Lifestyle

Bądź dobra dla siebie, w niedzielę też! Tydzień pierwszy, dzień #6

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
15 listopada 2015
Fot. Flickr / Wonderlane / CC BY
 

Dziś niedziela i kolejny dzień naszej akcji #Bądźdobradlasiebie. Pewnie spędzacie ten czas z najbliższymi. Znajdźcie jednak chwilę lub dwie, dobrze? W spokoju usiądźcie wygodnie w ulubionym miejscu z kubkiem aromatycznej kawy lub herbaty z cytryną. Weźcie kartkę lub notebook i… zaplanujcie!

Co takiego? Coś, co będzie dotyczyło waszego rozwoju. Założę się, że wiele z was tę sferę trochę zaniedbuje… Przecież na pewno jest coś, czego chciałybyście się dowiedzieć, nauczyć. Więc do dzieła! Codziennie kilka nowych słówek z języka angielskiego? Pierwszy tom historii sztuki, który choć przejrzany, nigdy nie został przeczytany? A może jakiś kurs, o którym myślicie już od dłuższego czasu?… Pomysłów na pewno nie zabraknie. Pozostaje to teraz tylko odpowiednio rozplanować!

Pamiętajcie, koniecznie napiszcie, co takiego przyszło wam do głowy, o czym (skrycie lub nie) marzycie. Powodzenia!


Akcja „Bądź dobra dla… siebie”

Dołącz do nas i codziennie zrób coś dobrego dla siebie! To może być drobiazg albo marzenie życia. Godzinna w domowej wannie, 5 minut na wypicie kawy bez pośpiechu, czy zapisanie się na siłownię, a może kupno książki dla siebie na wieczór? To zależy tylko od ciebie.

ZASADY:

  1. Redakcja Oh!me codziennie opublikuje wpis pod hasłem akcji „Bądź dobra dla… siebie”.
  2. Aby wziąć udział w akcji, należy w komentarzu do wpisu opublikowanego na stronie ohme.pl dodać odpowiedź na zadanie konkursowe: „Co dobrego dziś dla siebie zrobiłaś?”
  3. Wśród osób, które będą regularnie zamieszczały komentarze z odpowiedziami, wybierzemy odpowiedzi, które najbardziej się spodobają się Jury i nagrodzimy je!
  4. Akcja będzie odbywała się w cyklach tygodniowych (Pierwszy tydzień: 10-16.11.2015). Po każdym zakończonym tygodniu, Jury wybierze Laureatki.
  5. Jedna osoba może wygrać jedną nagrodę.
  6. Nagrody – tydzień pierwszy:
    2 x voucher pielęgnacyjny do kliniki Profemed
    4 x zestaw kosmetyków ufundowany przez debiutującą na polskim rynku, markę francuskich kosmetyków VALCENA

Każdego dnia należy umieszczać komentarze pod aktualnym wpisem – nie przegap naszej zabawy i śledź nas na Facebooku. Zacznij już dzisiaj i napisz w komentarzu do tego tekstu – co dobrego zrobiłaś dziś dla siebie.

Tydzień pierwszy – zobacz wszystkie zadania

 


Lifestyle

Empatia, która cię zniszczy

Zuza Wiszowaty
Zuza Wiszowaty
15 listopada 2015
Fot. iStock / franckreporter
 

Studiuję psychologię, jestem wrażliwą osobą i ludzie łatwo mi się zwierzają. Dawniej odczuwałam z tego powodu ogromną dumę i myślałam, że wzbudzać zaufanie to ogromna zaleta. Teraz już nie do końca tak uważam – dostrzegam w tym pewne „ale”. Empatia potrafi być niszcząca, szczególnie gdy ktoś potencjalnie bliski traktuje cię jak terapeutę – szybka spowiedź, poczcie ulgi i widzimy się za miesiąc. To może być ciężki miesiąc dla ciebie, gdy obciążona problemami drugiej osoby będziesz daremnie szukać ich rozwiązania. Gdy poczujesz na sobie tę odpowiedzialność za cudze życie i potraktujesz ją bardzo serio. Jeszcze gorzej będzie, gdy nagle okaże się, że z własnymi troskami i tragediami jesteś zupełnie sama. I nie możesz liczyć na realne wsparcie, choć tyle z siebie dałaś.

Nie zrozum mnie źle. Współczucie jest w życiu bardzo ważne. Być może nawet najważniejsze. Jego brak powoduje bierność, przyzwolenie na cudzą krzywdę. To przerażająco smutna perspektywa – rzeczywistość, w której każdy miałby żyć tylko dla siebie, nie oglądając się na innych.

Pamiętaj jednak, że przyjaźń nie polega tylko na opowiadaniu o własnych problemach. Nawet jeżeli są to najbardziej bolesne sekrety. Dobrze wiesz, że czasem obcej osobie można powiedzieć wszystko. Że czasem ktoś tak na ciebie patrzy i słucha, aż opowiesz mu całe swoje życie, mimo że nic was nie łączy. To jednak nie czyni z was przyjaciół – przyjaźń, to coś dużo więcej. To niema przysięga, że będziesz zawsze. To ogrom czasu, który – jeśli go masz – chcesz spędzać z drugą osobą, bo jest wam razem dobrze. To też telefon o drugiej w nocy, który bez wahania wykonasz, gdy dzieje się źle. To cieszenie się z sukcesów i szczęścia drugiej osoby. To bycie z nią ważnych chwilach. To głośne pukanie do twoich drzwi, gdy straciłaś bliskiego, rozstałaś się z narzeczonym, wyrzucili cię z pracy lub masz poważnego doła i spotkania z tobą nie należą przez to do prostych i przyjemnych.

Ale ich potrzebujesz –  i to jest oczywiste.

W takiej sytuacji ta empatia jest bardzo ważna – stanowi jeden z fundamentów waszej relacji. Jesteście bliscy na dobre i na złe. Ale, tak szczerze, ilu masz przyjaciół, którzy pasują do tego opisu? Na dobrą sprawę – ile takich relacji byłabyś w stanie udźwignąć, aby wciąż być dobrą przyjaciółką i nie być tą znajomością przytłoczona?

U osób empatycznych, przejmujących się wszystkimi i wszystkim, bardzo często powiela się pewien schemat. Wyobraź sobie, że poznajesz kogoś, kto wydaje Ci się bardzo bliski i od pierwszego momentu świetnie wam się rozmawia. Niesłychanie szybko, sekret po sekrecie, wchodzisz w jego życie i nagle okazuje się, że problemy tej osoby są bardzo poważne. Jesteś niesamowicie wrażliwą osobą, więc od momentu (bardzo emocjonalnego) spotkania zamartwiasz się całymi dniami.

Spotykacie się rzadko; zaskakująco rzadko jak na tak głęboką relację. Rzadko też piszecie i dzwonicie do siebie, raczej kiedy akurat dzieje się coś nie tak i ta druga osoba ma doła albo spotkało ją coś przykrego. Po każdym spotkaniu następuje długa cisza. Jesteś powiernikiem – przynosisz ulgę, ale po wszystkim, co się powiedziało, ciężko spotykać się z tobą tak „po prostu”.

Zaczynasz kojarzyć się tylko z ciężkimi tematami lub codziennymi problemami i tak faktycznie się staje. Wcale jednak tego nie chcesz! Przecież poza tym, że można ci ufać jak nikomu, jesteś normalną, fajną osobą i oczekujesz normalnej, fajnej relacji – nie tylko dźwigania wszystkich zmartwień tego świata. Na domiar złego twoje zamartwianie się i dobre rady idą jak krew w piach (cytując Amelię „każdy ma niezbywalne prawo do zmarnowania sobie życia” i każdy uczy się przede wszystkim na swoich błędach. Nie pomożesz też komuś, kto sam tego nie chce). Summa summarum na koniec dnia, kiedy sama potrzebujesz, by to ktoś się tobą naprawdę zaopiekował, tak się nie dzieje. Przecież twoja rola w tej „przyjaźni” jest inna.

Lub inaczej. Idziesz na imprezę, jest naprawdę miło. Rozmawiasz z w grupie z dziewczyną, która zaczyna poruszać ciężki temat. Zauważasz, że ludzie wokół was się rozpraszają. Ty jednak zostajesz i pozwalasz, by temat popłynął – taka jesteś, chcesz pomagać innym. Przecież ktoś cię potrzebuje. Czas mija, impreza, na której miałaś się wyluzować ma się ku końcowi. Właśnie wysłuchałaś koszmarnej historii i jesteś naprawdę przytłoczona. Nowa koleżanka żegna się z uśmiechem i nie widzisz jej już nigdy więcej. Przygnębienie zostaje.

Znowu.

Oczywiście nie zawsze tak jest. Większość relacji jest zdrowa, ludzie mogą na siebie liczyć, nie obciążają się emocjonalnie lub szukają pomocy u naprawdę najbliższych. Jeżeli jednak jesteś osobą nad wyraz wrażliwą i przejmujesz się wszystkim zdecydowanie za bardzo – ostrożnie dobieraj znajomych i nie prowokuj już na samym początku znajomości okazji do głębokich zwierzeń. Nie odtrącaj osób – także nieznajomych – które naprawdę potrzebują w danej chwili pomocy. Ale uważaj, aby na dłuższą metę nie przytłoczyły cię problemy ludzi, którzy nie są – i nie chcą lub nie potrafią być – twoimi prawdziwymi przyjaciółmi. Oni odejdą niosąc szczęśliwie lżejsze brzemię, ty – wręcz przeciwnie.

To nie jest w porządku. To nie jest zdrowe. Nie dawaj dużo więcej, niż możesz otrzymać.

Empatia w skrajnych przypadkach może doprowadzić nawet do odczuwania fizycznego bólu spowodowanego cierpieniem innej osoby. Może być twoim największym atutem, ale też może cię sukcesywnie niszczyć. Szczególnie, jeśli osób, dla których jesteś ostoją, jest bardzo wiele. Być może nie warto przeżywać samemu życia innych ludzi. Może warto odpuścić. Ty i twoja psychika jesteście na pierwszym miejscu.


Lifestyle

Mój mąż alkoholik. Żony alkoholików, którzy wyszli z nałogu często mówią: „Lepiej było, gdy pił”

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
14 listopada 2015
Fot. iStock / sturti

– A jeśli przestanie pić, to jaką mamy szansę odbudować związek? Nie wiem, czy z tych zgliszczy można jeszcze cokolwiek zbudować, coś poczuć – mówi Monika. Jej mąż pije od… właściwie nie wie od kiedy.

Pełen luz

Poznali się na imprezie. Ona akurat po trudnym związku, który miał być na całe życie. On dusza towarzystwa. – Był takim dobrym duchem. Zaopiekował się wtedy mną. Zadbał, żebym dobrze się bawiła. Potańczyliśmy, pożartowaliśmy. Nie pamiętam, kiedy się tyle naśmiałam – wspomina Monika. Wysłał jej SMS-a: „Może kawa”. Numer telefonu wziął od wspólnych znajomych. – Zaczęliśmy się spotykać. Dobrze się czułam w jego towarzystwie. Ujął mnie tym, że dla niego nie było z niczym problemu. Rzucał: „Chodź, pojedziemy nad morze” i jechaliśmy. Mówił: „Nie martw się na zapas zobaczysz, wszystko się ułoży, a jak nie, znajdziemy inne rozwiązanie”. Pasowali do siebie. Po kilku miesiącach już razem mieszkali. „Po co marnować czas”, tłumaczył. Po roku byli małżeństwem.

Monika zaszła w ciążę. On szalał ze szczęścia. Na rękach ją nosił. – Zawsze był wybuchowy. Taki furiat trochę. Ale nieszkodliwy. Wolałam, żeby okazywał emocje, niż je w sobie tłumił. Mój poprzedni związek taki był. Jak prosta linia. Bez emocji. Z Rafałem zawsze dużo się działo. On to taki wulkan energii.

Pojawił się stres

Rafał jest architektem. Po studiach pracował w biurze projektowym. Z przyjacielem postanowił jednak otworzyć własną firmę. Niestety spółka okazała się nietrafionym pomysłem. – Ten przyjaciel zrobił go w konia, podebrał klientów i odszedł. Na swoje. Myślę, że to wtedy Rafał zaczął pić. Monika w domu z małą córeczką była wiecznie sama. Wiadomo, on rozkręcał biznes. – Czekałam, wiedziałam, że ma trudny czas. Dużo spadło mu na głowę. Robił wszystko, by utrzymać firmę, pracował od rana do nocy. Nawet w weekendy. Mówił, że nie chce mnie zawieźć, że jest odpowiedzialny za mnie i małą Marysię. Zaczął jednak Monikę trochę przerażać. – Opowiadał mi jakieś dziwne historie. Że jego były szef mu grozi, nasyła do jego biura ludzi, straszy sądami, odszkodowaniami za jakiś klientów, za niedotrzymanie tajemnicy firmy. „Tobie nic nie zrobią. Dziecku też nie. Tak się z nimi umówiłem” – powiedział mi kiedyś. – Do dziś nie wiem, co z tego wszystkiego, co wtedy mówił, było prawdą. Opowiadał, że grozili mu bronią. Czasami budziłam się w nocy, jego nie było, spał w samochodzie pod domem.

To wtedy wieczorem robił sobie drinka, czasami dwa. Przychodził już z kupionym piwem. – Na początku nic nie mówiłam. Kiedy raz zwróciłam mu uwagę, że może jednak trochę za dużo i za często tego alkoholu, odburknął: „Muszę jakoś odreagować”. Stał się drażliwy.

Początki

Monika zaszła ponowie w ciążę. – Nie chciałam tego dziecka. Byłam zmęczona. Wiecznie sama z córką w domu. Musiałam wszystko ogarniać. I teraz drugie dziecko, gdzie nie miałam od nikogo pomocy. Rafał mówił: „Damy radę. Zobacz, już wszystko się układa”. Faktycznie dźwignął firmę. Znalazł nowego wspólnika, nauczony doświadczeniem zabezpieczył się umowami Wiedziałam, że zawodowo wszystko wraca do normy. Zresztą było to widać po kasie, która wpływała na nasze konto. Taka rekompensata tego, że Rafał mało bywał w domu. Jego nie było, były pieniądze. Monika urodziła synka. Janka. Imię po dziadku. Alkoholiku. Ale nie była przesądna, w końcu to tylko imię.

Rafał dzwonił: „Mam służbową kolację. Wrócę później”. I wracał, zataczał się. Kiedy wstawałam, on mówił: „O wstała księżniczka. Ktoś musi zap**lać, żeby się księżniczka wyspać mogła”, bełkotał pogardliwie. Kiedy wracał do domu wieczorem, nie szybciej niż o 20-tej, zawsze miał ze sobą jakiś alkohol. „Nie czepiaj się, po dwóch czy trzech piwach nikt nie zostaje alkoholikiem”, mówił kiedy zwracałam mu uwagę. Weekend, jeśli był w domu zaczynał od otwartego piwa. Nie mógł z nami wysiedzieć. Krążył. Wychodził. Wracał. To szedł wyrzucić śmieci, to do sklepu, to do samochodu, bo czegoś zapomniał. Za każdym razem, gdy wracał, był coraz bardziej pijany. Wtedy jeszcze krzyczałam. Robiłam awantury. Mówiłam, że odejdę. „Ciekawe, gdzie pójdziesz? Z kim będziesz miała lepiej? Kto da ci kasę na te kosmetyczki, fryzjera? Nie oddam ci dzieci”, groził. Najgorsza była pogarda w jego głosie. „Muszę na was harować, utrzymywać was, żeby jaśnie księżniczka miała na swoje zachcianki”. Kiedy mówiłam, że nie chcę jego pieniędzy, słyszałam: „Tak, jasne. Beze mnie jesteś nikim wylądowałabyś u mamuśki, gdzie byś była”.

Pogarda

– Byłam nikim. Patrzyłam jak leżał pijany na podłodze w kuchni. Wyrzucałam puste butelki po wódce, które znajdowałam w koszu na pranie. Zamykałam drzwi do sypialni dzieci, by nie słyszały tego, co mówił. A później zasypiałam wtulona w ich małe ciałka. Przyjaciółka dawno niewidziana powiedziała: „Co się dzieje? Źle wyglądasz”. „Wiesz, dzieci, Rafała praca, zmęczona jestem”, odpowiadałam i bałam się, że ona pozna prawdę. Zobaczy ją w moich oczach. W jego wyglądzie.

Monika wróciła do pracy. Dzieci poszły do przedszkola. – Znowu byłam wśród do ludzi. Każdego dnia musiałam o siebie zadbać. Ubrać się, zrobić makijaż. Każdy dzień dodawał mi sił. Kiedy kolega z pracy zaczął ze mną flirtować, obudziła się we mnie kobieta. Znowu. Nie miałam siły na romans. Zresztą dokąd by mnie zaprowadził. Skupiła się na dzieciach. Im dawała najwięcej.  – Maryśkę woziłam na balet. Janka na basen. Wiedziałam, że jestem dobrą matką. Monika na tym budowała swoją wartość.

– Kiedy wyszłam z koleżankami na imprezę, usłyszałam: „Co z ciebie matka”. Wtedy już nie reagowałam na  zaczepki. Zamykałam drzwi do pokoju dzieci i kładłam się z nimi spać. Spokojniejsza. Przestało mi zależeć. Myślałam: „Chcesz, zachlej się na śmierć. Mam cię w du**ie”. Nie, nie mogłam odejść. To w końcu ojciec moich dzieci. Zresztą on uważa się za fantastycznego tatę. Dzięki niemu Marysia i Janek chodzą do prywatnej szkoły, zapisują się na każde zajęcia, które sobie wymyślą. Opłaca nam wakacje. On nie jeździ: „Ktoś musi pracować, jak wy się bawicie”.

Mówił: pomocy

„Mam problem. Pomóż mi” – powiedział Monice pewnego dnia. „Sam sobie musisz pomóc” odpowiedziała. – Nie mam zamiaru trzymać go za rękę i głaskać. On oczekuje, że powiem: „Jesteś taki biedny, tyle masz na głowie. Rozumiem”. Nie chcę tak. Kiedy powiedziała mamie: „Rafał musi się leczyć”, usłyszała, że na pewno nie jest tak źle. Dlaczego dajemy ogólne przyzwolenie na alkohol w domu. Każdy kogo pytam, jest fanem rodzinki.pl. A ja oglądając słyszę tylko, jak ojciec potrafi odezwać się do dzieci i widzę u nich alkohol, przy każdej okazji. Nie widzę tam nic śmiesznego.

Rafał jest alkoholikiem od wielu lat. Monika przestała go kryć, udawać, że nic złego się nie dzieje. – Otwarcie mówię wszystkim, że ma problem z alkoholem. Idzie z dziećmi na rower, czy pograć w piłkę, ale wcześniej musi wypić drinka. Nim wyjdzie. Jego ojciec był alkoholikiem, już nie żyje. Rafał powiedział kiedyś swojej matce: „Taty problem, to żaden problem. Jestem w tym o wiele głębiej od niego”.

Monika nie wierzy, że alkoholizm to choroba. – Choroba to nowotwór. Nie masz na nią wpływu. Alkoholizm to wybór. To ty pozwalasz, żeby kieliszek kierował twoim życiem, żebyś był od niego zależny. Po prostu nazywając go chorobą dajemy komuś usprawiedliwienie.

Została nadzieja

Poszła do psychiatry, zaczęła czytać książki, historie kobiet, które żyją z alkoholikami. – Bardzo mi to pomaga. Poznaję mechanizmy, wiem, że nie ja zawiniłam. Że alkoholik zawsze wszystkich obarcza winą za to, kim się stał. Swojej winy nie widzi. Teraz z perspektywy czasu przypominam sobie te nasze pierwsze imprezy. Jego zawsze przeciągały się o jeden, dwa dni dłużej. Może, gdybym szybciej zareagowała…

Monika postawiła ultimatum. Trzy miesiące. – Dłużej już tego nie wytrzymam. Miewał już okresy, kiedy nie pił. Miałam wtedy nadzieję, wierzyłam, że się uda. Że jesteśmy dla niego ważniejsi niż alkohol… Po kilku dniach znajdowałam pustą butelkę, schowaną między ubraniami.

Teraz Rafał zaczął się leczyć. – Wiem, że nie pije od trzech tygodni. To znaczy, tak mi się, wydaje. Ale nie mogę z nim o tym rozmawiać. Jest nerwowy, wybucha, gdy tylko pytam: „Jak się czujesz, byłeś u tego lekarza, o którym mówiłeś?”. Nie wiem. Czekam. Tylko on myśli, że po tych kilku dniach bez picia, już wszystko się ułoży. Będziemy szczęśliwą rodziną. Najgorsze jest to, że zastanawiam się, co będzie, jeśli on naprawdę przestanie pić. Przez te lata powiedział mi tyle przykrych rzeczy, był tak okrutny. Ja tego nie zapomnę. Nie wymażę. I co? Nie będzie pił, mam go za to znowu pokochać? Jestem z nim tylko ze względu na dzieci.

Żony alkoholików, którzy wyszli z nałogu często mówią: „Lepiej było, gdy pił”. – Chciałabym porozmawiać z kimś, komu się udało. Uwierzyć, że to wszystko można odbudować. Zacząć jeszcze raz.

Kilka dni po naszej rozmowie Monika znalazła pustą butelkę w koszu na pranie.


Zobacz także

7 zachowań, które świadczą o emocjonalnym uzależnieniu od stresu

7 pozytywnych rzeczy, które zyskujesz dzięki porażce

„Drogie panie, pewnie wiecie, że mamy coś takiego jak jądra. Ucisku one nie lubią”. Faceci oburzeni zakazem rozsiadania się