśli nie czujesz się dobrze z samą sobą i masz niską samoocenę, nie oczekuj, że partner zobaczy w tobie kogoś innego. Kiedy szanujesz siebie i o siebie dbasz, wiesz, czego chcesz, a czego nie będziesz tolerować, inni też zaczynają się tak postrzegać.

Czujesz się słaba – on cię taką widzi. Bezradna – również. Mało interesująca – także. Dlatego zrób drugi krok.

Uczyń siebie szczęśliwą

Jeśli macie zapamiętać jedną rzecz z tego tekstu, niech będzie to odwieczna prawda: nikt nigdy cię nie uszczęśliwi, jeśli sama tego nie zrobisz. Pomyśl na co masz ochotę, a czego od dawna nie robiłaś. Jakie pasje porzuciłaś, czego chciałabyś spróbować, z kim się spotkać, co robić w weekend i… zrób to, po prostu. Dla siebie. Tylko realizując swoje marzenia, nawet te najmniejsze, wrócić do kobiety, w której zakochał się twój mąż. I uwierz, on to zobaczy, choć ty dawno zapomnisz, że zaczęłaś to robić dla niego, bo tobie będzie to sprawiać radość.

Jeśli chcesz uratować swoje małżeństwo, przestań się męczyć próbując go zmienić, a zamiast tego skoncentruj się na tym, żebyś najpierw była szczęśliwa, bez względu na niego.


Zobacz także

Naturalne środki na stres

coraz bliżej święta…

5 trików, które pomogą zmotywować się do porannych ćwiczeń