Lifestyle

Jak żyć szczęśliwie? 40 niezwykłych wskazówek, by nasze życie było lepsze

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
11 grudnia 2015
Fot. Screen z Facebooka / Daily Health Gen
 

Jak być szczęśliwym? Nie dam wam prostej recepty, dla każdego z nas szczęście to coś innego 🙂 Ale podzielę się z wami prostymi ilustracjami, które znalazłam na portalu boredpanda.com. Niech was zainspirują i rozjaśnią wasze myśli ;). Tłumaczenia nie zawsze są dosłowne: najważniejsze, by jak najlepiej oddały sens tych wskazówek. Przeczytajcie, a później swoje ulubione przypnijcie magnesem do lodówki.

Pokochaj siebie! Jesteś wyjątkowy i cudowny, w swój własny, niepowtarzalny sposób!

Życie jest zbyt krótkie, by tracić czas na nienawiść. Pozbądź się tego chorego uczucia.

Nie marnuj swojej cennej energii na plotki.

Twoje wnętrze jest szczęśliwe. Więc bądź szczęśliwy!

Nie „przedabrzaj”. Zachowuj granice.

Każdego dnia daj coś dobrego innym.

Dzwoń często do swoich bliskich.

Niezależnie od tego jak się czujesz, wstań, ubierz się, bądź.

Ciesz się każdym momentem życia, próbuj nowych rzeczy. 

Pozbądź się wszystkiego co nie jest użyteczne, piękne czy radosne.

Najlepsze dopiero przed nami.

Twoja praca nie zajmie się tobą, gdy zachorujesz. Zrobią to twoi przyjaciele. Bądź z nimi w kontakcie.

Zazdrość to strata czasu. Masz już wszystko, czego potrzebujesz, albo na pewno zdobędziesz to, czego naprawdę pragniesz.

To co inni o tobie myślą, to zupełnie nie twoja sprawa.

Jak dobra czy zła nie byłaby sytuacja, zmieni się.

Czas leczy rany.

Nie porównaj swojego życia do życia innych. Nie masz pojęcia jak wyglądała ich życiowa podróż i o co w niej chodzi.

Wybaczaj wszystkim. Wszystko.

Posted by Daily Health Gen on 30 listopada 2015

Nikt poza tobą nie odpowiada za twoje szczęście.

Nie musisz wygrywać każdej sprzeczki. Naucz się nie zgadzać.

 Pogódź się ze swoja przeszłością, aby nie zepsuła twojej teraźniejszości.

 Nie traktuj się zbyt poważnie. Nikt inny tego nie robi.

Zrozum, że życie to szkoła i jesteśmy tu wszyscy po to, by się uczyć. problemy są częścią programu nauczania, który pojawi się i zniknie jak algebra, ale lekcja, której się nauczyłeś, zostanie na całe życie.

Jedz śniadania jak król, obiady jak książę, a kolacje jak nędzarz.

 Uśmiechaj się i śmiej więcej.

 Zapomnij o tym, co było. Nie wypominaj swojemu partnerowi błędów przeszłości.

Pozbądź się negatywnego myślenia i rzeczy nad którymi nie masz kontroli. Zamiast tego zainwestuj swoją energię w pozytywne postrzeganie teraźniejszości.

 Pij dużo wody. Co najmniej dwa litry dziennie.

 Spraw by co najmniej trzy osoby dziennie się uśmiechnęły.

 Nie zapomnij o marzeniach także wtedy, gdy już nie spisz.

 Jedz więcej tego, co wyrosło na drzewach i innych roślinach. Jedz mniej tego, co zostało  na nich „wyprodukowane”.

 Znajdź czas na medytację, jogę i modlitwę.

 Spędzaj czas z ludźmi po 70tce i tymi, którzy nie skończyli 6 lat.

 Przeczytaj więcej książek niż w zeszłym miesiącu.

 Graj w więcej gier!

 Śpij 8 godzin dziennie.

 Stosuj w życiu zasadę trzech „E”: energia, entuzjazm, empatia.

Posiedź  w ciszy przez co najmniej 10 minut każdego dnia.

 Biegaj 10 do 30 minut dziennie.


 

Źródło: boredpanda.com, Facebook 


Lifestyle

„Nie wyrosłam z dziecięcych marzeń, ale zrozumiałam, że blisko są kobiety, za którymi nie biegam, nie wydzwaniam”

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
11 grudnia 2015
Fot. iStock / gremlin
 

Beata zawsze myślała, że to jej wina, że nie umie się przyjaźnić. Teraz robi rachunek sumienia. Spośród wszystkich jej znajomych czy przyjaciół są może dwie osoby, na których może polegać, które zawsze będą, pomogą.

Smutny to bilans przyjaźni tuż przed 40-tką, ale może lepiej zdać sobie z pewnych rzeczy sprawę, niż udawać, że jest inaczej niż w rzeczywistości.

Z kobietami nie bywało mi po drodze. W podstawówce byłam odtrącana przez grupki dziewczyn, które się tworzyły. Ja, dobra uczennica, nie sprawiająca jakiś wychowawczych problemów. Jedyne, czego zazdrościłam innym, to siostry. Jestem jedynaczką. Może dlatego tak zależało mi na towarzystwie. Zapraszałam koleżanki do domu, organizowałam zabawę, pomagałam im odrabiać lekcje, czyli przepisywać, to co wcześniej sama zrobiłam.

A one i tak mnie odrzucały. Rodzice mówili: „Daj spokój, to takie dziecinne. W tym wieku nie warto się przyjaźnić, i tak za chwilę rozejdziecie się do innych szkół”.

Moja mama nigdy mnie nie słuchała, wolała opowiadać o sobie, albo chwalić się mną. Czasami robiłam jej taki test: przerywałam w połowie zdania i czekałam, czy się zorientuje. Nigdy nie zareagowała. Tylko czasami chciałam się zapaść pod ziemię, kiedy chwaliła się znajomym, że się zakochałam, albo, że dostałam wyróżnienie w szkole muzycznej.

Prowadzę bardzo otwarty dom. Zawsze jest u nas pełno ludzi. Znajomi, zabierają swoich znajomych. Nie, nie przeszkadza mi, że biegam między kuchnią a stołem. Lubię, kiedy jest gwar, kiedy każdy czuje się u mnie dobrze.

Zawsze najbardziej bałam się samotności. Obiecałam sobie kiedyś, że nie spędzę ani jednej minuty sama w zamkniętym pokoju. Rodzice oglądali jakiś program, a ja w swoim pokoju bez przyjaciół, bez znajomych. Nie miałam komu się zwierzyć, komu wyżalić. Tylko pamiętnik mogłam pisać, ale jak mama go przeczytała – przestałam.

Ankę poznałam w pracy. To ona wprowadziła mnie w firmowe tajemnice. – Na tego uważaj, bo podrywa wszystkie „nowe”, a ci mają ze sobą romans. Tamta chyba do każdego łóżka już weszła – szeptała ze śmiechem. – Najgorzej jest podczas wyjazdów integracyjnych. Mówię ci, Sodoma i Gomora. Nie brałam tych historii na poważnie, ale miło było, że mam z kim pogadać.

Nie miałam szczęścia do przyjaźni z kobietami. Zawsze coś się rozsypywało. A to jedna poznała chłopaka i zapomniała o moim istnieniu, a inna obraziła się, że nie chciałam jej pożyczyć kolejnej sukienki, choć dwóch innych mi nie oddała. Wiem, może to głupie, ale nawet jak próbowałam coś naprawić, one prychały i mówiły, że się zmieniłam, że nie mogą na mnie liczyć. Wolałam nazywać je znajomymi, koleżankami, tych miałam zawsze pełno. W końcu nie musiałam się starać bardziej, żeby kogoś przy sobie zatrzymać, nie musiałam się otwierać, być zbyt blisko. Żeby nie bolało, gdy któraś z przyjaciółek postanowi mnie porzucić, bo nie okazałam się zbyt dobrym przyjacielem. Tak było bezpieczniej i prościej. Poza tym miałam już swoją rodzinę, dwoje dzieci. Mąż był dla mnie przyjacielem. Wystarczało.

Anka była kolejną z takich znajomych. Zaprosiłam ją na imprezę do domu. Była sama, a przecież nikt lepiej ode mnie nie wiedział, jak samotność może dokuczać. Przyszła. Dobrze się bawiła. – Fajna ta Anka – mówiła kumpela. Fajna. Dzięki niej lubiłam chodzić do pracy, zawsze znalazł się powód do śmiechu, a i ponarzekać było z kim. – Zapisałam nas na zumbę – poinformowała mnie pewnego dnia. Byłam w szoku. Ale pomyślałam, czemu nie. W końcu chciałam się w końcu wybrać na jakieś zajęcia. Anka potrafiła dzwonić w środku nocy i gadać przez kilka godzin. O tym, że spotkała swojego byłego faceta, że jej kotka wyszła i nie wróciła na noc. Miała romans z żonatym facetem. Nie oceniałam, ale stałam się powierniczką jej rozterek. Było mi jej żal. – Znowu do niej jedziesz? Myślisz, że ona do ciebie by tak przyjechała? – pytał mąż, kiedy prosiłam, żeby zrobił dzieciom kolację, bo muszę do Anki. – Ona jest naprawdę w kiepskim stanie – tłumaczyłam. Tylko te wyrzuty sumienia, kiedy wracałam, a dzieciaki już spały. Po kilku godzinach z rozpaczającą Anką czułam się, jakby ktoś wyssał ze mnie energię. A ona rano jak skowronek zjawiała się w pracy.

Po jakimś kolejnym spotkaniu z naszymi znajomymi usłyszałam: – Wiesz, ta Aśka jest jednak głupia, gdybym tylko kiwnęła palcem, jej mąż wskoczyłby mi do łóżka. Fakt, może nie było między nimi idealnie. Anka lubiła krytykować moich znajomych: ta za gruba, tamta leniwa, a jeszcze inna tylko marudzi, albo ma męża buraka.

Dzwoniła: – Powiedz w pracy, że jestem na badaniach i się spóźnię. Drukniesz mi ostatnie umowy? Zapomniałam przygotować. Jasne, żaden problem. W końcu od czego ma się przyjaciół. Kiedy odmówiłam pójścia z nią do kina, nie odbierała ode mnie telefonu przez cały kolejny dzień. Wysyłałam SMS-y. „Żyję”, odpisała.

Pijana na jednej z imprez pokłóciła się z moją koleżanką. Właściwie nikt nie wiedział, o co poszło. – Miałyśmy iść na koncert – mówiłam. – No, ale wspominałaś, że dzieci masz chore, nie chciałam ci zawracać głowy, poszłam z Jolką. – Ale chore były tydzień temu. – A to coś przegapiłam. Trzask. Jeden policzek. – Wpadniesz na wino? – Nie wiem czy to szczere zaproszenie. Trzask. Drugi policzek. Nadstawiałam je na zmianę. Kiedy miała dobry humor, dzwoniła. Szłyśmy pobiegać, jechałam do niej na drinka. Byłam na każde jej zawołanie, a i tak miałam poczucie winy, że za mało się staram. Przecież ona jest dla mnie taka ważna. Przyjaciółka, której tyle siebie dałam. Której tak potrzebowałam. Opiekowałam się nią. Wyciągałam z dołka. Jechałam z jej kotem do weterynarza. Wysłuchiwałam, jacy to wszyscy są źli, jak się nią nie interesują, jak ją zostawiają. – Czy ty nie widzisz, że ona ciebie wykorzystuje – mówił mąż, kiedy głowiłam się, co takiego powiedziałam, zrobiłam, że Anka znowu nie odbiera ode mnie telefonu.

Tak bardzo chciałam mieć przyjaciółkę. Siostrę. Nie wyrosłam z dziecięcych marzeń. Miałam nadzieję, że im więcej dam siebie, im bardziej się kimś zaopiekuję, kiedy nie będę zawodzić, mieć czas dla przyjaciółki, to ta przyjaźń będzie trwać, wzmacniać się. Poszłam na terapię. Tam zrozumiałam mechanizm moich relacji z kobietami. Przyjrzałam się mojej matce. Temu jak zabiegałam o jej uwagę, której pomimo starań nie dostawałam.

Zadzwoniłam do Anki, czy pojedzie ze mną i dwoma koleżankami na koncert. – Miło, że mnie pytasz, jako ostatnią. Nie, dziękuję – skwitowała. Ręce mi opadły. Coś pękło. Nie chciało mi się jej nawet namawiać. A jednocześnie poczułam ulgę. Dzisiaj nasze kontakty są zdawkowe.

I robiąc bilans moich znajomości zrozumiałam, że blisko są kobiety, za którymi nie biegam, nie wydzwaniam. Że te, na które mogę liczyć, są już obok mnie dobrych kilkanaście lat. Jak skała. Niezmiennie. Nie wymagają mojego poświęcenia, dzwonią ot tak po prostu spytać, co słychać I słuchają. Spotykamy się. Wspólnie czasami wyjeżdżamy. Bez deklaracji, przymusu. – Jakie cechy powinna mieć przyjaciółka Pani zdaniem? – spytał mój terapeuta. Poczułam gulę w gardle… – Powinna być. Po prostu. A ja powinnam wiedzieć, że ona jest. – Ma Pani takie przyjaciółki? Proszę sobie odpowiedzieć na to pytanie szczerze.

Czy wśród kobiet, które znam są takie, które z całą pewnością odpowiedzą na SMS-a wysłanego przez mnie z prośbą o pomoc? Są, zaledwie dwie. Smutny bilans. A jednocześnie tak bardzo wartościowy. Do nich dziś napiszę: „Dziękuję, że jesteś”.


Lifestyle

Ocet jabłkowy nie tylko do kuchni. Czyli 9 nietypowych zastosowań

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
11 grudnia 2015
Ocet jabłkowy zastosowanie
Fot. Pixabay/rFonz / CCO – Ocet jabłkowy zastosowanie

Czy wiecie, jaki naturalne właściwości posiada ocet jabłkowy? Ile ma zastosowań oprócz tej oczywistej – przyprawa, dodatek do potraw. Są tacy, którzy twierdzą,  że można mu przypisywać właściwości lecznicze, ale należy pamiętać, że naukowo nie zostało to udowodnione. Ocet jabłkowy, zastosowanie tego specyfiku daje zaskakujące efekty.

Ocet jabłkowy zastosowanie

Małej butelki octu jabłkowego nie trzeba używać jedynie w kuchni. Oto niektóre z jego zastosowań.

Wspomaga odchudzanie

Tę właściwość zna z pewnością wiele kobiet. Ocet jabłkowy zwiększa tempo przemiany materii w naszym organizmie. Dodawanie dwóch łyżek octu do szklanki ciepłej wody wypijanej codziennie rano może w skuteczny sposób wspomóc odchudzanie.

Ocet jabłkowy zastosowanie – zdrowie

Sposób na zaparcia

Ocet jabłkowy może złagodzić problemy związane z niestrawnością i zaparciami. Pomaga utrzymać odpowiednie pH żołądka. Wypijanie mieszanki octu jabłkowego, miodu i wody przed posiłkiem pomaga w zmniejszeniu problemów ze wzdęciami i zaparciami.

Na chore zatoki

Picie octu jabłkowego bez żadnych zbędnych aromatów przynosi ulgę przy chorych zatokach. Rozrzedza śluz i oczyszcza zatoki. Ciekawe, czy to prawda.

Na ból gardła

Ocet jabłkowy można zastosować przy uporczywym kaszlu i bólu gardła. Wystarczy do szklanki ciepłej wody dodać łyżkę octu, miód i rozgnieciony imbir i tą mieszkanką płukać gardło. Podobno przynosi dużą ulgę dla bolącego gardła.

Na świeży oddech

Ocet jabłkowy ma antybakteryjne właściwości, które mogą pomóc w zniwelowaniu nieprzyjemnego zapachu z ust. Wymieszaj pół łyżki octu z łyżką sody i taką mieszkanką umyj zęby. Oprócz świeżego oddechu zyskasz także czyste zęby.

Na ciśnienie krwi

Codzienne picie pięciu łyżek octu jabłkowego zmieszanego z wodą pozwala obniżyć ciśnienie krwi i dodatkowo je kontrolować. Ocet powoduje zwiększenie produkcji związków, które rozszerzają naczynia krwionośne.

Na cukrzycę

Ocet jabłkowy może być bardzo pomocny dla osób cierpiących na cukrzycę, zwłaszcza typu 2. Wypijanie po posiłku wody zmieszanej z trzema łyżkami octu pozwala na obniżenie i kontrolowanie poziomu glukozy we krwi.

Na zgagę

Ponadto ocet jabłkowy warto wypróbować przy leczeniu zgagi. Podobno wspomaga również leczenie zapalenia stawów. Ocet można kupić gotowy właściwie w każdym sklepie spożywczym, ale też bardzo prosto przygotować go samemu w domu.

Ocet jabłkowy zastosowanie – uroda

Na trądzik

Macie w domu nastolatków z problemem trądzikowym? Spróbujcie przy pomocy wacika posmarować skórę mieszkanką octu i wody w proporcjach 1:4. Po 15 minutach zaleca się umyć twarz wodą.

Na łupież

Wiesz, że ocet jabłkowy może być pomocy w pozbywaniu się łupieżu. Wetrzyj trzy łyżki octu jabłkowego w skórę głowy, pozostaw na 15 minut i umyj głowę delikatnym szamponem. Podobno powtarzanie tej czynności dwa razy w tygodniu przyniesie rezultaty.

Ocet jabłkowy przepis

To jeden z przepisów zaczerpnięty z poradnik zdrowie.pl

Potrzebujemy jedynie 80 dag jabłek, 10 dag cukru, 1 litr wody, 1 dag drożdży, piętkę chleba razowego. Do dużego słoika wkładamy pokrojone jabłka ze skórką, zalewamy je letnią wodą, dodajemy cukier, drożdże i piętkę chleba. Zamknięty słój stawiamy w ciemnym miejscu przez 10 dni nie zapominając o przemieszaniu całości co dwa, trzy dni, najlepiej drewnianą łyżką. Po tych dniach przecedzamy zawartość słoika, płyn odstawiamy w ciemne miejsce tym razem na półtora miesiąca. To wszystko. Tak zrobiony ocet jabłkowy nadaje się nie tylko do potraw, ale jak widać ma o wiele więcej zastosowań. Może warto spróbować. Pamiętajcie tylko, że nadużywanie octu jabłkowego bywa również szkodliwe organizmu. Jak ze wszystkim, tak i w tym przypadku warto zachować zdrowy rozsądek.


Źródło: dailyhealthgen.com


Zobacz także

10 rzeczy, które świadczą o tym, że wcale się nie starzejesz, tylko dojrzewasz

To ludzie motywowują cię do zmiany na lepsze. Tylko od ciebie zależy, czy z tej nauki skorzystasz

Jedzenie szparagów zwiększa ryzyko raka piersi? Czy to przełomowe badania?