Lifestyle Psychologia

Cztery sposoby na emocjonalnego ekshibicjonistę. Jak wyjść z tego cało?

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
3 marca 2016
Cztery sposoby na emocjonalnego ekshibicjonistę. Jak wyjść z tego cało?
Fot. iStock
 

Poznałyście się godzinę temu na jakimś towarzyskim spotkaniu. Od razu poczułaś, że dobrze wam się będzie rozmawiało, dystans znikł po pierwszym, wypowiedzianym przez nią zdaniu. Po trzydziestu minutach orientujesz się, że o jej problemach w związku jesteś już w stanie powiedzieć prawie wszystko, ona o tobie – chyba nic. Po następnych trzydziestu przytłoczona ciężarem jej życiowych trudności postanawiasz uciec do toalety. Niestety, nowa znajoma podąża za tobą również tam, by zdradzić ci kilka intymnych (no bo o czym najlepiej porozmawiać w toalecie?) szczegółów dotyczących swojego zdrowia. Emocjonalni ekshibicjoniści stają na naszej drodze przynajmniej raz w życiu wystawiając naszą asertywność na ciężką próbę. Oto kilka strategii przetrwania spotkania z nieznajomym, emocjonalnym ekshibicjonistą:

1. Na specjalistę

Skoro słyszysz o konkretnym problemie (lub kilkunastu problemach), przedstaw konkretne rozwiązanie. Jemu, czy jej nie chodzi o to, żeby otrzymać radę, ale o to by się wygadać. Znalazłszy sobie cichego i łagodnego słuchacza potrafią zalać go potokiem słów, co jakiś czas sprawdzając, czy na pewno jest obecny duchem. Jeśli trafią na kogoś, kto sprawę potraktuje naprawdę poważnie i szybko przejmie inicjatywę podając milion możliwości i „zarażając” pozytywną energią, ulotnią się równie sprawnie jak się pojawili.

2. Na… emocjonalnego ekshibicjonistę

Spróbuj jego własnej broni. Zasyp go opowieściami o twoich, przerysowanych i wyolbrzymionych problemach. Słuchanie o cudzych nieszczęściach szybko nudzi i męczy emocjonalnych ekshibicjonistów. Nie mogąc w żaden sposób cię „przebić” stracą energię i chęci do dalszych zwierzeń. O ile mówiąc o sobie nabierają wiatru w żagle, wysłuchanie kogoś podobnego sobie przekracza ich możliwości. Dodatkowo – nie znoszą konkurencji, ich teatr to teatr jednego aktora, a ty możesz być jedynie publicznością.

3. Na odwracanie uwagi

Mało elegancki sposób, ale bardzo skuteczny. Jeśli masz mocne nerwy, bagatelizuj (taktownie!), lekceważ (nie osobę, lecz problemy – z reguły są mocno przerysowane, więc możesz mieć spokojne sumienie) i dawaj do zrozumienia, że na świecie są ludzie, którzy miewają dużo gorzej. Konsekwentnie kieruj rozmowę na inne tory i zbijaj wszystkie „ale”. Opowiedz coś o sobie, zapytaj o kilka szczegółów dotyczących pracy. A najlepiej opowiedz o kimś, kto naprawdę potrzebuje pomocy i emocjonalnego wsparcia.

4. Na szczerość

Powiedz wprost jak bardzo krępuje cię ta sytuacja. Może nawet irytuje. Trudno by było inaczej, gdy twój rozmówca przekracza wszelkie granice i w pierwszych minutach znajomości skraca dystans między wami, nie zważając na twoje odczucia i chęci. Najwyżej poczuje się urażony (przez chwilę), bo na głębszą refleksję raczej nie masz co liczyć. Nie czuj się w obowiązku wysłuchiwania tego, co chce ci powiedzieć. Jemu nie zależy na tym, żebyś to był koniecznie ty.

Oczywiście, ostatnie rozwiązanie jest dla wielu z nas najtrudniejsze. Ale dzielenie się ze wszystkimi tym, co powinniśmy zachować dla siebie zaczyna być powoli zmorą naszych towarzyskich kontaktów. Zdarza się tak często, że sami zatraciliśmy już instynkt samozachowawczy i nie potrafimy zareagować. Mimowolnie stajemy się więc zakładnikami absurdalnej sytuacji, w której zupełnie obce osoby zwierzają nam się ze swoich najbardziej intymnych spraw.


Lifestyle Psychologia

Kopiuj – wklej. Jak bardzo można być podobnym do rodziców? Będziecie zaskoczeni

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
3 marca 2016
Fot. Screen z / Imgur
 

Niedaleko pada jabłko… kropka w kropkę i takie tam – słuchamy od ciotek, koleżanek, a nawet obcych ludzi w sklepie. Jednak to, jak bardzo można być podobnym do swoich rodziców bywa zaskakujące! Zobaczcie koniecznie galerię zdjęć.

Mama i córka – obie w wieku 25 lat

 

View post on imgur.com

Tata i syn – oboje w wieku 20 lat  

 

View post on imgur.com

Tata (1978) i syn (2013)

 

View post on imgur.com

„Mama z pierwszym synem i ja z pierwszym synem”

 

View post on imgur.com

„Prapradziadek i ja”

 

View post on imgur.com

 

Mój tata, w wieku 29 lat i ja, w wieku 2 tygodni – Ja, w wieku 29 lat i mój syn, w wieku 2 tygodni

View post on imgur.com

 

View post on imgur.com

 

A wy, jesteście podobni?

Źródło: Imgur, Boredpanda, reddit


Lifestyle Psychologia

Kolorowe nowalijki kuszą cię na straganie? Uważaj, bo zjadasz dużo więcej niż witaminy!

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
3 marca 2016
Fot. iStock / mikkelwilliam

Już powoli zaczyna się sezon na jędrne, pięknie wybarwione pierwsze warzywa – nowalijki. Jesteśmy ich spragnieni, w opozycji do sałatek ze słoików czy kiszonej kapusty i ogórków, które powoli się przejadają. Więc dla odmiany sięgamy po chrupiące rzodkiewki, piękną sałatę, jędrne ogórki oraz sprężysty szczypiorek, które z taką gracją lądują na prawie wiosennym talerzu. I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie pytanie jakie się od razu nasuwa – jakim cudem te wspaniałe warzywa dostępne są już w lutym, gdy wysokich temperatur oraz promieni słonecznych brakuje w naszej strefie klimatycznej? I wraz z tymi wątpliwościami,  nasz zdrowy posiłek traci na swojej wartości.

Nowalijki w lutym. Jak to możliwe?

Supermarkety przez cały rok oferują owoce i warzywa z importu. My jednak tęsknym okiem spoglądamy co i rusz na półki, czy nie znajdziemy na nich pierwszych, swojskich warzyw, jak z babcinego ogródka. Pierwsze “wiosenne” warzywa, są możliwe do uprawy nawet w lutym, a od marca jest ich prawdziwe zatrzęsienie na rynku. Wystarczy szklarnia z wysoką temperaturą w obiegu, oraz odpowiednie oświetlenie i nawożenie, by młode roślinki wesoło mogły piąć się w górę. Jednak wesoło nie oznacza zdrowo. Nie da się ukryć, że im większe, piękniejsze warzywa, tym więcej nawozu zostało im posypane, bo z czegoś te rośliny muszą brać energię do wzrostu.

 Fot. Pixabay / Unsplash / CC0 Public Domain

Fot. Pixabay / Unsplash / CC0 Public Domain

Witaminy czy związki chemiczne? Oto co siedzi w nowalijkach

Młode, zielone warzywa kojarzą nam się z mocą witamin, zdrowiem i witalnością, która płynie z ich wnętrza. To zgodne z logiką, ale nie z rzeczywistością.  Jedząc  nowalijki chcemy dostarczyć organizmowi witamin i związków mineralnych, a dostarczamy najdziwniejszych związków chemicznych, których roślina “najadła się” w fazie wzrostu. Młode rośliny chłoną jak gąbka nie tylko dobre substancje jak: wapń, magnez, żelazo, potas, selen, czy jod, ale również szkodliwe związki chemiczne, które kumulują się w ich tkankach.

Najbardziej niebezpieczne dla naszych organizmów są: azotany, azotyny, ołów, kadm, rtęć, miedź oraz resztki środków ochrony roślin. To z kolei przy systematycznym spożywaniu takich warzyw, “chemia“ kumuluje się także w naszych organizmach. Związki te mogą powodować różne dolegliwości, począwszy od bólu brzucha, skończywszy na zatruciach. Przy długotrwałym zjadaniu takiej chemii, podejrzewa się ją o przyczynę rozwoju różnych nowotworów.

Jeśli koniecznie chcecie posmakować w nowalijkach, pamiętajcie że:

  • najwięcej szkodliwych związków gromadzą te z cienkimi liśćmi typu sałata, szczypiorek, oraz z bulwiastymi korzeniami typu rzodkiewka czy kalarepa.
  • najbezpieczniejsze są ogórki, marchew oraz ziemniaki i cebula, czyli warzywa z grubą skórą, która niweluje w pewnym stopniu wchłanianie najgorszych substancji oraz którą można obrać i wyrzucić bez żalu.
 Fot. Pixabay / ejaugsburg / CC0 Public Domain

Fot. Pixabay / ejaugsburg / CC0 Public Domain

Wygląd jest, a gdzie smak i zapach?

Nie raz zapewne udało wam się kupić młodziutkie, pięknie wyglądające warzywa, np rzodkiewkę na kanapki, która zamiast cieszyć soczystym miąższem i intensywnym smakiem, przypomina bardziej tekturę. Witamin szklarniowe nowalijki również mają mniej, od warzyw sezonowych, które rosną na działkach zgodnie z rytmem przyrody. To cena wzrostu rośliny bez zapewnienia dostatecznej ilości naturalnych promieni słonecznych. Wzrost i wygląd można poprawić dzięki nawozom, smaku i zapachu już nie.

Jak wybrnąć z tej sytuacji?

Ciężko jest zdecydować się na własną plantację zieleniny na kuchennym parapecie. Ale wyhodować taką natkę pietruszki i szczypiorek to nie jest wielka filozofia. Ale ta sama sztuka z pomidorami czy sałatą w kuchni może być problemem. W sklepach nie kupujcie wielkich, pękatych warzyw. Powinny one pachnieć warzywem, a nie chemią czy być bezzapachowe. Powinny być także twarde, jędrne, bez przebarwień a liście nie powinny być żółte, co może świadczyć o nadmiernym nawożeniu rośliny.

Jak bezpiecznie wybierać najlepsze nowalijki, tłumaczy z właściwym sobie wdziękiem Kasia Bosacka, w swoim programie “Wiem, co jem”. Warto przypomnieć sobie odcinek o nowalijkach.


Zobacz także

Kto z nas choć raz nie skłamał? Białe kłamstwa mogą być niewinne, pamiętajmy jednak, że inni też nas nimi raczą

Zostali zaproszeni na swój własny pogrzeb… Pokaż ten film bliskim, których kochasz

Zmęczenie psychiczne. Kiedy brak ci energii i sił do życia