Lifestyle

Dzień Kryzysu Mężczyzny

Kamil Wiśniewski
Kamil Wiśniewski
14 marca 2016
 

Tekst z bloga Wstepniak.pl.

Kiedy jest ten dzień? Ja w pracy życzenia i czekoladę dostałem w czwartek, więc uznajmy, że to ten dzień, a nie 19 listopada, który jest uznawany za Międzynarodowy Dzień Mężczyzn. Kiedykolwiek zresztą by nie był, to najważniejsze jest to, co w zasadzie powinniśmy świętować?

W przypadku Dnia Kobiet sprawa jest prosta. Część facetów ma okazję być miłym przynajmniej raz w roku. Inni zapominają o tym dniu przez co ściągają na siebie gniew partnerek. Co zresztą jest zastanawiające, bo przecież „nikt nie obchodzi tego komunistycznego święta”. A kobiety? Wlewają na Facebooka zdjęcia kwiatów z życzeniami wszystkiego dobrego „dla Was kochane”. Generalnie jest miło. Obiekt oraz treść świętowania jest znany i powszechnie akceptowany. Kobiety. Bez nich świat byłby nudny jak pulpa. A co świętujemy w przypadku Dnia Mężczyzny?

Im dłużej żyję i więcej widzę, tym częściej mam przekonanie, że to święto jest coraz bardziej grzecznościowe, kurtuazyjne. To trochę tak, jakbyś dostawał od babci co roku ten sam szalik na Święta. Jak reagujesz? Oczywiście dziękujesz i zachwycasz tak niesamowitym prezentem, bo kochasz babcię. Przenosząc tę analogię do Dnia Mężczyzny. Ty jesteś babcią, a kobiety dziękującymi.

Bo jaki jest mężczyzna dzisiaj?

Nie wiem, jaka jest moda teraz, ale za swojego nie tak długiego życia przeżyłem modę na bycie facetem wg następujących wzorów: Beverly Hills 90210, macho, trochę menel, metroseksualny, hipster, drwal, książę. Ten ostatni jest wymysłem Na Temat, więc nie traktuję go poważnie. Jestem też przekonany, że zapomniałem o kilku, ale nawet zliczając te powyższe, mam ich aż sześć. Dołujące w tym jest to, że każdy z nich jest ikoną totalnego zniewieścienia. Tak. Wiem, że to styl, strój i widzę tylko to, co na zewnątrz, ale też słyszę, jak mężczyźni teraz rozmawiają i z czym mają problem.

wstepniak_dzien_kryzysu_mezczyzny_2

Jakiś czas temu będąc w IKEI jedna z pań pracujących dla Szwedów tłumaczyła dżentelmenowi, jak powinien zainstalować prowadnicę do podwieszenia firan. Kiedy padło „wystarczą kołki rozporowe”, jego twarz została poddana takiemu bezwładowi, że było mi go autentycznie żal. Mim po latach treningu nie uzyskuje takiego efektu.

Inny przykład. Mój kolega wynajmuje mieszkanie trenerowi personalnemu. Chłop jak dąb. Macha hantlami, jak gimnastyczka wstążką. Pewnie bije jakieś rekordy w ekstremalnym dociążaniu ciała przy przysiadach. Żurnal. Co go pokonuje? Poprawa umieszczenia gniazdka w ścianie. Serio. Operacja polegająca na przekręceniu raz w jedną raz w drugą stronę 3-4 śrubek rozkłada go na łopatki. No, ale na okładce Men’s Health by się znalazł. Dramat.

Generalnie mam wrażenie, że teraz coraz częściej nie stawiamy czoła problemom. Nie chcę epatować porównaniami do naszych przodków, którzy lata temu chwytali za broń i stawiali czoła najeźdźcy, bo to sytuacji ekstremalna i dopiero mierząc się z nią widać siłę charakteru. Odpuszczanie jest widoczne na każdym kroku. Nie idzie mi w pracy – odchodzę, jest tak dużo ofert, że szybko coś znajdę. Większa kłótnia w związku – dziękuję bardzo, na razie. I moje ulubione: kohanie nie mogłem kópić hoinki, bo wszedłem w kałórzę i zmoczyłem bót. Otacza mnie tak wielu dyslektyków, osób dotkniętych dysortografią… Mają na to papier. Kiedyś to się leczyło cięższą pracą ze słownikiem, zeszytem i piórem, no ale teraz to choroba nieuleczalna. To samo ze zwolnieniami z WF-u.

Do tego dochodzi jeszcze jeden typ faceta – coraz bardziej agresywnego. Wobec partnerki wyzywając ją od najgorszych, kiedy ta porozmawia z innym facetem. Wobec innych ludzi… kompletnie bez powodu. Tym jednak chciałbym się zająć przy okazji innego wpisu, bo to temat-rzeka.

Podziwiam kobiety. Podziwiam swoją, że ma do mnie tak wiele cierpliwości. Ja mimo świadomości wszystkiego, o czym piszę, sam codziennie mierzę się z odnajdowaniem swojego miejsca w świecie coraz silniejszych kobiet i coraz to innych oczekiwań. Jeżeli też tak masz, to nie mam rady. Wiem tylko, że pomaga rzecz najmniej doceniana – myślenie. Polecam. Ja codziennie staram się, żeby przestrzeń między uszami dominowała w procesie podejmowania przeze mnie jakichkolwiek decyzji. Czasem daję jej więcej czasu.

Pod rozwagę.


Lifestyle

Wujek! Nie masz prawa mi niczego kazać!

Kamil Wiśniewski
Kamil Wiśniewski
3 kwietnia 2016
 

Załóżmy, że jesteś wujkiem córki lub syna, czyli jesteś w związku z kobietą, która ma dziecko. Znam ten układ dość dobrze więc pozwól, że skupię się właśnie na nim. Wracając do meritum. Żyjesz z nimi. Codziennie. Nie jesteś wujkiem z doskoku, ale wszedłeś w związek pełną parą, czyli w jedyny poważny sposób. W zasadzie spędzasz z latoroślą najdroższej tyle samo czasu, co jej mama.

Wyobraź sobie teraz pewien poranek. Twoja dziewczyna wyszła z domu przed Tobą, a Ty siedzisz z nieletnią, która zajada się kanapką z dżemem. Nie jest to plan żadnej reklamy, w której dzieci pełne werwy wybiegają z pokojów pełne radości, ponieważ czeka na nich już przygotowane z artystycznym zacięciem śniadanie. Biorą w dłonie kanapki i machają nimi w geście radości, że są tak smaczne. Cokolwiek na nich jest – nie spada, a jadalnię rozświetla słońce… Życie. Dziecko wybudzone jest zawsze zbyt wcześnie, ślamazarnie podąża do stołu, gdzie spotyka się ze śniadaniem, które nigdy nie jest takie, jakim powinno być i podpiera się na dłoni, żeby nie wpaść do talerza. Jest przy tym oczywiście pełne… wątpliwości i uroczej niezdarności. Takiej, która zmusza je do przechylenia kanapki i zrzutu rzeczonego dżemu na stół. Nie. On nigdy nie trafia na talerz.

Są trzy opcje. Sam to sprzątasz – chwalebne, ale raczej nie motywuje do elementarnej samodzielności. Zostawiasz? Rewelacyjny pomysł… w akademiku może jeszcze, ale w domu? Prosisz dziecko o sprzątnięcie. Odmawia. Prosisz znowu. Odmawia. Kolejne prośby nie mają sensu. Każesz jej sprzątnąć bardziej dosadnie? Masz do tego prawo? A co, jak powie, że nie jesteś jej tatą i nie możesz niczego jej kazać?

Po pierwsze, i będę to powtarzał jak mantrę, angażując się w związek z kobietą posiadającą dziecko lub dzieci MUSISZ zrobić to na 100% z pełną konsekwencją. Świadomy praw i obowiązków, itp., itd. Tylko to nie są prawa na zasadzie zbierania pieczątek w Costa Coffee, gdzie dziewiątą kawę „gratis” finansujesz zakupem ośmiu innych. Nawet nie wiem, czy taki program „lojalnościowy” nadal istnieje, ale wiesz, co mam na myśli. Prawa rodzą jeszcze większe obowiązki. To truizm, ale osobie, która nie jest z dzieckiem narodzin warto to przypominać. Sam to robię.

Po drugie, masz prawo wydawać dziecku polecenia. Dlaczego? Patrz: pierwszy akapit. Tworzysz związek na warunkach umowy bezterminowej. Chyba, że zakładasz, że wiążesz się z kimś na kilka lat, wtedy coś jest z Tobą nie tak. W warunkach „bez terminu” wchodzisz w rolę osoby wychowującej, która inaczej niż ojciec (co do zasady) będzie uczestniczyła w najważniejszych wydarzeniach w życiu tego dziecka. Czemu miałbyś rezygnować świadomie z, jednak, bagażu, jakim jest kierowanie dzieckiem, bo przynajmniej ja tak odbieram wydawanie poleceń. Oczywiście w zdroworozsądkowych granicach.

Po trzecie, musisz być przygotowany na to, że dziecko będzie Ci odmawiało, ale czy swojej mamie też nie odmawia? No właśnie. A możliwości ma bez liku. Od wybiórczego słuchu, przez przegadanie i pomostowanie na inny temat, a na zdecydowanym sprzeciwie kończąc. W sumie dokładnie tak samo jak w świecie osób dorosłych, ale oni (my) robimy to z mniejszą gracją. Nie wspominając polityków, którzy jako jedni z niewielu są z tego szkoleni, ale to jedna z najgorszych inwestycji, jaką podejmują absolutnie wszystkie partie.

I na końcu po czwarte. Tak. Będziesz od czasu do czasu słyszał słowa, które będą Cię raniły. Dzieci nie mają hamulców, nie bawią się w konwenanse – walą prosto z mostu. Poza tym, kiedy bardzo bardzo bardzo chcą zjeść czekoladę, a Ty z uporem odmawiasz, użyją wszelkich sposobów, żeby jednak ją dostać. Bądź przygotowany na to, że kiedy powiesz „nie”, to dziecko z tym samym pytaniem pójdzie do mamy. Także na to, że usłyszysz, że mama rządzi w domu. Innym razem – chociaż sam tego jeszcze nie doświadczyłem, ale jestem na to gotowy – że nie jesteś jej ojcem. Nic na to nie poradzisz. Możesz w zasadzie zrobić tylko trzy rzeczy. Być cierpliwy – nie przyspieszysz niczego, tłumacz, odpowiadaj na pytania. Być konsekwentny – nie możesz ulegać dla własnego spokoju, żeby nikt nie zawracał Ci już głowy. Być odpowiedzialnym – nie wydawaj poleceń dla pokazywania, kto tu rządzi.

Powodzenia!


Lifestyle

Syn, dom i drzewo nie czynią Cię męskim

Kamil Wiśniewski
Kamil Wiśniewski
29 lutego 2016

Prawdziwy mężczyzna ma proste zadania. Spłodzić syna, posadzić drzewo i zbudować dom. Do tego zestawu my, polscy faceci, dodajemy jeszcze jeden element – nie badamy się. Trzy pierwsze zadania można potraktować jako symbol miłości do rodziny, przyrody oraz urbanistyki. Nie wiem natomiast, jak bardzo trzeba nie lubić siebie i najbliższych, żeby nie sprawdzać regularnie swojego stanu zdrowia.

Według badań, ta przypadłość dotyczy niemal 2/3 mężczyzn do 50. roku życia. Jestem w grupie ryzyka. Jestem mężczyzną, ale od początku wiedziałem, że fajnie byłoby pochodzić po Ziemi dłużej niż krócej, dlatego świadomie wpisałem się do zespołu mężczyzn badających się. Nie chodzi o to, że stawiam się w pozycji bohatera czy wzoru. Na swoim przykładzie wiem, że takie podejście ratuje życie.

Swego czasu trafiłem do szpitala na operację usunięcia guza. Najgorsze w takim wypadku jest czekanie, dlatego warto znaleźć sobie jakieś zajęcie. Ja wybrałem spacer po korytarzu oddziału. Na jednej ze ścian znajdowała się gablota, w której prezentowano… wycięte guzy. Szokujące w nich było to, że ich wielkość często znacznie przekraczała rozmiar organów z jakich były wycinane. Mój przy tych był jak piksel na wielkim ekranie. Kiedy spytałem ordynatora, jak to jest możliwe, że ktoś trafia na oddział z czymś tak wielkim, przecież nie sposób tego nie wyczuć. Odpowiedział, że sprawa jest banalnie prosta. Mężczyźni są po prostu tchórzliwi i głupi. Przekładają względny spokój nad stawienie czoła problemowi.

Najgorsze w tym jest to, że jest niezależne od wykształcenia, zamieszkania, zajmowanego stanowiska, otwartości, etc. Po swoim leczeniu odbyłem małe tournée po znajomych, z którymi w bardzo otwarty sposób rozmawiałem na ten temat. Żaden z nich, a spotkałem się pewnie z około dwudziestoma, nie wykonał ani razu badania USG, które po 20 minutach daje odpowiedź, czy wszystko jest w porządku, czy wymaga leczenia. W czasie rozmów z nimi pojawiały się także tłumaczenia, które spokojnie mogę określić jako mity. I w kilku zdaniach je obalę.

Nowotwór dotyka osoby starsze, powyżej 50 roku życia

Totalna bzdura. Wiele nowotworów dotyka głównie młode osoby. Białaczka stanowi ok. 40% wszystkich złośliwych chorób onkologicznych do 15 roku życia. A rak jądra dopada najczęściej mężczyzn pomiędzy 20 a 35 rokiem życia. Wiedziałeś o tym? Done!

Przyznanie się do choroby jest oznaką słabości

Może ja jestem jakiś dziwny, ale dla mnie oznaką słabości jest wejście w tryb niemal agonalny, kiedy dopada nas przeziębienie. Spójrz uczciwie w lustro i odpowiedz sobie, czy nie chowałeś się wtedy pod kocem czekając na farmakologiczne wsparcie partnerki/partnera donoszącego Ci kolejną „herbatkę z malinką”. To jest słabe. Done!

Nie można ufać lekarzom

Rozumiem, że w telewizji co chwilę pojawiają się doniesienia o nieetycznych działaniach lekarzy, ale odpowiedz sobie na pytanie: komu masz ufać jak nie im? Filipińskiemu znachorowi, tybetańskim mnichom, leśnym druidom? Trochę nie masz wyjścia. Nikt inny nie da Ci tak dużej szansy na wyleczenie, jak lekarze. Dla własnego spokoju skonsultuj diagnozę z kilkoma osobami. Done!

Kobiety podchodzą do profilaktyki zdrowotnej zgoła inaczej, chociaż i w ich przypadku jest sporo do poprawienia. Liczba badań cytologicznych jest nadal na zbyt niskim poziomie. Są jednak mądrzejsze od nas i często one ratują nam tyłki wysyłając do lekarzy. Prośbą, błaganiem, groźbą lub szantażem. I dobrze. Zwracam tylko uwagę, że prawdziwie męskim zachowaniem byłoby załatwienie tego samemu. Spytaj swoją dziewczynę, partnerkę, przyjaciółkę, mamę, czy facet dbający o swoje zdrowie jest męski.

Nie przekonałem Cię jeszcze, że warto samemu zatroszczyć się o swoje zdrowie? To na koniec statystyka. Na sali leżało ze mną czterech facetów. Zakumplowaliśmy się. Z najstarszym, około 70-letnim dżentelmenem, nie utrzymywałem po wyjściu kontaktu. Z trzema pozostałymi tak. Piszę w czasie przeszłym nie tylko dlatego, że odwołuję się do zdarzeń sprzed ponad 7 lat. Cała trójka zmarła. Trafili do lekarza zbyt późno…