Lifestyle

Chcę wam opowiedzieć historie trzech kobiet. Agaty, Olgi i Magdy, które miały wybór i go dokonały

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
29 stycznia 2021
Portrait of young woman praying.
 

“Gdy emocje już opadną, jak po wielkiej bitwie kurz…”. Zawsze wychodziłam z założenia, że o sprawach ważnych, które wywołują wiele emocji, trzeba rozmawiać bez nich. Czasami nawet odłożyć palący temat na chwilę, by móc przyjrzeć się z boku.

Od dawna w naszym kraju ulegamy emocjom, czytamy z rozpalonymi polikami nagłówki artykułów i dajemy się ponieść językowi na tu i teraz, krzykliwemu, agresywnemu, często pogardliwemu. Zastanawiam się, czy to pokłosie tego, że nie uczono nas (i nadal się tego nie robi) samodzielnego myślenia, wyciągania wniosków, umacniania się w naszych, a nie czyichś poglądach. A gdyby nawet, to przecież powtarzano nam: pamiętaj, szanuj drugiego człowieka. Mój tata dodawał: jak nie będziesz szanować siebie, nikt nie będzie ciebie szanował.

Przyglądam się temu, co się dzieje w naszym kraju. Widzę budynek Trybunału Konstytucyjnego otoczony barierkami, tak jak kilka miesięcy wcześniej otoczony został nimi Sejm.

Nie chcę dyskutować o słuszności protestów, o języku, o polityce i Kościele, który nie ma co ukrywać oddziałuje na nasz rząd z ogromną siłą. Chcę wam opowiedzieć historię Agaty, Olgi i Magdy.

Agata

Agata długo starała się o dziecko. Kilka lat badań, uciążliwego leczenia, które sprawia, że kobieta staje się karuzelą, na której krzesełkach zasiadają hormony bawiąc się przy tym znakomicie. Tylko one. Bo Agata była kłębkiem nerwów. Mówiono jej wokół: wyluzuj, stresując się, nie zajdziesz w ciążę. A ona miała ochotę drapać i krzyczeć, że oni gówno wiedzą, przez co przechodzi.

Dla jej małżeństwa to też nie była łatwa próba. Aż w końcu, wtedy, kiedy najmniej się tego spodziewała, test ciążowy pokazał dwie kreski. Radość mieszała się z ogromnym strachem, bo co jak coś pójdzie nie tak. Co, jak dziecko okaże się chore po tych latach leczenia… Każda wizyta u lekarza była dla niej prawdziwą torturą. Oczywiście, że próbowała sobie tłumaczyć, że nie ma się czym martwić, że przecież czuje się świetnie i w końcu, że nie ma do końca wpływu na to, jeśli dziecko nie będzie rozwijać się prawidłowo.

Badania prenatalne… Czuła, że coś jest nie tak. Coś z serduszkiem. Niby bije, niby za każdym razem słyszała te miarowe uderzenia. Kiedy lekarz jej mówił, że wada jest rozległa, że dziecko może nie dożyć porodu i sugeruje terminację ciąży…, miała wrażenie, że kręcony jest jakiś film, który ona ogląda zza niebieskiego ekranu. Niewiele pamięta z tego czasu. Czarna rozpacz, tyle dziś jest w stanie powiedzieć. I żal do siebie, że jak mogła oglądać łóżeczka w internecie, zastanawiać się, jaki wózek najlepiej kupić, przecież było za wcześnie.

Konsultacja. Drugi lekarz nie był aż tak pewny diagnozy, mówił, że można poczekać, ale czas dany na wyjaśnienia, może stać się zagrożeniem dla Agaty.

Trzeci lekarz. Chociaż wszyscy wokół chcieli odebrać Agacie nadzieję. “Po co ci to, przecież już wszystko wiesz, czas ucieka”. Tym razem było jednak inaczej. Jedno badanie, kolejne. Usłyszała: “Poczekałbym… na tym etapie rozwoju płodu, nie miałabym 100-procentowej pewności, a tę zapewne chciałaby Pani usłyszeć”. Mówili, że uczepiła się tej informacji, jak tonący brzytwy, ale przecież ona czuła, szóstym zmysłem wiedziała, że musi być dobrze. Miała wybór i go dokonała. Dała szansę sobie i dziecku. Dziś jej córka trzy lata. Jest okazem zdrowia, rezolutną dziewczynką.

Olga

Olga o tym, że jej synek ma zespół Downa dowiedziała się dwa dni po porodzie. Niczego nie pamięta z tamtego okresu. Pamięta zaniepokojoną twarz lekarza. “Musimy zabrać go na dodatkowe badania” – usłyszała. Jeszcze raz ją pytano, czy ciąża przebiegała prawidłowo. A później padło: trisomia 21. A dla niej świat zniknął i ona przestała na chwilę istnieć.

“To był najtrudniejszy czas w moim życiu” – opowiadała mi jakiś czas temu. “Byłam wściekła, przerażona, smutna i rozczarowana. To taki natłok emocji, których nie jesteś nawet w stanie nazwać”. Depresja, leki. “Wiesz, najbardziej się bałam, że on umrze, bałam się go kochać, bo myślałam, że za chwilę może go z nami nie być. Wiem, że to irracjonalne, bo przecież na zespół Downa się nie umiera, ale ja tak miałam”.

Przeszła wszystkie etapy żałoby. Musiała pogodzić się ze stratą marzeń, planów, wizji tego, jak będzie wyglądała jej przyszłość jako matki zdrowego dziecka. Było niedowierzanie, później złość i bunt, aż w końcu przyszła akceptacja. “Ona mnie wyzwoliła. To taka ulga, kiedy możesz sobie i światu głośno powiedzieć: moje dziecko ma zespół Downa” po prostu tak jest, kiedy staje się to stwierdzeniem faktu.

Chciała drugiego dziecka, bo pragnęła rodzeństwa dla swojego syna. Gdy zaszła w ciążę była spokojna, przecież teraz wszystko musiało pójść dobrze.

Nie było. Zespół Turnera. To on jest przyczyną około 10 proc. samoistnych poronień, zaledwie jeden procent płodów dożywa porodu… Olga miała wybór. Nie, on nigdy nie jest łatwy, bo co, jeśli lekarze się mylą, jeśli jednak urodzi dziecko, choć ciężko chore?

Płacze. “Nie wiem, dlaczego lecą mi łzy. Decyzja była przemyślana, okupiona rozmowami z lekarzami, z moim mężem, rodzicami, przyjaciółką. Nieprzespanych kilka nocy przy spokojnym oddechu jej śpiącego, już wtedy czteroletniego syna”. Zdecydowała się na aborcję. “Wzięłam pełną odpowiedzialność za swoją decyzję i dziś wiem, że byłaby ona taka sama”.

Magda

Ma dwójkę nastolatków, ona sama dobiega 40-tki. “Taka stara, a taka głupia” – mówi, zresztą od znajomego lekarza usłyszała: “To ty nie wiesz, skąd się biorą dzieci”, gdy zadzwoniła, że jest w ciąży, ale nie jest pewna czy chce urodzić i jaki ma wybór.

“W naszym małżeństwie źle się działo od kilku lat, ale wiesz, jak jest. Dajesz szansę jedną, drugą, kolejną, bo masz nadzieję, że może jednak coś się zmieni, że w końcu wrócicie na dawne tory. Ale się nie udaje, a ty masz już tyle lat, że wiesz, że kolejne dziecko nie rozwiąże tych wszystkich problemów, nie może stać się narzędziem wspólnych przepychanek”.

Od początku była pewna swojej decyzji. Każda kobieta zna co najmniej jedną kobietę, która dokonała aborcji, choć nawet o tym nie wie, bo przecież o tym się nie mów. Zadzwoniła do przyjaciółki mówiąc spokojnym i stanowczym tonem, że ma problem, czy mogą się spotkać, czy ona może jej pomóc. Przyjechała natychmiast. “Okazało się, że zna dziewczynę, która miała zabieg”. Szybki telefon, numer do lekarza, wizyta za dwa dni. Niesamowity jest ten cały język szyfrów: mam problem, przyjaciółka mówiła, że najlepiej do pana… Nie może paść słowo ciąża, to wiesz, a lekarz doskonale wyczuwa o co ci chodzi”.

Magda mówi, że aborcja w Polsce to kwestia ceny, to ona determinuje twój wybór.

Protest

Każda z nich – Agata, Olga i Magda szły w proteście Strajku Kobiet.

Agata, bo pomimo swoich doświadczeń nigdy nie chciałaby, żeby kobiety ponosiły odpowiedzialność decyzji lekarzy.

Olga, która wie, że możliwość wyboru nie powinna podlegać ocenie, że tu nikt nie jest za ani przeciw… Cały czas chodzi o wybór.

Magda, bo uważa, że nikt nie może patrzeć na świat tylko w czarno-białym obrazku. Że jest tak wiele odcieni naszego życia, które nie powinny podlegać niczyjej oceny, że każdy powinien brać odpowiedzialność za swoje decyzje i wybory i do nich mieć prawo.


Lifestyle

Czy przeciwieństwa się przyciągają? Są amatorzy kwaśnych jabłek, ale czy to nie najprostszy przepis na katastrofę?

ROZMÓWKI NIEOBYCZAJNE
ROZMÓWKI NIEOBYCZAJNE
29 stycznia 2021
Fot. iStock
 

„Nie wierzę w przyciąganie się przeciwieństw. To misja samobójcza (…) Ależ Ty jesteś pragmatyczny. Pozwolisz, że ziewnę ostentacyjnie…” – zapraszamy na #RozmówkiNieobyczajne – o seksie i nie tylko, damsko-męskie pogaduchy. Odcinek 5

MMW: Witaj, Meli. Prześlizgnęliśmy się niedawno po tym temacie, a dzisiaj pragnę do niego wrócić i go pogłębić. Otóż, nie wierzę w przyciąganie się przeciwieństw. To misja samobójcza. Nie wyobrażam sobie, że na przykład, sam będąc aktywnym człowiekiem, mógłbym żyć z kimś powolnym i rozleniwionym. W sobotę o trzynastej, to ja rozglądam się za obiadem. O ile jestem w domu (rzadko), to jestem już po porannej lekturze, seksie (dowolna kolejność😊), soku z naci selera, niemal godzinnym trekkingu, kawie pierwszej i drugiej, popisaniu książki albo felietonu, odwiedzin na FB i Bóg jeden wie po czym jeszcze. Nie umiałbym, a przede wszystkim, nie chciałbym funkcjonować z osobą, która ledwie się o tej porze dobudza. Która zechce spędzić KAŻDY weekend w łóżku (hmm, nie w tym sensie, bo to by jeszcze przeszło😊) albo przed TV. Oczywiście, wyobrażam sobie to od czasu do czasu – a nieraz by mi się to naprawdę przydało (zamiast gonić w piętkę), ale nie jako standard. Ja chcę w tę przysłowiową sobotę zastanawiać się czy spontanicznie zdobyć którąś polską plażę, Rysy czy park botaniczny w Berlinie albo jednak w Powsinie i to rowerem. Mamy się wspierać, dzielić pasje i wspólnie, zgodnie cieszyć się życiem, możliwościami jakie niesie – pókiśmy zdrowi i chętni. A spędzić je na gnuśnym leżakowaniu? W każdym razie nie ze mną! Rozumiesz?

Melisandra:  Nie rozumiem, bo nie chcę zrozumieć😊. W weekend wyleguję się leniwie do południa i powoli łapię pion. Nie znoszę soku z selera naciowego, cudowna kawa z pianką to dla mnie coś magicznego i najlepiej pyszne, spokojne śniadanko, a dalej zobaczymy jak się poukłada dzień😉. Na wycieczkę z przyjemnością dam się porwać, bo lubię eskapady i spontan. I nie przepadam z góry zakładać planu co ma być. Będzie jak będzie.

Różnimy się ? Taaaak! Właściwie. Ty jako facet planujesz. A ja mogę się dać poprowadzić. Reszta do dogrania lub zignorowania. Czy o takie różnienie Ci chodzi ?

MMW: Jak się zgrać z kimś, kto smacznie chrapie, gdy ja jestem w połowie drogi na stok? A obudzić jej się nie uda bez bolesnych konsekwencji😊. Dam się porwać? Doprawdy czasy porwań już (szczęśliwie) za nami. Teraz jesteśmy partnerami, pamiętasz? Choć oczywiście nie poproszę, żebyś wymieniła uszczelkę, bo cieknie kran w kuchni, to jednak dwie osoby układają sobie życie w miarę możliwości demokratycznie, biorąc pod uwagę wzajemnie potrzeby, możliwości i upodobania. Właśnie o to chodzi, żeby nie musieć się dostosowywać, tylko być podobnymi. Wtedy wszystko gra i nikt nikogo do niczego nie nagina, nie zmusza, nie przekonuje na siłę – nie budzi o poranku na siłę, nie zmusza do spania wieczorem, nie czeka znużony, aż się księżniczka czy królowa wyśpi, bo to po zwykle krótkim okresie zauroczenia stanie się udręką, a po jakimś czasie wręcz przyczyną zgonu najlepszej relacji. Nie znasz tego zwrotu: „zawsze ci mówiłam, żebyś nie…”?

PS: Identycznie, tak jak Ty, nie znoszę soku z selera, ale go piję, gdyż jest zdrowy😊. Nawiasem mówiąc, tak samo nie cierpię pasów bezpieczeństwa, maseczki antypandemicznej na twarzy, biustonoszy (a najbardziej tych z nie-wiadomo-po-cholerę skomplikowanym zamkiem), chlapy pośniegowej i od jakiegoś czasu TVP…

Melisandra:   Ależ Ty jesteś pragmatyczny. Pozwolisz, że ziewnę ostentacyjnie.

MMW: Hahaha, małpa!

Melisandra:  Skoro tak irytuje Cię druga osoba, to dlaczego zaprosiłeś ją do swojego życia? Musiało Was coś do siebie przyciągnąć?

MMW: Nie, Meli. Ja właśnie mówię, że od takich osób stronię w sferze prywatnej, intymnej i każdej innej – aby się wzajemnie nie ranić. Niech sobie żyją, ale z kimś innym. Podobnym do nich. Jestem przekonany, że z czasem drobne różnice między ludźmi mogą urosnąć (i najczęściej tak robią) do gigantów nieporozumienia i stresu. Przestajemy być tak tolerancyjni i ugodowi, gdy przeminie pierwsze zauroczenie. Nie bez przyczyny większość małżeństw się rozpada. Moim zdaniem, to wynika z fatalnego dobrania się od zarania. Nie oceniam, kto z nas ma lepszy lub gorszy charakter, przyzwyczajenia albo czy jest leniuchem vs. ma kliniczne ADHD. Po prostu czasami różnimy się tak bardzo, że wciskanie kwadracików w kółeczka nie ma sensu. Tego już uczą w przedszkolu. To nie znaczy, że ludzie o odmiennych charakterach mnie nie inspirują (jak Ty), nie wyrzucają ze sfery komfortu, pokazując inną stronę życia (jak Ty), nie wzbogacają mnie swoją własną wizją świata i czasem nie… wkurzają (jak TY, moja droga😊).

Melisandra:   Ooooo … widzę, że odkrywasz zalety różnienia się. Jest progres😊 Powiedz, od kiedy piszemy, na ile poznałeś inne odcienie wspaniałego życia? Właśnie dzięki tej inności odkrywamy drugiego człowieka, charakter, jego pasje, nastroje, znajomych, a być może coś w tym wszystkim spodoba się Tobie? Uważam, że bycie takim samym na początku może być  i bardzo fascynujące, jednak to dzięki różnicom najbardziej się rozwijamy, odkrywamy i wzrastamy. To miłość łączy, ta chemia, to coś ulotnego które potrafi zafascynować dwoje ludzi, a potem, i to przez lata, jest odkrywanie siebie nawzajem. To, co można w życiu przerobić dzięki partnerowi i jak poznać siebie, odkrywać, daje nam właśnie partner. Związki nas rozwijają. Trafiamy na swoich ukochanych, którzy mogą być dla nas nauczycielami, przewodnikami lub cieniami. Ci ostatni pokazują nam to co w nas samych najbardziej nie lubimy i nie akceptujemy. Takie związki nie są proste, jednak konfrontacja z własnym cieniem, to katharsis dla nas i naszego związku. Pokochać i zaakceptować siebie.

Uważasz, że kobieta podobna do Ciebie, będzie całe życie fascynować? Bo jest podobna do Ciebie? A co jeśli pojawi się taka, która jest inna i pokazuje Ci inny, fascynujący, nieznany świat? Co Cię bardziej kręci, to co znane czy to… co jest dla Ciebie nowością?

MMW: Ach nie, Meli. Właśnie przez to, że jednakowo patrzymy na świat nie jest nudno, bo cieszy nas to samo, wchodzimy głębiej w nasze pasje, zyskujemy partnera, z którym można pogadać o tym, co nas łączy, rozwijać to, a nie mówić: okej, obejrzę z tobą ten cholerny mecz, ale potem za to strzelisz mi… no, wiesz co./ obejrzę z tobą tę cholerną komedię romantyczną, a ty potem zrobisz mi…, no, wiesz co😊.

MelisandraW moich związkach kochałam to odkrywanie i mierzenie się z tym czego nie znałam. Przecież to my sami sobie przyciągamy partnerów. Każdy z nich coś wnosi, daje wartość, wzrastamy przy nim. Nawet związki nieudane, to także wielka wartość i wdzięczność. Zawsze czegoś uczą.

Moja mama słyszała kiedyś w radio audycję, jak małżonkowie dziękowali sobie za czterdzieści lat życia. „ O Boże, tyle lat z jednym i tym samym człowiekiem i znasz go na wylot i wiesz co będzie za chwilę. Co za patologia!”. Nikt nie mówi, że mamy być z jedną osobą przez całe życie. Więc są amatorzy kwaśnych jabłek i tych dobrze znanych od lat. Różnienie się od siebie jest piękne. Najwięcej uczy. Zawsze jest coś co łączy i jest takie samo i coś co różni. Najważniejsza jest miłość i wzajemna wolność. To czyni ludzi szczęśliwymi, obojętnie co lubią.

MMW: Tak, tu się w pełni zgadzamy! MIŁOŚĆ!!!!! Tylko ona się liczy. A związki nieudane? Może to i wielka wartość, nauka i doświadczenie, jednak wolałbym ich już nie kolekcjonować, droga Meli. I to od dawna…

Melisandra:  Kończąc chciałabym Ci przyznać w jednym rację. Możemy się różnić lub lubić podobieństwa. To co może zabić związek, to nie różnice, a to gdy jedno z partnerów biegnie przez życie, chce się rozwijać, doznawać życia i cieszyć się nim, a drugie jest sceptyczne i nic ze sobą nie robi, tkwi w zamkniętej puszce. To wtedy jest się samotnym w takim związku. Właśnie nie ma się partnera do dzielenia się życiem i jego odkrywania. Wówczas zaczynasz się zastanawiać czy nadal tego chcesz…

MMW: Jak my się pięknie różnimy Mieli, i jak pięknie zgadzamy (jeśli chcesz).

Melisandra:  Ach proszę 😊 buzieńki kotulki…

MMW: What?

O autorach:

 

Fot. iStock

Melisandra, Projekt Szczęście, to autorski pomysł fundatorki Fundacji, która występuje pod pseudonimem Melissandra, czyli ta mityczna która służy światłu i wyprowadza innych z cienia. Fundacja jest szczególnym miejscem dla ludzi, którzy po różnych związkach pragną ponownie doświadczyć szczęścia i znaleźć ukochanego i jedynego partnera. Ludzi, którzy, w czasie organizowanych przez Fundację warsztatów, chcą zrozumieć do czego były im potrzebne poprzednie związki, a potrzeba miłości i zrozumienia staje się ich drogą do światła. Warsztaty są miejscem tak dla singli, jak i dla par, które chcą jeszcze zobaczyć czy coś zostało jeszcze z ich miłości i jak tę miłość odnaleźć.

Archiwum prywatne

Marcin Michał Wysocki

Urodzony w 1965 roku w Warszawie, absolwent kilku fakultetów na uczelniach krajowych i zagranicznych, doktor nauk humanistycznych UŁ. Był m.in. asystentem oraz tłumaczem Jeffa Goffa i Jacka Wrighta w musicalu Narzeczona rozbójnika (Teatr Popularny). W Teatrze Ateneum asystował takim osobowościom teatru polskiego, jak: Laco Adamik, Krzysztof Zaleski, Wojciech Młynarski czy Janusz Warmiński. Współpracował z TVP w programach: LUZ, Sportowa apteka, Kawa czy herbata?. Był autorem muzyki do programów Mur, Sportowa Apteka oraz nagrał autorską płytę Head. Próbował swych sił w roli speakera w Radio Zet u Andrzeja Wojciechowskiego. Dotąd wydano sześć pozycji jego autorstwa: pracę naukową Wyznaczniki tożsamości etnicznej […]; wyróżnioną monografię żołnierza AK, Michał Wysocki. Wspomnienia z lat 1921–1955; impresję historyczną Remedium na śmierć – historie prawdziwe; relacje kombatantów z okresu Powstania Warszawskiego, A jednak przeżyliśmy. Niezwykłe wspomnienia, powieść obyczajową Baku, Moskwa, Warszawa oraz zbiór historii o poznawaniu się przez internet #Portal randkowy.


Lifestyle

15 rzeczy, które uważni robią inaczej. Pewne rzeczy w życiu są jak ludzie: przychodzą i odchodzą

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
29 stycznia 2021
Fot. iStock

Trenujesz uważność? Wiesz na czym dokładnie polega obecność, bycie tu i teraz? Potrafisz w pełni przeżywać każdy moment i cieszyć się tym, co masz? Nie pragniesz ciągle więcej, bo doceniasz to, co już zdobyłeś? Gratuluję, dokonałeś jednej z najtrudniejszych w życiu rzeczy: osiągnąłeś wewnętrzną harmonię. A może chcesz się takiego właśnie podejścia do życia nauczyć? Wez sobie do serca piętnaście poniższych wskazówek.

15 rzeczy, które uważni robią inaczej – ty też możesz się tego nauczyć

1. Nie biorą swoich myśli tak bardzo na serio.

2. Nie starają się unikać emocji lub zaprzeczać im.

3. Rozumieją, że róże rzeczy, jak ludzie – przychodzą i odchodzą.

4. Robią jedną rzecz na raz, nie starając się złapać dziesięciu srok za ogon.

5. Zamieniają codzienne obowiązki w wydarzenia warte zapamiętania.

6. Praktykują bycie ciekawym (świata, ludzi, zjawisk).

7. Lubią przebywać na zewnątrz i zachwycają się naturą.

8. Cieszą się każdym kęsem posiłku, który spożywają.

9. Kiedy czytają, nie robią tego pobieżnie, ale naprawdę koncentrują się na tekście.

10. Słuchając innych, są w pełni obecni, nie starając się kontrolować ani oceniać.

11. Kiedy pracują albo się uczą, robią sobie mały przerwy.

12. Potrafią się śmiać z samych siebie.

13. Skupiają się na tym, co robią.

14. Podważają ekscytujące doniesienia, wierzą w siłę spokoju i doświadczenie empiryczne.

15. Karmią i ciało i duszę.


Zobacz także

„Czasem mam ochotę wyjść i nie wrócić. Tak ranisz.” List matki do nastoletniej córki

5 cech energetycznego wampira. Spotykasz go, uciekaj

6 nawyków zgorzkniałych ludzi – lepiej ich unikaj!