Lifestyle

Czego możemy się, drogie panie, uczyć od mężczyzn? Tego, za co ich tak bardzo kochamy

Redakcja
Redakcja
20 sierpnia 2021
fot. TommL/iStock
 

Mężczyźni. Często na nich narzekamy, wytykamy błędy. Ale spójrzmy prawdzie w oczy – żyć z nimi trudno ale i bez nich byłoby nam nudno i źle. I przecież nie są tacy najgorsi. Kochamy ich na zabój i oni nas na zabój kochają. I w tym miejscu się zatrzymajmy. Każda relacja to wspólna praca i nauka.

Mamy tendencję to mierzenia wszystkich jedną miarą. Jak facet cham, to wszyscy faceci, to chamy. Jak zdradza, to inny też. Jak dupek, to przecież nie może być wyjątków. Ale bądźmy czasami ponad to…

Za co kochamy facetów i czego możemy się od nich uczyć?

Pewności siebie

Gdyby oddali nam trochę tej pewności siebie, może nasze życiowe szanse by się wyrównały. Przykład? Proszę bardzo. Przeglądacie ogłoszenia o pracę, oboje znajdujecie coś, co was zaciekawia. Ty nie wysyłasz aplikacji, bo nie spełniasz jednego z 30 punktów wymienionych w wymaganiach, on wysyła, bo… spełnia choć jedno z 30. Zgadza się? No niestety się zgadza. Musimy wreszcie podnieść głowy, przestać być o te pół kroku z tyłu.

Dystansu

Tak, drogie panie. Oni nie biorą wszystkiego do siebie. Nie roztrząsają w nieskończoność każdego zdania i problemu. Nie obrażają się, kiedy ktoś zwraca im uwagę. Żartują  z siebie, swoich wad. Nie traktują śmiertelnie poważnie siebie samych. Nie przejmują się do obłędu dodatkowymi kilogramami, czy niedopracowaną stylizacją. Oczywiście nie chodzi o to, że mają wszystko w dupie, nie, nie. Ambicja i honor – wiadomo, lepiej nie ruszać. Ale dystans do siebie i do tego, co się dzieje wokół, to naprawdę coś, czego możemy się od nich uczyć.

Postawy życiowej

Śmiejemy się z mężczyzn, że są tacy zerojedynkowi, że albo czarne, albo białe. Ale pomyślmy – czy to jednak nie jest wspaniałe podejście? Zamiast za każdym razem szukać odcieni szarości, po prostu działać. Załatwić to, co jest do załatwienia. Nie robić tego, czego mi się nie chce robić. Policzmy na szybko, ile czasu by nam zostało, gdybyśmy chociaż co drugi problem po prostu rozwiązały, zamiast go rozkładać na czynniki pierwsze.

Seksualności

Facet, kiedy chce seksu, cały jest tym seksem. A my? Dziesiątki myśli: obiad, dzieci, pranie, problem w pracy, czy nie wyglądam grubo w tej pozycji… Oni skupiają się na tym, na czym w tym momencie należy się skupić – czyli na nas i na sobie. Poddają się w pełni pożądaniu i podnieceniu. Potrafią cieszyć się tym tak po prostu.

Dorzucicie coś jeszcze?

 


Lifestyle

Przezroczyste kuleczki i neutralny smak po ugotowaniu to jej cechy charakterystyczne. Czym jest tapioka?

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
20 sierpnia 2021
Tapioka — jak ją gotować? Wartości odżywcze, kalorie
Fot.iStock
 

Tapioka, czyli skrobia z manioku, to coraz popularniejszy dodatek do deserów, zup i innych dań. Tapioka cieszy się zainteresowaniem ze względu na ciekawy wygląd po ugotowaniu (przezroczyste kuleczki) i neutralny smak, który sprawia, że znajduje ona uniwersalne wykorzystanie w kuchni. Czym jest tapioka, jakie ma wartości odżywcze, oraz co można z niej przygotować?

Czym jest tapioka?

Tapioka pozyskiwana jest z bulw manioku, który naturalnie rośnie w Ameryce Południowej, uprawia się ją także w Afryce oraz Azji. Maniok, którego surowe bulwy są trujące, często porównywany jest do naszych ziemniaków. Aby pozyskać tapiokę, korzeń manioku musi zostać umyty, obrany, rozdrobniony. Finalnie oddziela się i odwadnia skrobię, którą następnie możemy kupić pod postacią kulek lub mąki. Tapioka posiada neutralny smak i jest pozbawiona zapachu. Z tego powodu jest świetnym dodatkiem w kuchni, ponieważ można ją dopasować do różnego typu potraw.

Tapioka — jak ją gotować? Wartości odżywcze, kalorie

Fot. iStock/Tapioka

Tapioka — wartości odżywcze

Tapioka głównie składa się z węglowodanów, aż 88,69 g/100 g. Poza nimi w tapioce znajdziemy białko 0,19 g/100 g, błonnik pokarmowy 0,9 g/100 g, oraz tłuszcz 0,02 g /100 g. Tapioka nie zawiera zbyt wielu cennych dla zdrowia składników. Znajdziemy w niej śladowe ilości witamin z grupy B oraz niewielką ilość minerałów takich jak wapń, fosfor, żelazo, potas, sód czy cynk.

W 100 gramach surowej tapioki znajduje się 350 kalorii, ale po ugotowaniu w wodzie liczba ta na 100 g się zmniejsza nawet o połowę, ponieważ kulki tapioki pochłaniają wodę i zwiększają swoją objętość.

Wpływ tapioki na zdrowie

Mimo iż tapioka nie posiada przesadnie wielu składników mineralnych i witamin, to jednak wywiera pozytywny wpływ  na zdrowie.

Tapioka jest źródłem tzw. skrobi opornej na trawienie, która charakteryzuje się tym, że zmniejsza stężenie glukozy we krwi po posiłku. Z tego powodu, mimo wysokiego indeksu glikemicznego (80), porcja tapioki (1 łyżka = 10 g) cechuje się niskim ładunkiem glikemicznym (ŁG = 8,9), dlatego może znaleźć się w diecie osób chorujących na cukrzycę. Ponadto skrobia oporna jest ważnym prebiotykiem, czyli swego rodzaju pożywieniem dla dobrych bakterii w jelitach. Jest lekko strawna, wspiera ona pracę układu pokarmowego, przeciwdziała biegunkom i zaparciom.

Tapioka — jak ją gotować? Wartości odżywcze, kalorie

Fot. iStock/Tapioka

Ponadto nie zawiera glutenu, więc mogą sięgać po nią osoby uczulone na gluten i chorujące na celiakię, chorobą Leśniowskiego-Crohna, wrzodziejące zapalenie jelita grubego, a także wrzody żołądka.

Ponieważ należy ona do źródeł lekkostrawnych węglowodanów, szybko dodaje energii. Można po nią sięgać czasie pracy, by poprawić sprawność fizyczną i umysłową.

Jak gotować tapiokę?

Przed użyciem kulki tapioki należy wypłukać, a następnie moczyć w wodzie, mleku roślinnym lub zwierzęcym, co najmniej przez 20 minut. Po upływie czasu moczenia kulki tapioki gotuje się w płynie, w którym moczyły się wcześniej. Ogień powinien być minimalny, a samą tapiokę należy często mieszać, ponieważ łatwo się przypala. Kulki gotować do miękkości, aż staną się przezroczyste, podobne do żelowych kuleczek. Na końcu możesz posłodzić, jeśli wykorzystasz ją np. do deseru na słodko. Dokładny czas gotowania uzależniony jest od wielkości ziaren — wynosi od 20 do nawet 40 minut.

Gotowana tapioka sprawdzi się jako podstawa deseru, zagęstnik do zup i sosów, zamiennik ryżu czy makaronu. Wszystko zależy od tego, w jakim płynie zostanie ugotowana, oraz od ewentualnego dodatku cukru lub soli do kuleczek tapioki. Może być ona ciekawym urozmaiceniem diety.

Tapioka — deser

Tapioka — jak ją gotować? Wartości odżywcze, kalorie

Fot. iStock/Tapioka deser

Mając tapiokę w kuchni warto przygotować z niej słodki deser. Na 2 porcje do średniej wielkości pucharków wystarczy:

Deser z tapioki — składniki:

  • 2 łyżki kulek tapioki
  • szklanka mleczka kokosowego, mleka zwierzęcego lub roślinnego
  • cukier trzcinowy,
  • miękkie owoce, nasiona chia, pestki — wg uznania
  • inne ulubione dodatki, np. tarta czekolada.

Przygotowanie:

Ugotuj tapiokę do miękkości wg wyżej opisanych wskazówek. Zdejmij z ognia, posłódź odrobiną cukru trzcinowego (lub innego słodzika) i odstaw do wystudzenia. Nałóż tapiokę do pucharków, dodaj pokrojone na mniejsze części owoce lub inne dodatki. Schłódź w lodówce, najlepiej przez 1-2 godziny.

Tapioka w Bubble tea

Tapioka — jak ją gotować? Wartości odżywcze, kalorie

Fot. Tapioka Bubblr tea

Bubble tea to ciekawie wyglądający napój, który ogromną popularnością cieszy się szczególnie w Wielkiej Brytanii i w Chinach. Do przygotowania Bubble tea potrzebny jest napar z czarnej lub zielonej herbaty, z dodatkiem mleka lub bez niego. Następnie dodaje się jeden z  proszków smakowych, syrop lub miód, wedle uznania, oraz obowiązkowo ugotowanie kulki tapioki. Przed podaniem Bubble tea należy porządnie schłodzić. Można ją serwować także z kostkami lodu i grubą słomką.

Warto jeszcze wspomnieć, że nie należy przesadzać z ilością Bubble tea, ponieważ duża ilość słodkich dodatków podnosi kaloryczność napoju. I tak porcja takiej herbaty może zawierać od 200 do nawet 500 kcal, a to zdecydowanie nie sprzyja zachowaniu szczupłej figury.

FB/ohmepl

 


źródło: vitapedia.pl,  dietetycy.org.pl 

Lifestyle

„Czy powinnam powiedzieć koleżance, że mąż ją zdradza? Mają trójkę dzieci, jedno dopiero się urodziło…”

Listy do redakcji
Listy do redakcji
20 sierpnia 2021
fot. Rawpixel/iStock
Mam dylemat i proszę o poradę. Jest żona, jest mąż i jest trójka dzieci (jedno dopiero co się urodziło). Mąż zdradzał żonę, która była wtedy jeszcze w ciąży. Miał romans, trwał na pewno ponad pół roku. Zdradzał ją zresztą już wcześniej. Mam liczne dowody jego zdrady, ale czy powinnam powiedzieć o tym jego żonie? Jeśli tak, to kiedy? Teraz moja znajoma ma noworodka, więc na pewno nie można jej denerwować. Jestem w kropce. Okropnie się z tym tematem męczę.


Sama byłam kiedyś zdradzana i żałuję, że nikt mi o tym nie powiedział. Najgorsze jest to, że dziś mam już świadomość tego, że o tych zdradach wiedziało wiele osób, (ba, nawet przyjaciół z mojego otoczenia). Dziś wyobrażam sobie, że wszyscy musieli w towarzystwie o mnie rozmawiać, ekscytować się moim cierpieniem, może nawet naiwnością. Pewnie deliberowali na ten temat, ale nikt nie okazał się wystarczająco odważny, żeby mi powiedzieć prawdę.

Uważam, że powinni to zrobić, powinni mi powiedzieć. Wtedy nie straciłabym tak wielu cennych lat mojego życia. Mogłabym wszystko szybciej ogarnąć, pójść do pracy, szukać innej miłości.

Pamiętam ten moment, kiedy sama dowiedziałam się o zdradzie. Coś okropnego! On całą noc nie odbierał telefonu, wrócił dopiero nad ranem. Coś takiego zdarzyło się pierwszy raz. Myślę, że on wcześniej miał różne alibi i się ukrywał. Pamiętam jednak ten poranek, kiedy wrócił po seksie do domu zrelaksowany, wypoczęty, szczęśliwy, ale z miną zbitą jak pies. Od razu wiedziałam, że to koniec. On nie zaprzeczał. Zrobiło mi się niedobrze. Nie spałam całą noc, ledwo składałam myśli w jakieś pojedyncze zdania w swojej głowie. Czułam do niego fizyczne obrzydzenie. To ciało, którego kiedyś dotykałam z taką rozkoszą, nagle wydało się obce. Obrzydliwe. Pamiętam, że poszedł pod prysznic. Mył się po tej nocy z inną kobietą. Kiedy wyszedł do pracy, zakładając uprasowaną przeze mnie koszulę, wzięłam płyn do dezynfekcji i szorowałam kabinę prysznicową jak jakaś oszalała. Wiedziałam, że nie potrafię mu tego wybaczyć. To są dla mnie okropne wspomnienia. Po pracy mój mąż spakował się i zamieszkał z nią. Miałam ochotę zniszczyć mu wszystkie prywatne rzeczy. Miałam ochotę leżeć w łóżku i płakać. Przy życiu trzymało mnie tylko to, że mam dzieci, że muszę im dać jeść, odprowadzić do szkoły i przedszkola. Zdrada jest czymś okropnym. Okropnym, nieludzkim. Słabo mi nawet dziś, gdy to wszystko piszę.

Potem przyszło rozmyślanie, przypominanie sobie wszystkich tych okropnych szczegółów. Kiedy mu wierzyłam, a przecież wszystko wskazywało na to, że oszukuje. Telefon, którego pilnował na każdym kroku. Minuty i kwadranse, które spędzał w łazience, a pewnie odpisywał jej wtedy na SMS-y. I to, że kiedyś zobaczyłam u niego na komórce powiadomienia z Sympatii. Spytałam: „Co to do cholery jest?” A on jak z nut, że to jego firma powiesiła jakieś banery reklamowe na tym portalu randkowym i że stąd te powiadomienia. Boże, jaka ja byłam naiwna, że to łyknęłam! W sekundę! Podszedł do mnie, przytulił mnie i z politowaniem powiedział o tych banerach. Poczułam, że jestem głupio zazdrosna. Jego całe ciało, mimika, postura, twarz mówiły: „Oj ty mały głuptasie! To wszystko przecież związane z moją pracą”.

Potem przyszedł rozwód i rozmowy ze znajomymi. Niektórzy z politowaniem i lekkim uśmieszkiem pukali się w głowę. Inni twierdzili, że nie wiedzieli, jak mi powiedzieć, bo nie chcieli się wtrącać. Jedna z przyjaciółek powiedziała, że rok wcześniej przeglądała portal randkowy i trafiła na jego profil i że zgłupiała. Przepraszała mnie ze łzami w oczach, że nie powiedziała. Usłyszałam od niej: „Macie dzieci, a wszystkim wydawało się, że jesteście szczęśliwym małżeństwem. Pomyślałam, że to jakiś jednorazowy wybryk i łudziłam się, że to nic wielkiego albo chwilowy kryzys”. Nie wybaczyłam jej tego. Co to za przyjaciółka, która tak bardzo mnie nie znała?! Nie mamy już kontaktu.

Moja wściekłość z dnia na dzień rosła. Okropieństwo! Jak oni mogli?! Przyrzekam, ja wolałabym wiedzieć. Nieważne, że dzieci, nieważne, że nie pracowałam wtedy zawodowo. Po prostu jako człowiek miałam prawo, by wiedzieć, że moje życie jest jakąś okropną fikcją. Gdyby nie było, to by się to tak po prostu nie rozpadło. Dziś pomału układam sobie wszystko na nowo. Ale mam okropną traumę, bo nie potrafię już zaufać mężczyźnie. Nie potrafię uwierzyć, że są ludzie, którzy życzą mi dobrze. Wszyscy chyba wolą się nie wychylać, zamiatać pod dywan i mieć święty spokój. Nie było przy mnie nikogo odważnego, żadnego człowieka, który potrafiłby mi powiedzieć prawdę. Kogoś, kto znałby mnie i szanował na tyle, że wiedziałby, że ja tej prawdy potrzebowałam.

Teraz to ja jestem w podobnej sytuacji. Mam znajomą, którą lubię i wiem, że mąż ją zdradza. Wiem, że nie pierwszy raz. Ale nie mam pewności, jakie jest jej podejście do zdrady. Czy jak jej powiem, to ona się wścieknie? Może o wszystkim wie i chce tak żyć? Może woli tego po prostu nie wiedzieć? Przecież ludzie są bardzo różni i żyją w różnych układach. Nie chciałabym być tą, która rozbije czyjeś małżeństwo. Nie, nie rozbije, to przecież złe słowo. Nie chciałabym być tą, która przyczyni się do rozpadu i spowoduje, że cierpieć będzie nie tylko kobieta, ale trójka jej dzieci. Może jakimś cudem im się jeszcze wszystko ułoży?

Najgorsze jest to, że ta moja znajoma ma teraz maleńkie dziecko. Wiem, jakie trudne są pierwsze chwile z niemowlakiem w domu, jak szaleją w kobiecie hormony, jak bardzo potrzebuje teraz wsparcia, a nie… dramatu. Mnóstwo ma teraz nowych obowiązków, mnóstwo trudów. Jak ona sobie poradzi? Boże…

Z drugiej strony wiem, że ten facet robi to nie pierwszy raz. Wiem o jego romansie z dziewczyną, którą poznał na siłowni, a teraz ostatnio… z naszą wspólną sąsiadką. Najgorsze, że ta moja znajoma zna tę kobietę, widuje ją przynajmniej kilka razy w miesiącu. Nie, nie przyjaźnią się, ale mówią sobie na korytarzu, na podwórku i w sklepie „dzień dobry”. Co będzie, jak się dowie? Przecież nie wyprowadzi się z domu nagle, ot tak. A może to wszystko jest po prostu nie moją sprawą?

Wierzę jednak głęboko, że ludzie mają prawo do prawdy. Z drugiej strony biję się z myślami, kiedy mam to zrobić i w jaki sposób. Wysłać anonimowy list? To tchórzostwo! Nie potrafię tak! Jeśli to powiem, postaram się być delikatna. Jeśli to zrobię, to chyba w jakimś sensie muszę wziąć odpowiedzialność za tę moją znajomą, za jej samopoczucie. Pomóc jej zorganizować grupę wsparcia? Ale kiedy myślę o tej fali okropnych emocji, związanych ze zdradą, wracają do mnie moje własne wspomnienia i przyrzekam – nie chcę się z tym kontaktować. Nie chcę znów widzieć, jak ktoś cierpi. Nie chcę grzebać się w „bagienku” innych ludzi, ich emocjach i dramatach. Czy teraz tchórzę? Sama nie wiem, co robić. Pomóżcie.


Zobacz także

Piękna bez skalpela, czyli o czym 40-latka musi pamiętać

Czym się różnią od siebie dywany shaggy i do jakich pomieszczeń będą pasować?

Materace dostępne w Gnieźnie – kiedy stary wymienić na nowy?