Lifestyle

Biegnąc pomagam

Midoblog
Midoblog
9 czerwca 2016
 

W życiu wszystko dzieje się po coś.

Może stwierdzisz, że to niemądre zrzucać odpowiedzialność na los. Może nie wierzysz w przeznaczenie i zbieg okoliczności. Ja tak. Tylko moja wiara, jak na matematyka przystało, jest raczej logiczna – wierzę, że na wszystko w naszym życiu mamy wpływ, a przynajmniej na tę większą połowę. Wierzę też, że pewne doświadczenia pojawiają się wielokrotnie, właśnie po to, aby nauczyć nas, czego jeszcze nie potrafimy.

Ale tym razem nie o doświadczeniach, nie o przeżyciach, chociaż te są bezpośrednio związane z ludźmi, a o ludziach chcę pisać. Jeżeli czytasz mnie już jakiś czas, to wiesz, że lubię przebywać wśród ludzi, poznawać nowych, obserwować i słuchać. A już tym bardziej takich, jakich ostatnio los postawił na naszej drodze. Nie potrafiliśmy przejść obok nich obojętnie. Czasem czuje się właśnie to „coś”, a ja wierzę, że Oni pojawili się po coś. Nie wiem skąd. Tak po prostu wiem. Napędzają mnie, nas pozytywnie i mobilizują do działania. To ludzie, którzy dodają skrzydeł, ciągną w górę. Ludzie, którzy poszerzają nasz horyzont widzenia świata i okazuje się, że można widzieć coś zupełnie inaczej, a Twój dotychczasowy sposób patrzenia był tak naprawdę zero jedynkowy.

Znajomych mamy wielu, ale są wśród nich tacy, przy których (niezależnie od nich samych) wychodzi z nas gorycz, narzekanie, sami dla siebie stajemy się niemili. Przy nich jest zupełnie odwrotnie. Nie jestem w stanie tego wytłumaczyć – może to jakaś wewnętrzna energia, układ planet, który towarzyszył naszym narodzinom. To wszystko tylko spekulacje. A prawda jest taka, że to od nas zależy, jakimi ludźmi się otaczamy i jacy się przy nich stajemy. Przy nich stajemy się lepsza wersją nas samych.

To dzięki nim zapisaliśmy się na bieg Huntrun.

image

Realizowany przez Fundację Petralana projekt „Biegnąc pomagam” ma jasno określony cel – pomoc dla małego chłopca Oliwierka, który urodził się z wrodzonym brakiem przedramienia, dłoni lewej oraz prawej, obustronnym brakiem podudzi oraz stóp. Edycja biegu odbywa się w Bałtowie 2 i 3 lipca.

imageimage

Huntrun to ekstremalny 10 kilometrowy bieg z przeszkodami (2 lipca) oraz 5 kilometrowy bieg z przeszkodami w kolejnym dniu. (Ekstremalny brzmi naprawdę poważnie). Sam bieg jest okazją by pokazać, że są ludzie zaangażowani w niesienie pomocy. Chociaż tyle możemy od siebie dać.

„Niewiele dajesz, jeśli dajesz to, co posiadasz. Dopiero jeśli dajesz siebie, dajesz naprawdę„

Zachęcam do wspólnego udziału – Bałtów 2 i 3 lipca

Do następnego!


Lifestyle

TRZEPAK-FACEBOOK MOJEGO DZIECIŃSTWA

Midoblog
Midoblog
21 lipca 2016
 

 

Do popełnienia tego wpisu zbierałam się dobrych parę dni. Tak to zazwyczaj bywa, kiedy człowiek sam przed sobą musi się przyznać do błędu. Ale pociesza mnie to, że kto ich nie popełnia. Jak ja to mówię, jedynie ci, którzy nic nie robią (teoretycznie).

Kiedy nadchodzą wakacje, chcę wszystko nadrobić – sprzątanie, układanie rzeczy w szafie, wyrzucanie zbędnych ale i kupowanie nowych (no bo przecież promocje, więc jak tu nie skorzystać). A ponieważ nie chciałam zostawiać Ann u babci czy też dziadka, jeździła ze mną. Później na siłę starałam się szukać logicznych argumentów przemawiających za tym, że aż tak mało pedagogiczne to to nie było. Uwierz mi, że z marnym skutkiem. Dziś sobie mówię „było, minęło”.

Najważniejsze dostrzegać, że coś nie tak, jak być powinno i zmieniać… Tak też zaplanowałyśmy obecny tydzień…

Czas spędzany na dworze

Ostatnie dni staramy się wykorzystywać od rana do późnego wieczora. I mimo wakacji, ja typowa sowa, staram się wstawać w miarę wcześnie. Do południa obowiązkowy spacer. Do akcji przyłączył się rower. Nie wiem czy to późno, myślę, że w sam raz, zważywszy na to, że Ann dotąd jakoś nie ciągnęło do roweru. Nawet biegowy, niestety, sprzedaliśmy, bo leżał w kącie. Ale o rowerze już niebawem. Mam nadzieję, będę mogła podzielić się z Tobą sprawdzoną – skuteczną metodą nauki jazdy dla powściągliwych.

W obowiązkowych codziennych spacerach (z zegarkiem w ręku) utwierdziła mnie ostatnia dyskusja w jednej z telewizji śniadaniowej.

Więźniowie spędzają więcej czasu na dworze niż dzieci

Tak to nie pomyłka ani żaden mój wymysł. Okazuje się, że codziennie więźniowie wychodzą mniej więcej na dwie godziny na deptak. Dwie godziny to wcale nie tak dużo, prawda? To wyobraź sobie, że dzieci spędzają czas na dworze czterokrotnie krócej. Sama byłam zaskoczona. Zaczęłam więc sprawdzać ile my czasu spędzamy na świeżym powietrzu. Na szczęście zawyżamy tą średnią i godzina przelatuje nam od tak. W najbliższym czasie tym bardziej nie będzie z tym kłopotu – zakotwiczamy się w górach.

Skąd jednak się wzięły takie dane? Szczerze wystarczy sobie przeanalizować normalny dzień po pracy – o której ją kończymy, ile mamy po niej siły i ile jeszcze przeróżnych obowiązków czeka na nas w domu. Nie każdy ma pod domem ogródek, na którym dziecko może bezpiecznie spędzać czas. A to już niestety nie te lata, kiedy można było pozwolić spędzać czas dzieciom samotnie na dworze (oko zawsze trzeba na nie mieć). Więc coś za coś. Albo mamy pięknie wypucowane mieszkanko, w którym wszystko jest idealne albo… Myślę ostatnio, że można to wszystko jakoś połączyć. Zorganizować sobie czas na wszystko. A przede wszystkim na co dzień dbać o ład i porządek w naszych rzeczach. Wtedy z całą pewnością znajdziemy czas na godzinny spacer, czy zabawę na placu zabaw. Uwierz mi z zegarkiem w ręku to wcale nie tak dużo.

Dziecko musi się wyszaleć

Ann, jak każde dziecko ma w sobie niezmierzone pokłady energii. Samo odbudowującej się i nigdy, przenigdy niekończącej. Zapewne, jak każde dziecko. W wakacje, kiedy spędzamy prawie każdy dzień od rana do wieczora razem zauważam to dość dosadnie. Tym bardziej takie wyżycie się na dworze jest strzałem w dziesiątkę.

Dać upust emocjom

W materiale przedstawionym w telewizji wypowiadało się kilkoro więźniów. Jeden mówił, że była by to dla niego największa katorga, gdyby ograniczyli mu czas spędzany na dworze. Jednak najważniejsze, co mi utkwiło w głowie, to słowa „gdyby ktoś ograniczył mi możliwość wyjść, grania w piłkę, biegania, to narastałaby we mnie coraz większa, silniejsza złość”.

Dziecko to nie dorosły. Nawet nam czasem tak trudno opanować negatywne emocje. Nie skazujmy zatem naszych dzieci na to, żeby złe emocje nimi sterowały. Powszechna opinia, że najgrzeczniejsze są dzieci, które potrafią usiedzieć w miejscu, zająć się sobą i być cicho, to wygoda dorosłych. Wystarczy dać dziecku możliwość do swobodnego ruchu, odreagowania. Tworzyć okazje do zabawy i spędzania wspólnego czasu – najlepiej aktywnie. Sami wówczas zobaczymy, że nasze dziecko potrafi być grzeczne a nawet spokojne.

Za naszych czasów, czyli przykład idzie z góry

Na pewno przeglądając różne portale natrafiłeś na poniższe zdjęcia

IMG_6184IMG_6185

 

Czy czasem też nie odnosisz wrażenia (ja jestem tego wręcz pewna), że to były lepsze czasy… i były takie też dzięki naszym rodzicom. Oni nie spędzali wieczorów na facebook’u, insta czy innych mediach społecznościowych. Nie szukali wrażeń w sieci. Spotykali się ze znajomymi naprawdę, a gdy przychodził weekend wyjeżdżali na cały dzień w góry, zamiast do centrów handlowych.  Ktoś powie „to były inne czasy” – zapewne, ale dzisiejsze w ogromnej mierze zależą od nas. I taki przykład przekazujemy naszym dzieciom. Dzieciom, u których coraz częściej diagnozowane są zaburzenia, problemy z radzeniem sobie z emocjami… Musimy być świadomi, że to nie bierze się znikąd.

 


Lifestyle

PIASKOWY WILK i PRZYGODY DZIESIĘCIU SKARPETEK

Midoblog
Midoblog
6 czerwca 2016

Nasza biblioteczka wzbogaciła się o kolejne dwie pozycje. Książki całkiem różne, ale obydwie zasługujące na zakup, a już na pewno uwagę.

imageZacznę od tej poważniejszej – „Raz, dwa Trzy. Piaskowy Wilk”. To trylogia, o której nigdy wcześniej nie słyszałam.

Bohaterką książki jest mała dziewczynka Karusia, którą na co dzień dręczą trudne pytania. W tych trudnych momentach ucieka na plażę do Piaskowego Wilka. To on zawsze ją wysłuchuje, znajduje czas na zabawę i rozmowę. Karusia zadaje bardzo podobne pytania do tych, które nie raz słyszę od Ann – „dlaczego wszyscy wciąż pracują?”, „co to znaczy za chwilę?”, „kto mnie potrzebuje?”, „co to jest śmierć?”.

Co więcej, w portrecie rodziców Karusi możemy odnaleźć samych siebie – nigdy na nic nie starcza nam czasu, wciąż jesteśmy czymś zajęci i na wszystko odpowiadamy „zaraz”.

Piaskowy Wilk pomaga dziewczynce pokonać także strach przed ciemnością, potworami. Raz jest statkiem, raz ciszą, innym razem potrafi narobić wiele hałasu. Wszystko zależy od nastroju Karusi. W trudnych dla niej chwilach, nie mówi jej, co ma robić, ani jak ma postępować. Po prostu wczuwa się w psychikę dziewczynki i odczuwa to co ona, a poprzez swoje postępowanie pokazuje, że jej lęki i obawy nie mają podstaw.

Czy jest tylko wytworem dziecięcej wyobraźni? Zapewne tak. Jednak czytając tę książkę, sama zamarzyłam o kimś, kto by mi pomógł wyjaśnić zawiłości tego świata. Kto znałby odpowiedź na wszystkie pytania… kogoś, kto przypominałby mi na co dzień, jak to jest być dzieckiem…

„- Nie, ale zdaniem taty i mamy to ja w ogóle za dużo wierzgam i kopię – powiedziała Karusia. – W każdym razie przy stole.

– No pewnie! Za dużo! – parsknął Piaskowy Wilk. – Łatwo im mówić! Są dorośli i już zapomnieli!

– Że niby co zapomnieli? – spytała Karusia.

– Że jak się rośnie, to w całym ciele wierzga coś i bryka bez opamiętania. Jak popopopopcorn! – powiedział Piaskowy Wilk. – Ty to wiesz i ja, i każda najmniejsza żabka. Ale dorośli, oni już nie rosną i zapomnieli, jakie to uczucie!”

Piaskowy Wilk to symbol mądrości, nieskrępowania, ciepła i dobroci. Myślę, że dzięki temu właśnie, nie jest to tylko propozycja dla dziewczynek, ale również dla chłopców. My od razu kupiliśmy całą trylogię, która składa się z PIASKOWY WILK, PIASKOWY WILK I ĆWICZENIA Z MYŚLENIA, PIASKOWY WILK I PRAWDZIWE HISTORIE.

imageDruga książka rozbawia i rozpromienia. To książeczka o skarpetkach – „Niesamowite przygody dziesięciu skarpetek (czterech prawych i sześciu lewych)” . Każde opowiadanie jest zwięzłe, idealne do wieczornego czytania.

Chyba w każdym domu pojawiła się historia znikającej skarpetki – lewej czy też prawej z danej pary. No tak, bo każda skarpetka jest odpowiednio prawa albo lewa i, jak się okazuje, ma to znaczenie (bynajmniej dla skarpetek). Historyjki napisane są ze smakiem, przepełnione emocjami, nasycone humorem.  Dodatkowo, w niesamowicie umiejętny sposób, autorka przemyca wartości. Skarpetki, które wybierają wolność od codzienności, nudy i rutyny, wcale nie uciekają od odpowiedzialności. Wręcz przeciwnie. Czasem ucieczka wiąże się z powrotem na stopę bezdomnego czy też do łazienki, a w konsekwencji na stopę chorego dziecka. Jedna ze skarpetek ratuje kotka, inna pięć osieroconych myszek.

Książka idealnie napisana dla młodego odbiorcy, który nie może doczekać się kolejnego opowiadania. Pozycja, która poprzez zabawę uczy.  „Od tego dnia skarpeta – nazywana doktorem Skarpetą (…) rozbawiała chore dzieci w szpitalu. (…) No i co na to powiecie? Znacznie szybciej wracały do zdrowia. Bo w tym starym powiedzeniu, że „śmiech to zdrowie” jest bardzo dużo prawdy. Nie ma powiedzenia „nuda to zdrowie”, no niestety…”

image

image

image

image

Do następnego!