Lifestyle

Joga lekiem na wszystko? Heidi Williams rozkochała w sobie Instagram wspierając innych

Agnieszka Sierotnik
Agnieszka Sierotnik
6 września 2016
Screen Instagram/heidiwilliams89
 

Od wielu lat mówi się, że joga pomaga rozwiązać problemy zdrowotne, ale także te mentalne. Nie dziwią więc kolejne informacje o osiemdziesięciolatku bardziej sprawnym od niektórych nastolatek czy nawet przypadki złagodzenia objawów stwardnienia rozsianego. Historia Heidi Williams, to jednak zupełnie nowy wymiar motywacji do rozpoczęcia przygody z jogą!

Heidi zdobywa serca internautów  na Instagramie, gdzie zamieszcza piękne, artystyczne zdjęcia. Jednak to nie dlatego jest tak lubiana. Jej historia udowadnia, że nawet w najgorszym momencie życia można się podnieść i walczyć dalej. Wszystko zaczęło się od brutalnego gwałtu, którego była ofiarą. Obrażenia były tak duże, że niemal doprowadziły do starty dziecka w szóstym miesiącu ciąży. To właśnie zagrożona ciąża Heidi okazała się być ostatnim krokiem do depresji. Nie było to jednak jedyne następstwo gwałtu – myśli samobójcze, zespół stresu pourazowego doszły „w gratisie”.

Calling all my Utah Goddesses… On august 26th at 6:00 I am co-hosting an „I AM ENOUGH” Girls Night Out with my love @foreverhhy To remind each and every one of us just how incredible we are! This night is totally FREE and consists of: Cleansing Facials Luscious Hand Treatments Therapeutic Reflexology Rejuvenating Yoga Delicious Refreshments and some Nourishing Girl Time Come play and bring all your loves…Because you damn well deserve a night off! If you are a girl and you are in Northern Utah, direct message me and I will send you the address! Tag all your girlfriends below and I cant wait to hug and kiss each and every one of you!!! Photographer:@kariannphoto Flowers: @thefauxbouquets Hair: @lacedhairextensions @styled_by_carolynn

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika heidiwilliams89 (@heidiwilliams89)

 Na szczęście w odpowiednim momencie Williams odkryła jogę. Jak zawsze podkreśla, to właśnie dzięki niej przypomniała sobie na czym polega radość z życia i szczęście. Swojego odkrycia nie zostawiła jednak tylko dla siebie. Postanowiła stworzyć grupę wsparcia dla osób po traumatycznych przeżyciach. Dzięki social media trafia do ludzi w bardzo ciężkiej sytuacji, którzy powinni poddawać się terapii antydepresantami. Wtedy do akcji wkracza Heidi, która „podrzuca im matę”. Jak potwierdzają badania naukowe, joga naprawdę poprawia humor, uczy koncentracji, ale także zwalcza depresję.

If you see this waterfall from the top you will see that it looks just like any normal river. Normal speed, nothing spectacular. Until some life altering event changed its course. Suddenly the calm waters are tumbling and crashing over rocks and stones. Destroying and tearing apart the once clear sheet of water. this kind of destruction is exactly what brings people from all over the world to witness the beauty of #bruarfoss waterfall. It’s what makes it majestic and fantastic and gives it those massive amount of negative ions we all love to get high on whenever we are near a waterfall. I couldn’t help but feel like I could relate to this river. Like my life was so smooth and easy when suddenly I was in free fall and then being torn apart over the devastating rock pile that little did I know would actually end up creating a beautiful waterfall in my life. My life’s challenges are those sudden cliffs or rock piles I’m drug over. The process has been immensely painful. But the result has created this beautiful, powerful, sometimes dangerous, sometimes soothing, water formation that has even me in awe sometimes. Leggings: @aloyoga

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika heidiwilliams89 (@heidiwilliams89)

źródło: Boredpanda.com


Lifestyle

Mateusz Grzesiak pisze, co by robił, gdyby był kobietą… Za takie rady – serdecznie dziękuję

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
6 września 2016
Fot. Screen z Facebooka/ Mateusz Grzesiak
 

Zawrzało. Mateusz Grzesiak wrzucił u siebie na fanpage’u wpis o tym, co by robił, jak się zachowywał i co myślał, gdyby był kobietą. A dzień później pojawiła się wypowiedź jego żony, o tym kim by była, gdyby była mężczyzną.

Tiaaa, od wieków wiadomo, że mądrzymy się w kwestiach, które nas najmniej dotyczą. Cudownie jest komuś pokazywać, co byśmy zrobili lepiej, gdybyśmy byli tym kimś. I nie chodzi tu o urażoną kobiecą dumę. Chodzi o to, że łatwo dyktować komuś zmiany, zwłaszcza, gdy nigdy nie było się i nie będzie (no nie ma takiej opcji panie Mateuszu) w czyjejś skórze.

Rozmawialiśmy kiedyś z Mateuszem Grzesiakiem o budowaniu pewności siebie, o granicy arogancji, o pokorze, którą w sobie powinniśmy nosić, a w końcu o stereotypach tak mocno zakorzenionych w naszej kulturze. O stereotypach, które ze swoich głów wymazać powinniśmy. Tymczasem ten wpis pokazał, gdzie jest miejsce kobiety, jak widzi ją mężczyzna. Niestety także pan, panie Mateuszu.

I myślę sobie, że długo nic się nie zmieni w męskim postrzeganiu roli kobiety. Niestety. Bo dzisiaj kobiety, drodzy mężczyźni, są niezależne, są pewne siebie i nie budują swojego szczęścia w oparciu o opinię innych. Smutne, że nadal tego nie dostrzegacie i chcecie narzucać nam, jak powinnyśmy żyć i jakich wyborów dokonywać.

Mateusz Grzesiak: „Gdybym był kobietą…

Decydowałbym się na dziecko mając ułożone życie w pracy i dobrego partnera, a nie dlatego, że „czas już najwyższy”.

Czyli ta, która się decyduje na dziecko pod koniec studiów, czy nie dostając błyskawicznych awansów w pracy jest głupia, bo chce założyć rodzinę, bo czuje, że macierzyństwo jest dla niej priorytetem, a nie zawodowa kariera? A gdzie prawo wyboru, gdzie własna droga do szczęścia. Nie wszystkie kobiety chcą być szefami w dużych firmach.

„To bym pił gdybym miał ochotę, przeklinał jakbym czuł, że chcę i palił, gdyby mnie na to akurat wzięło”.

Ale że co? Że kobiety tego nie robią? Mało kobiet ktoś tu zna, albo nie jest z nimi wystarczająco blisko. Poza tym ciekawe, z jakimi komentarzami spotkałby się mężczyzna, przebrany za kobietę wytaczający się z knajpy z fajką w zębach, który klnie na czym świat stoi? A gdyby zaczęli go jeszcze zaczepiać silniejsi mężczyźni?

Tekst o niezależności wsadziłbym w kategorię problemów kobiet z poprzednich pokoleń wiedząc, że niezależność jest dobra do samorealizacji, a niemożliwa w budowaniu związków czy robieniu biznesu, gdzie zależy się od innych.

W sedno – z poprzednich pokoleń, z pokoleń, które obciążyły nas tym poglądem, z którego próbujemy się wydostać. Kobiety pełnią wysokie stanowiska, walczą o swoje prawa, słychać je, nie siedzą w domu pod piecem z piątką dzieci na kolanach. Serio? Czy NIKT tego nie widzi??? Jak można twierdzić, że kobiety współczesne się nie rozwijają, są podobne do swoich babć czy matek? Smutna generalizacja.

„Podchodziłbym do facetów, którzy mi się podobają i inicjował kontakt zamiast pasywnie czekać, aż on się zorientuje, że mi zależy lub wreszcie odważy się podejść”.

No tak, bo po co facetom wkładać jakikolwiek wysiłek. Wy jesteście zwierzyną na którą my musimy polować i zasłużyć. Świetne. Mam nadzieję, że są jednak mężczyźni, którzy nadal podchodzą do kobiet, które im się podobają.

„Reagowałbym na instynkt macierzyński jak na średniowieczne gusła, mając świadomość, że posiadanie dziecka jest wyborem moim, a nie mojej kultury”.

Brzmi tak, jakby dziecko było kolejnym punktem w życiowym planie do odhaczenia, zaliczenia.

„Słowa „bo kobiety, tak mają” traktowałbym, jako przejaw braku świadomości, iż różnice płciowe nie odbierają żadnych zasobów”.

Ale co mają? Co mają TAK? Bo nie rozumiem zupełnie? Może ktoś mi wytłumaczy?

„Pytania o to kiedy będzie mąż, dziecko, a potem drugie dziecko zbywałbym mówiąc, iż w dzisiejszych czasach rodzina nie definiuje kobiety, a to ona definiuje samą siebie”.

A ja bym nie wchodziła nawet w takie dyskusje, nie tłumaczyła się. To moja sprawa, moja decyzja i nikomu nic do tego. Dlaczego do cholery kobiety mają się tłumaczyć ze swoich wyborów?

„Nie czułbym się winny chodząc na siłownię, pracując lub spędzając czas z przyjaciółmi zamiast 24h na dobę być na posterunku dobrze ułożonej kobiety”.

A jakaś kobieta chodząc na siłownię czuje się winna? Znam wiele kobiet, które walczyły ze stereotypem dobrze ułożonej kobiety (cokolwiek to znaczy), ale kiedy już im się udało – z pewnością nie miały żadnych wyrzutów sumienia.

Zabawę w perfekcjonizm z idealnym makijażem, zachowaniem i ubiorem traktowałbym jako chwilowe odejście od normy którą jest to co czuję, co chcę założyć, zrobić i powiedzieć.

Odbiera się tym samym prawo kobiety do tego, żeby dbała o siebie tak, by czuć się jak najlepiej?

Nie czułbym się winny nie wyglądając najlepiej, gdy dziecko jest głodne lub coś nie działa w domu.

Gdy dziecko jest głodne, jednak czułabym się kiepsko siedząc na kanapie i mając to w du*ie. A jeśli coś w domu nie działa, to czemu ja mam czuć się winna? Wzywam kogoś, kto to naprawi. I tyle. Nie wmawiajcie nam poczucia winy…

Mówiłbym, co czuję i myślę zamiast oczekiwać, że ktoś inny telepatycznie zrobi to za mnie.

I miałabym faceta, który potrafi uważnie słuchać. I który nie narzuca mi swoich poglądów.

Wziąłbym wszystkie sprawy w swoje ręce nie szukając winnych, nie licząc na zbawicieli, nie szukając książąt z bajki, nie czekając „na właściwy moment”, który nigdy nie następuje.

Tylko nie rozumiem, czemu to dotyczy tylko kobiet, to pogłębianie różnic między płciami. No tak faceci są lepsi, trzeba pamiętać.

Nie dałbym sobie wsadzić do głowy identyfikacji z aktualnie panującym modelem kobiecości i dążyłbym do poznania pełni człowieczeństwa i transcendencji, tak by płeć nie była wyznacznikiem mnie prawdziwej i kompletnej.

Ale naprawdę, naprawdę mężczyźni myślą, że dla kobiety tylko wygląd jest ważny. Że kieca, buty i zrobione włosy? Że kobieta dojrzała nie myśli o niczym innym jak tylko wcisnąć się w rozmiar 34??? Jest głupia i pusta, bo nie zagląda w siebie? Grubo… Obyśmy takich facetów na swojej drodze nie spotykały.

Jak można pisząc – uwierzmy, że kolor skóry, płeć nie ma znaczenia, skoro z każdego zdania krzyczy: „Jesteś kobietą, zmień się, żeby dorównać człowiekowi”. Człowiekowi z takim postrzeganiem kobiety? Chyba nie chcę dorównać, chcę zostać ze swoją kobiecością, i swoim pojmowaniem szczęścia i ścieżką, którą sama sobie do niego wyznaczyłam. Za takie rady – serdecznie dziękuję. 

P.S. Stereotyp postrzegania mężczyzny jest chyba jeszcze smutniejszy…


Kto chce przeczytać całość, niech zajrzy na FB Mateusz Grzesiak


Lifestyle

10 kroków do tego, jak uporządkować przestrzeń wokół siebie i pokochać minimalizm

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
6 września 2016
minimalizm
Fot. iStock / kupicoo

Mówi się, że pieniądze szczęścia nie dają, ale zakupy już tak. Gorzej, gdy zakupy z przyjemności stają się przymusem i do twojej szafy trafia kolejna para spodni o tym samym kroju, ale w innym kolorze. To samo dzieje się z butami, sprzętem kuchennym, kosmetykami czy każdym innym dobrem, bez którego kobieta nie wyobraża sobie funkcjonowania.

Zakupy uzależniają, nie wiadomo kiedy

Ale schody pojawiają się, gdy zakupy przestają być drobną nagrodą, koniecznością uzupełnienia braków w garderobie czy akcesoriach do pielęgnacji. Zamiast tego, przeobrażają się one w przymusowe działanie w reakcji na negatywne wydarzenia lub nieakceptowane stany emocjonalne. Dzięki rytuałowi zakupów spada napięcie psychiczne i poprawia się samopoczucia zaraz po dokonaniu zakupu. Przy czym, wcale w tym  nie przeszkadza kurczący się budżet — pojawia się temat kart kredytowych, debetów na koncie, a nawet pożyczek na wypad do centrum handlowego. Jeśli w twoim domu przybywa przedmiotów, czas zrobić rachunek sumienia.

Efekt?

Pełna szafa, mocno wyszczuplone konto bankowe i mieszkanie pełne przeróżnych gadżetów. Być może, część z nich nawet nie ruszona, czeka na lepszy czas, upchnięta w odmętach szafy. Możesz pozbyć się problemu na kilka sposobów:

  • oddać niepotrzebne rzeczy — a wraz z nimi pieniądze zostawione w sklepie,
  • odsprzedać je np. przy pomocy stron sprzedażowych — odzyskasz część wydanych pieniędzy,
  • zmienić nawyki i zamiast kobiety bez opamiętania wydającej pieniądze, stać się minimalistką, która wybiera tylko to, co naprawdę jest jej potrzebne do życia.

Którą z dwóch pierwszych opcji wybierzesz, to twoja decyzja, ale trzecią — minimalizm wprowadź w życie bez zbędnego ociągania się.

Minimalizm — mniej znaczy więcej!

Jeśli minimalizm był do tej pory pojęciem abstrakcyjnym dla ciebie, nie przerywaj czytania! Jest wiele powodów, by natychmiast zastosować zasady, które wprowadzą nie tylko ład i porządek do przestrzeni, jaka cię otacza, ale także do twojej głowy.

Przede wszystkim, uświadom sobie, że otaczanie się ogromem przedmiotów nie jest ci do szczęścia potrzebne. Wręcz przeciwnie. Im więcej masz, tym bardziej rozdrabniasz uwagę i energię na rzeczy mało istotne. Mnogość przedmiotów utrudnia osiągnięcie spokoju i wyciszenia, sprawia natomiast, że twoje myśli rozbiegają się w wielu kierunkach. Co więcej, z czasem okazuje się, że nie potrzebujesz aż takiej ilości bibelotów w domu, choć w pogodni za modą czy zaburzonymi potrzebami kupujesz coraz więcej.

Przedmioty powinny mieć swoje przeznaczenie, funkcję. Nie warto się przywiązywać do rzeczy, jako przedmiotów sentymentalnych, bo te wspomnienia powinny przede wszystkim mieć swoje miejsce w pamięci. Dzięki uporządkowaniu nadmiaru stworzysz wokół siebie miejsce nie tylko dla większej przestrzeni, ale i dobrej energii.

Zamiast bogacić się w zawartości szafy, wielkości telewizora, wartości samochodu, bogać się wewnętrznie, zdobywaj nowe doświadczenia, poznawaj nowe miejsca i ludzi. Poświęcaj się swoim pasjom, zamiast rozdrabniać się na gromadzenie rzeczy, których przez większość czasu i tak nie używa.

10 kroków do osiągnięcia minimalizmu

  1. Pozbądź się rzeczy niepotrzebnych. Zostaw tylko to, czego faktycznie potrzebujesz.
  2. Jeśli jest ci ich żal – oddawaj je stopniowo, ale konsekwentnie. Pomyśl o tym nie jako o stracie, ale o przepływie materii — oddajesz coś, a w zamian za to, zyskujesz przestrzeń i dajesz szansę nadejściu czegoś nowego.
  3. Unikaj zakupów pod wpływem impulsu i emocji. Wybieraj się na przemyślane zakupy zgodne z listą.
  4. Nie rób zapasów jedzenia. Kupuj tyle, ile potrzebujesz w kolejnych dniach.
  5. Przedmioty o wartości sentymentalnej, ułóż w maksymalnie trzech pudłach.To tylko symbole, z którymi wiążą się pewne wspomnienia, sentymenty. Pamiętaj, że żyjesz tu i teraz.
  6. Wprowadź harmonię do otoczenia. Bądź wierna kilku ulubionym kolorom.
  7.  Żyj oszczędnie. Naprawiaj przedmioty uszkodzone, kupuj nowe, tylko gdy jest taka potrzeba. Dbaj o to, co masz, pielęgnuj posiadane rzeczy.
  8. Miej wpływ na to, jak zaczynasz i jak kończysz dzień. Wyciszaj się, ogranicz serfowanie po internecie, a w szczególności zakupy on-line.
  9. Pomyśl o relacjach z bliskimi. Dzień przy grach i puzzlach z dziećmi czy na spacerze w parku jest znacznie ciekawszy od dnia w centrum handlowym lub z nosem w tablecie i telefonie.
  10. Nie pocieszaj się zakupami, otwórz się na bliskich, oni podziałają na twoją duszę o wiele lepiej i dłużej, niż chwilowy wyskok do sklepu.

Pozbywając się części rzeczy ze swojego otoczenia nie zubożejesz. Zyskasz przestrzeń, spokój wewnętrzny i świadomość tego, co tak naprawdę jest ci do życia potrzebne.


źródło: charaktery.euekominimalizm.pl


Zobacz także

Czas – to najcenniejsze, co możemy sobie podarować. Zrób sobie prezent i spotkaj się z nami podczas „Oh!Mamo – jestem kobietą”

Gastronomia w hotelu: na co zwracać uwagę?

10 mitów na temat surimi. Nie dajcie się nabrać!