Lifestyle

Bezinteresowne lwice. Silne kobiety, które nigdy się nie poddają

Agnieszka Sierotnik
Agnieszka Sierotnik
14 września 2016
fot. iStock/berdsigns
 

Wystawne bale, piękne ubrania i cudowne życie pełne spełnienia. Tak właśnie postrzegane są w Polsce kobiety, które poświęciły się prowadzeniu organizacji charytatywnych. Nie wiem, czy to zasługa wielkich fundacji przy stacjach telewizyjnych.? Może po prostu lubimy myśleć, że inni mają lepiej? Prawda jest jednak nieco bardziej zagmatwana. Dzielenie się dobrem nie uszlachetnia. Ono doprowadza na skraj wytrzymałości, który przesuwasz coraz bardziej i bardziej.

Nieustraszona

Ponoć silne kobiety mają to do siebie, że zawsze płaczą w domowym zaciszu, kiedy nikt nie widzi. Nigdy się nie poddają i walczą do samego końca – jak lwice. Mają wspierających je facetów, niezależność i wiele innych rzeczy godnych pozazdroszczenia. Rzeczywistość nie jest jednak tak piękna, ale czy kiedykolwiek była? Miałam to ogromne szczęście, że mogłam czerpać przykład z takiej silnej, nieustraszonej kobiety w rodzinnym domu. Historia jakich wiele – cudowne małżeństwo zostaje rozdzielone przez śmierć, ale zostaje biznes, który jeden z małżonków musi prowadzić dalej. W naszym przypadku tym biznesem była organizacja charytatywna zajmująca się dziećmi z rodzin patologicznych. Wyspa. Tak, świadomie używam słowa ‚biznes’. W 2016 roku biznesowo trzeba myśleć w każdej dziecinie życia. Zwłaszcza, kiedy na szali pojawia się dobro innych. Dobro niby nie ma ceny, ale potrzebuje pieniędzy. I to ogromnych. Warsztaty dla dzieci, węgiel, remonty, rachunki, jedzenie… To wszystko kosztuje. Sponsorzy? Dobre sobie! Ich zbierają ci najwięksi, najbardziej eksponowani przez telewizję. Dla tych, którzy zostają najbliżej potrzebujących są grosze. Mama każdego dnia ma łzy w oczach, kiedy podlicza rachunki. Mogłaby się poddać, rzucić to wszystko w cholerę i wyjechać. Zamiast tego obmyśla kolejne akcje, żeby tylko nie przerwać działaności. „Przecież tu nie chodzi o naszą rodzinę, poradziłybyśmy sobie. Dzieciaki miałyby gorzej.”

Bezinteresowna pomoc całkiem interesownym

Zastanawiałaś się kiedyś, jak odróżnić osobę naprawdę potrzebującą pomocy od tej, która chce się wykręcić od pracy? W kraju, gdzie tysiące kobiet zrezygnowało z pracy, żeby dostawać pieniądze z „500+”, naprawdę nie jest to łatwe. „Pomoże pani załatwić lekarza dla mojej córki? Bardzo tego potrzebuje” – zwraca się do mojej mamy dwudziestokilkuletnia kobieta. Oczywiście chodzi o lekarza z NFZ-u, jak najszybciej. Mała faktycznie okazuje się być chora. Ma problemy z psychiką, zespół Aspergera, a do tego chorą tarczycę. Nie było mowy o zostawieniu ich samym sobie. I wszystko byłoby dobrze, może nawet pojawiłaby się chwilowe spełnienie, gdyby nie jedno zdanie, które było dość wyraźnie słyszalne zaraz po wyjściu matki z córką: „Ty mały śmieciu! Miałaś się nie uśmiechać!” Kilka dni później dziewczynka przyszła na zajęcia. Była szczera do bólu, jak to dzieci mają w zwyczaju. Jej matka kupiła sobie nowego iPhone’a, a ona dostała konsole do gier. A lekarz? Lekarz musi być za darmo, bo przecież się należy!

fot. iStock/berdsigns

fot. iStock/berdsigns

Naiwne dobro

Ile razy ktoś prosił cię o pieniądze? Zazwyczaj na ulicy siedząc pod kolejną kamienicą z kartką, że dziecko potrzebuje leków, jedzenia, ubrania, mieszkania. Kilka miesięcy temu mężczyzna około 35 lat, poprosił mnie na ulicy o kilka złotych. „Brakuje mi na leki, niech pani pomoże!” Wyciągnęłam piątaka z portfela. Szkoda tylko, że w sklep za rogiem nie był apteką, a lekarstwo okazało się wódką. Zgoda, z jednej strony to obnażyło moją naiwność. Z drugiej uświadomiło, dlaczego tak wiele ludzi boi się pomagania. Do tego trzeba siły, ale i ogromnego zaufania do drugiego człowieka. Obawiamy się, że ktoś wyda nasze ciężko zarobione pieniądze na coś zupełnie niepotrzebnego. Tylko czasem ten „ktoś” i to „coś” to tysiące uratowanych dzieci, które nie poradzą sobie same. Ten „ktoś” to moja mama, która każdego dnia walczy o to, by pomóc innym. Czasami też naiwnie…

W nagrodę: nóż w plecy

„Co daje ci największą satysfakcję w prowadzeniu organizacji charytatywnej?”. Mama kiwa głową, znam doskonale jej odpowiedź. Uśmiech dziecka, które już nie boi się wracać do domu. Moment powrotu starych wolontariuszy, którzy kiedyś przeszli przez to samo, co aktualni wychowankowie. Są jednak momenty, w których ta cała radość i szczęście przechodzą w stan agonii. Bo pomaganie innym wcale nie wiąże się z wielkim zadowoleniem i jeszcze większymi pieniędzmi. Stan agonalny to ten, w którym ktoś wraca, żeby cię zniszczyć. W przypadku mojej mamy pojawił się stary, dobry przyjaciel z prośbą o pomoc. Życie mu się zawaliło, rodzina rozpadła, a długi nie pozwalały na normalne życie. Doskonale pamiętam jego pojawienie się. Mama była wyraźnie wstrząśnięta tym, co się stało. Pomogła, udostępniła pokój, wspierała. Aż tu nagle – niespodzianka! Gdy już stanął na nogi, postanowił przejąć cały spadek, którym dla nas jest Wyspa. Niemożliwe? Świat jest brutalny, zwłaszcza dla tych, którzy chcą dobra. Najłatwiej wbić nóż w plecy, gdy schylasz się wyciągając pomocną dłoń. Czy przeżyjesz? To zależy tylko i wyłącznie od ciebie.

Siła wyniesiona z domu

Selena Gomez, LittleMoonster96, Violetta i Ariana Grande – oto bohaterki dzisiejszych nastolatek. Na szczęście są jeszcze domy, w których obraz przesłodzonych dziewczynek przysłaniają waleczne matki. Niezależnie od tego, czy siła wychodzi z choroby, problemów rodzinnych czy wybicia się z depresji. W głowie młodej kobiety startującej w dorosły świat, nie ma piękniejszego i trwalszego obrazu niż matka, która walczy o dobro. W każdej kolejnej sytuacji, w której będzie potrzebować wygrzebania resztek sił, przypomni sobie o tej niezłomnej kobiecie, którą podziwiała będąc małą dziewczynką. Jak super bohaterka. Silne kobiety nie potrzebują seriali, książek i pomników. One potrzebują wsparcia i akceptacji.


Lifestyle

Mądrzy ludzie nie popełniają tych sześciu błędów dwa razy

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
15 września 2016
Madrzy ludzie ni epopełniają tych błędwó dwa razy
Fot. iStock/mauro grigollo
 

Że człowiek uczy się ba błędach, wie każdy. Że woli na cudzych niż własnych – to jego wybór. Tyle w teorii, a jak wygląda to w praktyce? Różnie. Gdyby każdy z nas potrafił wyciągnąć wnioski ze błędów jakie popełnił, ba albo najpierw te błędy chociaż dostrzegł – byłoby super.

Rzeczywistość bywa jednak okrutna, bo nie dosyć, że swoich własnych błędów nie widzimy, to jeszcze potrafimy dwa razy i więcej wpakować się do tej samej rzeki.

Gdybyśmy byli bardziej uważni, stalibyśmy się o te lekcje wyciągane z popełnianych błędów mądrzejsi.

Jakich błędów nie popełniają dwa razy mądrzy ludzie?

Nie szukają szczęścia w rzeczach materialnych

Wiedzą, że to co nabyte jest tylko rzeczą. Kolejny samochód, sukienka, nowe buty to tylko ułuda szczęścia, które chcemy sobie zbudować z rzeczy, które nas otaczają – namacalnych rzeczy, jakby to, co posiadamy, było synonimem szczęścia, jakby z tej perspektywy nasze szczęście definiowali inni. A to tak nie działa. To, co materialne, daje szczęście tylko chwilowe. Jeśli nie potrafimy czerpać radości  życia z wyjątkowych chwil, stwarzać sobie okazji do bycia szczęśliwym w taki ulotny sposób, to materialnymi rzeczami z pewnością nie uda się go nam osiągnąć.

Nie próbują zmieniać nikogo na siłę

Kto raz spróbował zmieniać kogoś i zobaczył, jak dużym błędem to jest, już nigdy go nie popełni. Bo nikogo na siłę zmienić się nie da, choćbyśmy nie wiem jak, chcieli dla niego dobrze. Każdy sam pracuje na to kim jest i jaki jest. To tylko nasze wyobrażenie o tym, że może mieć lepiej, inaczej każe nam namawiać do zmian, których ktoś wcale nie musi chcieć, ani przyjąć. Różnimy się, wybieramy swoje własne ścieżki życia. Ten, kto jest mądry nie będzie próbował nikogo z tej ścieżki zawrócić.

Nie narzekają

Jeśli narzekanie im się zdarza – to tylko raz. Dlaczego? Przecież my uwielbiamy narzekać, mówić jak nam źle, i jakie fatalne mamy życie. Mądrzy ludzie wiedzą, że z narzekania nic nie wynika, narzekanie nie jest niczym budującym, wręcz przeciwnie, pogrąża nas jeszcze bardziej w zniechęceniu i bezradności. Więc mądrzy ludzie nie narzekają, tylko szukają pomysłu, jak uczynić swoje życie lepszym, jak poprawić to, co ich uwiera, co sprawia, że nie czują się komfortowo.

Nie chcą zadowalać wszystkich

Bo wiedzą, że się nie da. Nawet jeśli próbowali, to zauważyli, że próba zadowolenia każdego to droga donikąd, że nie jest to możliwe, bo zawsze znajdzie ktoś, komu coś się nie spodoba, kto nas skrytykuje, kto powie, że nie dostrzega naszych starań. A przecież w życiu chodzi o to, żeby czuć się dobrze samemu ze sobą, żeby być uczciwym wobec siebie. Pogodzenie się z tym, że nie wszystkim dogodzimy jest też umiejętnością, która buduje naszą pewność siebie nie opierającą się na opiniach innych ludzi.

Nie ufają bezgranicznie

Jasne, że każdy z nas chce mieć kogoś, komu będzie mógł zaufać bez reszty, autorytet, za którym podąży i który będzie wyznaczał rytm jego rozwoju. Jednak takie ślepe zaufanie często prowadzi do zniewolenia nas samych, do niedostrzegania tego, czego MY w życiu chcemy naprawdę, wartości, jakimi dotychczas się kierowaliśmy. Mądrzy ludzie słuchają autorytetów, ale filtrują tę relację przez własne przekonania, emocje i poglądy. Nie dają się ślepo przez nikogo prowadzić.

Nie działają wbrew własnym przekonaniom

Jeśli podejmujemy jakąś ważną dla nas decyzję, warto spytać siebie, czy jest to zgodne z moimi wartościami, z moim sumieniem. Każdy z nas popełnia błąd idąc za głosem tłumu, za trendami, za tym, co mówią wszyscy. Różnica polega na tym, że ci, którzy potrafią sami przed sobą przyznać się błędu, drugi raz go nie popełnią. Nie będą się bać iść pod prąd, mówić: nie zgadzam się, nie chcę, mi to nie odpowiada. Bo jeśli raz pogrzebali własne wartości słuchając innych, wiedzą, że cena jest dla nich samych zbyt wysoka. Drugi raz do tej samej rzeki nie wejdą.

Zgadzam się ze stwierdzeniem, że błędów nie popełnia ten, kto nic nie robi. I zgadzam się też z tym, że przyznanie się do nich nie jest niczym przyjemnym, ani prostym. Jeśli jednak własne błędy potraktujemy, jak kolejną życiową lekcję, jak dowód na to, że idziemy do przodu – zaczniemy je traktować jak kolejny stopień do stawania się lepszym, jak szczeble drabiny własnego rozwoju.


inspiracja: przewodnikduchowy.pl

 


Lifestyle

Złość piękności szkodzi. W dodatku zabija! Przekonaj się w jaki sposób nerwy skracają życie

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
14 września 2016
złość
Fot. iStock / RapidEye

Każda z nas słyszała z pewnością choć raz w życiu, że nie warto się denerwować, bo złość piękności szkodzi. Nie sposób odmówić temu powiedzeniu życiowej mądrości. Te z nas, które są stale zdenerwowane i zestresowane, pracują zarówno na kłopoty z piękną cerą czy włosami, jak i zdrowiem.

Po co nam złość?

Bardzo często stajemy oko w oko z sytuacją, która wywołuje w nas to niemiłe uczucie. A wtedy mamy ochotę się wściekać, krzyczeć, kląć i wygarnąć winowajcy naszego złego humoru, co tak naprawdę o nim sądzimy. A irytować i prawdziwie zezłościć może nas… wszystko! Przysłowiowe wstanie lewą nogą, oznacza dzień bez entuzjazmu, byle pierdoła jest w stanie wyprowadzić z równowagi i wprawić w stan szewskiej furii. A to spóźniłaś się na autobus, zapomniałaś czegoś z domu, przegapiłaś ulubiony film z telewizji. I wtedy dopiero się zaczyna!

Dr Sandra P. Thomas z University of Tennessee dokonała rozróżnienia czynników które złoszczą kobiety i mężczyzn – kobiety złoszczą się o bliskie relacje, a mężczyzn doprowadzają do furii obcy ludzie, wadliwe przedmioty i kwestie społeczne. Złość wbrew pozorom jest potrzebna. Reakcja na niewygody jakie nas spotykają, czynniki które psują dobry humor, jest naturalna. Przecież musimy w jakiś niedestruktywny sposób pozbyć się ze środka buzujących emocji. Sama złość, jako odczucie wewnętrzne, nie jest szkodliwa, a wręcz pomaga rozpoznawać zagrożenie dla porządku i naszych wartości. Problemem jest raczej to, w jaki sposób odczujemy potrzebę wyrażenia tego uczucia. Poza tym, że możemy krzywdzić drugą osobę, robimy krzywdę przede wszystkim sobie.

Dużo się dzieje z naszym ciałem, gdy się złościmy

Gdy dzieje się coś, co wprawia nas w złość, od razu nasz stan uzewnętrznia się w wyglądzie. Często zaciskamy pięści, szczękę, oblewa nas gorąco i czerwony rumień. W organizmie dzieje się jeszcze więcej na poziomie komórkowym — ustają wszystkie zbędne działania: produkcja komórek czy regeneracja, procesy trawienia. Natychmiast następuje napięcie mięśni, przyspiesza oddech i tętno, adrenalina i noradrenalina wypełniają ciało. Mózg reaguje na zaistniałą sytuację w ułamku sekundy. Naturalnych reakcji jest więcej, wszystko zależy od konkretnej osoby, ale miały się one sprowadzać do jednej z dwóch czynności — ucieczki lub walki. Kiedyś, w czasach gdy nasi przodkowie musieli mieć się na baczności przed wieloma naturalnymi zagrożeniami, takie działanie było bardzo potrzebne, pozwalało przetrwać. Współcześnie, mimo iż my takich problemów nie mamy, mechanizm działania nie uległ znacznemu osłabieniu. Niestety, z tego powodu, zamiast służyć, wyjątkowo nam szkodzi.

Złość szkodzi zdrowiu i może zabijać 

Pojedyncze ataki złości, nie niosą ze sobą wielkich konsekwencji dla zdrowia. Natomiast przeżywanie długotrwałej złości, irytacji może prowadzić do upośledzenia pracy różnych organów w organizmie.  

  • serce – złość i towarzyszące mu napięcie negatywnie wpływają na pracę serca, powstanie arytmii, a także o wiele bardziej poważnych zaburzeń, mogących przyczynić się do zawału mięśnia sercowego. Podwyższa się poziom złego cholesterolu, usztywniają się tętnice. Ci, którzy częściej przeżywają złość, są dwa razy bardziej narażeni na chorobę wieńcową i trzy razy częściej mają zawał, od osób bardziej zrelaksowanych,
  • żołądek – kwasy trawienne mogą zacząć podrażniać ściany żołądka. To z kolei może prowadzić do choroby wrzodowej,
  • jelita – pojawiają się biegunki lub zaparcia, może pojawić się zespół jelita drażliwego, który ujawnia się często w efekcie długotrwałych stanów napięcia emocjonalnego,
  • wątroba – reakcje spowodowane uczuciem złości, negatywnie oddziałują na pęcherzyk żółciowy, który produkuje więcej żółci niż jest to konieczne. A ponieważ to wątroba gromadzi żółć, narażona jest na uszkodzenia,
  • mięśnie – najbardziej dotknięte skutkami złości są ramiona, szyja i plecy, które boleśnie dają się we znaki w stanach napięcia. Wynika to z reakcji na podwyższony poziom adrenaliny, hormonu produkowanego także podczas silnego lęku. To bywa również przyczyną bólów głowy.

Możesz temu przeciwdziałać 

Co prawda nie da się unikać złości przez cały czas, jednak istnieją metody, które skutecznie pomagają się zdystansować od tego uczucia i wyciszyć. Naprawdę pomocne są ćwiczenia oddechowe, które ułatwiają powrót do zachwianej równowagi. I nie musimy wcale długo czekać. Od wybuchu emocji do wyciszenia, upływa niecałe 90 sekund. Z tego powodu banalna metoda liczenia do dziesięciu może dobrze zadziałać i zapobiegać problemom w przyszłości.

 

źródło: www.psychologia.edu.pl, krokdozdrowia.pl, charaktery.eu

 

 


Zobacz także

Doceńmy wysiłek cichych bohaterów. Przyłącz się do akcji „List do Opiekuna”

Niekoniecznie chciałabym zbierać lajki na fejsie pod tkliwym zdjęciem, ale fajnie by było mieć z kim spędzić ten dzień

Akcja "List do dziecka"

Bądźcie i kochajcie tak mocno – przez cały rok, przez całe życie. Podsumowanie akcji „List do dziecka”