Lifestyle

I kto tu rządzi? Czyli o przejmowaniu władzy w związku

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
12 września 2016
I kto tu rządzi? Czyli o przejmowaniu władzy w związku
Fot. iStock/nimis69
 

Kiedyś o relacji, w której to kobieta zdecydowanie przejmuje inicjatywę i kontrolę, mówiło się: „W tym związku to ona nosi spodnie”. Spodnie urosły do rangi symbolu męskości, siły i władzy. Dziś również zdarza się, że kobiety pewne siebie i swojej wartości, świadome tego, czego w życiu pragną, uznaje się za „męskie”, przypisując ich zachowanie nie cechom jednostkowym, ale jakiemuś „wynaturzeniu”. Stereotyp związku jako dość nierównego układu sił między „szarą myszką” i wszechwiedzącym samcem alfa jeszcze nie zaniknął. 

Zdaje się, że zbyt błaho podchodzimy do sytuacji, w której jedna osoba zdecydowanie przewodzi lub w pełni kontroluje najważniejsze kwestie w związku. Tymczasem to właśnie partnerstwo jest jednym z najważniejszych elementów udanej relacji.

A wszystko przez mamę i tatę…

Wybór ról, w które wchodzimy w związku z drugą osobą jest zwykle nieświadomy, a jego początków można szukać już we wczesnym dzieciństwie lub wcześniej młodości. Na przykład, jeśli od zawsze czuliśmy, że w domu rodzinnym nie mamy nic do powiedzenia, istnieje duża szansa na to, że wybierzemy sobie partnera, który będzie się wypowiadał za nas, mówił w naszym imieniu.

Jeśli dorastaliśmy w środowisku, które stale zarzucało nam brak kompetencji, wiedzy, talentu, możemy mieć tendencję do zakochiwania się w mężczyznach, którzy będą traktowali nas z wyższością lub pogardą. Ale może być też tak, że wychowując się w poczuciu odrzucenia przez najbliższych, w dorosłej relacji próbujemy odnaleźć się poprzez przejęcie całkowitej kontroli nad partnerem. To daje nam poczucie większej swobody i pewności siebie.

Każda z tych sytuacji może prowadzić do takiego schematu zachowań w związku, w którym jedno z nas staje się rodzicem, drugie – dzieckiem. Nawet nie zdając sobie z tego sprawy wchodzimy w rolę, prowokując naszego partnera do odegrania swojej części tego przedstawienia. I może nie jest to do końca przyjemne, ale przynajmniej znajome. A dodatkowo sprawia, że kontrolując kogoś, albo będąc pod czyjąś kontrolą czujemy się bezpiecznie i stabilnie.

Z czasem jednak uczucie komfortu i bezpieczeństwa zanika, a nasza sytuacja generuje coraz więcej napięć i konfliktów. Mogą one prowadzić do kłótni, pogardy i nienawiści, lub systematycznie, powoli osłabiać nasze uczucie miłości i przywiązania. Jeśli przestaniemy szanować swoje granice (a związku każdy z partnerów takie powinien postawić) i widzieć siebie jako dwie niezależne osoby o różnych, niezależnych potrzebach i osądach, oddziałujemy destrukcyjnie na własne uczucia w stosunku do partnera. Zamiast akceptować i szanować różnice, stawiamy oczekiwania, ograniczenia, nakazy i zakazy. Z kolei osoba znajdująca się „pod kontrolą” czuje olbrzymią, narastającą presję, czuję się ofiarą tej relacji.

Badania wykazały, że w związku, w którym ktoś ma nad nami władzę, bardzo szybko rodzi się w nas gniew i żalu (także do siebie samych). Kiedy natomiast to nasz partner jest uległy, czujemy się nieustannie winni.

Teoria równości między partnerami w związku przewiduje, że relacja, w której jedno z nas jest samozwańczym, nieznoszącym sprzeciwu kierownikiem, a drugie jedynie poddaje się jego woli, nigdy nie będzie szczęśliwa. Dzieje się tak dlatego, że brak równowagi psychicznej generuje stres, gniew i dyskomfort, które powodują rozpad związku.

Ponieważ brak równości w związku jest szalenie destrukcyjny również dla nas osobiście, dla naszego poczucia wartości i miłości własnej, naprawdę warto zastanowić się nad strukturą władzy w naszym związku. Bywa, że to ona jest zródłem konfliktów.

13 sygnałów, że twój partner dąży do przejęcia kontroli/władzy nad związkiem:

1. Izoluje cię od rodziny i przyjaciół.

2. Stale krytykuje, nawet jeśli chodzi o drobnostki.

3. Lekceważy twoją opinię, uważa, że „zna cię lepiej” i wybierze dla ciebie lepiej.

4. Jego akceptacja, czułość, opiekuńczość są warunkowe: musisz na nie zasłużyć.

5. Korzysta z poczucia winy jako narzędzia.

6. Sprawia, że ciągle czujesz się do czegoś zobowiązana.

7. Szpieguje cię lub wymaga sprawozdań („Gdzie, z kim byłaś, co robiłaś, ile wydałaś?”).

8. Przejawia nieuzasadnioną zazdrość.

9. Dosłownie „wykańcza cię” kłótniami, aż ustąpisz.

10. Podkopuje twoją wiarę we własne możliwości.

11. Stale wypowiada się w twoim imieniu.

12. Zdarza mu się cię ośmieszać („to tylko taki żart”).

13. Do twoich planów zawodowych, edukacyjnych, rozwojowych podchodzi z powątpiewaniem.

Nie powinniśmy nigdy szefować w naszych związkach, nawet jeśli wydaje nam się, że w ten sposób pomagamy drugiej osobie. Starajmy się być zespołem, wspierając się nawzajem w słabszych momentach i szczerze rozmawiając o naszych niedociągnięciach. W ten sposób tworzymy sobie wzajemnie nowe możliwości, a nie ograniczamy siebie w naszym rozwoju i nabywaniu doświadczenia. Utrzymując równość w związku, możemy stworzyć długotrwałą, szczęśliwą relację, w której obie osoby czują się spełnione.


Lifestyle

Strach, gniew, chęć zemsty… 22 minuty o spotkaniu gwałciciela

Agnieszka Sierotnik
Agnieszka Sierotnik
12 września 2016
o spotkaniu gwałciciela
Screen YouTube BuzzFeed
 

Co czuje ofiara gwałtu, gdy ponownie spotyka swojego oprawcę? Żal, strach, gniew? A może chęć zemsty? Przestępstwa na tle seksualnym wciąż nie są wystarczająco karane, a przy okazji zbyt mało omawiane w mediach. Łatwiej przecież opowiadać o najlepszym seksie w życiu niż o tragedii, od której nie ma odwrotu. Na szczęście coraz częściej pojawiają się produkcje takie jak „When I saw him again”.

Buzzfeed kojarzy nam się przede wszystkim z czysto rozrywkowymi filmami. Od czasu do czasu portal stawia jednak na edukacyjne formaty, które mają poruszać bardzo istotne, ignorowane przez społeczeństwo problemy. Tak było właśnie tym razem. „When I saw him again” to dwudziestodwuminutowy film opowiadający o momencie, w którym dziewczyna spotyka po latach swojego gwałciciela. Może się wydawać, że to dość prosta historia. Jednak liczy się w niej każda scena.

Główna bohaterka wpada na oprawcę w kawiarni. Potem śledzi go w drodze do pracy, a następnie do restauracji, w której spotyka się ze swoją dziewczyną. Kiedy oboje wychodzą z restauracji, główna bohaterka postanawia wykrzyczeć w twarz gwałciciela wszystkie swoje uczucia, cały żal i ból. Ważną sceną jest ta, w której dzień później rozmawiają w kawiarni. Mężczyzna nie zdaje sobie sprawy z tego, że „nie” oznaczało brak zgody na seks. A skoro się spotykali, to nie mogło być mowy o gwałcie! To właśnie zwrócenie uwagi na najczęstszy błąd w postrzeganiu przemocy seksualnej. Nie zawsze oznacza brak zgody, a seks bez zgody jest gwałtem.

Choć to bardzo trudny temat, miejmy nadzieję, że coraz więcej mediów będzie zwracało na niego uwagę. Film stworzony przez Buzzfeed to genialny głos w dyskusji o braku wsparcia dla ofiar i zbyt niskiej karalności oprawców.


Lifestyle

„Przecież ty byłeś i jesteś taki sam, jak ja”. List do przyjaciela

Anika Zadylak
Anika Zadylak
12 września 2016
"Przecież ty byłeś i jesteś taki sam, jak ja". List do przyjaciela
Fot. iStock / ViewApart

Kochany Przyjacielu!

Postanowiłam dziś do ciebie napisać, bo zwyczajnie bałam się, że strach i łzy, nie pozwolą mi powiedzieć wszystkiego. Znamy się już kilka lat i nie raz, mówiłam ci jak bardzo jestem dumna z tego, że tak świetnie sobie radzisz. Nie raz też podkreślałam, jak wiele mnie nasza niezwykła znajomość nauczyła. Bo bywa tak, że z niedowierzaniem patrzę, jak zmagasz się z każdą przeszkodą, z każdą barierą. Szczególnie ze wzrokiem przechodniów. Zwłaszcza wtedy, gdy się wygłupiamy i trzymam cię za rękę. Idę ulicą naszego miasta, a ty jedziesz obok mnie. Przykuty do wózka inwalidzkiego.

Pamiętam, jak jeszcze byliśmy młodsi i pierwszy raz tak bardzo się zawstydziłam. Wracaliśmy ze szkoły i podjechał autobus z niedostosowanym dla ciebie wejściem. Padał deszcz i nikogo poza nami nie było na przystanku, a kierowca do nas nie wstał. Tak bardzo chciałam ci wtedy pomóc, dźwignąć ten cholerny wózek, żebyś już nie mókł i nie marzł. Nie miałam siły, miejski odjechał, ty jak zwykle wszystko obróciłeś w żart. Śmiałam się, żeby nie było ci przykro, choć wszystko we mnie płakało. Czułam, że cię zawodzę, że do niczego nie jestem potrzebna, że nie masz we mnie odpowiedniego wsparcia, bo jestem za słaba. Naiwne serca dzieciaka, jakim wtedy byłam naprawdę wierzyło, że tylko to jest dla ciebie najważniejsze, czyjaś silna ręka obok. Dopiero gdy pierwszy raz, pod koniec podstawówki stanęłam w twojej obronie.  I usłyszałam, jak dziękujesz mi za to, że jestem, zaczęło coś do mnie docierać. Przecież ty byłeś i jesteś taki sam, jak ja. I tak samo jak inni, potrzebujesz po prostu drugiego człowieka.

I ten pierwszy raz gdy się zakochałeś. Byliśmy już w liceum, cieszyłam się z tego i niepokoiłam jednocześnie. Jakoś tak wewnętrznie czułam, że ty się angażujesz, a ona bardziej się boi, niż chce. I wiersze dla niej pisałeś, takie piękne, a ja sobie wtedy myślałam, że zasługujesz na tylko dobre dni. I twój drążący głos w słuchawce telefonu, gdy opowiadałeś, że odeszła, że nie dała rady. Że najchętniej byś do mnie teraz przybiegł, ale właśnie sobie przypomniałeś, że przecież nigdy już nie będziesz chodził. I wybiegłam wtedy z domu bez szalika i czapki, gęsty śnieg zmywał łzy z mojej twarzy, a wszystko było takie nieważne. Oprócz ciebie. A później, gdy z zapaleniem płuc wylądowałam w szpitalu, tylko ty przyniosłeś mi kwiaty. I szalik, który miał chyba z 10 metrów i tysiąc kolorów i  mam go do dziś. I wszystkie pielęgniarki mi mówiły, że mam cudownego chłopaka, tylko tak strasznie przykro, że taki  chory. A ja nie tłumaczyłam, że jesteśmy tylko przyjaciółmi, bo nie to mnie przerażało. Byłam wściekła na smutek w ich głosie, jakby cię już chciały pochować. A przecież ty masz w sobie więcej życia, niż ktokolwiek jest w stanie sobie wyobrazić!

Tak często widziałam, że ci zwyczajnie źle. Patrzyłeś na swoich kolegów, na to jak zakładają rodziny, podróżują, bawią się w klubach. I rósł we mnie lęk, bo uświadomiłam sobie, że ja też niedługo wyjadę, wyjdę za mąż, urodzę dzieci. I co wtedy z tobą będzie, nie chciałam żebyś był sam. A ty się tak bardzo cieszyłeś, tak szczerze, tak ujmująco. Cieszyło cię moje szczęście, moje plany i to, że za chwile całkowicie zmienię swoje życie. Nie mogłam tego pojąć i wtedy usłyszałam, że dzięki mnie jesteś silniejszy i bardziej odważny, że dzięki mnie uwierzyłeś, że wszystko w życiu jest po coś. I, że jest możliwe, dlatego będziesz próbował i  dalej się nie poddawał.  Że będziesz marzył i realizował pragnienia. Gdy przysyłałeś mi kartki z różnych stron świata, opisywałeś, ile kilometrów zdołałeś już pokonać, pękałam z dumy.  A gdy poznałam twoją żonę i zorientowałam, że będziecie rodzicami, nigdy nie byłam bardziej wzruszona.

Kochany Przyjacielu, chciałam powiedzieć: dziękuję. Za setki lekcji pokory, gdy z uśmiechem przecząco kiwałeś głową i sam z podłogi dźwigałeś się na wózek. Za niezwykły taniec na balu maturalnym, gdzie wszyscy bili nam brawo. Za nasze wspólne łzy, gdy tłumaczyłam ci, jak bardzo boli mnie twoja krzywda. To wtedy, gdy tak strasznie nas  zwyzywali, kiedy wracaliśmy wieczorem z kina. Gdy krzyczeli za plecami, że taka „dupa” z takim kaleką. Ja płakałam z bezsilności, bo nie umiałam przerwać tego podłego ataku. Ty później przyznałeś się, że faktycznie wtedy czułeś się kaleką, bo przecież nie mężczyzną, skoro nie mogłeś stanąć w mojej obronie. Dziękuje za twoje niezwykłe poczucie humoru, gdy nawet przy upadku i silnym bólu, potrafiłeś sobie robić z tego jaja. Za zarażający uśmiech, choć przecież wiem jak często, przez łzy.  I za twoje słowa, które zostaną ze mną na zawsze. „To zupełnie nieistotne, czy słyszysz, widzisz lub możesz chodzić. To wszystko nic, ta cała sprawność fizyczna, gdy masz serce z kamienia, gdy nie potrafisz kochać. Ja potrafię, dlatego nie czuję się niepełnosprawny”.

Dziś to ja ci dziękuje, za to że cię mam.


Zobacz także

Migrena. Poznaj zapachy, które powodują ataki bólu głowy oraz te, które je łagodzą

Uczę się miłości, tej najtrudniejszej – miłości do samej siebie. Cholernie trudne zadanie!

5 rzeczy, które powinnaś wiedzieć o prawdziwym szczęściu