Lifestyle

Alkohol nie musi rujnować twoje diety. 5 niskokalorycznych drinków, które warto wykorzystać podczas majówki

Redakcja
Redakcja
28 kwietnia 2018
Fot. iStock/petrenkod
 

Bardzo długi weekend już za pasem, a wy drżycie, jak go przeżyć, żeby nie zrujnować waszej diety. Już pomijamy grille, okazje do słodkości, ale co z alkoholem. To właśnie w nim ukrytych jest najwięcej pustych kalorii. Już spieszymy wam z pomocą. Czy wiecie jakie wysokokaloryczne drinki zastąpić tymi, które mnie idą nam w „boczki”?

Zamień Long Island Iced Tea (424 kalorii) na Cosmopolitan (100 kalorii)

Drink, który składa się z wódki, ginu, rumu, tequili, likieru triple sec i coli musi niestety mieć sporo kalorii, nic więc dziwnego, że 420 ml Long Island Iced Tea zawiera aż 424 kalorie.

Tymczasem Cosmopolitan ma znacznie mniej alkoholu, do którego dodajemy niewielką ilość soku z żurawiny i cytryny, tym samym 250 ml tego drinka ma tylko 100 kcal.

Zamień Pina Colada (300 kalorii) na Fuzzy Navel (120 kalorii)

Pina Colada to idealny koktajl na plażę, który jednak przez dodanie soku ananasowego i kokosowego jest bardzo kaloryczny. Tymczasem mniej znany Fuzzy to likier brzoskwiniowy z sokiem pomarańczowym i lodem – idealny zamiennik dla Pina Colady, bo 115 ml to jedynie 120 kcal.

Zamień Mojito (242 kalorie) na Martini (70 kalorii)

Ciężko zrezygnować z ulubionego Mojito, kiedy tylko robi się ciepło, a który przez syrop cukrowy ma aż 242 kcal w 230 ml drinku. Można jednak rozważyć od czasu do czasu mniej kaloryczny zamiennik, czyli Martini – 250 ml to zaledwie 70 kcal, oczywiście pod warunkiem, że nie zjadasz oliwki.

Zamień słodkie białe wino (160 kalorii) na kieliszek szampana (89 kalorii)

Dodatkowy cukier zawarty w słodkim białym winie oznacza, że przeciętne 175 ml wina może mieć 160 kalorii. Tymczasem szampan ma jedną z najniższych wartości kaloryczności. 120 ml to 89 kcal..

Zamień Margaritę (280 kalorii) na Moskiewski Muł (120 kalorii)

Margarita to jeden z najmodniejszych i najbardziej znanych koktajli. Niestety w 230 ml mieści się 280 kcal. Można za to zaskoczyć swoich znajomych i wypić Moskiewski Muł, na który składa się wódka, piwo imbirowe i sok z limonki – 170 ml drinka to 120 kcal.

Co sądzicie o tych propozycjach?


źródło: Business Insider

 


Lifestyle

„Pójdę do sądu i zrobię z ciebie wariatkę”. Kilka sprytnych taktyk przemocy słownej. Dałaś się zmanipulować?

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
29 kwietnia 2018
Następny

Słowa mogą zranić. Mogą być używane po to, by cię kontrolować lub skrzywdzić, a także uniemożliwić ci uzyskanie tego, na co zasługujesz. Werbalna przemoc istnieje i jest naprawdę niebezpieczna dla naszego zdrowia emocjonalnego. Możesz ją spotkać w domu, wśród bliskich, możesz także w pracy albo na ulicy.

Manipulacja bierna i agresywna

Bywa, że ludzie używający słów do manipulowania innymi przyjmują podejście pasywno-agresywne. Ich uwagi mają na celu sprawienie, abyś zachowywał się lub nie zachowywał w określony sposób, mimo, że nikt nie poprosił cię o to wprost. Kilka przykładów:

  • „Naczynia są brudne.”
  • „W samochodzie prawie nie ma już benzyny”.
  • „Nadal to oglądasz? Mój film zaczyna się za 10 minut. „
  • „Jeśli naprawdę mnie kochasz, zostaniesz tu ze mną, zamiast wychodzić ze swoimi przyjaciółmi.”

Gaslighting

Gaslighting to inny rodzaj manipulacji, który ma na celu wpłynięcie na uczucia i emocje danej osoby, zmuszając ją do zakwestionowania własnych odczuć, prawidłowego działania swoich zmysłów, pamięci i zdrowia psychicznego.

  • „Nie ma powodu, abyś czuł się w ten sposób.”
  • „Jesteś zbyt wrażliwy.”
  • „Zawsze czujesz się ofiarą.”
  • „To się nigdy nie zdarzyło.”

Brak szacunku

Brak szacunku może przybrać postać wybuchów gniewu, ostrego języka lub niegrzecznego „przerywania”. Oto kilka przykładów:

  • „Zamknij się, k*!”
  • „Mam w d* to, co myślisz.”
  • „To nie twoja cholerna sprawa.”
  • „Czy kiedykolwiek przestaniesz mówić?”

Wyśmiewanie, lekceważenie w towarzystwie innych osób

To tendencja do niszczenia twojej wiarygodności i reputacji poprzez wyśmiewanie twojej osobowości i charakteru oraz powątpiewanie w twoją prawdomówność lub rzetelność w obecności innych osób.

  • „Jestem zdziwiony, że jesteś chory. W ogóle nie wyglądasz na chorego. ” (Mówi, że udajesz chorobę)
  • „Widziałem cię wczoraj. Gdzie to było? Ach, widziałem, jak wchodzisz do sklepu monopolowego. Myślę, że widziałem cię tam również innym razem w tym tygodniu. „(Mówi, że masz problem z alkoholem)
  • ” Bierzeszślub? Czy to nie jest twoje trzecie małżeństwo ? „(Mówi, że nie potrafisz utrzymać trwałego związku)
  • „Czy dobrze się czujesz?” (Mówi, że nie wyglądasz dobrze i możesz sobie z czymś nie poradzić).

strona 1 z 2
druga część artykułu na następnej stronie

Lifestyle

„Przestań zwracać mu uwagę”. Jak walczymy ze sobą przy dzieciach, mimo, że miało być inaczej

Listy do redakcji
Listy do redakcji
28 kwietnia 2018
Fot. istock/gradyreese

Bierzecie rozwód, wydaje ci się, że przez chwilę jest spokój. Nie „siedzicie już sobie na głowie”, nie musicie na siebie patrzeć, emocje się uspokajają, nawet jeśli uczucia nie do końca wygasły. Powoli godzicie się z tym, że właściwie macie już oddzielne życia.

Ale tak naprawdę wciąż jest w was mnóstwo złości, skumulowanych złych emocji, pretensji i żalu. I walczycie ze sobą przy dzieciach, choć przecież po rozstaniu, miało być łatwiej, lepiej, spokojniej. Choć przecież rozstaliście się dla nich, żeby nie cierpiały dłużej z powodu waszych konfliktów. Tak było ze mną i z moim byłym mężem.

Staraliśmy się, bardzo. Kiedy wyprowadziłam się z dziećmi z domu, mąż był w naszym nowym mieszkaniu częstym gościem. Najpierw sama o to zabiegałam, zależało mi na tym, żeby dzieci czuły, że nadal mają oboje rodziców, że na oboje mogą liczyć. Żeby czuły, że mimo zmian, jakie nadeszły w ich życiu, czuły, że nadal mają rodzinę. Na początku czuł się u mnie nieswojo, ustaliliśmy jednak, że dwa razy w tygodniu przychodzi do dzieci wieczorem, że jemy razem kolację, rozmawiamy o tym, co się wydarzyło w szkole, planujemy ewentualne wspólne wyjazdy. Ma być z uśmiechem, bez nerwów. Jasne, że się zmuszaliśmy. Ale po kilku tygodniach te spotkania zaczęły naprawdę dobrze funkcjonować, dzieci wydawały się spokojne i szczęśliwsze, zawsze dopytywały, kiedy tata przyjdzie. Po trzech miesiącach było naprawdę dobrze, wszystko toczyło się naturalnie.

Pół roku później mąż poznał swoją obecną partnerkę, zakochał się. Kilka razy nie pojawił się na wieczornym spotkaniu, kilka razy odwołał wycieczkę, wspólne kino. Zaczęło się robić nerwowo.

We mnie, wciąż samotnej, odezwał się dawny żal, zazdrość, złe emocje. Dobra atmosfera zniknęła ja za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Były mąż przychodził nadal, a ja miałam coraz większą pretensję, że wychodzi coraz wcześniej, bo spieszy mu się do niej. Mimochodem wymykało mu się: „Agata to, Agata tamto…” Był szczęśliwy, chciał się tym dzielić, nawet ze mną, z dziećmi. Ale, jak to zakochany, bywał u nas obecny jedynie ciałem. Rozkojarzony, tracił cierpliwość do dzieci, nie poświęcał im już czasu tak, jak dawniej. Młodszemu synowi zaczął nagle zwracać uwagę, że źle trzyma widelec. Na starszego kilka razy krzyknął, że nie radzi sobie z banalnymi zadaniami z arytmetyki. Ja, rozgoryczona, stawałam natychmiast w obronie dzieci, dorzucając komentarze dotyczące jego nowego życia. To wystarczyło. Wróciły kłótnie, „dogadywanie sobie”, złość. Wróciły pretensje, a my znaleźliśmy się w punkcie wyjścia. Jemu znów zaczęły przeszkadzać we mnie te same rzeczy, co przed rozwodem, ja wypominałam mu błędy, które popełnił pięć lat temu. W domu znów pojawiły się krzyki, niepozoromienia i łzy.

Postanowiliśmy na jakiś czas przerwać te spotkania. To oczywiście nie jest dobre rozwiązanie, synowie tęsknią za ojcem, ja nie mam chwili odpoczynku. Zmiana w życiu mojego byłego męża wpłynęła na nas wszystkich. A ja zrozumiałam, że wciąż nie „przepracowałam” w sobie naszego rozstania.


Zobacz także

35 iluzji, które utrudniają nam życie. Wystarczy tylko przejrzeć na oczy

Podróże kształcą, nawet te najmniejsze są cenną dla nas lekcją. Czego mogą nauczyć nas nasze małe wyprawy?

Poświęcenie czy masochizm. Gdzie leżą granice życzliwości

Poświęcenie czy masochizm. Gdzie leżą granice życzliwości