Lifestyle

Jak myślicie, które fatałaszki, jakie kreacje najbardziej kręcą mężczyzn?

Redakcja
Redakcja
23 czerwca 2021
Photo by Dainis Graveris on Unsplash
 

„Sexappeal, to nasza broń kobieca, sexappeal to coś, co was podnieca” – co prawda na atrakcyjność erotyczną wpływa znacznie więcej elementów, niż sam wygląd, ale niezaprzeczalnym faktem jest to, że mężczyźni są wzrokowcami. Tym razem wykorzystajcie ten argument, budując określone wrażenie u Waszych partnerów.

Zabawa w przebieranki to jak wyczekiwana gwiazdka, urodziny i dzień chłopaka w jednym! Który Pan się nie ucieszy z wrażeń, jakie wywołują seksowne stroje?

Subtelne akcenty

Jeżeli nie jesteście zwolenniczkami pełnych przebrań albo wstydzicie się pójść na całość i wyskoczyć w lateksowym stroju kocicy dominy, dzierżąc w dłoni pejcz, możecie zacząć od czegoś znacznie spokojniejszego, lecz też niezwykle pobudzającego wyobraźnie. Seksowna bielizna to punkt obowiązkowy, ale może tym razem taka bardziej w Jego guście? Pas do pończoch, koronki, paseczki, kabaretki, wyuzdane body, więcej przezroczystych elementów,
siateczek, wycięć, no i punkt obowiązkowy – szpilki! Im bardziej wysokie i niewygodne, tym lepiej, nie będziecie w nich za dużo chodzić.

Subtelne dodatki erotyczne działają na wyobraźnie, wprowadzają pikantny akcent. Przebojem ostatnich czasów jest biżuteria intymna. Uwodzicielski łańcuszek, który podkreśli kształt bioder, a może naszyjnik spływający po plecach niczym złota kaskada? W zestawieniu z nagim ciałem, z pewnością sprawi, że mężczyzna nie będzie mógł oderwać wzroku. Tego typu błyskotki sprawdzają się nie tylko w czasie intymnych zabaw, mogą być komponowane z kobiecymi, seksownymi strojami, a znajdziecie je w sklepie erotino.pl

A co powiecie na nasutniki? Kobiece piersi przystrojone o ten figlarny element przypominają prezent, który Panowie chętnie przejmą w swoje dłonie.

Jaki kolor bielizny jest najbardziej erotyczny? Po szybkim researchu otrzymacie odpowiedź, że według badań w Bandung Institute of Technology w Indonezji, najbardziej podniecają dwie skrajności – niewinna biel i zmysłowa czerń, a nie czerwień, która zajęła dopiero piąte miejsce, choć mogłaby się wydawać kolorem utożsamianym z gorącym seksem. Nie ma co się opierać na tych wynikach, a na zdaniu osoby, która będzie tę bieliznę z Was zdejmować i oczywiście na tym, co Wy lubicie i w czym czujecie się najbardziej sexy. Dlatego w tej kwestii najlepiej
skonsultować się ze swoim partnerem, zamiast lustrować statystyki i razem wybrać podniecający komplet bielizny.

Tego typu stroje to nie tylko ukłon w stronę partnera, ale też sposób, żeby poczuć się seksownie i atrakcyjnie. Odbijając się w jego rozmarzonym spojrzeniu, poczujesz się kobieca i mocna. Bawełniane majtki i sportowy stanik są wygodne, ale tym razem się nie sprawdzą, to w sexy wdzianku nabierzesz super mocy, by przemienić zwykły wieczór w noc niezapomnianych doznań!

Kostiumy erotyczne – zabawa w odgrywanie ról

Gorąca pielęgniarka, niegrzeczna uczennica, władcza policjantka, a może usłużna pokojówka? Czy da się stworzyć ranking w kategorii najbardziej kręcących strojów? Ciężko wybrać ten, który najsilniej działa na mężczyzn, ilu panów, tyle preferencji, a i każdego dnia może przyjść ochota na zabawę z odgrywanie innych postaci. Możliwości są nieograniczone i w tym tkwi cały czar. Można kombinować, ćwiczyć kreatywność, urozmaicać życie intymne, a do szczęścia nie trzeba tak wiele. Kilka fatałaszków, przydatne gadżety i już przenosicie się do świata, gdzie zboczona stewardesa przejmuje stery i funduje niezapomniany odlot pilotowi.

Tego typu odgrywanie ról, szczególnie jeśli chodzi o sposób na niedopuszczenie do rutyny w stałych związkach, pozwoli Wam uniknąć choćby myśli o zdradzie. Każdy czasem może mieć ochotę na coś nowego, innego, nieznanego… i może to dostać od swojego stałego partnera/partnerki. Wystarczy trochę inwencji, a w sypialni podniesie się temperatura.

https://www.erotino.pl/


Lifestyle

„14-latka wpadła w towarzystwo starszych chłopaków. Była taką ich seksmaskotką”. Jak rozmawiać z dziećmi o seksie?

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
23 czerwca 2021
Photo by pure julia on Unsplash
 

Dlaczego trzeba z dziećmi rozmawiać o seksie? Jak to zrobić? Z jakiego powodu warto przełamać swój opór, zawstydzenie, lęk? Dlaczego to niezbędne dziś, kiedy nasza dzieci żyją jedną noga w sieci i zdają się wszystko już wiedzieć? – odpowiada Bianca-Beata Kotoro psychoseksuolożka i psychoterapeutka, jedna z ekspertek w książce „Cyfrowe dzieci. Jak z nimi rozmawiać i stawić granice”.

Tekst: Beata Pawłowicz

Dlaczego warto rozmawiać z dziećmi o seksie? Prowadzisz warsztaty przygotowujące do takich rozmów rodziców i wychowawców. Czy to konieczne? Jest szkoła, jest sieć, są koledzy i koleżanki?

W ogóle warto rozmawiać z dziećmi. Nie ma żadnych tematów tabu. Oczywiście nie rozmawiamy z dziećmi o seksie w naszym dorosłym rozumieniu tego słowa, ale o szeroko rozumianej seksualności, o tym czym jest płeć, jak się
kształtuje. Bez wstydu i krępacji mówić o tym, że chłopiec ma siusiaka a dziewczynka cipkę. Mówić zwyczajnie, bo dla dzieci to kolejny atrybut zewnętrzny płci. Taki jak strój czy fryzura. Dopiero około 5-6 roku życia to pojęcie płci staje się konstytutywne, wewnętrzne – czy jestem chłopcem, czy dziewczynką. A do tego czasu musi się zadziać wiele rzeczy w rozwoju, o których jak dorośli słyszą, to im włosy stają na głowie, a które są czymś rozwojowym, naturalnymi jak na przykład masturbacja u małych dzieci…

Kiedy rozmawiałyśmy o masturbacji dziecięcej w wywiadzie do mojej książki „Cyfrowe dzieci”, byłam też zaszokowana, że coś takiego jest, i że jest naturalne, a przecież pisze o seksualności ludzi od wielu lat!?

Kiedy dorośli słyszą o masturbacji dziecięcej, to od razu mają wyobrażenia takie jakby sprawa dotyczyła nastolatków czy dorosłych. Brak im wiedzy na temat rozwoju seksualności człowieka i stąd ten popłoch, przerażenie. Podobnie, dorośli zachowują się, kiedy słyszą o transwestytyzmie dziecięcym! A to zagadnienie opisuje zwyczajną dziecięcą radość i ciekawość przebierania się w szaty płci przeciwnej, które jest w pewnym wieku normą rozwojową! Podobnie, jak dziecięce podglądactwo! Dorośli czerpią z takiego zachowania satysfakcje seksualną, dzieci są po prostu ciekawe świata i nie ma w tym nic perwersyjnego, że podglądają dorosłych, inne dzieci czy zwierzęta.

Dzieci oglądają swoje narządy płciowe, oglądają kolegów i koleżanki, i to także jest naturalne. Po prostu, aby poczucie płci w dziecku zaczęło się kształtować, musi ono obejrzeć siebie, musi obejrzeć rówieśników, zobaczyć, co ma w majteczkach. Dzieci pobierają informacje o tym, co wokół, poznają zwyczajnie swoje ciało tak, jak swoje zabawki czy kwiaty w ogrodzie, bez odczuć jakie my dorośli byśmy odczuwali w takiej sytuacji i o jakie niestety podejrzewamy wtedy dzieci.

Z dzieciństwa pamiętam, że kiedy jako przedszkolaki porównywaliśmy z kuzynem swoje pupy, rodzice strasznie się na nas zeźlili. No i właśnie, wielu z nas ma takie doświadczenia i to one naznaczyły negatywnie nasz stosunek do ciała czy seksualności! Nie spowodowały jednak tego, że przestaliśmy, to robić, tylko, że zaczęliśmy robić to w jeszcze większym ukryciu, z poczuciem wstydu. Reakcja rodziców przyczyniła się do tego jak dziś traktujemy seks, czy jest dla nas źródłem rozkoszy, radości i bliskości czy czymś brudnym i złym. Warsztaty są po to, żeby rodzice zdobyli wiedzę i nauczyli się reagować na rozwojowe zachowania dzieci w zdrowy sposób, a więc by mogli wspierać prawidłowy rozwój ich seksualności.

Warsztaty są po to, żeby rodzice nie robili z seksu tabu?

Dokładnie, ale pomogli swoim dzieciom, wyjaśniając im m.in jak mają nazywać intymne części swojego ciała, powiedzieli, że dziewczynki mają cipki (sromy), a chłopcy siusiaki (penisy), tak jak nauczyli dzieci, że to jest rączka a to stopa itd. Dlatego na warsztatach najpierw rozmawiam z rodzicami właśnie o naszej dorosłej nomenklaturze dotyczącej ciała. Żeby było łatwiej, rysuje na tablicy gołą kobietę i gołego mężczyznę – w takim prostym dziecięcym stylu więc większość zaczyna chichrać. Pytałam, jak potocznie nazywamy te i te części. Wielki zdziwienie budzi to, że biust i piersi to potoczne określenia, bo naukowe to gruczoł mleczy lub sutkowy.

Brrr…

No właśnie! Zwracam uwagę rodziców na konotacje emocjonalną różnych określeń: na przykład czy czują różnicę, gdy mówią cycki albo biust? Potem pytam, jak potocznie nazywamy to, co niżej? Padają przeróżne słowa, które
zapisujemy na tablicy. I zazwyczaj okazuje się, że „cipka” uznawana jest za wulgaryzm lub infantylizm. Dorośli wolą mówić: muszelka, pierożek, broszka, Zośka, kwiat lotosu! Takie określenia uważają za dopuszczalne, szczególnie dla dzieci. Lepiej jest z męskim atrybutem bo siusiak jest do przyjęcia i zaakceptowania. Ale i tak dorośli wolą od penisa, czy fallusa słowa takie jak: ptaszek, fujarka, pan generał, marszałek – cała szarża pada! Zadaje kobietom pytanie: „dlaczego nie macie problemu, żeby powiedzieć „siusiak”, ale „cipka” już tak?”. Ciekawe jest także to, że „kuciapka” określenie poprawne, literackie, popularna na południu Polski, uważane jest przez wielu za element gwary.

Dopiero, kiedy rodzice opanują swoje „demony” związane z nazywaniem tych części ciała, możemy przejść do tego jak rozmawiać o seksualności z dziećmi. Zaczynam od tego, by wyjaśnić rodzicom, że nie mogą mówić o „muszelce” i „kwiecie lotosu” albo o „marszałku” czy ptaszku”, bo dzieci nie mają jeszcze wykształconego myślenia metaforycznego ani przyczynowo skutkowego. Neurony w mózgu, odpowiedzialne za takie myślenie, tworzą i uaktywniają się dopiero około 10-11 roku życia.

Wcześniej dzieci biorą wszystko dosłownie?

Tak, dlatego nie mogą usłyszeć, że to „broszka”, bo broszkę, to się nosi na bluzce. Ani że „ptaszek” bo ptaszek siedzi na drzewie. A na fujarce to się gra, a nie nią siusiu robi.

Wydaje się nam, że chronimy dzieci, a robimy im chaos w głowie?

Właśnie! Nie chronimy dzieci, chronimy swoje własne przerażenie, wynikające z tabu seksualnego, które w dzieciństwie wykształcili w nas nasi opiekunowie i wychowawcy. Widać to w trudnościach z wykonaniem prostego ćwiczenia.

Kiedy rodzice już wiedzą, jak nazywać płciowe części ciała, uczą się, jak wyjaśniać dzieciom anatomię dziewczynek i chłopców. A więc, że dziewczynki mają w cipce dwie dziurki: jedną do siusiu, a drugą do rodzenia dzieci i trzecią
w pupce do robienia kupki. Chłopcy mają za to tylko jedną dziurkę w siusiaku i jedną w pupce. Kiedy rodzice mają te dwa proste zdania powtórzyć, okazuje się to niezwykle trudne… Mówienie na głos „cipka”, „dziurka do robienia siusiu” sprawia im kłopot budzi zawstydzenie, niepokój.

No ale czy to źle? Seks zawsze był tabu, a jakoś dajemy wszyscy radę, więc może nie ma co przymuszać się i gadać o tych dziurkach itd. do naszych dzieci?

Ale chcemy lepszego życia dla nich. Kiedyś też dzieci wychowywały się w wielkich rodzinach i bliżej natury. Dziś w czasach pandemii i zalewu pornografii – mogą łatwo poznać wypaczony obraz seksualności człowieka, dowiedzieć się czegoś, a nawet zrobić coś, co je może bardzo skrzywdzić. Dlatego rozmowy rodziców z dziećmi o płci i seksie mają dziś kolosalne znaczenie.

Wielu rodziców przeżywa straszny szok, kiedy się okazuje, że ich 10, 11 letnie córki zawiesiły w sieci swoje nagie zdjęcia. „Jak to się stało? Jak to możliwe?” – rozpaczają. Przez ten rok dzieci nie były w kontakcie z rówieśnikami, miały za to nieograniczony dostęp do Internetu! Ich rozwój i ciekawość świata postępowały, a więc szukały w siec odpowiedzi i różnych treści, które je ciekawiły. A co w wieku dorastania ciekawi? Właśnie seksualność. A znaleźć w Internecie coś związanego z tym tematem nie wymaga wysiłku.

No i co to jest my, dorośli dobrze wiemy. Na pewno nie jest to nic dla dzieci!

Tymczasem rodzicom wdaje się, że skoro dzieci siedzą w swoich pokojach przed ekranem i odrabiają lekcje, to są bezpieczne i zadbane. No nie! Bo jak prześledzić historię wejść, to się okazuje, że na różnych kanałach oglądają
rozmaite filmiki i filmy. A kręcą je te dozwolone od +18 albo na tematy, na które dorośli nie rozmawiają. No i skąd te nagie zdjęcia? Jak pewna znana youtuberka pokazywała jak nałożyć maseczkę, aby uratować owal twarzy, to 10-
13 latki nakładały sobie właśnie takie maseczki! A potem pisały, że broda im nie będzie opadać i będą piękne… No więc jak nastoletnia youtuberka napisze, że zarobiła krocie, eksponując swoje ciało i pokazując wulgarne gesty, to
dzieciaki to kupują jako swoje! I „dobrze” przyswojoną lekcję szybko odrabiają.

Jak nie rozmawiamy z dziećmi o nagości, seksie, wulgarności itd. to będą „gadały” o tym z youtuberami i naśladowały ich, a nie nas?

Właśnie dlatego musimy rozmawiać. Bo na przykład skąd jedenastolatka ma wiedzieć jak poderwać chłopaka? A chce mieć chłopaka, bo youtuberki mają. Mama nie ma czasu, rzuci w biegu: „za wcześnie na chłopaka, weź się za
lekcje”, a taty się wstydzi zapytać, więc szuka w sieci informacji. No i znajduje, że chłopaka zdobywa się pokazując kawałek ramiączka, potem biustu, a potem może też cipkę….

Pokazuje, bo czemu nie? Czemu nie ma tego zrobić? Dziewczynka staje więc w seksownej, jak słyszała, pozie i robi sobie zdjęcie. Wysyła je temu upatrzonemu chłopakowi, albo koleżance, albo nawet od razu zawiesza na tik toku…

No i mama takie nagie zdjęcie znajduje, to co wtedy ma zrobić?

Nie panikować, wziąć głęboki oddech. Bo nie ma wtedy nic gorszego jak nawrzeszczeć na dziecko. Źle jest także sprawę przemilczeć, założyć, że takie fotografowanie samo minie. Nic nie minie! Dziecku jest w tym momencie bardzo potrzebny rozsądny, mądry dorosły.

Taki, który zacznie rozmowę od tego, że zapyta dziecko co ono ogląda? Nie na zasadzie reprymendy: „dlaczego ty to oglądasz!? Nie wolno!”. Mądry dorosły nawet kiedy zobaczy, że jego dziecko ogląda wulgarne, czy zakazane filmiki
będzie milczeć, trzymać się mocno krzesła by zobaczyć, co jego dziecko obejrzało. Dzięki temu znajdzie się w świecie przyswojonym przez dziecko. Pozna go. I wtedy dopiero może zapytać: „jak myślisz, czy to jest dla ciebie?
Czy patrzyłeś na kategorie wiekowe?”. „No nie! A po co? Wszyscy moi koledzy to oglądają”. Wtedy może powiedzieć, że oglądanie pornografii jest tylko dla osób dorosłych. Odwołać się do prawa, bo z nim trudno dyskutować. Można mieć różne poglądy, ale jeśli jest prawo, które zabrania oglądania pornografii dzieciom, to gdy córka powie, „ale koleżanki to też oglądały” usłyszy od rodzica: „to robiły to nielegalnie, za to grozi kara”.

No a co z tymi nagimi zdjęcia? Jak o nich rozmawiać?

Trzeba dziecku powiedzieć o tym, że takie postępowanie ma swoje konsekwencje, że inni na to co ono zrobiło, zareagują w sposób, który może być dla dziecka przykry. Uświadomić, że za zawieszanie takich zdjęć oprócz kary
prawnej, grozi to tym, że może zostać wyśmiane i zawstydzone przez rówieśników. Jeśli dziecko nadal twierdzi, że to fajne fotki, zapytać: „a chciałabyś, żeby zobaczyła je cała twoja klasa, szkoła?”. Spokojnie, nie represyjnie, żeby dziecko mogło uświadomić sobie powoli skalę problemu i konsekwencje, jakie może ponieść. Nie chodzi o to, by wejść w konflikt.

Mówiłaś, że dopiero po 10, 11 roku życia kształtuje się u dzieci myślenie przyczynowo-skutkowe, dlatego to takie ważne, żeby im wskazywać konsekwencje ich zachowań?

Dokładnie! Powiedzmy dziecku, że te zdjęcia może zobaczyć nie tylko ta koleżanka czy kolega, którym je wysłała, ale że mogą je zobaczyć wszyscy. Dzieciak może wtedy powiedzieć: „to ja decyduję, kto te zdjęcia zobaczy!”. Powiedzmy więc: „No dobrze, ale jak się okaże, że nie tylko ty? A jak ktoś je pośle dalej? No i jeszcze jedno, bardzo ważne jak robisz sobie takie zdjęcia i zawieszasz, to ktoś może o nich zawiadomić policję…”.

Powiedzieć to 11- latce, o policji?

Absolutnie – powiedzieć, że wtedy może być sąd i kurator – dla niej i dla nas. „To będzie też dla ciebie uciążliwe, bo ten kurator będzie się tobą zajmował, edukował, rozmawiał, bo to, co robisz świadczy o tym, że ja sama nie daję rady wychowawczo”. Dziecko musi się dowiedzieć, że to nie jest tylko takie mówienie rodzica, że za to, co zrobiło są cięższe konsekwencje, niż złość mamy czy taty.

Byli u mnie rodzice nie jednej 11-, 12-latki, które zawiesiły zdjęcie tak przetworzone przez filtr, że kiedy się na nie patrzyło, to można było pomyśleć, że to przynajmniej 16-latki. Dziewczynki robią to, bo są bardzo dumne, kiedy pod takimi zdjęciami znajdą komentarze: „do której klasy liceum chodzisz?”. Bo chcą wyglądać na starsze! Ich matki przychodzą do mnie załamane, bo kiedy zwracają córkom uwagę, żeby te zdjęcia zdjęły i takich sobie nie robiły, dziewczynki wzruszają ramionami: „a co mi zrobisz? Teraz tak się robi zdjęcia! Teraz jest inaczej, jesteś dinozaurem!”. Mamy pytają więc mnie, co mają zrobić? Może faktycznie są dinozaurami i tak ma być jak te córki robią? No nie ma tak być! Zapewniam!

Rodzice są zagubieni, bo wszyscy żyjemy w kulturze seksualizacji, jak nazywają ten czas badacze, bo wszystko wokół odnosi się do tej sfery życia?

Właśnie, i dlatego że żyjemy w świeci porno-schicu rodzice muszą postawić dziecku jasne granice. „Takie zachowania są nieakceptowalne”. Mają powiedzieć, jakie będą konsekwencje prawne, i że dzieci też je poniosą.
Rodzice, którzy bagatelizowali tego typu problemy doświadczają czasem bolesnego przebudzenia, kiedy np. pojawia się kurator, a nawet sąd rodzinny kieruje dziecko do placówki dla trudnej młodzieży.

Opowiem historię pewnej niespełna 14-latki, która wpadła w towarzystwo starszych o kilka lat chłopaków. Tam przeżyła inicjację seksualną, eksperymentowała z narkotykami i alkoholem. Była taką ich seksmaskotką, no i godziła się na rzeczy, na które starsze dziewczyny już się nie chciały kolejny raz zdecydować. Na przykład na konkurs, który chłopak szybciej dojdzie, kiedy ona będzie robić mu fellatio. Chłopcy zrobili zakłady, mierzyli czas stoperem…

A ona się na to godziła z własnej woli?

Była w potrzasku, w tym wieku koleżanki i koledzy to absolutne autorytety. A ci chłopcy byli nawet o kilka lat starsi, więc jej imponowali, a ona koleżankom, że się z nią zadają i przyjaźnią. No więc może nie do końca chciała robić to,
czego oni chcieli, ale nie umiała się postawić. A jak człowiek przełamie raz i drugi ten wewnętrzny opór, żeby czegoś nie robić, i nic się pozornie złego nie dzieje, to idzie dalej za kolejne granice…

Jakbym była matką tej nastolatki to bym sobie w łeb strzeliła, kiedy bym się dowiedziała, co robiła po lekcjach moja córeczka!

Wiesław Sokoluk, seksuolog, mój wielki autorytet, pracował z takim dziewczynkami, spokojnie z nimi rozmawiając. Nie oburzał się: „dlaczego to robiłaś!?”. Ale zgodnie z zasadą komunikacji najpierw nazywał i porządkował rzeczywistość, czyli mówił co się stało: „no dobrze, robiłaś to, a jest to rodzaj kontaktu seksualnego”. Dziewczynki wtedy zawsze się dziwiły: „jak to „seksualnego”? „Tak, to jest seks oralny i to robiłaś. W porządku, ludzie sobie
robią takie rzeczy, żeby było im przyjemnie, okazują tak sobie uczucia. No i na pewno temu koledze, któremu to robiłaś było przyjemnie, a tobie też?”. „No co pan?!” – krzyczały. – „To było obrzydliwe!”. Na co Wiesław ze zdziwieniem: „Jak to? Robiłaś coś, co było dla ciebie obrzydliwe?”. No i wtedy pojawiały się łzy i rozpacz. A Wiesiu dalej: „słuchaj, seks jest fajny, ale pod warunkiem, że robimy tylko to co nam wzajemnie sprawia przyjemność…”. A dziewczynki zawsze wtedy się dziwiły: „ale jak to może być przyjemne!?”. „Może – odpowiadał seksuolog. – Jak będziesz chłopaka znała i bardzo lubiła, albo nawet kochała to zobaczysz, jak ci będzie fajnie, że jemu jest przyjemnie…”.

Tylko taka interwencja, która jest akceptującą i wyjaśniając rozmową, daje nadzieje, że do dzieciaków dotrze coś ważnego…

Dzieci mogą nie wiedzieć, że seks ma sprawiać przyjemność, łączy się z dobrymi emocjami do drugiego człowieka!

Kiedy pracuję z młodzieżą, robię z nimi takie ćwiczenie: „Jak tak siedzicie obok siebie, to czy możecie się złapać za ręce? A teraz ręce do góry ci, którzy siedzą obok kogoś, kogo bardziej lubią”. Wtedy zazwyczaj kilka osób chichrając,
podnosi ręce. A ja mówię: „teraz weźcie tę osobę za rękę i trochę dużej przytrzymajcie”, a kiedy to zrobią, pytam: „No i co? Jest inaczej niż kiedy trzymacie za rękę kogoś, kogo tylko znacie?”. „Tak!”. To kontynuuję: „jak jedziecie metrem i dotknie was bezdomny, to co czujecie?”. „Mamy ochotę go naprać!”. „No właśnie, widzicie, jaka jest ogromna różnica, kiedy dotyka was ktoś kogo lubicie, a kiedy ktoś dla nas wstrętny? A to tylko dotyk! Wyobraźcie
sobie, jaka jest różnica w seksie, jeśli kochacie się z osobą, którą lubicie? Jak będzie fantastyczne, kiedy to ta osoba was będzie całować, pieścić dotykać?”.

Trzeba młodym uświadamiać rzeczy oczywiste dla dorosłych, bo dla nich wychowanych w cyfrowym świecie mogą być jak przewrót kopernikański? 

Trzeba z młodzieżą rozmawiać, a nie straszyć. Odpowiadać na wszystkie pytania. A pamiętasz, co nam mówiono? Nic, tylko straszono: „Zajdziesz w ciążę”! Jak by to miała być jakaś straszna choroba. To nic nie daje. Dzieciom
trzeba wyjaśniać wszystko o co pytają, bo jeśli nie będziemy chcieli czy umieli, albo się oburzmy i je zbesztamy, to następnym razem do nas nie przyjdą i nie zapytają, a wtedy może się zdarzyć tragedia.

Często, dopiero kiedy szkoła zawiadomi sąd, a on ruszy procedurę i kurator przyjcie na interwencje do domu, rodzice nagle są wstanie zreorganizować swoje życie i poglądy. Bo jeśli kuratorowi powiedzą: „ja pracuję po 12 godzin dziennie, mąż także” to usłyszą: „w takim razie proszę dzieciom załatwić opiekę, bo inaczej zostaną wam ograniczone lub zabrane prawa rodzicielskie”.

Po takim tekście rodzice idą na terapię z dziećmi i starają się pogodzić swoją karierę z byciem rodzicami. Apeluję więc do rodziców i nauczycieli, żeby rozmawiali z dzieciakami, nie mówili: „ale po co? One i tak już wszystko wiedzą z Internetu, wiedzą więcej niż my!”. To nie prawda, dzieci z pornografii znają tylko stronę techniczną.

Pokażcie im więc, że seks, to element relacji między bliskimi sobie ludźmi. Kiedy mówię to na lekcjach z nastolatkami i widzę, jak robią wielkie oczy, wyjaśniam: „jeśli by chodziło tylko o wyżycie się to są dmuchane lalki i dla chłopaków i dla dziewczyn.

A jednak to nie to samo?

Właśnie. A więc pamiętajcie, że „seks uprawia się z żywą osobą, a więc z kimś, kto ma uczucia i marzenia jak wy”. Warto dać dzieciom taki przerywnik, że niewiedzą wszystkiego, że jednak ci rodzice są trochę przed nimi w wiedzy o życiu i seksie. Wtedy dzieciaki zaczynają główkować: że jednak to, co robią jest nie tak, skoro nie mają z tego frajdy, że nie czują relacji z tymi, z którymi ten seks uprawiają, czy komu wysyłają nagie zdjęcia.

Warto z dzieciakami rozmawiać o np. reklamach wibratorów, które pojawiają się na popularnych portalach. Młodzi mają w głowie, że fajny seks to musi być seks z gadżetem! Wyjaśnijmy więc im, że należy zacząć życie seksualne od
poznania ciała swojego i partnera, od poznania całego repertuaru możliwości jakie daje nam to co mamy od natury. Gadżety mogą być potem, ale powinny być tylko dodatkiem.

Nie zaczynać od wibratora życia seksualnego? Czy młodzi muszą to wiedzieć?

Niebezpieczne jest zaczynać życie seksualne od silnych bodźców, jak pornografia i masturbowanie się przy niej, wibratory, zatyczki analne itp. To kieruje rozwój sfery życia intymnego ku technicznej, fizjologicznej uldze.
Sprawia, że seks łatwo może się stać sposobem rozładowania napięcia, złości, frustracji, lęku, a nie elementem relacji z drugim człowiekiem, odpowiedzią na pożądanie i podniecenie, które czujemy. Czyli bardziej będzie od ludzi oddzielał niż do nich zbliżał. A ten dobry seks jest więziotwórczy.

Jeśli w naszym umyśle będą obrazy, które sobie wdrukujemy, a wdrukujemy je sobie oglądając pornografie, to do takiego seksu nierealnego będziemy dążyć.

Jeśli ktoś mi mówi, że na niego tak porno na działa, że jest odporny, to muszę te osobę rozczarować – mózg tak nie działa. Popatrzymy na reklamy, nie wydawano by na nie miliardów, gdyby nie działały. To oczywiste, że jeśli wiele
razy coś się nam pokazuje to zaczynamy wierzyć, że to jest najlepszy produkt, że my go chcemy. I nawet jeśli nie pobiegniemy go kupić, to kiedy będziemy mieli wybrać, wybierzemy ten reklamowany.

Ostatnie pytanie o seksie, ma rozmawiać tata czy mama?
Płeć nie ma znaczenia – tylko relacja i więź…


Lifestyle

„Nie masz pojęcia, jaki to stres, kiedy burzysz czyjeś nadzieje czwórką na świadectwie”

Listy do redakcji
Listy do redakcji
23 czerwca 2021
Photo by JoelValve on Unsplash

Jestem Karolina. Kończę w tym roku 40 lat. Miałam być architektem, ale „siedzę” w domu. Wyszłam z depresji, ale wciąż mam zaburzenia lękowe. Coś tam kreślę, piszę bloga, ale tylko dla siebie, trochę się tego wstydzę, uczę angielskiego w szkole językowej i prywatnie. Wszystko nie tak, jak wymarzyli dla mnie rodzice. Mama, do śmierci nie pogodziła się z moją (a raczej swoją) „porażką”. Poznajcie moją historię. Nie jest w żadnym razie nietypowa. Dzieciaków takich, jak ja były i są tysiące. 

Jak to się wszystko zaczęło? Kiedy o tym myślę, widzę sceny, jak z filmu. Początek lat 80. Średniej wielkości miejscowość na północnym zachodzie Polski. Jest piękna wiosna, w rodzinie księgowego i urzędniczki na świat przychodzi córeczka. Rodzice dostają większe mieszkanie, są młodzi, zakochani, obłędnie szczęśliwi, tak marzyli o dziecku. Dziewczynka jest zdrowa, prawidłowo się rozwija. Ale słodko gaworząc i stawiając pierwsze kroki, nie ma pojęcia, że jej życie zostało już w najdrobniejszych szczegółach zaplanowane. I nie jest to plan, który przyniesie jej szczęście.

Wszystko zgodnie z planem

Plan przygotowali rodzice, ja go realizowałam. Oni byli szczęśliwi, ja coraz bardziej zapadałam się w sobie.

Przedszkole. W zerówce rodzice „załatwiają” prywatne lekcje angielskiego. Totalnie nietypowa rzecz w końcówce lat 80. w Polsce. Uczy mnie Joasia, jest wspaniała. Angielski na długie lata staje się moją wielką pasją.

Podstawówka. Co roku świadectwa z paskiem, olimpiady przedmiotowe, stypendia Prezydenta Miasta.

Pierwszy kryzys pojawił się w siódmej klasie szkoły podstawowej. Nagle zaczęłam mieć krwotoki z nosa. Pediatra zaleciła rutinoscorbin, pokazała, jak się w tej sytuacji zachowywać. I tyle. Krwotoki ustały na chwilę. Dwa dni spędziłam w domu, śpiąc. Wróciłam do szkoły, wróciły i one. Dołączyły do nich omdlenia. Pierwsze skierowanie do szpitala. Położyli mnie na laryngologii, z uwagi na krwotoki. Lekarz zalecił zabieg, nie pamiętam dokładnie – wypalania? Wróciłam do domu, krwotoki ustały na zawsze. Sprawa załatwiona. Nikt nie zauważył psychosomatycznego objawu u 13-latki.

Drugi kryzys w ósmej klasie. Zbliżało się zakończenie roku szkolnego, a mnie groziła czwórka z biologii. Nie było przebacz, nauczycielka „nie widziała możliwości podniesienia tej oceny”. Nosiłam to w sobie dwa tygodnie, panicznie bałam się reakcji rodziców, którzy świadectwo z ósmej klasy wyobrażali sobie w konkretny sposób. Któregoś dnia po prostu nie byłam w stanie podnieść się z łóżka. Zero kontaktu. Pamiętam, że czułam się, jakbym oglądała swoje życie w telewizji. Dowiedzieli się na wywiadówce w szkole. Nie było awantury, nie, nie byli przecież żadnymi „patusami”. Ale żal w ich oczach zapamiętam na zawsze.

Znacie to. Przychodzicie w nowych ciuchach, dumne jak cholera, a mama mówi: „Nie, no ładnie…”. Moja mama cała była tym właśnie zdaniem.

(Nauczycielka postawiła mi tę piątkę ostatecznie)

Liceum katolickie (najlepsze oczywiście). Co roku świadectwa z paskiem, stypendium premiera, olimpiady przedmiotowe. CELTA z angielskiego. W drugiej klasie liceum już nawet myślałam po angielsku. W drugiej klasie doszły lekcje rysunku – rodzicie oznajmili, że idealnymi dla mnie studiami będzie architektura. Byłam w końcu ścisłowcem z humanistycznym zacięciem. Idealnie! Idealne dzieci tak mają, że nie lubią sprawiać problemu. Szczególnie idealnym rodzicom. Idealnie więc rysowałam perspektywę na korkach z rysunku.

W trzeciej klasie zaczęło się psuć. Za nic nie mogłam opanować materiału. Nie chciałam wychodzić z domu. Nie miałam znajomych, nawet przyjaciółki. Nie było koło mnie nikogo. Nie wiem, skąd ten pomysł pojawił się w mojej głowie, ale sięgnęłam po żyletkę. Nie żeby się zabić, nie. Nacięłam sobie skórę na udzie. Ulga, jaką poczułam, euforia, jaka mnie wtedy zalała – to były uczucia szczęścia, jakiego (wydawało mi się) nie znałam. Trwało to kilka miesięcy. W końcu nakrył mnie ojciec. Połączył kropki – złe oceny, niemoc, cięcie. Trafiłam do psychologa. Od niego do psychiatry. I na oddział. Byłam już tak zamknięta, że… mnie zamknęli. Nie wiem, czy słusznie. Ustawili leki, wróciłam do szkoły. I życia.

Leki działały, zaczęłam znów się uczyć. Rodzice odpuścili, ale ja wciąż miałam piątki. Można powiedzieć, że było sielankowo. Do czasu. Do czasu, kiedy w czwartej klasie powiedziałam, że chcę studiować anglistykę. „Chyba sobie żartujesz, z takim świadectwem, potencjałem i możliwościami?!” – grzmiała mama. „Gdzie niby będziesz potem pracować – w szkole?!” – histeryzował ojciec. Długie rozmowy, ciche dni, rozmowy, ciche dni.

Zdawałam na architekturę. Nie dostałam się. Poszłam na inny kierunek na „przeczekanie”. Za rok zdawałam znowu. Nie dostałam się. Studiowałam więc dalej to, czego nie chciałam. Kolejnego roku znów zdawałam na architekturę. Nie dostałam się. Nie skończyłam też tamtych studiów, zrobiłam tylko dyplom inżyniera. Do poczucia samotności, niskiej samooceny doszły wyrzuty sumienia.

Czasem, kiedy chcę ich jakoś usprawiedliwić, rozgrzeszyć, przestawiam role i przekonuję sama siebie, że to ja byłam zbyt ambitna i wmawiałam sobie, że są niezadowoleni. Przerabiałam to na terapii, ale to wraca. Nie wiem, czy mnie kochali. Czuję, że tylko wtedy, kiedy przynosiłam do domu nagrody i dobre świadectwa, które potem z wielkim pietyzmem rozkładali na stole u obu babć. „Proszę, to nasza Pola, taka zdolna, taka mądra”.

Czerwony pasek. Czy zrobił ze mnie wspaniałego pracownika, szczęśliwego człowieka? Nie. Jestem niesamodzielna, surowa dla siebie, nerwowa, lękliwa, przewrażliwiona. Mam do siebie żal, że się nie postawiłam. Nie wiem, kim jestem.

 


Zobacz także

Megah Markle urodziła! Córeczce nadała symboliczne imiona

Marzenia? Hmm ciężko mieć czas na marzenia, kiedy ma się dwójkę małych dzieci

Uprawiaj seks na wakacjach – „Zrób to dla mamy”