Lifestyle

Dopadł cię „styczniowy blues”? Nie martw się, nie jesteś sama

Redakcja
Redakcja
13 stycznia 2018
Fot. iStock/sergio_kumer
 

Wiecie, co jest najgorsze, że kiedy wybija północ i wchodzimy w nowy rok, jesteśmy pełni euforii, chęci do zmian, pewni swoich postanowień i tego, że tym razem na pewno im sprostamy.Mija jednak tydzień, dwa tygodnie stycznia, a my stajemy się jak balonik, z którego upuszczono powietrze. Brak nam sił, chęci do działania. Uwaga, dopadł nas styczniowy blues. Według terapeutki Rosemary Sword to forma depresji, którą odczuwa wiele osób po zakończeniu wakacji.

Sword wyróżniła sześć głównych powodów styczniowego bluesa, niektóre z nich świadomie, a inne nieświadomie wpływają na nasz nastrój.

1. Skończył się okres świąteczny, co oznacza, że ​​wiele osób wróciło do pracy, zniknęły świąteczne dekoracje i wszystko wróciło do tak zwanej normy.

2. Bliskie nam osoby, które spotykamy przy okazji Świąt, wyjechały, a na kolejne spotkanie znowu trzeba poczekać.

3. Być może nie udało się nam zrobić wszystkiego, co zaplanowaliśmy w przerwie świątecznej.

4. Picie i jedzenie w nadmiarze w okresie Świąt sprawiają, że czujemy się ospali i grubi.

5. Jest zimno, dni są krótkie… I chociaż coraz bliżej do wiosny, to jednak jeszcze musimy na nią poczekać.

6. Może się okazać, ze niezwykle trudno jest nam wytrwać w noworocznych postanowieniach.

Styczniowy blues to zupełnie coś innego niż sezonowe zaburzenie afektywne wywołane brakiem słońca. Styczniowe obniżenie nastroju trwa zazwyczaj kilka tygodni, nie dłużej, przy czym mamy świadomość, że ten stan minie i nie wymaga pomocy specjalisty, co nie znaczy, że musimy się mu teraz całkowicie poddać.

Może zamiast cierpieć na styczniowy blues w zaciszu domowym, lepiej wybrać się na spacer, umówić z przyjaciółmi, zjeść coś dobrego i zdrowego i… zaplanować najbliższe wakacje.


źródło: businessinsider.com


Lifestyle

„Mam 28 lat i bez kieliszka wina nie zasnę. Nic się nie dzieje, przecież piję jak każdy. Nie jestem pijaczką”

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
13 stycznia 2018
Fot. iStock/pogorelova
 

„Jaki problem z piciem? O czym ty mówisz. Piję, jak każdy. Wieczorem kieliszek przed snem. To pozwala mi się zrelaksować, prawie od razu usypiam. To mnie uspokaja. Tak, bez tego nie zasnę. Ale nie upijam się przecież, nie zataczam, nie przewracam. Nie mam problemów z tym, żeby trafić do łóżka. Nie jestem pijaczką”.

Marysia ma 28 lat, pracuje w dużym wydawnictwie. Mieszka dwupokojowym, własnym mieszkaniu w stolicy. Kupiła je na kredyt, jak większość jej rówieśników. Ale jest szczęśliwa.

Miłość? Niedawno rozstała się z partnerem, z którym była przez trzy lata. Nawet przez chwilę razem mieszkali. Bez dramatów, po prostu zadecydowali, że tak będzie lepiej, dla nich obojga. Teraz znowu jest sama. Nie narzeka, do snu mruczy jej kot, olbrzymi, rasy norweskiej. Najlepszy towarzysz do wspólnego słuchania jazzowej klasyki wieczorem. I jedyny, który nie komentuje, gdy do kieliszka Marysia wlewa dobre, ulubione gruzińskie wino. Co z tego, że pije sama?

Kiedy wychodzi spotkać się z koleżankami zazwyczaj piją więcej. Wódki Maria nie toleruje, nie zniża się do tego poziomu. Piwo niechętnie, chyba, że to „babskie”, słodkie. Najbardziej lubi wino i zna się na nim. Dużo na ten temat czyta. Skończyła nawet kurs somelierski.

Ma swoje ulubione sklepy, gatunki. Radzi koleżankom dobór wina do ważnych uroczystości. Można powiedzieć, że wino to jej hobby. Marzy o tym, że kiedyś, na emeryturze, będzie miała swoją winnicę. Ale to właściwie tylko tyle.

Marysia nie wychodzi często wieczorem. Wieczorem jest zmęczona, głównie psychicznie. Ma odpowiedzialną pracę, w ciągu dnia wykonuje wiele stresujących telefonów, rozmawia z mnóstwem osób, planuje, sprawdza. W pracy jest najlepsza, daje z siebie wszystko. Zawsze nienagannie ubrana, zawsze profesjonalna, perfekcyjnie przygotowana do każdego spotkania.

W domu, ledwo przekroczy próg, zrzuca eleganckie szpilki i zakłada wygodne skarpetki. Jest w swoim królestwie, tu jest jej dobrze.

Ulubiony dźwięk? Dźwięk ukochanego napoju nalewanego do czystego szkła. To koi nerwy po ciężkim dniu. Jeszcze tylko wygodny dres i kot na kolanach. I błoga cisza czterech ścian. Nie, nigdy się nie upija. To znaczy, dobrze zna ten stan, trochę słodki, trochę dziwny, kiedy wszystko zaczyna docierać do ciebie jak zza ściany. Ale ona go lubi. Czuje wtedy, jak odpływa z niej cały dzienny stres, jak jej cudownie wszystko jedno. Jak wszystko staje się nieszkodliwe i nieważne.

Były partner Marysi mówił jej, że pije zbyt często. Że wieczór bez wina jest praktycznie niemożliwy. I że się zamknęła w sobie, że zamiast wyjść do ludzi, zobaczyć się ze znajomymi, woli samotność z kieliszkiem. I że nie daje sobie nic na ten temat powiedzieć. A dla niego to już jednak trochę alkoholizm. Nigdy nie zapomni, jaką awanturę urządziła mu, kiedy pewnego razu zaproponował kino, a ona otwierała już butelkę Chardonnay „Nie potrafisz wyjść do kina bez tego?” – spytał po prostu. Marysia wpadła w szał. „O co ci chodzi?!- krzyczała. „Masz jakiś problem? Nie jestem jakąś pijaczką! Po prostu lubię się napić wina”.

Nie poznał jej wtedy, nie była sobą. A może właśnie była? Może już taka się stała? Sam poszedł do kina, ona została w domu. Kiedy wrócił, już spała. Rozstali się niedługo potem.

Marysia jest osobą typu „nie mów do mnie z rana”. Ale Paweł uważa, że u niej to zwykły kac. Wstaje rano poddenerwowana, z lekkim bólem głowy. Zła, że musi wyjść z domu. Zła, że nie może zostać ze swoim kotem, ze swoim jazzem. Ze swoim kieliszkiem.

Póki co, Marysia nie widzi problemu. Jeszcze nigdy nie nawaliła w pracy. Kocha ją, świetnie sobie w niej radzi. Tylko coraz rzadziej dzwoni do przyjaciółek, coraz rzadziej odwiedza w weekend rodziców…


Lifestyle

To dopiero odkrycie! Jedzenie czekolady pomaga utrzymać wagę i sprawia, że jesteśmy mądrzejsi

Redakcja
Redakcja
13 stycznia 2018
Fot. iStock/Eva-Katalin

Ile razy odmawiałyście sobie czekolady – bo przecież jesteście na diecie, bo musicie pilnować tego, co jecie, żeby nie przytyć, choć w nocy śniła się wam ogromna tabliczka. Uwaga – od teraz koniec z wyrzeczeniami. Badania dowodzą, że jedzenie czekolady pomaga obniżyć ciśnienie krwi, poprawić nastrój, a także zwiększa wydajność naszego mózgu. A to jeszcze nie wszystko.

Eksperci wymieniają 10 korzyści płynących z jedzenia czekolady, które zrewolucjonizują twoją dietę

Zmniejsza ciśnienie krwi

Substancje zawarte w kakao, a zwane flawanolami  działają jak leki obniżające ciśnienie krwi. Flawanole pobudzają organizm do wytwarzania podtlenku azotu we krwi, który pomaga otworzyć naczynia krwionośne. Naukowcy odkryli, że regularne spożywanie kakao powoduje obniżenie ciśnienia krwi.

Poprawia nastrój

Przeprowadzone badania dowiodły, że ludzie, którzy spożywali dziennie 42 g ciemnej czekolady, byli bardziej zadowoleni z życia niż ludzie, którzy tego nie robili. Poprawa nastroju, którą możemy uzyskać jedząc czekoladę wynika z uwolnienia serotoniny i endorfin – dobrych chemicznie substancji w mózgu.

Zapobiega uszkodzeniom wątroby

Już wiemy, że czekolada obniża ciśnienie, a uważa się, że właśnie wysokie ciśnienie krwi w żyłach wątroby wiąże się z jej uszkodzeniem i przewlekłą chorobą. Badania wykazały, że ciemna czekolada poprawia przepływ krwi w wątrobie.

Podwyższa dobry cholesterol

Kakao zawiera polifenole. Spożywanie czekolady o wysokim stężeniu polifenoli (zawarte w ciemnej czekoladzie) może poprawić poziom dobrego cholesterolu. Kakao składa się głównie z kwasu stearynowego i kwasu oleinowego. Kwas stearynowy jest tłuszczem nasyconym, ale nie podwyższa poziomu cholesterolu we krwi, podobnie jak kwas oleinowy.

Dba o nasze serce

Wszystkie korzystne działania czekolady na układ krążenia (obniżenie ciśnienia krwi, otwarcie naczyń krwionośnych, zmniejszenie stanu zapalnego) zbawiennie wpływają na nasze serce i pomagają zapobiegać udarom. Według badań ci, którzy jedli najwięcej czekolady o 37% procent rzadziej cierpieli na chorobę wieńcową.

Zwiększa wydajność mózgu

W badaniu opublikowanym w Journal of Nutrition naukowcy zbadali związek między wydajnością mózgu a spożyciem czekolady wśród osób w wieku 70 – 74. Na podstawie przeprowadzonych testów okazało się, że ci, którzy jedli czekoladę, mieli lepsze wyniki poznawcze, niż, którzy jej unikali.

Dba o naszą sylwetkę

Ci, którzy jedzą czekoladę regularnie, wydają się być szczuplejsi – to wynik kolejnych badań. Naukowcy podają, że ludzie, którzy jedli czekoladę kilka razy w tygodniu, byli szczuplejsi od tych, którzy ją sporadycznie, nawet po uwzględnieniu innych pokarmów w diecie.

Wspomaga umysły geniuszy

Naukowcy odkryli związek pomiędzy ilością zjedzonej czekolady na osobę a liczbą laureatów nagrody Nobla w populacji danego kraju. Szwajcaria, która ma najwyższy poziom spożycia czekolady, ma także najwięcej laureatów nagrody Nobla. Każdy mieszkaniec Wielkiej Brytanii musiałby zjeść około 2 kilogramy czekolady rocznie, aby zwiększyć liczbę laureatów Nagrody Nobla. Ciekawe, jak się to ma do naszego kraju?

Korzystnie wpływa na naczynia krwionośne

Badanie opublikowane przez Federację Amerykańskich Towarzystw Biologii Eksperymentalnej wykazało, że mężczyźni, którzy zjadają 70 g ciemnej czekolady dziennie, mają zdrowsze naczynia krwionośne. Ciemna czekolada pomaga w zwiększeniu elastyczności tętnic i zmniejszeniu lepkości białych krwinek, co ogranicza ryzyko ich zapchania.

Chroni skórę

Naukowcy odkryli, że niektóre związki zawarte w kakao mogą rzeczywiście pomóc w ochronie skóry przed słońcem. Badanie wykazało, że ludzie, którzy spożywali 20 g ciemnej czekolady dziennie przez 12 tygodni, mogli spędzić dwa razy więcej czasu przed lampą UV, zanim ich skóra się zaczerwieniła się w porównaniu z tymi, którzy jedli mleczną czekoladę.

To jak? Po kawałku czekolady?


źródło: Daily Mail

 


Zobacz także

Wybierz swoją miotłę i odkryj jaką jesteś czarownicą

Gwiazdka z nieba pod choinkę, czyli odpoczynek z kokardą. Prezentownik Oh!me 2018

Kto oszukuje w związku i dlaczego?