Lifestyle

Dlaczego chcesz udowadniać, że jesteś ode mnie lepsza? Pomyśl, nim zaczniesz flirtować z moim mężem

Listy do redakcji
Listy do redakcji
21 września 2016
Fot. iStock/ferrantraite
 

Pewnie ktoś pomyśli, że to słabe. Pomyśli o mnie, że jestem kobietą nie znającą swojej wartości, że z kompleksów się powinnam leczyć i o męża lepiej zadbać.

A może pomyślisz tak o mnie ty – kobieto flirtująca z moim mężem? Tak, ten list jest do ciebie. Do każdej, która flirtuje z mężem innej kobiety.

Kiedy pisze mu SMS-y: „Jak ci się spało”, „Dobrej nocy”. Kiedy zaczepia go na Facebooku czy jakimkolwiek innym czacie pytając, co robi, czy się nie nudzi? Czy może miałby ochotę na chwilę rozmowy. Kiedy pyta, jaką kawę lubi i w ogóle co lubi najbardziej. Kiedy przed wejściem do jego biura maluje usta, poprawia dekolt.

Tak wiem, każda powie: „Daj spokój, to tylko niewinny flirt”. Nie przesadzaj, nie wyolbrzymiaj, w końcu jak ciebie kocha, to z inną nie pójdzie, choćby ta na rzęsach stawała.

Tyle tylko, że tu nie chodzi o udowadnianie jego miłości i oddania, tu nie chodzi o sprawdzenie wzajemnego zaufania w związku. Tu w końcu nie chodzi o potwierdzenie, czy on aby naprawdę potrafi być wierny i nie zajrzy pod spódnicę tej, która nagle obdarzy go uśmiechem, skomplementuje jego koszulę, czy krawat, albo poświęci 10 minut na rozmowę w cztery oczy – obojętnie te realne czy wirtualne.

Tu nie chodzi o tego faceta, tylko o ciebie, kobieto, która na taki flirt sobie pozwalasz, która pod nic nie znaczącym kokietowaniem jednak próbujesz tego czyjegoś męża uwieść, sprawić, by to on spojrzał na ciebie z podziwem, z zainteresowaniem i ciekawością.

I wiesz, gdybyśmy miały zacząć tę rozmowę od tego, kto tu jest zakompleksiony? Ja? W ten sposób wyrażająca swoje obawy kierowane niskim poczuciem własnej wartości, czy ty zakompleksiona, bo szukająca akceptacji i potwierdzenia swojej atrakcyjności w oczach mężczyzny. Źle ci samej ze sobą? Co czujesz patrząc w lustro? Że piękna z ciebie kobieta? Ale może sama w to nie wierzysz, sama nie jesteś pewna tego, kim jesteś i jaka jesteś, dopóki nie potwierdzi tego inny mężczyzna? Kto tu bardziej się boi? Ja, że mężczyzna, którego kocham odejdzie do innej? To ile warta byłaby ta miłość. Uwierz, jestem w stanie się po tym podnieść, przejść tę żałobę i przeżyć tę stratę. A może ty boisz się bardziej, że pewnego dnia twój uśmiech nie zadziała, twoja spódniczka nie zrobi na żadnym facecie wrażenia, a twoja rzekoma uważność i szczerość zostanie rozszyfrowana?

Zobacz, gdzie w tym wszystkim jest każda z nas? Co jest słabsze? Zaczepianie czyichś mężów, partnerów? Czy mówienie o tym, żebyś tego nie robiła i to nie ze względu na to, że możesz okazać się lepsza od żony, partnerki, że ciekawość i tajemniczość romansu odbierze innej kobiecie faceta. To mówienie tobie, kim jesteś w moich oczach, jak ja ciebie widzę?

Bo widzę niepogodzoną ze sobą i nieakceptująca siebie kobietę, która nie potrafi być szczęśliwą własnym szczęściem, która szuka go zawsze w ramionach innego faceta, obojętnie kim by nie był. Której brak empatii i wrażliwości, bo jak można w ten sposób ranić inną  kobietę.

Postaw się choć na chwilę na moim miejscu. Wyobraź sobie, że jesteś w związku z mężczyzną, którego kochasz, który rano robi ci kawę, zjadacie wspólnie śniadanie, on odprowadza dzieci do przedszkola, ty jedziesz do pracy, a wieczorem, gdy jesteście już znowu razem w domu, zupełnie przypadkiem widzisz u niego w telefonie SMS-a: „Jak ci minął dzień? Myślałam o tej twojej konferencji dzisiaj”. I to nie jest SMS od ciebie, tylko od innej kobiety. Dla niego być może nic nie znaczący, nie będący powodem do kłótni, ba nawet to żadnych obaw. Ot koleżanka z pracy, miło, że się interesuje. I wierzysz, że on tak właśnie myśli, bo znasz go, bo mu ufasz, bo wierzysz, że dla niego to tylko koleżanka z pracy. Tyle tylko, że wiesz, że ona nie chce nią być. Że potrzebuje jego uwagi, jego komplementów, jego spojrzenia. Wiesz, że nie odpuści, że będzie drążyć tak długo, aż się jej to nie znudzi i nie znajdzie innego obiektu swojego flirtu? Kogoś, kto potwierdzi jej wartość kto naładuje jej pewność siebie swoją energią.

Zamknij oczy i wyobraź sobie, jak ty będąc na moim miejscu wyglądasz w oczach te flirtującej z twoim mężczyzną kobiety? Tak, dla niej na pierwszy rzut oka liczy się tylko on. Nie myśli, czy ma żonę, dziewczynę, kim jest ta, do której wraca, z którą wieczorem kładzie się do łóżka. Nie zna jej, ale uzurpuje sobie prawo do bycia lepszą od niej. Do poczucie, że tak – ona jest lepsza, bo on choć kładąc się nie z nią, to jednak o niej myśli. A przynajmniej ona sprawi, żeby tak było.

Flirtując z moim mężem stajesz w szranki ze mną. Chociaż mnie nie znasz, walczysz ze mną o jego uwagę, o jego względy, o jego uśmiech. Kto dał ci prawo do tego, żeby próbować odsuwać mnie na bok, zepchnąć na margines, byś ty mogła choć na jakiś czas przejąć kontrolę nad emocjami i myślami mojego faceta? Ja nie potrzebuję walczyć, ja ciebie też nie znam, bywa, że nie jestem świadoma twojej obecności w naszym życiu, co ty skrzętnie wykorzystujesz. Bo nie pytasz go o mnie, o dzieci, to nie ten etap.  A kiedy on zaczyna o nas mówić, święcisz swój pierwszy tryumf, bo tobie zaufał, bo zdobył się na szczerość… I jeśli wtedy się nie wycofasz, to kim jesteś? Kobietą, która pogardza inną kobietą, która doprowadza do jej upokorzenia, poniżenia. Kobietą, która myśli, że bycie lepszą od tej pierwszej daje jej fakt, że nie jest nudną żoną, która sprząta, gotuje i pierze. Że jesteś ponad to? I nie rozumiesz, jak można spędzić wieczór nad deską do prasowania mając obok siebie tak fantastycznego mężczyznę? Bo to, że jest fantastyczny powtarzasz mu coraz częściej…

Kim jesteś kobieto flirtująca z moim mężem? Ty o mnie nie myślisz, ale ja dzisiaj pomyślałam o tobie. O tym, jak mi ciebie żal, jak bardzo pomimo tego co robisz, zasługujesz na litość i współczucie. Jak bardzo krzywdzisz siebie nie zdobywając się na odwagę budowania szczerej i prawdziwej relacji z facetem. Jak źle o sobie myślisz bojąc się, że gdy staniesz nad tą niech będzie symboliczną deską do prasowania, on będzie SMS-ował z inną, ciekawszą (w twoim mniemaniu) kobietą…

Pomyśl dziś o mnie. I o sobie. Która z nas jest dziś w szczęśliwszym,  lepszym miejscu?


Lifestyle

Nasza niezwyczajna Miss Świata. Poznajcie Iwonę Cichosz, Najpiękniejszą wśród Głuchych

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
21 września 2016
Fot. Michael J. Samaripa
 

Burza rudych loków, ciepłe spojrzenie ciemnych, dużych oczu. Mówią o niej, że jest niezłomna, ona sama potwierdza, że ma duszę wojowniczki.  Z całą pewnością wyróżnia ją niezwykłe wnętrze i wszechstronność zainteresowań. Kocha się sprawdzać, dlatego wzięła udział w programie „Mam talent”.  Pracuje w migam.pl, chodzi na szczudłach, gra w teatrze. Bo teatr, a zwłaszcza pantomina, ją fascynuje. Jest aktorką, tłumaczem i właśnie zdobyła tytuł Miss Deaf International. Jest bohaterką filmu dokumentalnego „Znaki” w reżyserii Wojciecha Klimali, pierwszego polskiego filmu o kulturze głuchych. Nie słyszy od urodzenia. Zapraszamy na inspirującą rozmowę z Iwoną Cichosz.

Anna Frydrychewicz: Czym jest dla Pani kobiecość?

Iwona Cichosz: Dla mnie kobiecość to świadomość swojego ciała, swojej seksualności, podkreślanie swoich atutów, dbanie o siebie na co dzień, a co najważniejsze akceptowanie samej siebie, pomimo wszystkich drobnych wad.

A co jest fajnego w kobietach?…

W kobietach najbardziej cenię pewność siebie, wyrażanie swoich myśli wprost, niezależność, poczucie humoru oraz dystans do siebie.

W życiu napotykamy różne ograniczenia. Czuła się Pani dyskryminowana częściej ze względu na swoją niepełnosprawność, czy ze względu na płeć?

Niestety, więcej ograniczeń napotykam jako osoba Głucha. Kiedyś na przykład szukałam pracy. Przeszłam cały proces rekrutacyjny, aż do momentu gdy poproszono mnie o numer telefonu. Odmówiłam z powodu niedosłuchu i dlatego pracodawca natychmiast stracił zainteresowanie moją kandydaturą. Ale jako kobieta nigdy w życiu nie spotkałam się z dyskryminacją bądź ograniczeniem.IMG_1087

A to, co wewnątrz, może ograniczać? 

Większość ludzi myśli, że łatwo mi przychodzi bycie optymistką na co dzień. Prawda jest taka, że często walczę ze sobą, żeby nie popaść w ciemną stronę. Codziennie mówię sobie: bądź pozytywnie nastawiona do świata pomimo przeciwności, a życie jakoś się ułoży i do tej pory to się sprawdza. Mocno wierzę w siebie i w moc pozytywnego myślenia. Oczywiście, czasem pozwalam sobie na upust emocji, w końcu jestem tylko człowiekiem.

Wzięła Pani udział w konkursie piękności dla osób niedosłyszących. Dlaczego?

W 2008 roku po zdobyciu tytułu Miss Deaf Poland pojechałam do Pragi na wybory Miss Deaf World. Niestety pierwszego miejsca nie zdobyłam, a jedynie wyróżnienie. Z natury jestem wojowniczką i walczę, więc po prostu odłożyłam tę kwestię na później. Skupiłam się na innych rzeczach, rozwijałam się. Kiedy w tym roku dostałam zaproszenie, zrozumiałam, że jest to idealny moment dla mnie. Miałam wsparcie finansowe od firmy Migam, w której pracuję. Do tego jednocześnie rozpoczęto kręcenie filmu dokumentalnego „Znaki”, który jest o moim życiu. Dlatego pomyślałam „teraz albo nigdy” i pojechałam na konkurs Miss Mister Deaf International. Tym razem wiedziałam, co mnie czeka, jakie obowiązują reguły i byłam dobrze przygotowana. Myślę, że do tego konkursu musiałam po prostu dojrzeć, bo odpowiedzialność z noszenia korony jest duża i nie wiem, czy 8 lat temu bym podołała.

Ten konkurs różni się czymś od tych, które znamy z telewizji?

Konkurs prawie niczym nie różni od zwykłych konkursów, oprócz języka, w którym się go prowadzi – języka migowego. Wśród punktowanych elementów brana jest także pod uwagę znajomość języka migowego oraz tożsamość osoby głuchej.

A może Pani opisać trochę świat osób Głuchych? Jaki on jest?

Nasze światy różnią się tym, że my nie mamy dostępu do pełnej informacji np. w telewizji (nie ma napisów, tłumacza języka migowego przez 24h). Na dworcu PKP często pociąg mi uciekał, bo nie słyszałam komunikatu o zmianie peronów. Kiedy wymaga tego sytuacja i musimy porozumiewać się z druga osobą w sytuacjach formalnych np. w urzędach, zdarzało się, że obsługa nie miała cierpliwości. Albo po prostu brakowało im świadomości czy wiedzy, jak rozmawiać.

Fot. Archiwum prywatne

Fot. Archiwum prywatne

To co możemy zrobić, żeby spotkanie tych naszych dwóch światów nie było trudne?

Te problemy można rozwiązać korzystając z narzędzi takich jak videotłumacz oferowany przez firmę, w której pracuję. Ponadto, żeby łatwiej budować relacje pomiędzy naszymi światami warto edukować słyszących ludzi o podstawowych zasadach komunikacji z nami oraz wprowadzić naukę polskiego języka migowego w szkołach. Łatwiej słyszącym nauczyć się migać, niż głuchym mówić.

Skąd w Pani tyle pasji dla teatru?

Zawsze lubiłam stać na scenie i odgrywać różne role. Teatr to dla mnie oderwanie od rzeczywistości, testowanie swoich umiejętności, przekraczanie swoich granic, kontakt z widownią, dawanie im radości. Trudno to opisać. Dzięki teatrowi nabrałam pewności siebie, nauczyłam się selekcjonować krytykę na dobrą i złą, uodporniłam się na hejty. Teatr nauczył mnie dyscypliny i pokory oraz doceniania małych rzeczy.

Fot. Archiwum prywatne

Fot. Archiwum prywatne

A poczucie bezpieczeństwa? Co je Pani daje?

Świadomość, że mam wokół siebie ludzi na których zawsze mogę polegać. To oni mnie wspierali, gdy miałam złe momenty w życiu. Moje sukcesy w dużej mierze zawdzięczam im.

Życiowymi wyborami pokazała Pani, że stawia na rozwój osobisty…

Przez pewien okres w moim życiu zapomniałam o sobie, byłam skupiona na innej osobie i innych rzeczach. Niestety efekt był taki, że wszystko mnie drażniło, nie byłam szczęśliwa, nie wiedziałam czego chcę. Aż do momentu, gdy pewna osoba mi uświadomiła powagę sytuacji i to mnie otrzeźwiło. Zajrzałam w głąb siebie, zapytałam siebie co chcę robić w życiu i skoczyłam w przepaść.

Dosłownie?

Zostawiłam za sobą stabilne życie, partnera, teatr – wszystko po to, żeby odnaleźć siebie. To była najtrudniejsza, a zarazem najlepsza decyzja w moim życiu. Od tego momentu moje życie nabrało tempa, rozwinęłam skrzydła, realizowałam swoje cele jako ja – Iwona Cichosz. Czasem warto zaryzykować wszystko i postawić na jedną kartę. Teraz już wiem, że ja jestem najważniejsza, bo to ze sobą jestem związana całe życie, a potem dopiero liczą się inni ludzie.

Jak przekonać inne kobiety, by nie rezygnowały z siebie?

Powiedziałabym im: Kochane kobiety, znajdźcie coś co Was pasjonuje, kręci i kierujcie się tą drogą. Możecie jeździć na szkolenia, konferencje, warsztaty, czytajcie książki, cokolwiek, byle tylko nie zapomnieć o swoich potrzebach. Życie jest za krótkie, żeby zajmować się czymś, czego nie lubicie.

Fot. Archiwum prywatne

Fot. Archiwum prywatne


Lifestyle

Myślą o nas stereotypami, że menele, że ćpuny. A nas tylko nie stać na mieszkanie, pomimo tego, że pracujemy

Anika Zadylak
Anika Zadylak
21 września 2016
Fot. iStock / andrearoad

– Mówią, że jesteśmy narkomanami albo nierobami, którzy szukają gdzie by tu za darmo dupę wcisnąć i mieszkać. Że żerujemy na cudzym mieniu, że strzykawki się po kątach walają, że ogniska wewnątrz domu palimy, że dewastujemy. A tu nawet czasem ludzie ze swoimi dziećmi mieszkali, wiesz przejściowo, póki sobie życia trochę nie ułożyli. Bo tu na squacie żyją zwykli ludzie, najczęściej wypluci przez system, żadna patologia. Nie tylko anarchiści, bezdomni czy tacy, którzy się nie umieją dostosować do tzw. normalności. Rozejrzyj się po tych wnętrzach, widzisz tu coś odbiegającego od normy? I pamiętaj, że nie mamy zbyt wiele czasu na rozmowę, bo ja pracuję i się uczę. Jak każdy inny człowiek ze stałym adresem zameldowania.

Squating w Polsce od kilkunastu lat ma się coraz lepiej.  Już nie tylko w dużych miastach można znaleźć miejsce, w którym obecnie jestem i rozmawiam z jego mieszkańcami. Jest zadziwiająco ciepło, z kranu leci woda, czysto i schludnie. Nie ukrywam zaskoczenia, robi mi się zwyczajnie głupio, bo zdarzało mi się myśleć stereotypowo, że to zazwyczaj brudne, zamieszkane nielegalnie menelownie.

– Mają nas za oszustów i złodziei, a wiesz że płacimy rachunki? Dogadaliśmy się z ludźmi którzy mają prawo do tego budynku, ogrzewanie zrobiliśmy sami, mamy potrzebne atesty. Nie chcesz zobaczyć? Wiesz, zarzuca nam się tyle absurdalnych rzeczy, że wolę pokazać, że to nie tylko słowa bez pokrycia. Nie mogę odpowiadać za wszystkie squaty w tym kraju, bo na pewno różnie to wygląda i zdaję sobie z tego sprawę. Sam mieszkałem na takim, z którego się wyniosłem po miesiącu. Nikt tam nie przestrzegał ustalonych zasad, nawet ci co je sami stworzyli. Syf, ciągle policja, awantury. A przecież to ma być dom, do którego wracasz po pracy, po szkole. Nas jest tu obecnie 10 osób, trzymamy się razem, wspieramy, ale też pilnujemy, żeby było tak, jak ustaliliśmy wspólnie. Chociażby w kwestii utrzymywania porządku czy ciszy nocnej. Ci, którzy usiłują się wyłamać, szaleć ze skrajnie anarchistycznymi poglądami, są najczęściej przez nas żegnani. My chcemy spokoju, chcemy mieszkać i żyć zwyczajnie, jak każdy inny. Zresztą zapytaj Jolkę, chyba właśnie wróciła z roboty.

Przechodzę do dużej,  jasnej kuchni, gdzie tak jak u każdego stoi lodówka, kuchenka, na której gotuje się aromatyczna zupa, stół z wazonem, w którym są kwiaty. Około 30-letnia dziewczyna zaprasza mnie przyjaznym gestem i proponuje obiad. – Mieszkam tu już trzeci rok, bo tak się złożyło. Mam niedaleko rodziców, kiszą się w mikroskopijnej kawalerce z moim niepełnosprawnym bratem. Do pracy i na uczelnię trzeba było dojeżdżać, kasę na wynajem nie bardzo miałam. A że znałam Bartka, z którym gadałaś przed chwilą, zaproponował mi zamieszkanie z nimi. Przyszłam na chwilę, na próbę bo myślałam, że nie dam rady tak żyć. Okazało się, że miałam jakieś kosmiczne wyobrażenie na temat miejsc takich jak to. A to zwyczajny dom jest, każdy tu ma swoje zajęcia, swoje życie, tylko mieszkamy razem. Ja wiem, co się o nas mówi i myśli, a okazuje się,  że my nie przeszkadzamy ludziom, tylko władzom miasta. Że jesteśmy cwaniakami? To nie my, cwaniak to ten co wykupuje kamienice, podnosi czynsze do horrendalnych kwot i wyrzuca ludzi na bruk. Wiesz, ile jest takich pustostanów? Tysiące. Tysiące niszczejących mieszkań, które mogłyby dać komuś schronienie, tak jak ta kamienica nam. Wszystko co tu widzisz, czyli ocieplenie, malowanie, remont łazienki, naprawa podłóg, instalacje, to wszystko nasza praca i pieniądze. Dbamy o to, nie pozwalamy na wyniszczenia, dogadujemy się z sąsiadami. Nawet dla pobliskiej szkoły wywalczyliśmy wraz z mieszkańcami utrzymanie stołówki dla dzieciaków. Zapytaj ludzi, którzy żyją obok nas, czy mają z nami problem. Gwarantuję ci, że nie znajdziesz nikogo takiego. Był czas, że starsze małżeństwo mieszkające obok, podrzucało nam drewno i węgiel na opał, żebyśmy nie marzli, bo kasa poszła na odnowienie i przystosowanie kuchni do użytku. Więc chyba nie jesteśmy tacy straszni.

Faktycznie, gdy rozmawiam z sąsiadami Joli, Bartka i kilku innych osób, słyszę, że bali się tylko na początku. Myśleli, że będzie głośno, że to ludzie z marginesu, z nałogami, problemowi, nieodpowiedzialni a nawet groźni. – Dziś się z siebie śmieje, że tak jak bardzo stara już jestem, tak samo i głupia. Przecież dzięki nim, to cały czas stoi, jest zadbane, ogrzane. I chętni są do pomocy, i do pracy chodzą.  W ubiegłym roku nawet nas na kolację zaprosili, bo Asia, jedna z dziewczyn, która tam mieszka, świętowała magisterkę. Cieszyliśmy się, jakby o naszą wnuczkę chodziło. Władze się rzucają? Niech się lepiej zajmą prawdziwą krzywdą ludzką, na którą najczęściej przymykają oczy. Na tych lokatorów, co to się ich na ulice wyrzuca bezprawnie i zostawia na pastwę losu. Gdzie wtedy są ci wszyscy politycy, co tak szumią, że squaty to przechowalnia dla ćpunów? Ich niech zostawią w spokoju i lepiej pomyślą, co zrobić, żeby ci młodzi ludzie nie musieli się kryć po takich miejscach jak to. Co pani myśli, że im tak fajnie tułać się i wysłuchiwać obelg na swój temat? Nie stać ich na wynajem, bo z pracą u nas krucho, a jak jest to za psie pieniądze. Kredyt na mieszkanie wezmą? A kto im da taki duży, a zresztą, kto w tym chorym państwie zagwarantuje im, że będą go mieli z czego spłacać, jak co chwile zamykają kolejne fabryki i pozbawiają ludzi pracy.

Wracam jeszcze na chwilę do domu zamieszkiwanego przez moich bohaterów. Pytam Bartka o przyszłość. – Rząd krzyczy od lat, że mamy sobie radzić sami, to sobie radzimy, jak możemy. Niczego złego nie robimy, zresztą powiem ci coś. Mieszkałem już w kilku takich miejscach, za granicą też, jak wyjeżdżałem za chlebem, bo tu nie było już gdzie uczciwie zarobić. I każde z takich miejsc, zostawiałem w lepszym stanie, niż zastałem. I  ten dom, jak przyjdzie mi się nareszcie  wyprowadzić  „na swoje” też takim pozostawię. Dla tych co przyjdą po mnie, bo też, tak jak my, są ofiarami polityki i władz.


Zobacz także

12 inteligentnych sposobów na radzenie sobie z trudną teściową

Miesiąc urodzenia determinuje ryzyko wystąpienia pewnych chorób. Sprawdź, co może ci dolegać

Kilka nawyków, które wzmocnią twoją siłę psychiczną