Lifestyle Psychologia

Bilans życiowy przed czterdziestką? Nie ma czego się bać

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
9 marca 2016
Bilans życiowy przez czterdziestką? Nie ma czego się bać
Fot. iStock / evgenyatamanenko
 

Myślimy: bilans życiowy i pada na nas blady strach, bo boimy się że bilans zysków i strat, sukcesów i porażek nie będzie się równoważył, a raczej przechylał na stronę tych drugich.

Przyjaciółka powiedziała mi: „Zobaczysz, to jest silniejsze od ciebie, że przed 40-tką rozliczasz się ze swojego życia”. Mam jeszcze trochę czasu, ale postanowiłam się do tego dobrze przygotować. W końcu bilansu nie trzeba robić przed pełnymi urodzinami lub z powodu jakiś wyjątkowych wydarzeń.

Grunt to wiedzieć, jak się do tego zabrać, bo przecież nie chodzi o to, żeby usiąść, załamać ręce i stwierdzić, że moje życie jest do niczego. Bo – sorry – na pewno nie jest.

Zrób listę rzeczy dla ciebie ważnych

W zupełnym oderwaniu od tego tu i teraz. Po prostu puść swoje myśli luzem i wypisz wszystko to, co w życiu dla ciebie jest ważne:

kariera zawodowa, rodzina, dzieci, podróże, rozwijanie pasji (napisz jakich), życie towarzyskie, przyjaciele, czysty dom, spełnienie marzeń (jakich), zdrowie, wykształcenie, związek.

Dla każdej z nas to będzie coś zupełnie innego, choć pewnie wiele rzeczy znalazłybyśmy wspólnych.

Zrób listę rzeczy, które w swoim życiu masz

Może być obok tych ważnych. Wypisz, co osiągnęłaś w swoim życiu, co składa się na to, gdzie dzisiaj jesteś. Czy masz dzieci, podróżujesz, jesteś w dobrym związku albo wyplątałaś się ze złego. Masz pracę? Dobrych ludzi wokół siebie? Przyjaciół, na których możesz polegać? Fajne mieszkanie, samochód, rower? Napisz o tym wszystkim, co sprawia ci w życiu radość, co je wypełnia i czyni dobrym, sprawia, że lubisz swoje życie.

A teraz połącz te rzeczy ważne z tymi, które masz. Może się okazać, że wiele z nich jest już w twoim życiu. Może jedne w mniejszym wymiarze niż byś chciała, a może inne bardziej niż ci się wydawało. Może być też tak, że po tym zestawieniu niektóre z tych ważnych rzeczy na swojej ważności mogą stracić.

Napisz co chcesz osiągnąć, a co już osiągnęłaś

Często stawiamy sobie wysoko poprzeczkę nie doceniając tego, co zrobiliśmy dotychczas. Więc może czas najwyższy docenić wszystko to, co już udało ci się osiągnąć. Z jednej strony kartki zrób listę swoich sukcesów: zawodowych i prywatnych, a z drugiej tych, do których dążysz, może się okazać, że wiele ze swoich celów już osiągnęłaś. Jasno zobaczysz, do czego chcesz dążyć.

Wyobraź sobie siebie za kolejne pięć lat

Pomyśl o sobie. Zamknij oczy i wyobraź sobie gdzie chciałabyś być za pięć lat, co robić, kto jest tam obok ciebie. Widzisz siebie, uśmiechasz się do tego wyobrażenia? Zapamiętaj je bardzo dokładnie, bo tam właśnie zmierzasz, nawet jak się boisz, nawet jak wydaje ci się to niemożliwe – życie to zmiana, a zmiana zawsze niesie za sobą lęk przed tym co nowe i nieznane. Ale… zamknij oczy i zobacz, gdzie w ostatecznym rozrachunku będziesz mogła być. Szczęśliwa. Pielęgnuj w sobie to wyobrażenie.

Pomyśl czego potrzebujesz

Co jest potrzebne ci do szczęścia. Niech to nie będą jakieś mrzonki, iluzje, ale konkretne rzeczy. Nie pisz miłość – napisz fajny związek – bo na miłość będziesz biernie czekać, a żeby znaleźć partnera możesz zacząć działać. Nowa praca – na to też masz wpływ, lepszy samochód, mieszkanie, podróż na drugi koniec świata, by doświadczyć nowego, rozwój osobisty – to wszystko są rzeczy, na które ty sama masz wpływ, to czy uda ci się zadbać o twoje potrzeby zależy tylko i wyłącznie od ciebie.

Czy żyję swoim życiem, czy wypełniam czyjś plan

To jak odpowiedzieć sobie na pytanie czy jestem szczęśliwa ze swoim życiem, że to w jakim teraz jestem punkcie, to mój wybór, to konsekwencja moich decyzji, a nie spełnianie oczekiwań wszystkich wokół. Czasami odpowiedź może nas zmiażdżyć, ale też wyzwolić z potrzeby bycia akceptowanym przez wszystkich wokół. To twoje życie, ono jest tylko jedno, nikt nie ma prawa decydować o tym, jak je przeżyjesz. A jeśli przywłaszcza sobie takie prawo, powiedz, żeby zajął się twoim, bo ty teraz bierzesz życie w swoje własne ręce. Na to nigdy nie jest za późno.

Które ze swoich marzeń chcę zrealizować?

Marzenia nie są tylko po to, żeby o pewnych rzeczach wyłącznie marzyć. Ja jestem przekonana, że marzenia są po to, by je spełniać. I jak już kilka z nich spełniłam, to może czas sięgnąć po kolejne. Bo jestem na takim etapie swojego życia, kiedy wszystko mogę, a ograniczenia tkamy sobie sami. Te zawsze można przełamać, choć wiadomo – do prostych rzeczy to nie należy. Ale jeśli bardzo nam na czymś zależy, to trzeba do tego dążyć, obmyślić realny plan działania, a nie jedynie siedzieć w fotelu i myśleć, jak mogłoby być cudownie.


Lifestyle Psychologia

Eko żywność? Owszem istnieje, ale nie każdy produkt z etykietką „naturalne” jest ekologiczny

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
9 marca 2016
Eko żywność
Fot. iStock / pixdeluxe
 

Szukasz w sklepach produktów eko? Zwróć szczególną uwagę na pochodzenie tego, co wkładasz do koszyka. Nie każde warzywo z etykietką „eko” czy jaja „naturalne” i mleko „od szczęśliwych” krów właśnie takie będzie. Jeśli chcesz kupić zdrową, naturalną i smaczną żywność, sprawdź skąd rzeczywiście pochodzi.

Zapewne już wiesz, że nie wszystko złoto co się świeci i uważnie przyglądasz się temu, co jako nowalijki sprzedawane jest w sklepach. I bardzo dobrze, “naturalne” warzywa w lutym i marcu, to dość podejrzane. No dobrze, skoro nowalijki wcale takie zdrowe nie są, to co może takie być – ekologiczne mięso, jajka czy mleko?

Nauka broni natury

Ekologiczne warzywa, owoce, mięso oraz jaja są zdrowsze, co potwierdzono w badaniach naukowych. Międzynarodowy zespół ekspertów kierowany przez naukowców z Uniwersytetu w Newcastle w Wielkiej Brytanii, na łamach British Journal of Nutrition* opublikował nowe zestawienie badań naukowych. Wynika z nich, że ekologiczne mięso i mleko ma więcej wartości od zwykłych produktów:

  • mleko i mięso ekologiczne zawierają około 50 % więcej dobroczynnych kwasów omega-3 w porównaniu do produktów konwencjonalnych,
  • ekologiczne mięso charakteryzuje się nieco mniejszą zawartością dwóch nasyconych kwasów tłuszczowych (mirystynowego i palmitynowego), których spożywanie wiąże się ze zwiększonym ryzykiem zachorowania na choroby układu sercowo-naczyniowego,
  • mleko ekologiczne zawiera o 40 % więcej sprzężonego kwasu linolowego (CLA),
  • mleko ekologiczne zawiera nieco więcej żelaza, witaminy E i niektórych karotenoidów,
  • mleko konwencjonalne zawiera o 74 % więcej jodu, a także nieznacznie więcej selenu.

Z innych badań które ukazały się ukazały się w czasopiśmie „British Journal of Nutrition”, wynika również, że owoce i warzywa z upraw ekologicznych, zawierają prawie o połowę mniej rakotwórczego kadmu oraz czterokrotnie mniej pestycydów. Odznaczają się również niższym stężeniem azotu , azotanu  i azotynu niż te konwencjonalne. Ponadto zawierają od 18 do 69 proc. więcej antyoksydantów – w tym najsilniejszego z nich, czyli resweratrolu.  

Nie wszystko eko, co ze wsi pochodzi

Ekologiczna żywność pochodzi z upraw i hodowli prowadzonych zgodnie z prawami natury. Jest zdrowa, bo pozbawiona pestycydów, substancji przyspieszających wzrost, metali ciężkich i innych szkodliwych substancji. Warzywa aby były eko, muszą spełnić szersze kryteria, niż tylko zostać wyciągnięte z wiejskiej ziemi. Nic ze starań właściciela działki, wstrzymywanie się od używania chemii, jeśli działka leży 200 metrów od fabryki czy jakiegoś ścieku. Zanieczyszczona gleba, woda czy powietrze, nie wyda nam ekologicznej uprawy! Podobnie ze zwierzętami gospodarskimi, karmionymi sztuczną paszą, żyjącymi w zanieczyszczonym środowisku, ich mięso nie będzie ani smaczne, ani zdrowe.

Tylko takie produkty będą eko!

Warzywa i owoce. Bez sztucznych nawozów, za to podsypywane nawozami naturalnymi, dostarczającymi roślinom składników niezbędnych do zdrowego wzrostu. Najlepiej sprawdza się obornik, najlepiej koński lub bydlęcy lub kompost, czyli nawóz wytwarzany z odpadów roślinnych.

Mięso. Ekologiczne mięso pochodzi z gospodarstwa, które przestrzega określonych norm związanych z chowem. Zwierzęta karmione są paszami roślinnymi z gospodarstwa bądź z zewnątrz, ale posiadającymi stosowny certyfikat. Nie wykorzystuje się tu antybiotyków, wspomagaczy wzrostu, pasz i produktów powstałych z organizmów genetycznie modyfikowanych. Jest zdrowo i z pozytywnym wpływem na smak i aromat takiego mięsa. Ma ono wyższą jakość i właściwości odżywcze niż mięso pochodzące z przemysłowej hodowli.  

Sprawa ma się bardzo podobnie, gdy szukamy zdrowego mięsa drobiu. Jeśli chcemy kupić ekologiczny drób, najlepsze mięso pochodzi od kur, kaczek i innych, z wolnego wybiegu, karmionych zieloną paszą. Dzięki temu mięso ma doskonały smak i aromat oraz jest zdrowsze.

Mleko i jaja. Te produkty są tym smaczniejsze i bardziej wartościowe, im bardziej naturalną karmę będą jadły krowy i kury. Jaja ekologiczne mają więcej wartości odżywczych i mniej cholesterolu. Zawierają także dwa razy więcej witaminy E, prawie trzy razy więcej beta-karotenu i nawet o 30 proc. więcej kwasów omega-3 niż te od kur hodowanych w klatkach. Jeśli kupujemy je w sklepie, zwróćmy uwagę na oznaczenia na skorupkach:

0 – jaja z produkcji ekologicznej, kury żyją na wolnym wybiegu, karmione są ekologiczną karmą, trawą i jedzą dżdżownice,

1 – jaja z chowu na wolnym wybiegu, kury żyją w kurniku, ale mają możliwość wychodzenia na wolny wybieg

2 – jaja z chowu ściółkowego, kury hodowane w zamkniętych kurnikach

3 – jaja z chowu klatkowego, kury żyją w niewielkich klatkach, w których nie mają możliwości poruszania się, nie są również wypuszczane

Niestety nie każdy może sobie pozwolić na zakup eko produktów, szczególnie mięsa, z racji jego wysokiej ceny – różnica w porównaniu do produktów nieekologicznych bardzo często przekracza 100%. Warzywa i pozostałe, mają cenę wyższą o 20% od zwykłych produktów. W przypadku pokarmów ekologicznych, płacimy rzeczywiście za zdrowie i smak.

Jak rozpoznać eko żywność w sklepie?

Nie można wierzyć producentowi “ na słowo”. Papier, a raczej etykieta wszystko przyjmie i nawet chemiczne warzywa mogą stać się “eko” czy “naturalne” bo producent tak obliczył zysk. Mówi się, że wszystko co eko, będzie małe, brzydkie i z robakami, bo do owocu z chemią robak się nie dostanie. To nie do końca prawda, ponieważ można nakładem sił i naturalnym wspomaganiem wyhodować dorodne i zdrowe rośliny, tylko nie da się tego zrobić na masową skalę. Dlatego kupując podejrzanie tanie eko-warzywa, szukajcie znaków instytucji które poświadczą ich pochodzenie: Ekogwarancja PTRE, PNG, Cobico, Bioekspert, BioCert Małopolska, Polskie Centrum badań i Certyfikacji, Buiro ds. badań i Certyfikacji Oddział w Pile, Agro Bio test. Tylko powyższe daje gwarancję ekologicznych zakupów. Podobnie z mięsem – zwróćcie uwagę na certyfikaty QAFP, PQS, QMP, one dają gwarancję zakupu zdrowej żywności.


Źródło: „British Journal of Nutrition”


Lifestyle Psychologia

5 dowodów na to, że romans w pracy nie jest dobrym pomysłem

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
9 marca 2016
5 dowodów na to, że romans w pracy nie jest dobrym pomysłem
Fot. iStock / Geber86

Kusi. Szczególnie tych, na których po powrocie do domu czeka jedynie puste, (nie)starannie zaścielone łóżko i ewentualnie zwierzę bardziej lub mniej futerkowe. Zdarza się nie tylko w filmach, skoro coraz więcej firm oficjalnie zabrania go swoim pracownikom. Romans w pracy to afera nie tylko ryzykowna, ale i najczęściej nietrwała, a zamieszania wprowadza tyle, że jeszcze długo po zakończeniu będzie odbijać się przysłowiową czkawką. I to nie tylko samym zainteresowanym.

#taka sytuacja…

K. siedzi biurko w biurko z B. Pracują w tym biurze od roku, razem z pozostałymi kolegami i koleżankami z działu chodzą na wspólne lunche. Ich relacje są poprawne. Ale w piątek po południu K. puścił do B. oczko i spojrzał na nią inaczej niż zwykle, przez co B. nie mogła myśleć o niczym innym przez cały weekend, mimo, że zazwyczaj podczas weekendów nie myślała o K. wcale. O pracy też nie. W poniedziałkowy poranek umalowała się więc staranniej niż zwykle, inaczej uczesała włosy i z lekkim drżeniem serca pobiegła do biura. K. przyszedł spóźniony i zaprosił ją na kawę do biurowej kuchni. Cieplejszy niż ogólnie przyjęto charakter tego spotkania nie uszedł uwadze pozostałych pracowników. I choć flirt to jeszcze nie romans, całe biuro wie, że „coś wisi w powietrzu”. A to wcale nie jest dobre, bo to niewinne „coś więcej”:

1. Przeszkadza ci skoncentrować się na obowiązkach

Sytuacje, które tak mocno angażują emocjonalnie odwracają naszą uwagę od tego, co w miejscu pracy najbardziej istotne: od sprawnego i sumiennego wykonania zadań, które nam przydzielono… Zauroczenie czy fascynacja uderzają do głowy, nic na to nie poradzisz, nie jesteś w stanie. Jak tu teraz wytężyć umysł i skupić się na obowiązkach, kiedy twoje myśli krążą wokół tych kilku słów, spojrzeń czy przelotnego muśnięcia dłoni?:)

2. Sprawia, że mieszasz sprawy zawodowe z prywatnymi

W sprawie uczuć większość z nas zachowuje się irracjonalnie. Zdarza się, ze pod wpływem gorącej sympatii do kolegi kryjesz go przed szefem, a w skrajnych przypadkach nawet starasz się usprawiedliwiać jego niedociągnięcia i zaniedbania. A jeśli, nie daj Boże, twój wybranek jest jednocześnie twoim podwładnym, zaczynasz go mimowolnie faworyzować i forsować jego projekty, nie ze względu na ich jakość, ale ze względu na łącząca was zażyłość. Oceniając jego kompetencje i dokonując ewaluacji jego pracy tracisz obiektywizm na rzecz chwilowej niepoczytalności. Zrozumiałe.

3. Odziera cię z prywatności

Chcesz,czy nie, wasze uczucia rozwijają się na oczach współpracowników, a to, co was łączy staje się tematem numer jeden biurowych ploteczek. Nie ma mowy o jakieś intymności, tak potrzebnej obu stronom, gdy związek dopiero raczkuje. W tak niesprzyjających warunkach, ten romans może zakończyć się zanim się  zdąży  na dobre zacząć i to boleśnie.

4. Komplikuje twoje relacje z pozostałymi pracownikami oraz z szefem

Na przykład z tego powodu, że przez większość z nich twoje zachowanie zostanie odebrane jako nieprofesjonalne (bo takie jest). Nawet mimowolne okazywanie sobie uczuć, czułe gesty przed którymi trudno się powstrzymać gdy wybuchnie uczucie (niezależnie od tego czy to chwilowe zauroczenie, czy miłość jak z filmu) nie powinny mieć miejsca w pracy. Również dążenie do spędzania czasu „sam na sam”, separacja podczas imprez integracyjnych czy wspólnych wyjść na obiad źle wpływają na współpracę w zespole.

5. Tej relacji nie da się zakończyć „od tak”

Gdy związek okaże się pomyłką, albo gdy jedna ze stron się rozmyśli, druga nadal pozostanie w pobliżu. Będzie cierpieć na oczach całego biura (twoich oczywiście także) posyłać pełne żalu i wyrzutów spojrzenia, a w ekstremalnych wypadkach uprzykrzy ci życie rozsiewając kłamstwa i plotki na twój temat. Co się stało, to się nie odstanie, szczegółów waszych intymnych relacji również nie da się wymazać ani cofnąć. Jesteś gotów zmienić pracę, jeśli ta sytuacja zacznie cię przerastać?

Podobno miłość możemy znaleźć dosłownie wszędzie. Na pewno są wśród was i tacy, którzy swoje połówki poznali właśnie w pracy. Przyznacie jednak, że nie zawsze było pięknie i różowo. O ile nie czujecie, że oto na waszej drodze stanął ktoś prawdziwie wyjątkowy, dla kogo warto zaryzykować, zawsze lepiej jest oddzielać życie prywatne od zawodowego.


Zobacz także

Jak sama sobie tworzysz piekło w związku

Veni, vidi, vici, czyli przybyłam, zobaczyłam i wróciłam. Czego nauczyła mnie emigracja

W pogoni za szczęściem?