Lifestyle

Błogosławieństwo pary młodej – kiedy i gdzie ma miejsce oraz jak się do niego przygotować?

Redakcja
Redakcja
23 listopada 2021
 

Zgodnie z polską tradycją przed ślubem ma miejsce błogosławieństwo pary młodej. Jak to dokładnie powinno wyglądać, w małym czy większym gronie, a może w towarzystwie fotografa i kamerzysty, co powiedzieć, kiedy klęknąć? To wszystko wyjaśniamy w poniższym artykule!

Błogosławieństwo pary młodej przez rodziców – obowiązkowy element przed ślubem

Błogosławieństwo młodej pary to jeden z najstarszych i chętnie kontynuowanych zwyczajów związanych ze ślubem kościelnym oraz konkordatowym. Ma on wymiar mocno religijny, choć niektórzy decydują się także na symboliczną, okrojoną wersję przed ślubem cywilnym.

Wracając jednak do błogosławieństwa, to jego cel można rozpatrywać dwojako. Z jednej strony jest formą podziękowania rodzicom na trud włożony w wychowanie, za troskę i miłość, zaś z drugiej jest wyrazem przychylności i życzeniami szczęścia rodziców dla rychłego małżeństwa.

Gdzie i kiedy dochodzi do błogosławieństwa?

Najważniejsze jest to, że błogosławieństwo pary młodej ma zawsze miejsce przed ceremonią zaślubin, a dokładniej jeszcze przed wyjazdem do kościoła. W przeważającej większości przypadków dochodzi do niego w domu panny młodej.

Niekiedy może zdarzyć się, że rodzice udzielą błogosławieństwa w domu pana młodego lub na łonie natury czy bezpośrednio w miejscu, gdzie odbywa się ceremonia i wesele, jeśli to właśnie tam ubierają się i szykują narzeczeni. Niektórzy decydują się na zorganizowanie spokojnego błogosławieństwa dzień przed ślubem. Dzieje się tak, szczególnie gdy ceremonia zaślubin zaplanowana jest na wczesną godzinę, a harmonogram tego dnia jest bardzo napięty.

Jak przygotować się do błogosławieństwa przed ślubem?

Błogosławieństwo pary młodej przed ślubem jest dość krótkie, trwa zwykle nie więcej niż dziesięć minut. Wcześniej należy jednak przygotować oraz położyć na przykrytym białym obrusem stole:

  • wodę święconą,
  • kropidło,
  • pasyjkę,
  • czasami też Pismo Święte oraz świece.

Konieczne jest ponadto ustalenie, kto będzie błogosławił przyszłym małżonkom. Mają to być wybrane przez nich najbliższe osoby – sami rodzice bądź razem z chrzestnymi czy dziadkami albo rodzeństwem. Inni goście mogą się wszystkiemu przypatrywać lub pozwolić na trochę prywatności. Nie zawsze też młoda para życzy sobie, by obecny był przy tym fotograf lub kamerzysta. To dla nich intymna chwila.

Przebieg błogosławieństwa przed ślubem – czy jest jedna formuła tekstu?

Błogosławieństwo możemy podzielić na dwie części. Najpierw młodzi kierują prośbę o dobre słowo do rodziców, dziękując im za wychowanie, opiekę i wszystkie wspólne chwile oraz przepraszając za sprawione przykrości. Potem klękają i czekają aż głos zabiorą rodzice – najpierw panny młodej, później pana młodego.

Tutaj nie ma określonych formułek, zdań do wypowiedzenia. Każda rodzina jest inna, więc treść błogosławieństwa trzeba spersonalizować. Najlepiej, by było krótkie, ale treściwe i płynące prosto z serca.

Każda osoba udzielająca błogosławieństwa daje młodym do ucałowania pasyjkę, kreśli kciukiem znak krzyża na ich czole (lub wykonuje ten znak pasyjką w powietrzu) oraz skrapia głowy kropidłem z wodą święconą. Na koniec zostaje chwila na uściski.

Błogosławieństwo pary młodej przed ślubem to bardzo wzruszający moment i choć możemy wcześniej przygotować piękne przemówienie, to często zdarza się, że z nadmiaru emocji nie jesteśmy w stanie ich wypowiedzieć. Nie trzeba się tym przejmować, bo zwykle obie strony doskonale wiedzą o wszystkim, co chcieliby sobie przekazać. To ważna chwila zarówno dla błogosławionych, jak i błogosławiących, mająca symboliczny i wyjątkowy charakter – przeczytaj również.


Lifestyle

Nie śpi z bólu, marznie, bo nie ma opał. Na życie ma 4,5 zł na dzień. Raport o biedzie w Polsce przeraża

Redakcja
Redakcja
23 listopada 2021
fot. palinchakjr/iStock
 

Jak co roku Szlachetna Paczka opublikowała „Raport o biedzie w Polsce”. I jak co roku, zawarte w nim dane i historie, które opowiadają wolontariusze fundacji, szokują i wyciskają łzy z oczu. Poniżej granicy skrajnego ubóstwa żyje ponad dwa miliony Polaków! W ciągu roku przybyło… aż 400 tys. osób. 25 proc. z tej liczby to dzieci. 

Historii takich, jak ta zacytowana w tytule wolontariusze Szlachetnej Paczki corocznie słyszą ok. 20 tys. To bardzo dużo, szczególnie jeśli zestawimy to z badaniami, że aż 30 proc. z nas twierdzi, że nie zna nikogo, kto żyje w biedzie – ani w rodzinie, ani w najbliższym otoczeniu. Tutaj trzeba zadać sobie pytanie: po czym rozpoznać można osobę biedną?

W raporcie czytamy, że wciąż świetnie mają się w tej kwestii stereotypy. Jak gdyby kilkadziesiąt lat badań społecznych, analiz i dowodów nie miało znaczenia. Albo: jak gdyby wciąż ważniejsze było nasze samopoczucie. Jak to? Biedny to dla nas najczęściej ktoś głodny, chory i bezdomny. Jak taki się stał? Z powodu choroby (63% wskazań), nadużywania alkoholu (58%), życiowej niezaradności (55%) albo lenistwa (51%).

Pełną treść Raportu o Biedzie znajdziesz na www.raportobiedzie.pl. Wejdź na stronę i pomóż docierać do ludzi żyjących w biedzie, zimnie i samotności. 

Wyobraź sobie, że mieszkamy razem.

My – wszyscy mieszkańcy Polski. Nie w przenośni, ale tak, że nasz kraj to naprawdę wspólny dom, a my jesteśmy w nim sąsiadami. Żeby pomieścić wszystkich, musiałby być dosyć duży. Niech więc to będzie blok. O stu mieszkaniach. Sto to sporo, ale jednak nie aż tyle, by nie słyszeć, co się dzieje za ścianą, by się nie mijać na korytarzu, nie spoglądać na siebie – choćby zdawkowo – w windzie.  Gdybyś mieszkał w takim bloku, gdybyś wracała do niego codziennie po południu albo wieczorem, widziałabyś lub widziałbyś więcej. Spróbuj więc. Wróć do siebie i popatrz w okna. W ilu z nich nie pali się światło, bo kogoś nie było stać na opłacenie rachunku za prąd?

  • Ośmiu twoich sąsiadów nie ma łazienki – wanny ani prysznica.
  • Sześciu nie może skorzystać z toalety, bo też jej nie ma.
  • W trzech lokalach brakuje bieżącej wody.
  • Tylko co piąte mieszkanie jest podłączone do sieci ciepłowniczej, w połowie nadal pali się węglem,  a w czterech jest dzisiaj po prostu zimno, bo jego lokatorów nie stać na ogrzewanie.
  • Co trzeci z twoich sąsiadów nie ma żadnych oszczędności.
  • W dwudziestu dwóch mieszkaniach ktoś mieszka sam.
  • W dziesięciu – doświadczył depresji.
  • W trzech – zmaga się z nią w tej chwili.
  • W co piątym mieszkaniu wiedzie życie ktoś, kto skończył już 65 lat.
  • Tylko jedna z tych osób swobodnie korzysta z internetu, pięć kolejnych robi to w sposób ograniczony, zaś pozostała czternastka twoich starszych sąsiadów jest całkowicie wykluczona z cyfrowego życia. Dziś to trochę tak, jak gdyby mieszkali na innej planecie, prawda?
  • W pięciu mieszkaniach żyją osoby znajdujące się w skrajnym ubóstwie. Może nie wychodzą z domu, może przemykają się gdzieś przy ścianie, może nigdy nie zwracasz na nich uwagi? Pieniędzy nie wystarcza im nawet na zaspokojenie podstawowych biologicznych i psychicznych potrzeb.
  • Co najmniej jeden z twoich sąsiadów w 2020 roku umarł

 

Raport podzielony jest na rozdziały: Głód, Zimno, Ból, Samotność, Tragedia. W każdym znajdziemy dane i historie konkretnych osób, do których dotarli wolontariusze Stowarzyszenia Wiosna.

Głód

„Stres, że nie mam za co kupić jedzenia, utrudnia mi myślenie w codziennym życiu.”

Kiedyś sobie radziła. Pracowała, była nawet zastępczynią głównej księgowej, opiekowała się matką, była szczęśliwa. Nie przyszłoby jej wtedy do głowy, że wszystko może się aż tak zmienić. W dodatku niepostrzeżenie. Na coś takiego nie można się przygotować. Najpierw wypadek, potem operacja, mozolna rehabilitacja, a gdy już było trochę lepiej – cios: zawał i śmierć męża. W takim stanie, gdy wszystko się nagle wali, łatwo o złe wybory, bo nie ma czasu, nie ma się siły, żeby się zastanowić. A może to była naiwność, nadmiar zaufania do kogoś, o kim myślało się, że się go zna, bo to przecież rodzina? A zresztą, czy teraz to ważne? Co zostało? 93 zł na życie na miesiąc i lęk o to, by starczyło na chleb i insulinę.

Zimno

„W nocy jest zimno, ale ja lubię spać w czapce.”

Chociaż dwa lata temu zdiagnozowano u niej nowotwór, pani Monika nie chodzi do lekarza, bo się wstydzi. Nie ma spodni. Tylko jedne, zniszczone. Nie ma też bieżącej wody, więc trudno jej się umyć. Nie pali w piecu, bo nie ma na to siły, a farelki nie
włącza, bo boi się wysokiego rachunku za prąd. Mieszka na końcu wsi, właściwie już na bezludziu. Jest sama, z bólem – każdego dnia coraz większym. Patrząc w okno przez pękniętą szybę, marzy o tym, że przenosi się do jakiegoś ciepłego kraju. Jest w nim tak samo biedna, ale przynajmniej nie marznie.

Samotność

„Bo ja lubię pogadać, spotkać się z kimś… Lubiłem.”

Pan Wojciech od ośmiu lat właściwie nie wychodzi z domu. Porusza się z trudem, więc do niezbędnego minimum ogranicza nawet wyjścia do sklepu. Nie ma dzieci, żony, rodzeństwa ani przyjaciół. Od śmierci mamy, którą się opiekował, nie ma nikogo. Przeszedł udar, jest sparaliżowany (niedowład prawej strony ciała), czuje się niepotrzebny. Zbędny. Czasem się uśmiecha, nadal ma poczucie humoru, ale coraz częściej zastanawia się, po co to wszystko. I nie jest tak, że odpowiedź nie przychodzi. Co będzie? Na razie życie mija mu na przebywaniu w domu, oglądaniu telewizji i słuchaniu radia z przebojami z dawnych lat.

Ból

„Boli mnie przez cały czas.”

Z powodu cukrzycy na nogach pani Danuty coraz częściej pojawiają się trudno gojące się rany. Kobieta powinna być pod stałą opieką lekarza, ale nie zawsze uda jej się umówić na wizytę. Nie zawsze też ma na to siłę. Mieszka sama, w jednym pokoju, bez możliwości skorzystania z kuchni, łazienki i bieżącej wody, bo po niekorzystnym dla niej podziale spadkowym domu, siostra ogranicza jej do nich dostęp. A ona jest za słaba, by znów z nią walczyć. Więc głównie leży. Czasem rozpromienia się, gdy przyjedzie ją odwiedzić
wnuczka, głównie jednak marzy o tym, by nie bolało. Lub chociaż bolało mniej.

Tragedia

„Córki mi nie dadzą zginąć. A co mnie nie zabije, to mnie wzmocni.”

Na razie jednak to on dba, by nie zginęły one. Po tym, jak jego żona odeszła, pan Artur w pojedynkę wychowuje 15-letnią Kornelię i 9-letnią Zosię. W domu ciągle się coś dzieje, bo oprócz dziewczyn mieszkają w nim jeszcze trzy koty. Do czerwca wszystko szło dobrze, ale wtedy przytrafiła się powódź. Nisko położony dom pana Artura został zalany, a woda zniszczyła większość dobytku. Remont pochłonął oszczędności, a i tak nie starczyło ich na dokończenie wszystkich napraw. Marzenia? Wielofunkcyjny robot kuchenny, bo starsza córka właśnie zaczęła naukę w szkole gastronomicznej. Przydałyby się też nowe drzwi wejściowe.

Wejdź na www.raportobiedzie.pl i pomóż docierać do ludzi żyjących w biedzie, zimnie i samotności. Obok nas.



Zobacz także

Nie tylko szyja i nadgarstki. Gdzie aplikować perfumy, żeby zapach utrzymywał się cały dzień?

Ksiądz i prostytutki. „Te kobiety często piękniej żyją Ewangelią niż ja”

Switchel: 5 powodów, dla których warto codziennie pić „cudowny eliksir” gwiazd Hollywood