Lifestyle

W życiu niczego nie możemy być pewni. Jedna sytuacja może pociągnąć za sobą lawinę ludzkich nieszczęść

Anika Zadylak
Anika Zadylak
17 października 2016
Fot. iStock / franckreporter
 

Mógłbym śmiało powiedzieć, że miałem wszystko. Dwa kierunki studiów ukończone z wyróżnieniem, dobrze sytuowani rodzice. Mieszkanie małe, ale własne, spore grono dobrych znajomych, kilku przyjaciół. Świetna praca, wakacje w Portugalii, odważnie patrzyłem w przyszłość. A gdy poznałem Asię, wiedziałem, że wygrałem los na loterii. Taki życiowy los, gdzie spokojnie możesz planować i realizować.  I tak też było.

Spotykaliśmy się, poznawaliśmy, utwierdzaliśmy w tym, że chcemy dzielić każdy kolejny dzień. Wiedziałem, czułem całym sobą, że odnalazłem matkę naszych dzieci, żonę, z którą się zestarzeję. Byłem po prostu szczęśliwy. Oczy Asi utwierdzały mnie w tym, że nie ma i nie będzie nikogo innego niż ja. Oddawaliśmy się sobie bez granic i poczucia lęku. Wspólnie pokonywaliśmy problemy, potrafiliśmy przeprosić i przyznać do błędów. Zaczęliśmy się już rozglądać za wspólnym mieszkaniem, a ja szukałem jej pierścionka zaręczynowego. Oboje na to czekaliśmy, oboje tego pragnęliśmy. Wracałem do domu po pracy, patrzyłem na innych ludzi i nie bardzo rozumiałem ich smutne, umęczone twarze. Przecież w życiu masz tyle, na ile sam sobie zapracujesz i się postarasz. Po co narzekać, użalać się, skoro wszystko zależy od nas. Nie pracuje ten, kto nie chce, szkół też nikomu przed nosem nikt nie zamyka, przyjaciół dobieramy sobie sami, partnerów życiowych też. Jak sobie pościelisz, tak się wyśpisz. Jak dziś słucham siebie sprzed trzech lat, to myślę – jaki ty głupi byłeś człowieku. I naiwny. Bo wystarczył jeden wyjazd służbowy, jedno spotkanie, żeby zniszczyć wszystko. Nie tylko mnie.

Wybacz, że nie opowiem ci szczegółów, po prostu ich nie pamiętam. Czasem zastanawiam się nawet, czy to dobro czy przekleństwo, bo noc potrafi malować w mojej głowie straszne obrazy.

To był kolejny firmowy wyjazd, jeden z wielu, które odbywałem kilka razy w roku. Tym razem było trochę inaczej, bo dołączyła do nas ekipa z innego miasta. Kilkunastu pracowników, głównie faceci, bo taka branża. Tamten koleś niczym szczególnym się nie wyróżniał, zresztą ja też nie. Po wszystkich oficjalnych spotkaniach zwyczajnie zeszliśmy do baru się napić. On też był. Jak to faceci, gadaliśmy o wszystkim, nie tylko o robocie i sporcie. O swoich czy w ogóle kobietach, też. Wiedział więc, że kogoś mam, że przede wszystkim jestem hetero. Do głowy by mi nie przyszło, że powinienem być ostrożny, nie zostawiać piwa na barze. Takie historie zdarzają się przecież tylko kobietom, w podrzędnych dyskotekach, szemranych towarzystwach. W najgorszym koszmarze mi się nie wyśniło to, co się później stało. Faktycznie jakoś tak się dosiadł do mnie, chłopaki już odpadli, poznikali w swoich pokojach, a my rozmawialiśmy. Głównie o dużym projekcie, jaki miały nasze firmy razem sfinalizować. Nie pamiętam dokładnie momentu, kiedy poczułem się dziwnie… Słabo, zbyt słabo na tę ilość alkoholu, którą wypiłem.

Potem w mojej głowie były już tylko takie wyrywki zdarzeń, takie kadry z momentami tamtego wieczoru. Widzę wtedy jak on mi obciąga, potem ja jemu. Słyszę jak sapie, jęczy i przyciska mnie do siebie. Nie wiem czy to narkotyki, które mi podał, czy moja psychika wyparła większość tego, co się zdarzyło tamtej nocy. Nie chcę tego wiedzieć, może jeszcze nie potrafię się z tym zmierzyć. Rano po przebudzeniu, zdążyłem kątem oka dostrzec, jego obleśny uśmiech. Zabrałem rzeczy i po prostu wyszedłem. Spakowałem walizkę i wyjechałem wcześniej, szef myślał, że to przez problemy rodzinne. Prawie uśmierciłem matkę, byleby już stamtąd wyjść, wyjechać, zapomnieć. Tak, jeszcze wtedy myślałem, że sobie z tym poradzę. Zajmę pracą, przyszłą żoną, naszym wymarzonym i idealnym życiem. Przecież mogę poprosić o przeniesienie do innego działu, żeby uniknąć spotkania z tym draniem. Dlaczego nie poszedłem na policję? Bo uważałem, że to pierwszy krok, do zniszczenia sobie życia. Nie pojmowałem, że to już się stało, że już nic nigdy nie będzie takie samo, jak przedtem.

Asia niczego nie zauważyła, nie mieszkaliśmy jeszcze wtedy razem, minęło kilka dni zanim się spotkaliśmy. Przez telefon, podczas rozmów, łatwiej było ukryć zmęczenie, lęk, upokorzenie. Mijały dni i tygodnie, wydawało mi się, że nad tym panuje, że nic po mnie nie widać, że sobie z tym poradziłem. Coraz więcej pracowałem, nawet do domu wracałem z dokumentami. Standardowo raz dziennie dzwoniłem do Asi i tak jak wcześniej, wysyłałem jej SMS-y,  widywaliśmy się co drugi weekend, czasem też  w tygodniu. Wszystko płynęło swoim rytmem. Pierwszy raz Aśka rozpłakała się, gdy wróciliśmy z zakupów. Pytała, co się ze mną dzieje, bo zacząłem podnosić głos bez większego powodu, bywałem złośliwy i nieprzyjemny. W sklepie zrobiłem jej aferę szarpiąc reklamówkę i zarzucając, że się ślimaczy. Przytuliłem ją wtedy, przepraszając i niczego nie wyjaśniając. Kilka razy złapałem się na tym, że unikam rozmów na temat wspólnego mieszkania, przestałem myśleć o zaręczynach, ślubie. Asia, zresztą ja też, uwielbialiśmy się ze sobą kochać. Potrafiliśmy robić to przez całą noc lub w dzień, niekoniecznie w łóżku. Jest piękną kobietą, kochałem jej dotyk, zapach skóry, jej szept, gdy prosiła o jeszcze. Z nikim przedtem nie było mi tak dobrze jak z nią.

Nie wstydziliśmy się siebie, razem odkrywaliśmy pewne sfery, jej oczy patrzyły na mnie z ogromnym pożądaniem. Była ciepła i dzika jednocześnie – marzenie, każdego faceta. Któregoś wieczoru zapytała wprost, czy kogoś mam. Wyparłem się, zresztą zgodnie z prawdą, ale już wtedy wiedziałem, że to początek końca. Nie umiałem jej o tym powiedzieć, a tym bardziej z tym żyć. Z nią żyć, krzywdzić ją coraz większym chłodem, zobojętnieniem. Ona to czuła, patrzyła na mnie zrozpaczona, coraz częściej pytała, czy na pewno zawsze już ze sobą będziemy. A ja do końca, jak najgorszy tchórz, upewniałem ją, że tak. Choć wtedy nie byłem już nawet człowiekiem, tylko zaszczutym zwierzęciem pragnącym tylko samotności. Z dala od bliskości, od dotyku i ludzi. Patrzyłem na moją cudowną dziewczynę, czułem, że już nikt nigdy nie pokocha mnie tak bardzo, jak ona. Ale strach przed wstydem jaki mnie wypełniał, był silniejszy. Zostawiłem ją bez słowa wyjaśnienia, z dnia na dzień. Odciąłem od tamtych miejsc, zmieniłem miasto i pracę nadal wierząc, że to najlepsze i jedyne rozwiązanie.

Asia nie jest kobietą, która błaga, obnosi się ze swoim cierpieniem. Oddała mi moje rzeczy, zniknęła. Zresztą, żeby ją ochronić, żeby się nie zadręczała, że zawiniła jakkolwiek, pokierowałem sprawę po swojemu. Po prostu, myślała, że to wina mojej rodziny i dziewczyny ode mnie z pracy, że coś nas tam łączyło. Zrobiłem z siebie bydlaka, bo chciałem, żeby zapomniała, ułożyła sobie życie. Sam pogrążyłem się w swoim cierpieniu, zmiana otoczenia i odcięcie się od ludzi niewiele pomogło. Zacząłem szukać rozwiązań. Próbowałem z kimś związać, wychodzić do dyskotek i innych miejsc, w których wcześniej raczej nie bywałem. Potrafiłem wypić nad rzeką kilka piw, co mi się wcześniej nie zdarzało i nieogolony, niedomyty iść na drugi dzień do pracy. Zacząłem palić, żyć z dnia na dzień, jakby mi na niczym nie zależało. Trochę na siłę, chcę być innym człowiekiem, żeby pochować tamtego chłopaka, sprzed gwałtu. Wydaje mi się, że jak będę udawał kogoś, kim nie jestem, to zatrę tamte obrazy. Że nowe życie i nowy ja pozwolą mi się od tego uwolnić. Od tych dręczących snów, wspomnień, przez które wymiotuję i brzydzę samego siebie.

Myśli samobójcze? Tak, bardzo często przychodzą. Takie chwile rezygnacji, myślenia o tym, że przestanę męczyć siebie i moich bliskich. Bo przecież moja rodzina widzi, czuje, że coś się stało, że nadal dzieje się coś niedobrego, ale pojęcia nie mają, jak mi pomóc. Po pierwsze musieliby wiedzieć, co mnie spotkało, po drugie, sam musiałbym się przyznać, że tej pomocy potrzebuje. A do tego trzeba prawdy, szczerej rozmowy o tamtej nocy. Błędne koło, bo ja chcę o tym zapomnieć, a nie to roztrząsać. Wiesz, co jest najgorsze? To, że tamten człowiek kompletnie nie zdaje sobie sprawy z tego, co nam zrobił. Tak, nam. Moi rodzice się martwią, bo odsunąłem się od nich tak, że praktycznie nie mamy kontaktu. Z bratem i siostrą ta sama historia, widujemy się, jak już musimy. Ja jestem wrakiem człowieka, udającym nawet przed samym sobą, że jest ok. No i Asia. Wiem, że nie ułożyła sobie życia, że cierpi na głęboką depresję, że rozpamiętuje tamten czas i się obwinia. Wiem, że nadal bardzo mnie kocha. Spotkałem się z nią niedawno i wszystko powiedziałem. Nie mogłem już dłużej znieść tego, że się niepotrzebnie dręczy. Nie wiem, czy dobrze zrobiłem, pewnie i tak już nigdy nie będziemy razem. Ale widok jej zapłakanych oczu, będzie mi się śnił do końca życia. Czasem myślę, że zraniłem ją podwójnie. A to przecież nie ja, to tamten człowiek nas wszystkich skrzywdził i złamał. Wystarczyła jedna pigułka, nieodpowiedni czas i miejsce.

W życiu niczego nie możemy być pewni. Wystarczy jedna nieprzemyślana decyzja, jeden ruch, jedno słowo żeby pociągnąć za sobą lawinę ludzkich nieszczęść. Najbardziej straszne jednak jest to, że największe  piekło na ziemi może nam zgotować, drugi człowiek. Taki sam jak my. Ktoś, kto w brutalny sposób pokazuje nam, że kontrola nad własnym życiem, to fikcja. 


wysłuchała: Anika Zadylak


Lifestyle

Detoks na dobry sen. 5 prostych zasad

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
17 października 2016
Detoks na dobry sen
Fot. iStock / VikaValter
 

Po całym dniu każdy z nas marzy, by pogonić jak najdalej wszystkie obowiązki i usiąść. Tak po prostu, w ciszy, bez marudzenia dzieci i świadomości, że jeszcze czekają w zlewie garnki, a na jutro niedokończona prezentacja. Jak już najczęściej uda nam się załatwić naglące sprawy i wyciągnąć swoje ciała spod relaksującego prysznica. Wracamy do sypialni, by wypocząć, a tam…

A tam zamiast faktycznego odpoczynku, decydujemy się na bombardowanie naszych zmysłów dodatkowymi, cyfrowymi bodźcami. To wbrew pozorom, żaden odpoczynek dla naszych zmysłów, mimo że wydaje się odwrotnie. „Odmóżdżanie” się przy brzęczącym sprzęcie, który mimo wszystko nadal angażuje nas mózg, nie jest czymś dobrym – choć często nie zdajesz sobie z tego sprawy.

Detoks na dobry sen – 5 prostych zasad 

1. Twoje 90 minut przed snem

Najlepiej już na 1 ½ godziny przed snem ograniczyć bodźce i przeznaczyć czas tylko sobie. Znajdź dla siebie kojące zajęcie, takie jak czytanie książki czy medytacja, które nie będą cię niepotrzebnie nakręcały intensywnymi doznaniami.

2. Ogranicz wieczorem niebieskie światło

Czyli takie, które emitują lampy LED-owe, ekrany tabletów, smatfonów, komputerów. Negatywne działanie światła niebieskiego objawia się uczuciem suchości i pieczenia oczu, a także problemami z zaśnięciem z powodu hamowania wytwarzania melatoniny — hormonu snu.

3. Wycisz telefon

Wyłącz nawet wibracje. Przychodzące non stop powiadomienia, szczególnie z portali społecznościowych, wytrącają z odpoczynku, angażując nas do sprawdzenia ich przyczyny. W następstwie, zamiast odpoczywać, utykamy w sieci, biorąc udział w toczącym się tam życiu. Porzuć nawyk sprawdzania z nudy urządzenia wieczorem, na pewno nic ci do rana nie umknie.

Detoks na dobry sen

Fot. iStock / ArthurHidden

4. Odsuń od siebie pokusę

Im dalej od kuszącej rzeczy, tym mniej chęci, by po nią sięgać. Zamiast wtykać telefon po poduszkę, odłóż go nad barek z drugiej strony pokoju. Nawet gdy będzie cię kusiło, żeby sprawdzić co w wirtualnym świecie słychać, nie będzie chciało ci się wychodzić z ciepłej pościeli, by to zrobić.

5. Wieczorny czas traktuj jako nagrodę 

Szczególnie gdy za sobą masz intensywny dzień, nie marnuj wieczora na patrzenie w telewizor czy ekran smartfonu. Ten czas potraktuj jako nagrodę i stwórz wokół siebie miłą atmosferę, która dodatkowo wzmocni relaks. Jeśli lubisz czytać książki, kup sobie wymarzony tytuł, zapal świece i nastrój się pozytywnie na resztę wieczoru i dobrą noc. Nie tylko nie zmarnujesz wolnego czasu, ale i odpoczniesz.


źródło: www.spring.org.uk


Lifestyle

8 sygnałów wskazujących na to, że twój facet nie jest z tobą szczęśliwy

Agnieszka Sierotnik
Agnieszka Sierotnik
17 października 2016
facet nie jest z tobą szczęśliwy
fot. iStock/Dragan Radojevic

Dobry związek to taki, który daje nam szczęście, poczucie bezpieczeństwa i komfort. Kiedy czujesz, że twój partner wcale taki szczęśliwy nie jest, w głowie rodzą się setki pytań; czy to aby na pewno nie twoja wina? Czy możesz coś z tym zrobić? A może powiedziałaś coś bardzo nie tak i teraz sprawy nabrały niezbyt dobrego obrotu? Ostatnia rzecz jakiej nam wtedy trzeba jest panika. Jasne, to normalne – zależy nam. Jednak im bardziej panikujemy, tym trudniej będzie nam wyjść z całej sytuacji. Tu trzeba spokoju i wyczucia, bo oznak bycia nieszczęśliwym w związku mogą być setki i nie pojawiają się one z dnia na dzień.

1. Kaprysi cały czas

Każdemu czasem włącza się kapryszenie. Szczególnie zastosowanie ma to jednak u naszych ukochanych facetów. Podczas gdy my ze złości czy smutku po prostu siedzimy cicho w kącie lub rzucamy wymowne spojrzenia, oni reagują zgoła ingaczej. Szybko się irytują, denerwuje ich każde słowo, a zupa na pewno będzie za słona. Dodatkowo ciągle jest znużony, a wszystkie te złe emocje kieruje prosto na ciebie. „Oto jak wygląda typowy nieszczęśliwy mężczyzna” – mówi doktor Scott Carroll, psychiatra i ekspert do spraw związków. Zestresowany facet to rozkapryszony facet, ale gdy on sam nie wie, o co tak naprawdę chodzi – lepiej po prostu szczerze pogadajcie.

2. Zostaje do późna w pracy

Pracoholizm to choroba cywilizacyjna XXI wieku. Zostawanie w pracy do późna, to dziś nic nadzwyczajnego. Problem może pojawić się dopiero, gdy twój partner po prostu żyje pracą, zostaje w niej do późna i zawsze ma na to jakąś wymówkę. W większości przypadków będzie to oczywiście prawda, ale zawsze znajdzie się ten jeden, który będzie oznaczał 'ratunku, jestem nieszczęśliwy!’. Zamiast się domyślać, po prostu to sprawdź. Pytania raczej nie zdadzą egzaminu. Zaproś swojego ukochanego na wieczorną randkę. Doktor Carroll uważa, że to najlepszy test. „Jeżeli nie będzie mógł, a w każdy wieczór który będzie pasował tobie,  jemu akurat coś wypadnie – przemyśl sprawę i zacznij się zastanawiać, co tak naprawdę się dzieje.”

3. Kłótnie? Ale po co?!

Zgoda, nikt nie lubi się kłócić. Jednak to coś, co zawsze występuje w zdrowych relacjach. Rozładowuje napięcie, pozwala na oczyszczenie atmosfery, no i przede wszystkim na słodkie pogodzenie się. Jeżeli więc przyszła pora na małą sprzeczkę, a twój partner nie ma na nią ochoty, być może już dawno odpuścił sobie dbanie o waszą relację. Potencjalne teksty zwiastujące pogorszenie sytuacji? 'Już przez to przechodziliśmy.’ 'Nie mam na to dzisiaj siły’. 'Nie chce mi się w ogóle o tym gadać, co na obiad?’.

4. Idzie spać o wiele później niż ty

Mówi się, że pary które są ze sobą zgrane chodzą spać o tej samej porze. Nawet jeżeli jedno zasypia szybciej od drugiego, wspólne leżenie w łóżku przynosi więcej korzyści, niż mogłoby się wydawać. W końcu to najlepszy czas na odrobinę czułości, przytulanie, seks, szczere rozmowy albo nawet leżenie obok siebie podczas czytania ulubionej książki. „Zwróć uwagę na to, czy twój partner kładzie się do łóżka zdecydowanie wcześniej lub później niż ty.” Carroll uważa, że jedynymi akceptowalnymi wymówkami może być ważny projekt w pracy lub coś naprawdę ważnego, ale bardzo często to po prostu oznaka nieszczęścia i oddalenia.

fot. iStock/Martin Dimitrov

fot. iStock/Martin Dimitrov

 

5. Newsy? Dla ciebie to już powielona informacja

Partner jest przede wszystkim przyjacielem. Bez przyjaźni żaden związek nie ma szans na powodzenie. Normą jest dzielenie się ze sobą wszystkimi informacjami, niezależnie od tego czy są dobre czy złe. Jednak kiedy o jakieś nowości dowiadujesz się od jego przyjaciół – coś przestało chyba  grać. Być może zabrakło zaufania, a może zostało one wręcz nadszarpnięte. Zwykle problemem jest także brak naszego zainteresowania. Oczywiście możemy mieć inne zajęcia, dużo znajomości i zawrót głowy w pracy, ale nic nie powinno być ważniejsze od chwili rozmowy z najbliższą nam osobą.

6. Szuka twojej uwagi, za wszelką cenę

Pamiętasz moment, w którym twoi rodzice byli tak zajęci, że nie poświęcali ci wystarczająco dużo uwagi i miłości? No dobra, pewnie kochali cię bardzo mocno, ale i tak wszystko absorbowało ich uwagę bardziej niż ty. W dorosłym życiu także może cię coś takiego spotkać. Kiedy nie poświęcasz wystarczająco dużo uwagi swojemu partnerowi, on zrobi wszystko, żebyś była obok. „To taki syndrom ciągnięcia rękawa.” – mówi pisarka Amy Shearan. Nagle we wszystkim potrzebują twojej opieki i twojej pomocy. Niezależnie od tego czy chodzi o wybór marki pieprzu do kolacji czy o duże zmiany, jak na przykład zmiana pracy.

7. Nienawidzi twojej rodziny

Nikt nie mówi, że trzeba uwielbiać wszystkich do koła. To zdecydowanie normalne, że jednych lubimy mniej, a drugich bardziej. Jednak wszystkim należy się szacunek, zwłaszcza rodzinie naszych partnerów. Schody zaczynają się, gdy twój mężczyzna krytykuje rodzinę na każdym kroku – bo źle się ubierają, bo nie widzą problemu, bo nieodpowiednio się zachowują. Jeśli to ty zaczęłaś ten temat, okej. Jednak krytyka lub co gorsza nastawianie cię przeciwko twoim przyjaciołom czy rodzinie, jest już niepokojące. „To po prostu okazanie braku zainteresowania, ale przede wszystkim jest to niedopuszczalne zachowanie!” – komentuje całą sprawę Becky Wheston, terapeutka par.

8. Nigdy nie pyta, jak minął twój dzień

Nawet jeśli nie mieszkacie razem, zwykła SMS na koniec dnia powinien być normalnością. W szczęśliwych związkach właśnie tak jest. Wystarczy telefon, krótka pogawędka, jeszcze krótki SMS lub wiadomość na komunikatorze. Tutaj także nie ma jednak co panikować – każdy ma słabszy dzień i potrzebuje chwili samotności, nawet jeżeli oznacza to chwilowy brak kontaktu. Jednak jest granica między brakiem dbania o kogoś, a potrzebą samotności. Zwykle jest to bardzo wyczuwalna różnica. „Kiedy ktoś 'wypisuje się’ ze związku, po prostu przestaje się przejmować drugą osobą” – zauważa terapeutka Aaron Anderson. Jeżeli sama nie jesteś przekonana, czy dobrze wyczuwasz tę różnicę, po prostu porozmawiajcie kolejnego dnia. Szczerze i bez paniki – to najlepszy sposób na rozwiązanie problemu.


źródło: Bustle.com


Zobacz także

Dzień Matki, 26 maja – pora rozejrzeć się za oryginalnym prezentem

Trzy rzeczy, które już dziś powinnaś zrobić dla siebie

Szlaban na komputer – czy jest to właściwa metoda wychowawcza?