Lifestyle Związek

Co ty wiesz o miłości? Uciekłeś zostawiając mnie na tonącym statku

Listy do redakcji
Listy do redakcji
15 stycznia 2021
Fot. istock/KatarzynaBialasiewicz
 

Przeglądam zdjęcia w telefonie. Ja, trochę grubsza niż teraz. Uśmiechnięta, zaróżowiona. W oczach szczęście. To ty zrobiłeś to zdjęcie. Przesuwam ekran w dół. Rok pózniej wyglądam już zupełnie inaczej. Tak, jakby minęło dużo więcej czasu niż te trudne 12 miesięcy. Podkrążone oczy, smutne. Włosy niedbale ściągnięte w kucyk. 6 kilo mniej. A może nawet więcej.

Styczeń

Planujemy ślub. Oświadczyłeś mi się w Nowy Rok, kiedy wybiła północ. Fajerwerki, wzruszenie. My. Czy można wyobrazić sobie coś bardziej romantycznego? Wspólna firma rozwija się coraz prężniej,  w perspektywie mamy założenie rodziny, budowę domu. Niewielkiego co prawda, ale naszego. Kupiliśmy psa.

Luty

Wyruszamy w podróż życia. Jesteśmy we Włoszech, podglądamy nowe smaki, zapisujemy nowe przepisy i nazwy szczepów win, których nie znamy. Wracamy pełni nowych pomysłów, które natychmiast wprowadzamy w naszej małej knajpce. Jestem szczęśliwa, uczę się coraz więcej. Do pracy przyjmujemy Kasię, która ma dużo większe doświadczenie. Wszystko układa się świetnie.

Marzec

Ogłaszają lockdown. Płaczę, bo musimy zamknąć restaurację. Ale to nie trwa długo. W nocy robię ulotki i zaczynamy dostarczać nasze makarony w okolicy. Rozwozimy je sami, Kasia króluje w kuchni. Wiemy już, że będzie ciężko, ale wierzymy, że to nie potrwa długo. Kłócimy się, nerwy biorą górę. Widzę, że nie wytrzymujesz psychicznie tego stanu zawieszenia.

Kwiecień

Stery w firmie przejmuję całkowicie ja. To ja planuję, piszę wnioski o dofinansowanie (żadnego nie dostajemy). Wymyślam promocje, wprowadzam nowe dania, zajmuję się reklamą. Zaczynamy mieć opóźnienia w opłacaniu faktur. Pierwszy raz zalegamy z czynszem za najem lokalu. Mówię, że damy radę.

Maj

Robi się ciepło, nadzieja odżywa. Ale chyba tylko we mnie. Ty jesteś milczący, chcesz to wszystko rzucić, zrezygnować. Codziennie cię przekonuję, że to tylko chwilowy kryzys, że to minie.

Czerwiec

Oddycham. Otwieramy restaurację. Pierwsze tygodnie nie przychodzą jeszcze bardzo wysokich dochodów, ale przynajmniej zaczynamy spłacać długi. Jestem pełna optymizmu, między nami jest lepiej.

Lipiec

Dochody firmy rosną. Zaczynam czuć, że nasze marzenie może się spełnić. Daleko mi jeszcze do poczucia stabilizacji, ale nie mam już tych strasznych snów, ani stanów lękowych.

Sierpień

Nie bierzemy urlopu, pracujemy. Przekładamy ślub, nie stać nas teraz na taki wydatek. Musimy odłożyć jak najwięcej pieniędzy, bo wszyscy mówią o drugiej fali pandemii. W końcu zauważam, że pracuję zdecydowanie więcej niż ty. Wydaje mi się, że trochę odpuściłeś, częściej cię nie ma, niż jesteś w naszej knajpce.

Wrzesień

Jest dziwnie. Wyczuwam dystans między nami. Nie angażujesz się już prawie w sprawy firmy. Szukasz pracy, bo mówisz, że musimy mieć jakieś zabezpieczenie. Mówię ci, że masz rację.

Pazdziernik

Żyjemy w strachu. Jest już pewne, że czarny scenariusz się powtórzy, że znów przejdziemy w tryb pracy, który umożliwia nam jedynie przygotowanie jedzenia na wynos. Mówisz mi, że nie chcesz już tego ciągnąć. Nie wiem, czy mówisz o naszym związku, czy o naszej knajpce. Jesteś coraz bardziej nieobecny. Prawie ze sobą nie sypiamy.

Listopad

Restauracja jest zamknięta. Rozmawiamy ze sobą coraz mniej. Pracuje ciężko, by nie popaść w długi. Zaczęłam prowadzić pamiętnik, żeby wyrzucić z siebie negatywne emocje. Prawie ze sobą nie rozmawiamy. Odchodzisz. Z mojego życia i ze wspólnego biznesu. Zostawiasz mnie na tonącym statku. Wyprowadzając się rzucasz tylko, że nie udźwigniesz tego psychicznie. Zostaję sama.

Grudzień

Pożyczam pieniądze od znajomych, od rodziny. Wszystko, by spłacić ZUS, wypłacić zaległe pensje Kasi, która z nami pracowała. Zwalniam ją, bo wiem, że już za chwilę nie będę w stanie wypłacać jej regularnej pensji. Zamykam firmę. Na razie nie mówię sobie jeszcze, że to definitywny koniec. Ciągle jeszcze mam nadzieję. Idą święta.

Styczeń 2021

Rzeczywistość Mam długi. Spore. Zostałam z nimi sama. Jest jeszcze pies. To mój najwierniejszy druh. Kolejny raz kreślę z notatniku plany, przeglądam niezapłacone faktury. Dzwonię do dostawców i próbuję wyżebrać jeszcze kilka tygodni. Oni wiedzą, że nie mam z czego spłacić zaległości. Wiedzą, że ta firma to już tylko ja. Idę sprzedać pierścionek zaręczynowy, który od ciebie dostałam. Lombard oferuje za niego 400zł. To naprawdę dużo.

 


Lifestyle Związek

„Każda chce mieć księcia, a potem się dziwi, że on potrzebuje służącej!”. Rozmówki nieobyczajne

ROZMÓWKI NIEOBYCZAJNE
ROZMÓWKI NIEOBYCZAJNE
15 stycznia 2021
Fot. iStock
 

#Portal randkowy: W ogóle my, kobiety, to kretynki. Na co dzień jesteśmy feministkami walczącymi o swoje prawa, równe zarobki i sprawiedliwe traktowanie przez mężczyzn, a w zaciszach domowych własnymi rękami chowamy egocentryczne potwory; leni przyzwyczajonych do maminej obsługi, zwalających się na sofę przed meczem w oczekiwaniu na serwis. Jak mawia Claudine: każda chce mieć księcia, a potem się dziwi, że on potrzebuje służącej!„- zapraszamy na #RozmówkiNieobyczajne – o seksie i nie tylko, damsko-męskie pogaduchy. Odcinek 3

Melisandra: Hej Mistrzu Marcinie🙂. Jak tam Twoje randki? Ciekawa jestem czy w Twoim portfolio przeważają księżniczki czy królowe? Jakie najbardziej lubisz? Co Cię bardziej pociąga – delikatny foszek zniecierpliwienia i oczekiwania, czy też kobieta realizująca siebie? Ciepła i delikatna na zewnątrz, jednak wewnątrz bardzo stabilna i kochająca siebie?

Marcin Michał Wysocki: Oho, dużo dzisiaj pytań, Droga Mel🙂. Ciekawie się zapowiada początek roku🙂. Ale do rzeczy. Po pierwsze, już tradycyjne dementi: nie zbieram ani nie posiadam żadnego kobiecego portfolio🙂. Jestem niewinny, Wysoki Sądzie🙂. Po drugie nie lubię, a nawet mocniej: nie toleruję niczyich fochów – bez względu na płeć (pomijam marudzenie, jako element gry wstępnej, hahaha). To gówniateria. Brak szacunku dla drugiej osoby. Każdy z nas uważa siebie za człowieka sprawiedliwego, a jednocześnie chce być traktowany przez innych jak najlepiej (wg. Twojej nomenklatury „po królewsku”). Powtarzamy „nie rób innemu, co tobie niemiłe”, jednak często nie przeszkadza nam to często w złym zachowaniu wobec innych. Fochy? Dżizys, a Ty byś chciała znosić czyjeś głupawe minki i kaprysy? Bez sensu. Jesteśmy dorośli. Odpowiadając na Twoje pytanie o preferencje – sprawa jest czysta i oczywista! Czyż, jak napisałaś: „ciepła i delikatna na zewnątrz, jednak wewnątrz bardzo stabilna i kochająca siebie” kobieta, nie brzmi jak opis ideału?🙂 To przecież my jesteśmy (powinniśmy być) źródłem własnej miłości i szczęścia, a nie oczekiwać (obarczać), że szczęście przyniesie nam ktoś inny. A jak Ty to widzisz?

MelisandraDopiero niedawno, po 40, odkryłam na czym polega różnica między księżniczkami i królewnami; księciuniami, a królami. Szkoda, że nikt nas tego nie uczy w domu czy w szkole😊 Wniosek: dlaczego trafiałam na książąt? Bo sama zachowywałam się jak księżniczka. Swój przyciąga swego 🙂

MMW: To prawda. Też nie wierzę w przyciąganie się przeciwieństw – ale to inny temat. Co to dla Ciebie oznacza, że byłaś księżniczką?

Melisandra: Bycie księżniczką nie ma związku z wiekiem, a ze znajomością samej siebie z brakiem wewnętrznej stabilizacji, niekochania siebie, czekania, że to mężczyzna wypełni pustkę lub będzie tą drugą połówką – jakbyśmy same były wybrakowane. Phi, absurd!  Królowa chce być z Królem, a nie że go potrzebuje, bo bez niego nie przetrwa na świecie. Królowa jest stabilna i zna swoją wewnętrzną moc, panuje nad swoim uziemieniem, znajomością swojej wartości, słabych i mocnych stron. Panowaniem nad zachowaniem w sytuacjach ekstremalnych – nie prowokowanie ich ani ich rozkręcanie. Kobieta wszystko przezywa wewnątrz, bo mamy taką budowę i to my dajemy ze swojego wnętrza na zewnątrz. To od nas zależy jaki będzie związek i jakie relacje są wokół nas. Bo to nie chodzi o nich, tylko o nas same😊. Same możemy sobie dać wszystko, a nie mieć oczekiwania i denerwować się gdy nie są spełniane przez naszego faceta. Biżuterie, bieliznę też możemy kupić sobie same, a nie czekać. Niektóre z nas zostały tak wychowane, że mamy czekać co nam da mężczyzna. Nie. My sobie też możemy dać, a jesteśmy z mężczyzną, bo chcemy z nim być, a nie oczekiwać na jego realizację naszych planów.

MMW:  Brawo! (Choć niektóre Twoje koleżanki powiedziałyby pewnie: Phi! Mogę sobie sama kupić biżuterię, ale… Po co? hahaha)

Melisandra: Oczywiście to nie oznacza, że mamy być zimne i oschłe, asertywne „sama sobie poradzę”. Sztuka kobiecości to być tą miękką, kochaną i delikatną na zewnątrz,  a w środku spełnioną, sobą, dobrze czującą się z samą sobą. Nasza wewnętrzna harmonia jest naszym złotym Gralem, a Mężczyźni już najlepiej wiedzą jak się nami zaopiekować i co mogą nam zaoferować z siebie najlepszego😊. To samo zauważyłam u mężczyzn – księciunie. Kiedy nie dostają tego czego chcą, albo nie są spełniane ich oczekiwania, to zaczynają zachowywać się jak mali chłopcy: dąsy na buzi i szukanie zaczepki. Cokolwiek się dzieje, biorą to osobiście do siebie, mimo że to nie o nich chodzi. Skąd się to bierze? To nasze wewnętrze dzieci, nieutulone, zapomniane, odrzucone. Żeby już zejść z tak ciężki tematów, to potraktujmy to żartem… wyobrażasz sobie taką sytuację w łóżku, że partner jest niezadowolony? Foszy bo inaczej sobie to zaprojektował i poniża i obwinia kobietę. Albo ona chce iść na imprezę bez niego, a on milczy, robi miny, „jakby bo go porzuciła”… już jestem ciekawa ile będzie komentarzy pod tym artykułem😉 i… summa summarum zostaje w domu, bo lepiej odpuścić niż iść w konflikt…

MMW: Wyobrażam, Meli, hahaha. Jasne! On wykonał mozolną, choć oczywiście zajebistą pracę na rzecz jej rozkoszy🙂, licząc na wzajemność (nawet nie na symetryczność!), a potem sam nie otrzymał? Skandal, normalnie! 🙂 FOCH!

Melisandra: Gdyby naprawdę dostała rozkosz, to inaczej by to wyglądało. Za cudowny seks kobieta potrafi się odwdzięczyć😉…

MMW:  Nie wiem, nie znam się, zarobiony jestem🙂.

MelisandraAle to podobno od nas zależy, kogo do siebie przyciągamy…

MMW: …ja, nocne ćmy🙂. Hahaha…

MelisandraKoniec starego roku był dla mnie podziękowaniem dla wszystkich mężczyzn w moim życiu. zdałam sobie sprawę, że przyciągałam małych chłopców, których targałam na swoich plecach, pouczałam, robiłam za nich. Oczywiście dzięki każdemu z nich też w jakiś sposób wzrosłam, poszłam w górę, bo każdy związek jest po coś, nawet ten najbardziej traumatyczny🙂.  Czuję wdzięczność dla drugiej osoby, że się pojawiła. Jednak żaden z nich nie był królem.

MMW:  A Ty jesteś już królową, czy kimś pomiędzy?

MelisandraOdpowiem w ten sposób: czasem obserwuje się dorosłych ludzi w związku, którzy są jak małe dzieci – kiedy niezadowolone sypią sobie piaskiem po oczach. Fajnie jest jak jest zabawa i wtedy fantazje dzieci się realizują, jednak w momentach prawdziwego życia emocje biorą górę i ich przerastają. Królowa… Trafił do mnie taki cytat „Kobieta najbardziej na świecie powinna kochać siebie, a potem Mężczyznę. A Mężczyzna najbardziej Kobietę, a potem siebie”. Mnie się to bardzo podoba. A Ty kim jesteś bardziej królem czy księciem, księciuniem?

MMW:  Wiem jedno, że nie jestem na pewno żadnym, cholernym księciuniem🙂. Nie cierpię arogancji, głupoty, egocentryzmu i braku odpowiedzialności, a także potrzeby bycia obsługiwanym przez innych (poddanych🙂) – a z tymi cechami kojarzy mi się taki gostek. Jednak, jak powiedziała jedna z bohaterek mojej książki #Portal randkowy: (trochę obszerny i może kontrowersyjny fragment, ale co tam): W ogóle my, kobiety, to kretynki. Na co dzień jesteśmy feministkami walczącymi o swoje prawa, równe zarobki i sprawiedliwe traktowanie przez mężczyzn, a w zaciszach domowych własnymi rękami chowamy egocentryczne potwory; leni przyzwyczajonych do maminej obsługi, zwalających się na sofę przed meczem w oczekiwaniu na serwis. Jak mawia Claudine: każda chce mieć księcia, a potem się dziwi, że on potrzebuje służącej!

Zgodzisz się ze mną, że coś w tym jest? Wracając do podziału i mojej osoby. Nie znam Twojej definicji króla i nie umiem powiedzieć, czy zasługiwałbym na takie miano. Wiem jedno, że sam szanuję facetów, którzy, jeśli nie mają tego fabrycznie, to przynajmniej starają się być: odpowiedzialnymi partnerami i ojcami, kimś kto przestrzega podstawowych zasad przyzwoitości (co by to nie oznaczało, lecz nie myląc z pruderią); kto, jeśli obieca coś drugiej osobie, to dotrzymuje słowa (choć niełatwo wydębić od niego obietnicę, of kors🙂), myśli o innych, jest odważny i sprawny w podejmowaniu decyzji. Samodzielny. Komu się kurna czegoś chce, czymś interesuje się poza sportem i poświęca uwagę bliskim. Może wystarczy, bo się rozpłaczę…

MelisandraCzemu?

MMW:  Bo zostało nas tak, kurcze, niewielu…

MelisandraOch Królu Lulu 😊

O autorach:

 

Fot. iStock

Melisandra, Projekt Szczęście, to autorski pomysł fundatorki Fundacji, która występuje pod pseudonimem Melissandra, czyli ta mityczna która służy światłu i wyprowadza innych z cienia. Fundacja jest szczególnym miejscem dla ludzi, którzy po różnych związkach pragną ponownie doświadczyć szczęścia i znaleźć ukochanego i jedynego partnera. Ludzi, którzy, w czasie organizowanych przez Fundację warsztatów, chcą zrozumieć do czego były im potrzebne poprzednie związki, a potrzeba miłości i zrozumienia staje się ich drogą do światła. Warsztaty są miejscem tak dla singli, jak i dla par, które chcą jeszcze zobaczyć czy coś zostało jeszcze z ich miłości i jak tę miłość odnaleźć.

Archiwum prywatne

Marcin Michał Wysocki

Urodzony w 1965 roku w Warszawie, absolwent kilku fakultetów na uczelniach krajowych i zagranicznych, doktor nauk humanistycznych UŁ. Był m.in. asystentem oraz tłumaczem Jeffa Goffa i Jacka Wrighta w musicalu Narzeczona rozbójnika (Teatr Popularny). W Teatrze Ateneum asystował takim osobowościom teatru polskiego, jak: Laco Adamik, Krzysztof Zaleski, Wojciech Młynarski czy Janusz Warmiński. Współpracował z TVP w programach: LUZ, Sportowa apteka, Kawa czy herbata?. Był autorem muzyki do programów Mur, Sportowa Apteka oraz nagrał autorską płytę Head. Próbował swych sił w roli speakera w Radio Zet u Andrzeja Wojciechowskiego. Dotąd wydano sześć pozycji jego autorstwa: pracę naukową Wyznaczniki tożsamości etnicznej […]; wyróżnioną monografię żołnierza AK, Michał Wysocki. Wspomnienia z lat 1921–1955; impresję historyczną Remedium na śmierć – historie prawdziwe; relacje kombatantów z okresu Powstania Warszawskiego, A jednak przeżyliśmy. Niezwykłe wspomnienia, powieść obyczajową Baku, Moskwa, Warszawa oraz zbiór historii o poznawaniu się przez internet #Portal randkowy.


Lifestyle Związek

Dieta kopenhaska – kontrowersyjne odchudzanie. Jak wygląda jadłospis i na jaki efekt można liczyć?

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
15 stycznia 2021
Dieta kopenhaska - zasady, jadłospis, efekty
Fot. iStock

Dieta kopenhaska, zwana także dietą „ostatniego ratunku”, jest budzącym kontrowersje sposobem na redukcję masy ciała. Jej zastosowanie pozwala na zrzucenie dużej liczby kilogramów w niedługim czasie. Możliwość osiągnięcia spektakularnego efektu najczęściej nie idzie w parze ze zdrowiem. Czym jest dieta kopenhaska, na czym polega i jakich efektów można się po niej spodziewać?

Dieta kopenhaska — co to jest?

Dieta kopenhaska jest bardzo restrykcyjnym sposobem na ekspresową utratę kilogramów. Nie wiadomo, kto jest jej twórcą, ale jej nazwa sugeruje, że powstała właśnie w Kopenhadze, w  jednej z klinik. Nikt jednak nie chce się przyznać do autorstwa, a to dlatego, że dieta ta jest niezwykle restrykcyjna, w dodatku niesie ze sobą zagrożenie dla zdrowia. Dieta kopenhaska zakłada wprowadzenie 13-dniowych ograniczeń w jadłospisie, których dotrzymanie wymaga nie lada determinacji. W dodatku każde odstępstwo od zaleceń równoznaczne jest z przerwaniem diety. Dzienna dawka kalorii w diecie kopenhaskiej jest bardzo niska — można dostarczyć z pokarmem od 500 do 800 kcal.  Nic dziwnego, że na tej diecie głód jest częstym towarzyszem. Przy takim ograniczeniu energetycznym dieta kopenhaska przynosi szybkie rezultaty, ale jest tak restrykcyjna, że dozwolono jej stosowanie jedynie raz na 2 lata.

Dieta kopenhaska — zasady

Dieta kopenhaska może być stosowana przez krótki czas — 13 dni — ze względu na jej szkodliwe założenia. Plan diety dopuszcza spożywanie jedynie 3 posiłków dziennie, o stałych porach, +/- 30 min:

  • śniadanie — między 08.00 a 09.00;
  • obiad — między 12.00 a 14.00;
  • kolacja — między 16.00 a 18.00.

"<yoastmark

Posiłki mają bardzo małą kaloryczność, co jest niewystarczające do tego, by organizm mógł poprawie funkcjonować. Ogólnie można określić, że podaż energii podczas stosowania diety kopenhaskiej, może być nawet trzykrotnie niższy od całkowitego dziennego zapotrzebowania. Z tego powodu wielu lekarzy i dietetyków określa ją wręcz mianem głodówki i odradza jej stosowanie. Zdecydowanie powinny jej unikać osoby cierpiące na choroby przewlekłe (szczególnie choroby nerek i serca, cukrzycę, nadciśnienie, hipoglikemię), osobom wykonującym ciężką fizyczną pracę, sportowcom, kobietom ciężarnym, dzieciom oraz osobom starszym.

Dieta kopenhaska — jadłospis 

Dieta kopenhaska proponuje specyficzne podejście do śniadań, które w zdrowej diecie są najważniejszym posiłkiem ciągu dnia. Tutaj natomiast śniadania zawężają się do kubka kawy, ze względu na kofeinę, która wpływa na przyspieszenie procesów przemiany materii, a co za tym idzie, przyspiesza odchudzanie. Inne posiłki opierają się na potrawach z chudym mięsem, jajkach, jogurtach naturalnych i twarogu, oraz na warzywach. Niestety warzyw jest za mało, bo ich ilość w jadłospisie jest mniejsza niż 200g, a norma wynosi 400g w ciągu dnia. Można także sięgnąć po owoce, ale w niewielkiej ilości. Nie wolno jeść produktów zbożowych, wykluczone są słodycze i alkohol. Konieczne jest wypijanie przynajmniej dwóch litrów wody dziennie, a także suplementacja niedoboru witamin.

"<yoastmark

Dieta kopenhaska — jadłospis:

Dzień pierwszy oraz ósmy:

  • Śniadanie: kubek czarnej kawy z łyżeczką cukru
  • Obiad: 1 – 2 jajka na twardo, szklanka szpinaku lub brokułów
  • Kolacja: – befsztyk wołowy (200g), 5 liści sałaty z oliwą z oliwek i odrobiną soku z cytryny

Dzień drugi oraz dziewiąty:

  • Śniadanie: kubek czarnej kawy z łyżeczką cukru
  • Obiad: befsztyk wołowy (200g) z  5 liści sałaty z oliwą z oliwek i odrobiną soku z cytryny, do tego owoc — jabłko, grejpfrut.
  • Kolacja: 5 chudych plasterków szynki drobiowej, 2/3 szklanki jogurtu naturalnego

Dzień trzeci oraz dziesiąty:

  • Śniadanie: 1 kubek kawy, 1 kostka cukru, 1 mała kromka pieczywa
  • Obiad: pół paczki gotowanego szpinaku, 1 pomidor, 1 surowy mały owoc
  • Kolacja: 2 jajka na twardo, 1 gruby (100 g) plaster szynki (lub 5 chudszych), 5 liści sałaty z łyżką oliwy z oliwek i sokiem z cytryny

Dzień czwarty oraz jedenasty:

  • Śniadanie: 1 kubek kawy, 1 kostka cukru
  • Obiad: 1 jajko na twardo, 1 duża marchewka, małe opakowanie serka wiejskiego  lub twarożku naturalnego (100-150 g)
  • Kolacja: pół szklanki kompotu z owoców (bez cukru, owoce należy zjeść), 2/3 szklanki jogurtu naturalnego

Dzień piąty oraz dwunasty:

  • Śniadanie: 1 duża starta marchewka z sokiem z cytryny
  • Obiad: 1 duża (300 g) chuda ryba, gotowana lub smażona bez tłuszczu, (pstrąg, dorsz lub sola) z sokiem z cytryny
  • Kolacja: 1 duży befsztyk wołowy (200 g), 5 liści sałaty, pół paczki (6-8 różyczek) gotowanych brokułów

Dzień szósty oraz trzynasty: 

  • Śniadanie: 1 kubek czarnej kawy, 1 kostka cukru, 1 mała kromka pieczywa
  • Obiad: 1 duszona pierś kurczaka bez skóry, 5 liści sałaty z łyżką oliwy z oliwek i sokiem z cytryny
  • Kolacja: 2 jajka na twardo, 1 duża starta marchewka

Dzień siódmy:

  • Śniadanie: 1 kubek herbaty (najlepiej zielonej) bez cukru
  • Obiad: 1 pierś (150 g) kurczaka grillowana lub z piekarnika, 1 świeży owoc
  • Kolacja: brak

"<yoastmark

Dieta kopenhaska — efekty

Faktem jest, że dieta kopenhaska daje efekty wręcz spektakularne. Podczas jej stosowania można zrzucić nawet 8-10 kg, co jest wyjątkowo kuszące dla osób zmagających się z nadwagą. Efekty, jakie dieta kopenhaska przynosi nie są jednak trwałe. Po tak dużym ograniczeniu żywności powrót do dawnych przyzwyczajeń praktycznie w każdym przypadku skutkuje pojawieniem się efektu jojo.

Dieta kopenhaska ze względu na restrykcyjny jadłospis stanowi zagrożenie dla osób z istniejącymi chorobami, czy po prostu o osłabionym organizmie. Osoby zdrowe także muszą liczyć się z niebezpiecznymi skutkami stosowania tej diety. Ponadto zaburza ona właściwe nawyki żywieniowe, a niedobór składników odżywczych ma wpływ na pogorszenie samopoczucia oraz wyglądu. Osoby stosujące dietę skarżą się często na osłabienie, obniżoną koncentrację, bóle i zawroty głowy, pogorszenie stanu włosów i paznokci. Z powodu małej ilości kalorii w pożywieniu mogą pojawić się omdlenia. Ponadto w jadłospisie jest za mało produktów z węglowodanami złożonymi, a więc pojawia się niedobór błonnika, który pełni ważną rolę w procesie odchudzania, m.in. ułatwiając pracę układu pokarmowego oraz zapobiegając napadom głodu.

Okazuje się jednak, że nawet dieta kopenhaska ma także dobre strony. Nie licząc dużego spadku masy ciała, dzięki zastosowaniu tej diety można pozbyć się chęci na podjadanie między posiłkami, oraz utrwalić dobry nawyk picia większych ilości wody. Te dwie rzeczy są istotne dla utrzymania prawidłowej masy ciała już po zakończeniu diety.


źródło: na podstawie: Avanti fit&beauty nr 01/2016, wydanie specjalne,  dietetykanienazarty.pl 

Zobacz także

Bądź ALTRO, inspiruj – nowa kolekcja marki PATRIZIA ARYTON

Regulamin akcji „Szybki kurs czerpania przyjemności z życia”

Konkurs „Podróż za jeden uśmiech”