Lifestyle Psychologia

Cztery (nieoczywiste) typy toksycznych ludzi. Zepsują ci humor, podetną skrzydła

Matka, żona i kłopoty
Matka, żona i kłopoty
30 maja 2016
Fot. Flickr / Luis Marina / CC BY
 

O wampirach emocjonalnych, ludziach toksycznych napisano już naprawdę sporo. Wiemy, że mamy chronić się przed marudami, narzekaczami, plotkarzami… Wiemy, że u siebie mamy tępić te cechy, przepraszam, pracować nad nimi…Ale są zachowania, które podobnie jak tamte są destrukcyjne i niszczące dla innych, a my często uważamy je za zalety.  Oto one:

„Ja to wszystko zrobię”

Osobie reprezentującą tę życiową postawę nawet nie zadawaj pytania: „W czym mogę ci pomóc”. Oczywiście, nic nie pomóc. Da radę. Więc ty siedzisz bezczynnie, a ona uwija się jak w ukropie. Czujesz się przy niej niepotrzebnym, zawadzającym dzieckiem. Jeśli próbujesz coś zrobić, ona przewraca oczami i prędzej czy później powie: „Nieeee, daj, ja to zrobię lepiej” ( po swojemu, szybciej). Lepiej rozrobię ciasto, ubiorę dziecko, ułożę rzeczy w lodówce, nawet buty ustawię w przedpokoju lepiej.

Choć to cecha głównie kobieca, znam też takich mężczyzn. Czasem widzisz, że ktoś goni w piętkę, albo zadania, które wykonuje pozostawiają wiele do życzenia (nie da się zrobić WSZYSTKIEGO dobrze) mówisz: „Kochanie, może jednak ja to zrobię, widać, że jesteś zmęczona/ zmęczony”. „Jaaaa? Zmęczona? Ale co sugerujesz?! Nie jestem zmęczona”.

Dlaczego taka postawa jest destrukcyjna? Bo niszczy relacje, złe też efekty przynosi np. w firmie, gdzie najlepsza jest praca zespołowa. Osoba „ja to wszystko zrobię” przede wszystkim chce nakarmić siebie własną perfekcyjnością i byciem niezastąpionym. Mówi: wkurza mnie, że inni robią to tak wolno (niedokładnie). Jest w tym już ocena pt. „Ja jestem lepsza, szybsza, dokładniejsza”. Drugiej osobie podcina to skrzydła ( każdy chce się czuć potrzebny), wycofuje się, i pozwala pani „Ja to wszystko zrobię” zajmować przestrzeń.

Pani „Ja to wszystko zrobię” jest w głębi duszy poirytowana i zmęczona, że wszystko spoczywa na jej barkach. Pat, prawda?

„Możesz mi zaufać”

To wszyscy święci wokół nas, gotowi nas wysłuchać, wesprzeć, pomóc zawsze, nawet kosztem siebie. To przyjaciółka, która przyjedzie do ciebie o trzeciej w nocy, bo zostawił cię facet czy masz napad lęku. Poświęci weekend z rodziną, żeby z tobą porozmawiać. Ale wymaga tego samego dla siebie. Do końca świata nie zapomni, że ty o trzeciej w nocy do niej nie przyjechałaś, czy wybrałaś rodzinę zamiast niej. Nie wybaczy ci też nielojalności, bo ona nielojalna nie jest.

Często zrywa kontakty albo odsuwa się, gdy ją zawiedziesz. Czujesz się wtedy podłym, złym i winnym człowiekiem. Przecież ona jest doskonała.

Dlaczego taka postawa jest destrukcyjna? Bo nikt nie jest idealny, ludzie popełniają błędy, ona nie, bo w pewnym sensie karmi się swoją wyjątkowością i dobrocią. W głębi niej często kryje się mała dziewczynka, która boi się zawieść innych. Albo kobieta „borderline”, którą interesują tylko skrajne i mocne relacje. Doskonale działa w kryzysach, kiepsko sprawdza się w codzienności i życiu „tu i teraz”, bez napięcia.

„Nic się nie stało”

Osoba opanowana, stonowana, nie okazująca nadmiernych emocji. Nigdy nie zrobi ci żadnych wyrzutów, nawet jeśli czujesz, że ją zawiodłeś/ zawiodłaś. „Powiedz jeśli coś ci przeszkadza, proszę” mówisz. „Ależ nic mi nie przeszkadza”. „Wszystko w porządku”. Ty możesz jej opowiadać co czujesz, ona nigdy nie odwzajemni się tym samym.

Dlaczego taka postawa jest destrukcyjna? Bo nie daje innym osobom szansy na normalny, zdrowy dialog i na zmianę. Jak ktoś ma wiedzieć, że coś robi źle, gdy nikt mu o tym nie mówi?

Zresztą osoba „nic się nie stało” często z osobami trzecimi potrafi rozmawiać o tym, co jej w nas przeszkadza. Gdy dowiadujemy się o tym od innych, jesteśmy w szoku. Ale jak to, przecież mówiła, że jest w porządku. No tak, mówiła, bo nie potrafi rozczarowywać innych, konfrontować się z nimi, postawić w 100 proc. na szczerość.

Grząski to grunt.

„Wszystko się da, wystarczy chcieć”

Córka/ syn filozofii pozytywnej do potęgi entej. Może właśnie zawalić ci się świat, on/ ona i tak powiedzą: „To nieważne, wszystko zależy od ciebie”. Jest to postawa znośna, a nawet inspirująca u ludzi, którzy pokonali ileś kryzysów, wydobyli się z najgorszego g…. Nieznośna jednak u innych, którzy nie muszą się za wiele martwić, bo a.) mieli dobrze sytuowanych rodziców, b.) ich bliscy mieli dobre pracę i mogli tę pracę pomóc znaleźć, c.) mają fajnych partnerów, z którymi nietrudno budować związek, d.) mają fajną pracę.

Dlaczego ta postawa jest destrukcyjna? Bo da się dużo, ale nie wszystko. Nie wszystko da się też kontrolować. Zresztą państwo „wszystko się da” często nie wyciągają ręki do innych, nie pomagają w kryzysie, kończy się na magicznych i motywujących słowach.

No dobra, dziś poniedziałek, koniec miesiąca, czas na zmianę;) Ja bywam przynajmniej dwoma z tych typów. Brr. A wy?


Lifestyle Psychologia

„Ratunkuuuuuu, on mnie nienawidzi”. Jak przeżyć z nastolatkiem i nie zwariować

Matka, żona i kłopoty
Matka, żona i kłopoty
31 maja 2016
„Ratunkuuuuuu, on mnie nienawidzi". Jak przeżyć z nastolatkiem i nie zwariować
Fot. Pixabay / ruben_gal0 / CC0 Public Domain
 

One dwie. Matki (prawie) jedenastolatków.

Ona Jeden: Co on (w sensie twój syn) taki ciągle na „nie”?

Ona Dwie: A myślisz, że ja to wiem? Nazywam go w myślach: panem Fochem, od razu mi lepiej. Zresztą widzę, że twoja córeczka też już zabiła aniołka w sobie.

Ona Trzy (pocieszająco?): Najgorsze przed wami.

„Oesu. Jeśli to jeszcze nie jest najgorsze, to co będzie potem?” zastanawiam się. I szukam w głowie kontaktów do najlepszych psychologów dziecięcych, bo NA PEWNO będę ich potrzebować. No i rozważam też, jak ja będę się ratować.

– Bycie matką nastolatka to koszmar (koleżanka)

– Błagam, porozmawiaj z psychologami, napisz coś o tym. Jak żyć w domu z wiecznie niezadowolonym, wkurzonym, poirytowanym człowiekiem ( druga koleżanka).

Znajoma psycholog mówi: cieszmy się buntem dziecka, bo to znaczy, że ono jest zdrowe, a nasza relacja z nim jak najbardziej normalna. Bunt jest naturalnym etapem rozwoju. Gorzej, gdy go nie ma. Często tak się dzieje, gdy dzieci muszą być za nas odpowiedzialne, wchodzą w rolę naszego partnera ( np. tata pije, bije, mama szuka w synu lub córce wsparcia, nawet podświadomie). Dzieci, które muszą być „lojalne” często nie mają przestrzeni na bunt.

A co u całej reszty?

Jako nastolatka, nie ja jedna, myślałam o rodzicach: szurnięci, osaczający, zwariowani, męczący, nudni, zabierający wolność. Dopiero po latach zrozumiałam: sporty, ciśnienie na w miarę jako takie oceny, zarażanie miłością do języków, napędzanie do walki to nie było osaczanie i ograniczanie, to był przejaw ich troski o moją przyszłość.

Jako matka prawie nastolatka myślę: Boższ, jak on się tak będzie uczył, to koniec, masakra. Jeśli on tak będzie się zachowywał, to wszystko będzie przeszkodą. Oraz: kto mi podmienił dziecko?!!!

Jak to się, k…, aaaaa stało, że z wolnej i wyluzowanej dziewczyny stałam się męczącą i gderliwą (choćby w myślach) czterdziestolatką. To pytanie retoryczne, wiadomo.

Warto jednak w tym szale zapamiętać kilka, bolesnych być może, prawd:

Po pierwsze: badania wśród osób mających dzieci wykazały, że rodzice nastolatków to najmniej szczęśliwa grupa rodziców ( badania zrobił prof. Czapiński)

Po drugie: dziecko, by stać się samodzielnym człowiekiem potrzebuje dwóch rzeczy

– ustalenia swojej tożsamości

– izolacji od nas, rodziców

Co to jest ustalenie swojej tożsamości? To jest zadawanie sobie miliona pytań. Albo ich nie zadawanie, ale doświadczanie różnych rzeczy. I próba zrozumienia: lubię to serio, czy może lubię to, bo tak mi wmówili rodzice, kumple, nauczyciele.

I tak jest ze wszystkim. Lubię jeździć na nartach, czy oni mnie do tego zmusili? Lubię tenisa, angielski, bieganie, pływanie i życie towarzyskie czy lubią to moi rodzice?

To się nie dzieje, rzecz jasna, na poziomie świadomym. Żaden nastolatek nie jest zdolny do autoanalizy, do której zazwyczaj zdolny jest dorosły człowiek. On po prostu mówi: „Pier…, nie jadę”.

To dlatego często rodzice nie rozumieją,  dlaczego ich dziecko, nagle, nie chce jeździć na wakacje z namiotem, choć do tej pory to kochało. Dlaczego rzuca pływanie czy treningi gimnastyki artystycznej?

To jest trochę tak jakby pakować coś do plecaka dziecka przez kilkanaście lat (to jest fajne, to nie, to mądre, to głupie). To są nasze (rodziców) przekonania, marzenia, pasje, oczekiwania. Często również wobec siebie. W wieku 12 i więcej lat dziecko rozpakowuje ten plecak i mówi: To mi nie pasuje, to głupie, to fajne,  biorę.

A teraz izolacja. Jest bolesna dla nas, rodziców. Często, choć nie zawsze. Bolesna tym bardziej, im jesteśmy samotni w swoim życiu. Niewielu z nas to przyznaje, ale wiele naszych emocji, pragnień dzieci zaspokajają. Potrzebę uwagi, bezwarunkowej miłości, troski, czułości, bliskości fizycznej. To dlatego często ludzie z małymi dziećmi nie rozstają się. Nie tylko z przyzwyczajenie. Też dlatego, że nie muszą konfrontować się z pustką, bo te braki zapełniają dzieci. Nie widzą w pełni siebie, łączącej ich relacji. Gdy dzieci się odłączają, symbioza się kończy następuje bolesna konfrontacja z rzeczywistością. Wracam do punktu wyjścia, jestem sam. Muszę teraz (JA) na nowo się określić, coś z tym zrobić. Radzę sobie z tym jeśli mam wspierającego partnera, jestem osobą samowystarczalną. Gorzej, gdy tak nie jest.

Po trzecie: za późno zaczynamy wychowywać

Niestety, czas nastoletni naszych dzieci to konfrontacja z tym, co zrobiliśmy źle. Jeśli patrzę (na przykład) na mojego syna, który w samochodzie woli sobie pograć niż ze mną rozmawiać, to czyja to jest wina? Jego czy może mnie, która kiedyś wolała porozmawiać w aucie przez telefon z koleżanką niż zabawiać dziecko? Jeśli nasze dziecko nie mogło na nas liczyć w przedszkolu i pierwszych latach podstawówki, bo wciąż słyszało: „muszę pracować”, „muszę posprzątać” to dlaczego nagle ma nam się zwierzać? Jeśli nie nauczyłam go zmywać, sprzątać po sobie, dbać o innych– dlaczego ma to nagle umieć? A może za bardzo cisnęłam? To dlaczego teraz się dziwię, że on ucieka?

Różnica jest często taka, że młodsze próbuje się do nas dobić, starsze ma to gdzieś.

Zaczynamy widzieć te błędy i szybko naprawiać. To może film? Wystawa? Wspólny obiad? Hola, hola, mam to gdzieś, za późno. Nastolatek im silniejszą czuje presję, tym bardziej ucieka. „Ratunku, o co im chodzi”. Nie interesowali się moją nauką, teraz nagle interesują? Nie zajmował się mną, nagle chce? Ej…

Często dopiero bunt nastolatka sprawia, że rodzice weryfikują swoje zobowiązania zawodowe, czas, który poświęcają na życie prywatne, na rozmowy z bliskimi, dbanie o nich. Tylko, że na to jest już trochę za późno. Oczywiście, mniejsze lub większe błędy popełnia każdy z nas, pytanie co dalej z tym zrobimy.

Po czwarte: zamiast wyciągnąć wnioski z przeszłości, popełniamy kolejne błędy

O tym już napisałam wyżej. Błąd to próba powrotu do czasu, gdy dziecko było małe i wracanie do tamtych zasad. Błąd to ciśnienie, stresowanie, naciskanie. Przeczytałam dzisiaj świetny tekst o tym, że nawet nagłe biegnięcie do psychologa jest błędem– bo dajemy komunikat. „Coś z tobą nie tak”. A to najpierw my powinniśmy chodzić do psychologa, często sami. Choćby po to, żeby nauczyć się nowych strategii postępowania.

Jedyne co może zrobić rodzic nastoletniego dziecka to ćwiczyć cierpliwość, spokój wewnętrzny i techniki zen, może się uczyć ustalać nowe zasady jednocześnie respektując zdanie dziecka na ich temat. Może uczyć się towarzyszenia. Bez osądzania, rad, pouczeń. To trochę tak jakbyśmy przerabiali relację z inną bliską osobą– na ile możemy przy niej być po prostu, na ile akceptować, nie chcieć zmieniać, pozwalać na błędy….

Pozwalać na błędy, bo oczekiwać, że nastolatek będzie miał nasz umysł, będzie rozumiał czym skończą się notoryczne wagary, olewanie szkoły, czy inne nieprzemyślane działania to jak chcieć zmienić bieg świata i życia.

Wszyscy dorośli to robią, wszyscy przegrywają. To po co marnować energię?


Lifestyle Psychologia

6 cech, których żadnemu facetowi wybaczyć nie można. Nad innymi da się pracować

Matka, żona i kłopoty
Matka, żona i kłopoty
20 maja 2016
Fot. iStock / eranicle

Siedzę z przyjaciółką (bardzo zakochaną) na herbacie. Właśnie poznaję jej nowego wybranka. Ona w „achach” i „ochach”. No cóż, trzeba przyznać, dawno nie widziałam tak przystojnego faceta (przepraszam, Mężu mój), do tego wydaje się, że ma głowę na karku. Architekt, chyba ambitny, dobrze sytuowany. Czyli idealny dla kobiety po trzydziestce.

Siedzimy, rozmawiamy i nagle odzywa się we mnie cichutki głos „nieeee”. Głos z czasem zamienia się w straszliwe wewnętrzne wycie: Ratunku, skąd ty go wytrzasnęłaś. Uciekaj. Oczywiście, jestem bardzo miłą osobą. Siedzę więc i uśmiecham się wciąż tak samo. Myślę jednak tylko o tym, że już mam dość. Dość mam tego faceta i tego, co on wygaduje.

Wracam do domu zmęczona i styrana psychicznie. Przestraszona, że moja przyjaciółka właśnie wpadła w sidła psychopaty, wariata i fanatyka…

Uff, kochana, nie.

Ale co z tego, że babcia mówiła, mama powtarzała, przyjaciółki łapią się za głowę. Zły facet to zły facet, choćby wydawał się najfajniejszy na początku. Są cechy,  które prędzej czy później odwrócą się przeciwko tobie, doprowadzą do szaleństwa, będziesz sobie wyrywać przez nie włosy z głowy, płakać przez nie. Dramat będzie.

O ile oczywiście nie jesteś inteligentną, bystrą, samoświadomą i fajną kobietą.

I tak oto cechy samo zło to:

Fanatyzm

Panom z ciasnymi umysłami mówimy zdecydowane: „nie”. Niech nas los chroni przed nimi. Każdy fanatyzm jest objawem choroby. Jeśli on mówi: „Bo wszystko przez żydów, czarnych i tych pier….imigrantów” to ty bierz nogi za pas.

Ludzie mogą mieć, oczywiście, różne poglądy. Ale zdrowi na umyśle a.) potrafią o nich spokojnie rozmawiać b.) są otwarci na wiedzę innych c.) nie zamykają swoich poglądów w ciasnych szufladach. A nawet jeśli… są gotowi je otworzyć.

Brr….

Głupota

Głupota zawsze jest straszna, ale, niestety, bardziej tolerancyjna jest dla kobiet. Jeśli ona jest śliczną blondynką, kocha zwierzęta i ludzi– niechże będzie nawet głupia, bo zbytnia mądrość nikomu szczęścia jeszcze nie przyniosła. Może lepiej dla niej, że zbytnio nie analizuje świata.

Ale głupi facet….

Brr…

Brak szacunku do innych, szczególnie tych w gorszej sytuacji

Koleżanka opowiada o narzeczonym. Zobaczył na nogach jakieś dziewczynki trampki inne niż Conversy. „O nie, ona nie umie się ubrać”. Aha. Często też dzieli ludzi na „lepszych” i „gorszych”. To jest klasa wyższa, a tamto – cytuję– proletariat. Ależ słodko.

Niegrzeczne odzywki do kelnerki, pouczanie pani sprzątającej, krzyki na ekspedientkę w sklepie.

Ty, oczywiście, czujesz się wyróżniona, o tobie mówi, że jesteś wspaniała… przynajmniej do czasu:)

Brr…

Brak szacunku do swoich korzeni

Patrz pan wyżej. Mówi o innych proletariat, a nie urodził się wcale w rodzinie arystokratycznej. Jego mama jest nauczycielką, tata urzędnikiem. Mieszkają w niedużym miasteczku blisko większego miasta.

No tak, ale gdyby pan był naprawdę dobrze urodzony (i wychowany) nigdy by nie powiedział o kimś, że to „proletariat”. Przez usta by mu nie przeszło.

Brr….

Ocenianie wyglądu innych kobiet

Sorry, ale to żenujące i słabe. Epitety takie jak: „stara”, „gruba”, „niezgrabna”, „głupia”, „niedojeba….” oraz milion innych. Można wybaczyć tylko bardzo młodym i głupim chłopcom, ale też niekoniecznie, bo czym skorupka za młodu… i tak dalej.

Brr……

Przemądrzałość

Nie wiem dlaczego na niektóre kobiety działa to jak afrodyzjak. Przemądrzały facet to często wcale nie tak mądry facet. To raczej głupek, który coś tam wie i krzyczy o tym, że wie. Bo przecież inaczej ktoś mógłby się nie domyślić.

Brr…..

Skąpstwo

Jest coś przerażającego w mężczyźnie, który wylicza wszystko co do grosza. Ty mi 5 zł za chleb, ja ci 10 za herbatę. Można sobie nawet wyobrazić, że kiedyś podzieli na pół kanapę i powie ci, że włożył 50 groszy więcej w wasze wspólne życie i oddawaj.

Brr….

No chyba, że lubisz matematyczne zabawy.

Niechęć do zwierząt

Rozumiem, że ktoś jest uczulony i nie przepada. Mama mu mówiła, że koty są wredne, a psy brudne ( dżizas). Jeśli ty też nie lubisz zwierząt– możesz się z takim facetem związać i wtedy jest okej.

Ale jeśli kochasz czworonogi– to nigdy nie zrozumiesz się z takim mężczyzną. Miłość do zwierząt mówi bardzo dużo o empatii, wrażliwości, umiejętności troszczenia się o innych.

Mądry facet, nawet gdy na początku waszej znajomości ma do zwierząt podejście ambiwalentne, nauczy się je lubić i rozumieć. Zrobi to dla ciebie.

Jak zresztą wiele innych.

Uciekaj przed facetem, który nie chce się zmieniać.

Brrr.

NIEODPOWIEDZIALNOŚĆ

Najgorsza cecha z możliwych. Pan „happy go lucky”, „lekkoduch”. Ma dziecko, ale nie płaci, bo nie ma pieniędzy. No nie ma, i co on biedny zrobi. A to, że była tyra? Co tam. On w ogóle ma do życia podejście: „dziś jest, jutro nie ma i co z tego”.

No nic z tego, drogi panie, ale lepiej trzymać się od ciebie z  daleka.

Nie udawajcie, że nie widzicie nieodpowiedzialności facetów. To się zawsze obróci przeciwko Wam.

Stateczna żona (od niedawna), matka, kobieta o wielu wadach. Ale jednak nie–głupia.