Lifestyle

Jesteś wspaniałym ojcem, inni ojcowie powinni się od ciebie uczyć! Dziś chcę ci podziękować

Matka, żona i kłopoty
Matka, żona i kłopoty
23 czerwca 2021
Photo by Carly Rae Hobbins on Unsplash
 

Wiem, różnie bywało między nami. Mamy podobny temperament, co nie ułatwiało wielu rozmów. Ale dziś, gdy czytam o ojcach nieobecnych, ojcach cichych, ojcach, którzy odchodzili, zawodzili, znikali, zapominali, jestem tym bardziej wdzięczna za naszą historię. Bo nikt mnie nie nauczył tyle, co ty. Nawet mama.

Nasza relacja ewoluowała, spojrzałam na nią inaczej, gdy sama zostałam matką, gdy zaczęłam tak bardzo chcieć szczęścia mojego dziecka. A jednocześnie pozostałam sobą, człowiekiem z wadami, która nie może być idealny, bo nie ma takich ludzi.

I z okazji dnia ojca bardzo chciałabym ci podziękować.

Że wiem, że jestem mądra, inteligentna i warta miłości

Odkąd pamiętam słyszałam, że byłam najbardziej oczekiwanym dzieckiem świata. Mama opowiadała, jak się cieszyliście na moje przybycie. Gdy mnie zobaczyłeś, powiedziałeś, że jestem najpiękniejszą istotą jaką widziałeś, choć miałam kartoflany nos i byłam kompletnie łysa. Podobno wstawałeś do mnie w nocy i nosiłeś, żebym nie płakała, karmiłeś, kąpałeś i chodziłeś na długie spacery, choć to były czasy, gdy mężczyźni nie zajmowali się takimi rzeczami. Od dziecka słyszałam, że jestem mądra, inteligentna i mam wspaniałą wyobraźnię. Lubiłeś, jak piszę i zawsze mówiłeś, że powinnam kiedyś na tym zarabiać.

Jednocześnie nie idealizowałeś mnie, wiedziałeś, że mam swoje braki i słabości. Ale mimo nich zawsze wiedziałam, że zasługuję na miłość. 

Że nauczyłeś mnie, czym jest sięganie po więcej

Podobno to od ojca uczymy się zdobywania. Nie ponad miarę, nie bez kompromisów, ale tak, żebyśmy czuły się szczęśliwie. Zawsze wiedziałam, co chcę robić. Wierzyłam, że szybko znajdę dobrą pracę, choć moje koleżanki dziwiły się, że w ogóle śmiem tak marzyć, przecież to świetna firma, a na to stanowisko jest na pewno 20 kandydatów. Ale mi się udało. Potem potrafiłam też odchodzić. Nie od razu, bo zawsze też uczyłeś mnie cierpliwości, ale znałam swoje granice i potrafiłam je zaznaczać.

Że mam przyjaciół

W naszym domu było dużo śmiechu i gości. Co weekend ktoś wpadał, siadaliście w ogródku, podawaliście jedzenie, uwielbiałam tam przychodzić, słuchać opowieści. Zimy też były przez to cudowne. Byłeś wodzirejem tych imprez, choć nigdy nie widziałam Cię pijanego. Lubiłeś zabawę i towarzystwo i tego też mnie nauczyłeś, jednocześnie zawsze szanowaliście moją potrzebę przestrzeni. Moje pamiętniki mogły leżeć w kuchni, nikt ich nie tknął.

Że mam szczęśliwe małżeństwo

Na studiach zakochałam nie do szaleństwa. On mnie ranił, kiedyś zatrzymałeś mnie z walizką. „Naprawdę chcesz do niego jechać? Chcesz to sobie zrobić?”. Rozmawiałeś ze mną i tłumaczyłeś jakich rzeczy nie powinno się robić w związku, jak poznać, że facet naprawdę kocha. To była najważniejsza rozmowa w moim życiu. Wtedy pojechałam za tamtym chłopakiem, ale dzięki Tobie stałam się uważniejsza. Mój M. ma wiele Twoich cech. A przede wszystkim mnie kocha.

Że mogę na ciebie zawsze liczyć i pozwalasz mi popełniać błędy

Mimo tego, że jestem dorosła, ciągle czuję cię gdzieś z tyłu. Wiem, że gdy się odwrócę, uśmiechniesz się do mnie, dasz znak, że czuwasz. Gdy miałam wypadek i rozbiłam samochód, załatwiłeś pomoc, a potem sam przyjechałeś, choć byłeś akurat na przyjęciu. Pożyczyłeś mi pieniądze na nowy samochód, a potem nie chciałeś, żebym ci je oddała. Gdy rzuciłam etat, by realizować pasję, wiedziałeś, że mamy problemy finansowe, zasilałeś moje konto, ale nigdy nie pozwoliłeś, żebym się z tym źle czuła.

Nigdy nie powiedziałeś, że jesteśmy nieudacznikami, przeciwnie, mówiłeś, że we mnie wierzysz, ale wybrałam trudniejszą drogą.

Że tak bardzo chciałeś mnie zarazić pasją do sportu

Od dziecka dawałeś mi dostęp do wszystkiego, miałam trzy lata i już zjeżdżałam z Kasprowego, potrafiłam świetnie pływać, jeździć na wrotkach, rowerze, wspinałam nie na Zawrat po łańcuchach, a ludzie odwracali się i mówili: „jaka dzielna dziewczynka”. Wszystkiego uczyłeś mnie Ty. Pływaliśmy na żaglach, podróżowaliśmy, choć to nie były czasy łatwe na podróżowanie. I choć sport nie jest dziś moją pasją, dzięki niemu wiem, że wiele rzeczy mogę. Tak jak stałam na oblodzonej grani czarnego szlaku. Pod sobą miałam pion, wiało i kawałki gradu uderzały o moje gogle. Mówiłeś: „Dasz radę, zjedziesz”. I zjeżdżałam.

Dziś, gdy się czegoś boję, zamykam oczy i mówię sobie: „Dasz radę”.

Że mogę cię podziwiać

Nieustannie. Tak mi przykro, gdy słyszę historie koleżanek. Tata nigdy niczego nie ugotował, niczego nie zrobił, teraz nie wstaje z kanapy. Ty jesteś głodny życia. Wciąż jeździsz na nartach, podróżujesz, codziennie o piątej wychodzisz na szybki marsz. A rok temu na żaglach pływałeś na supie. To było śmieszne, bo nie chciałeś, żeby Twój wnuk, nastolatek był lepszy od ciebie. Za te żagle też Ci dziękuję. Uwielbiam, że potrafisz wszystko naprawić, położyć panele, zbudować płot, ogarniasz finanse i całe życie.

Że się zmieniłeś

Tak, nie zapomniałam o Twoich błędach, ale dziś nie jest dzień, by o nich mówić. Zresztą już dawno je nadrobiłeś,
Nie wybuchasz już łatwo, widzę, że jesteś spokojniejszy, gryziesz się w język, żeby mnie czasem nie ocenić. Widzę, jestem wdzięczna. A gdy ktoś mi mówi, że ludzie się nie zmieniają, tylko się uśmiecham.

Że wciąż szanujesz moją mamę

I za to dziękuję Ci najbardziej. Mieliście trudną drogę, która skończyła się rozwodem, nie mi to oceniać, choć czasem to bolało. Ale widzę, nawet po latach, że wciąż jesteście dla siebie ważni. I to też daje mi siłę. Zawsze o nią pytasz, czasem do niej dzwonisz, choć wiem, że nie tak często jakbyś chciał. Pamiętasz o jej urodzinach i lekarzach. A gdy, coś jej się stało, a ja byłam daleko – od razu chciałeś pomóc. Dzięki Wam poznaję dokładnie historię Waszej miłości. I jestem szczęśliwa, że mogę być dzieckiem ludzi, którzy tak bardzo się kochali, a ja wyniknęłam z tak wielkiego i silnego uczucia. Dziękuję, że się nie skreśliliście, że nie musiałam patrzeć na wrogość. To też moja siła i moc. Nie ma nic gorszego niż ojciec nienawidzący matki, nieszanujący jej.

Wszystkiego najlepszego Tato. Kocham Cię i Ty też możesz zawsze na mnie liczyć!


Lifestyle

Jak poradzić sobie ze złością na cały świat? Poradnik czterdziestolatki. Uwaga, przetestowane osobiście, z bólem i z początkowym gniewem

Matka, żona i kłopoty
Matka, żona i kłopoty
2 sierpnia 2021
fot. DjordjeDjurdjevic/iStock
 

Zaczęło się od tego, że moja przyjaciółka zachorowała na raka. Do tej pory była stojącą mocno na nogach siłaczką, kobietą „mogę wszystko”, samodzielną, samowystarczalną i… (wpisać wszystkie atrybuty kobiety XXI wieku). Diagnoza o chorobie była dla niej niespodziewanym ciosem.

Pierwsze dni i tygodnie płakała. Potem zaczęła szukać rozwiązań. Nagle codziennie słuchała Klaudii Pingot, psycholożki, która naukę łączy z mistycyzmem i filozofią wschodu. Medytowała z nią, słuchała wykładów i filmów na youtubie, ćwiczyła jogę i nad ranem wysyłała zdjęcia lasu i pisała: „Tu mam wszystko”.

To nie było w jej stylu. I podchodziłam do tego z dystansem. No dobra, pomyślałam, są sytuacje, które wymuszają na nas zmianę stylu życia. Zatrzymują, każą sięgać i szukać dalej. Ból z jakiegoś powodu jest tak silny, że z lęku zaczynamy nad sobą pracować, bo już nie mamy wyjścia, bo to, co znamy nie wystarcza.

Nie chodzi tu tylko o niespodziewaną wieść o nowotworze, ale też o rozwód, zdradę, utratę przyjaźni, śmierć czy chorobę bliskiej osoby. Są sytuacje graniczne, po których wiemy już, że nie możemy żyć, jak kiedyś. Bo zwariujemy, bo nie możemy zamiatać pod dywan albo nikt nam już nie da zamiatać. Musimy stanąć w rzeczywistości.

Zmiana. Celem mojej przyjaciółki było pogodzenie się z sytuacją. Przyjęcie nowego (jakie by nie było), zaakceptowanie sytuacji, w której się znalazła i próba odnalezienia się w tym nowym. Obiecałam sobie, że będę przy niej.

Po kilku tygodniach poszłyśmy na spacer. Myślałam, że będę ją zbierać, przytulać, pocieszać. Ale ona była wyciszona, łagodna, stabilna, tak bym ją opisała w skrócie. I nic nie było w tym udawanego, każdy z nas odbiera przecież podprogowo złość, irytację. Nie wystarczy nam uśmiech i słowa „wszystko będzie dobrze”. Moja przyjaciółka naprawdę się zmieniła: „To chyba nie przez te medytacje” pomyślałam.

Spytałam wprost, wprost odpowiedziała: „Tak, to między innymi dzięki medytacji, pozbyłam się gniewu, już go nie czuję”.

Za to ja go poczułam. Poczułam, że dociera do mnie furia z całego życia. Jej, mojego, naszego. Jak ona może nie być zła? Dlaczego się nie wścieka? Tyle na nią spadło. Dlaczego ona a nie ktoś inny? Jak może się nie denerwować?! Chciałam nią potrząsnąć, kazać jej się złościć, bo przecież złość jest motywująca, potrafi nas nieść, pomaga osiągać cele. Jest energią. Ona musi czuć gniew. Zachorowała!
Odwróciła się, spojrzała na mnie i powiedziała:

– Ej, stop. Nie chcę twojej złości. Dopiero sobie poradziłam ze swoją– uśmiechnęła się.
– Jak to jesteś przestać czuć gniew? – spytałam.
– Lepiej– odpowiedziała. – Lżej.

Przyjaciółka przywołała mnie do porządku, nie musiała mnie pouczać. Spojrzałam w lustro. Byłam zdrowa, niebrzydka, pracowałam, miałam rodzinę i przyjaciół. I nie chciałam już być zła. Pomyślałam: „ Skończyłam czterdziestkę i ile jeszcze mam być wkurwiona na innych. Po co mi to?”

  • Byłam zła myśląc o mężu, który teraz mnie zawiódł (co się stało z naszą miłością?)
  • Byłam zła na byłą szefową, której nikt w końcu nie oskarżył o mobbing (a powinien)
  • Byłam zła na kogoś innego, bo mi coś obiecał, ale nie dotrzymał słowa (a powinien)
  • Byłam zła na swojego ojca i na matkę (za dzieciństwo i niedociągnięcia)
  • Byłam zła na faceta, który w Żabce nie założył maseczki
  • Bywałam zła na moje dziecko prawie dorosłe, które nie potrafiło mi oddać mi wielkiej miłości (a przecież nie chciałam być toksyczną matką)

Generalnie byłam zła nieustannie oblekając to uśmiechem i byciem miłą. Dusiłam furię, która mogłaby zmieść z powierzchni ziemi moich bliskich i nie–bliskich. Bo ja jestem taka biedna! Jestem ofiarą!

Zaparłam się, bo nie chciałam już być swoim wrogiem. Nie chciałam lekcji od losu, chciałam ją przerobić sama. Zapamiętałam też słowa mojej koleżanki blogerki, Moniki Pryśko (Tekstualna), robiłyśmy wywiad odnośnie jej e-booka „Rozwód na spokojnie”. Też byłam zła za nią. Bo kiedyś zostawił ją mąż, bo mimo zdrady postanowiła zachować dobre kontakty. Powiedziała: „Ej, ja chcę być szczęśliwa”. W momentach kryzysu przypominałam sobie to jej : „Ej, chcę być szczęśliwa”.

Poszłam drogą przyjaciółki. Drogą, którą chodzą ludzie po przejściach albo ludzie, którzy mają już „ileś lat” i nie chcą marnować życia. Przestałam czuć gniew. Nie od razu.

Po pierwsze, codziennie medytowałam. Bardzo podobały mi się filmy Klaudii Pingot. Nie można żądać od świata, nie można prosić z pozycji braku. „Nie mam miłości, chcę ją”. Dostrzegłam, ile mam i zrobiłam miejsce na więcej.

Po drugie, skupiałam się na zadaniach. Mam zrobić to i to. Bez porównań, bez surowości wobec siebie. Z łagodnością. Dziś celem jest napisanie tekstu do magazynu, jutro pomoc w nauce do klasówki. Krok. Tylko jeden.

Po trzecie, codziennie za coś dziękowałam. Za fajną rozmowę, sms, za ten las też. Dziwne, bo to nie jest na początku łatwe. Jakbyśmy przyzwyczaili się, że coś nam się należy, jest oczywiste.

Komu wybaczyłam?

  1. Na początku sobie. I to było najważniejsze. Pożegnałam gryzące poczucie winy. Tyle razy zawaliłam, tylu ludzi rozczarowałam. Nie byłam dobrą żoną, matką, córką, przyjaciółką, pracownikiem. Nie byłam idealna. Nie byłam dość mądra, dość bystra, dość jakaś. Byłam sobą. Zaakceptowałam to.
  2. Mężowi. Że nie stworzyliśmy idealnej rodziny, o której marzyłam. Mamy jedno dziecko zamiast kilkorga, wciąż mieszkamy na przedmieściach, mamy za dużo kotów i bałagan. Średnio wyglądamy na Insta. A nawet jak ładnie, to mnóstwo w nas rys.
  3. Rodzicom. Że nie stworzyli rodziny idealnej, że mieli jedno dziecko i sprzedali dom. Suma ich błędów doprowadziła do Mnie, tej nieidealnej.
  4. Przyjaciołom. Że pojawiali się i odchodzili, że tyle razy gryzłam ściany i płakałam w poduszkę myśląc, że jestem sama (nie byłam, po prostu wszyscy płaczemy o różnych porach dnia)
  5. Sytuacjom. Że nie potrafiłam ich wykorzystać albo wykorzystałam zbyt późno. Że być może już nigdy się nie pojawią. A jeśli pojawią, to zupełnie inne.

Jak to jest nie czuć gniewu?

Na początku nostalgicznie. Nagle nie masz wrogów, bierzesz 100 proc odpowiedzialność za siebie i rzeczy, które cię spotykają. Zaczynasz rozumieć ludzi i ich pobudki. Rozumiesz nawet tych, którzy cię porzucają i krzywdzą, bo wiesz, że po prostu mają inne potrzeby, już nawet nie myślisz w kategoriach krzywdy. Pozwalasz, żeby wszystko płynęło, każdy ma swój czas.
Najtrudniejsze emocje oglądasz pod lupą: czy naprawdę to czuję, czy muszę czuć, jak mogę sobie z tym poradzić. W końcu: „Ej, chcę być szczęśliwa”.

Zaczynasz dziękować ludziom. I sobie.

Sobie. Że ciągle walczysz, realizujesz marzenia, robisz dziecku śniadanie i obiad. nieustannie pokonujesz egoizm, żeby być lepszym rodzicem. Lepszą matką, żoną, człowiekiem. Ale przede wszystkim za to, że jesteś.

Mężowi. Bo trwacie od lat. Przyjaciołom, bo są. Sytuacjom, bo się pojawiają. Zmartwieniom, bo uczą. Lękom, bo wytyczają drogą.

Zaczynasz być wdzięczna. Po prostu.

Jak to jest nie czuć gniewu? Nostalgicznie. Ale i cudownie. Bo jesteś sprawcza. I wciąż możesz… więcej i więcej. Nawet znając swoje ograniczenia.


Lifestyle

„Ja ci, k… powiem jak masz żyć i co robisz źle”. Uszczęśliwianie innych na siłę. Nasza przypadłość niemiła

Matka, żona i kłopoty
Matka, żona i kłopoty
2 czerwca 2021
Fot. iStock/lolostock

Kilka dni temu afera na zaprzyjaźnionym forum. „Zaczynam dietę, wierzę, do wiosny schudnę” pisze X. Do jej wpisu dołącza się kilka etatowych „walczących z wagą”.  Wpis komentuje Y. ( fit terrorystka): „Taaaa, słyszę to już 10 lat”.

Ups.  Zapada cisza. W końcu ktoś: „To nie było miłe”. Y: To z miłości. Robi się jeszcze ciszej.

Bardzo ciekawa forma okazywania uczuć. Jak się okazuje my zawsze wszystko robimy z troski. Wbijamy innym szpile, pouczamy ich, w imię oczywiście Wyższego Lepszego Celu. ( licho wie jaki jest ten cel) Szkoda, że osoby, które robią to notorycznie, nie znają podstaw empatycznego słuchania i wspierania. A to nie jest trudne. Wystarczy przestrzegać jednej zasady: „Nie komentuj, jeśli ktoś o to nie poprosi. Nie radź, dopóki nie zostaniesz o to wprost poproszona”. I przestań ziać jadem, bo to męczące.

Biegaj, ćwicz, choć na terapię. Zrób coś z tym – ale nie zarażaj.

Ale nie, wiele kobiet to ekspertki od wszystkiego. Odpowiedniej diety, odpowiedniej miłości, wykształcenia, wychowania, życia, pracy, moralności. Słabo się robi.

Dlatego bardzo chciałabym napisać apel do Pani Dobrej Rady. Pani Wiem Wszystko Najlepiej. Niezależne od tego czy jest naszą siostrą, przyjaciółką, koleżanką, współpracownicą. Milczenie naprawdę czasem jest złotem. Częściej jest, niż nie jest.

Kochana, błagam, proszę…

  przestań  używać frazy: „Na twoim miejscu to….”. Nie jesteś na moim miejscu. Ani na miejscu innej osoby, do której to mówisz.

– mówić z wyższością: „No kompletnie cię nie rozumiem”. Wspaniale, że kogoś nie rozumiesz, ale może to ty masz problem z empatią, a nie ktoś ze sobą.

– używać zdań w trybie rozkazującym: powinnaś schudnąć/ więcej ćwiczyć/ rozwieść się z mężem/ znaleźć sobie porządnego chłopaka/ zmienić pracę– uff. Nie wiem, skąd właściwie wiesz, co ja powinnam?

– kamuflować krytykę mówiąc: „Masz świetną pracę, ale….”, „Twoje dziecko jest fajne, ale…”, „Jesteś dobrą matką, ale….”. Jeśli będę chciała poznać to „ale” – spytam. Obiecuję.

  obgadywać bliskie mi osoby. „No ja do tego nic nie mam, ale wiesz inni to uważają”. Cieszę się, że nic do tego nie masz i szczerze zupełnie nie obchodzi mnie, co uważają inni

– obgadywać mnie tylko w białych rękawiczkach. „No ja cię rozumiem, nie uważam tak, ale X.Y.Z to myślą”. Gdzieś mam co myśli X. Y i Z też. Czy serio trzeba mi to przekazywać? Czy my wszyscy musimy wiedzieć, co mówią i myślą  o nas inni? Nie, nie musimy.

Lepiej by było, gdyby każdy zajął się swoim życiem, serio? O ile wszystko byłoby prostsze.

A co tam u ciebie, kochanie? I dlaczego tak bardzo chce ci się pouczać, obgadywać, oceniać innych? Wiesz to?

Jeśli wiesz, to już połowa sukcesu:)