Lifestyle

Jest mi dziś cholernie wstyd. Jest mi wstyd za rodziców

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
14 października 2016
Fot. iStock / South_agency
 

Jest mi dziś cholernie wstyd. Jest mi wstyd za wszystkich tych rodziców, którzy wypisują komentarze pod tekstami o nauczycielach. Właściwie czego się spodziewaliśmy? Wiadomo było, że dzisiaj znowu zostaną wyciągnięte armaty nauczycielskich zarobków i dni wolnych.

Według naszego społeczeństwa, nauczyciele to darmozjady i nieroby. A ja się pytam: czego oczekujcie? Jakiego nauczyciela chcielibyście widzieć pod szyldem: IDEALNY? Tak łatwo jest osądzać i generalizować. Znam wielu cudownych nauczycieli. Nauczycieli, także tych młodych uczących moich synów, nauczycieli, którzy wiele z siebie dają choć nie muszą. Mogliby swoją pracę potraktować jak tę od 8-ej do 16-tej. Wyjść, otrzepać ręce i powiedzieć: „A resztę mam w dupie, tak jak i mnie mają”. Ale oni zabierają dzieci na wycieczki, na biwaki, pokazują im kawał naszego świata. Ktoś powie – taki ich zakichany obowiązek. A jak ty wypełniasz swoje obowiązki w pracy? Angażujesz się, wychylasz, chcesz więcej i lepiej? Chcesz tylko po to, by komuś sprawić przyjemność wykazać się w pracy, czy kalkulujesz, czy ci się to opłaci?

Szkoda mi nauczycieli. Naprawdę. Jesteśmy nimi rozczarowani. Jesteśmy rozczarowani wiedzą, jaką przekazują naszym dzieciom. Tą książkową byle na zaliczenie. Byle na jak najlepszą ocenę. Ale to ich praca ocenami naszych dzieci jest rozliczana. To ich pytają o wyniki, śledzone są rankingi szkół.

Tak się składa, że wiele moich przyjaciółek jest nauczycielkami, pedagogami, tymi które ze szkołą związane są od kilkunastu już lat. I jasne, że im zazdroszczę dwóch miesięcy wakacji. Ale gdy słucham, jak rozmawiają, o czym mówią, to powiem szczerze – nigdy bym się z nimi nie zamieniła. I już słyszę ten głos: „Nikt im pracować w szkole nie kazał”. Oczywiście, że nie kazał. To był ich wybór. I wiecie. One kochają swoją pracę, kochają te dzieciaki. Mają poczucie misji, znają wartość swojej pracy, wiedzą, że ciąży na nich ogromna odpowiedzialność za przyszłość naszych dzieci. Ale mają też świadomość związanych rąk, ograniczeń systemu, dyrekcji, władzy. Nie uważam, że należą im się specjalne przywileje, bo to zawód jak każdy inny, przez te a nie inne osoby wybrany.

Ale jest coś wyjątkowego, a raczej było, w byciu nauczycielem. Przyjaciółka powiedziała mi wczoraj: „Kiedyś nauczycieli szanowano, teraz traktuje się nas jak zło konieczne”. Bo za dużo wymaga, bo wymaga za mało, bo źle ocenia, bo egzekwuje zapisane w szkole obowiązki ucznia, bo źle naucza – w końcu to rodzice są najlepszymi specjalistami od edukacji. Metodykę mają w małym palcu. To rodzice wiedzą, ile ich dziecko może danego dnia się nauczyć, a ile nie. To rodzice decydują, czy ich dziecko w danym dniu napisze sprawdzian, bo przecież jeśli nie zdążyło się nauczyć, to go do szkoły nie puści, usprawiedliwienie napisze. Nie może sobie dziecko średniej psuć własną nieudolnością, brakiem samodyscypliny. To rodzice wiedzą najlepiej jaka ocena się ich dziecku z zachowania należy. Bo to wszystkie inne są złe, a jego najlepsze. To rodzic wie, że jego dziecko zostało niesprawiedliwie ocenione, bo zapomniało, jak się koń po angielsku nazywa. W końcu zapomnieć może.

To w końcu rodzic wie, że ta nauczycielka jest głupia, a tamta to chyba zwariowała, że zadania są bez sensu i właściwie to można olać, a jak pani się przyczepi, to dziecko ma rodzicem postraszyć. Bo jak już rodzic do szkoły przyjdzie, to na pewno zrobi porządek. Pozamiata tak, że żadna nauczycielka nie odważy się do jego dziecka przyczepić. A jak się przyczepi, to papiery mu z poradni załatwi, że na wszystkie „dys” choruje i wtedy za przeproszeniem w tyłek go pocałować mogą. Ale w Dzień Nauczyciela dziecko z kwiatkiem wyśle, żeby nie było…

Kiedyś usłyszałam, że rodzice na nauczycieli swoich dzieci wylewają wszystkie żale i pretensje ze swojej szkoły wyniesione. Teraz już nie są dziećmi i nie pozwolą, by tak jak ich, traktowano ich własne dzieci.

A gdyby tak raz stanąć po tej samej stronie. Wbić sobie do głowy, że nauczyciel, tak jak rodzic chce dla dziecka jak najlepiej, choć pewnie różnymi metodami? Gdyby cały ten proces wychowania i nauczania uzupełniać a nie zwalczać się nawzajem? Gdyby tak usiąść choć raz na ich miejscu za biurkiem, gdzie cała gromada dzieci ma cię w d*pie, bo rodzice ich tego nauczyli. Gdzie dzieci myślą o sobie, że są lepszymi od tego nauczyciela?

Dla mnie miarą nauczyciela jest budowany przez niego autorytet. To sprawdzian, czy szanować go będą dzieci, rodzice, inni nauczyciele. Pytanie, czy nauczycielom chce się ten sprawdzian zdawać, a nam jego wynik zauważyć?

P.S. I tak, wiem. Tak jak wśród nauczycieli są ci cudowni, tak wśród rodziców – ci fantastyczni. Szkoda, że o nich tak rzadko.


Lifestyle

Jak być silną matką. 10 zasad, których warto nauczyć nasze córki

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
14 października 2016
Jak być silną matką. 10 zasad, których warto nauczyć nasze córki
Fot. iStock/Rohappy
 

Być matką w ogóle nie jest łatwo. Być silną matką, to bywa jeszcze trudniejsze. Ale warto, dla naszych córek, dla synów też. Jak to zrobić? Trzeba przestrzegać w tym swoim macierzyństwie zasad, które choć może na pierwszy rzut oka zdają się banalne, wprowadzone w życie sprawię, że mniej tu komplikacji, a więcej mocy i… prawdy.

Jak być dobrą, silną matką dla córki?

1. Naucz ją wartości jaką jest niezależność. Bądź niezależna

Niech wie, że nie potrzebujesz mężczyzny takiego jak disneyowski książę z bajki, który owszem, na samym początku waszej historii zdobywa i ratuje, a potem właściwie znika, by pojawiać się w domu na zasadzie bankomatu, ograniczając cię na każdym kroku. Ucz, że miłość to partnerstwo, wybór. Że kobieta jest w stanie wieść szczęśliwe życie bez mężczyzny u boku i jest wówczas tak samo wartościową osobą, jak ta z obrączką na palcu. Ucz, że mężczyzny nie błaga się o uczucie ani o pieniądze.

2. Naucz ją znaczenia bezwarunkowej miłości. Kochaj bezwarunkowo

Daj jej do zrozumienia, że akceptujesz ją taka jaka jest, i że jest wyjątkowa. Pokazuj czym jest wybaczanie, kompromis, chęć zrozumienia drugiej, bliskiej osoby i praca nad wspólną relacją. Mów, że kocha się nie „za coś”, ale po prostu.

3. Naucz ją by była dzielna. Bądź dzielna

Ty wiesz jak odejść, jak odłożyć na bok rzeczy, które do ciebie nie pasują, nie dotyczą. Wiesz jak iść dalej nawet wtedy, kiedy cały świat jest przeciw tobie. Ucz ją jak wierzyć w siebie nawet jeśli wszyscy w ciebie wątpią. I, że zawsze powinna trzymać się swoich zasad.

4. Naucz ją, że można być twardym i delikatnym jednocześnie. Bądź empatyczna.

Silne matki mają tendencję do tłumienia niektórych emocji, do ukrywania przed światem swojej wrażliwości. Płaczą wtedy, kiedy nikt nie widzi i z powodów, o których nikt nie wie. Zrób to też dla siebie, pokaż jej, że łzy nie są słabością, że ciepło, współczucie i życzliwość drugiej osoby bywają najlepszym lekiem na trudny moment.

5. Naucz ją, że nie jest łatwo być kobietą. Pokaż, że może być lepiej

Twój córka musi być świadoma, że żyjemy w świecie gdzie ciągle jeszcze zdarza się nam, kobietom, spotkać się z lekceważeniem, gdy wyrażamy swoje zdanie. Obudź w niej niezgodę na taki stan rzeczy. Spraw, by nigdy nie miała kompleksów z powodu, że urodziła się kobietą.

6. Naucz ją by przestała patrzeć w przeszłość. Żyj teraźniejszością.

Nie żałuj wszystkich „co by było gdyby”, nie roztrząsaj. Idź do przodu, koncentruj się na teraźniejszości. Przeszłość niech będzie dla ciebie tylko najlepszymi wspomnieniami. Patrząc na ciebie, ona zrozumie, w czym tkwi twoja siła: w umiejętności odpuszczania sobie samej własnych potknięć i błędów.

7. Naucz ją miłości własnej. Kochaj siebie samą

Twój córka musi wiedzieć, że i ty potrzebujesz odpoczynku, czasu dla siebie, przestrzeni na rozwój osobisty. W ten sposób nauczy się szanować siebie i swoje pragnienia oraz potrzeby.

8. Naucz ją, że sama kreuje swoje szczęście. Bądź szczęśliwa

Pokaż jej, że nawet wtedy, kiedy życie, czy inni ludzie rzucają nam kłody pod nogi, możemy być szczęśliwi. Szczęście to przecież nic innego niż umiejętność dostrzegania „jasnych punkcików”.

9. Naucz ją, że ciągle wiesz odrobinę więcej o miłości. Kochaj mądrze

Dbaj o swój związek, o swojego partnera. Jeśli jesteś samotną matką, wybieraj dobre znajomości, nie ryzykuj. Pokaż jej, że mężczyzna, który kocha, szanuje. I naprawdę jest w stanie zrobić dla niej o wiele więcej.

10. Naucz ją być dobrą matką. Bądź dobrą matką.

Wpisz tu, co chcesz. Każda z nas ma pewnie inną definicję „dobrego macierzyństwa”. Jedno jest niezmienne, najważniejszym do niego kluczem jest i będzie miłość. Nie ta ograniczająca, zaborcza, kontrolująca, ale ta, która ufa, daje wolność, ale wie, gdzie postawić granice.


Lifestyle

Ludovico Einaudi zagrał na fortepianie, na środku Oceanu Arktycznego! Dlaczego się na to zdecydował?

Agnieszka Sierotnik
Agnieszka Sierotnik
14 października 2016
Screen YouTube/ Screen YouTube Greenpeacespain

Muzyka łagodzi obyczaje, łączy pokolenia, uczy, wychowuje, uspokaja… ale także działa w słusznej sprawie. Nie od dziś wiadomo, że efekt cieplarniany zagraża Ziemi. Topnieją lodowce, wzrasta poziom wód morskich, a do tego zmienia się klimat, a Arktyka znika w zastraszającym tempie. Greenpeace postanowił uświadomić społeczeństwu w bardzo nietypowy sposób, co tak naprawdę dzieje się na dalekiej Północy.

Co można robić na środku Arktyki? Można prowadzić badania, płakać nad topniejącymi lodowcami albo… grać na fortepianie! Odważył się na to doskonały włoski kompozytor i pianista, Ludovico Einaudi, znany między innymi ze skomponowania muzyki do oscarowego  „Czarnego łabędzia”.

Na specjalnie skonstruowanej łodzi, przypominającej krę, Włoch dryfował po Oceanie Arktycznym, tuż przed Lodowcem Wahlenbergbreen w Norwegii. Platforma o powierzchni 2,6 x 10 metrów, była stworzona z ponad trzystu drewnianych trójkątów i ważyła dwie tony!

Kompozycja, którą Einaudi odegrał na pięknym, czarnym fortepianie to „Elegy for the Artic” specjalnie skomponowana na potrzeby akcji Save The Artic, organizowanej przez Greenpeace. Ma być zjednoczeniem ośmiu milionów głosów, które wołają o ratunek dla tej niesamowitej części Ziemi. Wszystko to po to, by nasze dzieci i wnuki mogły czuć się bezpiecznie na naszej planecie. Jak mówi jedno z haseł kampanii „to co dzieje się na Arktyce, wcale tam nie zostaje!”.

„To niesamowite doświadczenie.” – wyznaje Ludovico Einaudi. „Mogłem na własne oczy zobaczyć kruchość i czystość tego miejsca i zagrać utwór, który napisałem, by odegrać go na najpiękniejszej scenie na świecie. To bardzo ważne, żeby zrozumieć całą powagę sytuacji, zatrzymać cały proces i uratować Arktykę.”

Można się spierać o to, czy efekt cieplarniany jest prawdą czy nie. Jednak nie możemy zaprzeczać topnieniu lodowców. Doskonale widać to na filmie nagranym przez Greenpeace w czasie występu Włocha. Delikatna muzyka i destrukcyjna siła człowieka dają naprawdę piorunujący efekt, wywołujący ciarki na całym ciele.


 

źródło: Greenpeace.org


Zobacz także

Wkurza cię, że on zasypia po seksie? Odpuść. Wiemy, dlaczego tak się dzieje

Otyłość to nie problem, tylko jego objaw

Genialny krem do kręconych włosów! Nie ze sklepu, z domowej kuchni!