Lifestyle

7 powodów dla których warto być optymistą!

Redakcja
Redakcja
19 sierpnia 2021
fot. ipopba/iStock
 

21 sierpnia obchodzimy Międzynarodowy Dzień Optymisty. Święto to zostało zainicjowane w… Polsce, a jego celem jest budowanie świadomości nt. wpływu pozytywnego myślenia na nasze życie. Mówiąc wprost – bycie optymistą po prostu nam się opłaca. Poznajcie 7 powodów, dla których warto patrzeć na życie optymistycznie. Opowiada o nich mgr Alina Zyber-Sochacka, psycholog z Centrum Medycznego Damiana.


Optymista to osoba, która potrafi znaleźć pozytywne aspekty niemal w każdej sytuacji. Ponadto jest przekonana, że negatywne doświadczenia nie będą stanem permanentnym, dlatego należy aktywnie poszukiwać skutecznych rozwiązań. Dodatkowo nie skupia się na rozpamiętywaniu problemów, tylko skupia się na działaniu, które pozwala pokonać przeszkody. Wykorzystując znane powiedzenie można stwierdzić, że optymista zawsze widzi „szklankę do połowy pełną”. Jakie korzyści wynikają z takiego podejścia do życia?

1. Optymiści są mniej narażeni na stres

Osoby z nastawieniem optymistycznym, w związku ze swoim sposobem myślenia, żyją w mniejszym poczuciu zagrożenia, a co za tym idzie reakcje fizjologiczne w ich organizmach są bardziej charakterystyczne dla stanu bezpieczeństwa niż lęku. Ciało nie jest nadmiernie, czy niepotrzebnie mobilizowane do pracy, działania, reagowania, a przez to nie jest tak bardzo obciążone hormonami stresu, takimi jak adrenalina czy kortyzol.

2. Optymiści cieszą się lepszym zdrowiem

Pozytywne podejście do życia korzystnie wpływa również na nasze zdrowie. Optymiści zdecydowanie rzadziej zapadają m.in. na schorzenia układu krążenia (choroby serca, nadciśnienie tętnicze). Dodatkowo zmniejszają tym samym ryzyko zachorowania na cukrzycę oraz mają bardziej ustabilizowany poziom cholesterolu we krwi. Warto ponadto wspomnieć, że badania wykazały związek długotrwałego stresu (częstszego u pesymistów) z ogólnym obniżeniem odporności organizmu.

3. Optymiści częściej żyją w udanych związkach

Na pierwszy rzut oka trudno dostrzec korelację między optymizmem a życiem w udanym związku. Jednak życiowi optymiści wykazują większą chęć do rozwiązywania problemów, są bardziej skłonni do zgody, a dodatkowo w przypadku konfliktów aktywniej poszukują porozumienia i rozwiązania sporu.

4. Optymiści są bardziej zadowoleni z pracy i mniej narażeni na wypalenie zawodowe

Satysfakcja z pracy to jeden z ważnych elementów, których oczekujemy w trakcie aktywności zawodowej. I to kolejny dowód, że warto w życiu być optymistą. Osoby te bowiem mniej rozpamiętują ew. porażki czy niepowodzenia, traktując je jako wyzwanie oraz aktywnie poszukują rozwiązania i szans na „rehabilitację”. Ponadto wykazują mniejszą skłonność do narzekania na niedogodności w miejscu pracy.

5. Optymiści łatwiej nawiązują kontakty społeczne

To jedna z najprzyjemniejszych korzyści wynikających z bycia optymistą. Osoby te częściej posiadają zdolność łatwiejszego nawiązywania relacji. Ponadto są zdecydowanie bardziej lubiane w towarzystwie ze względu na pozytywne nastawienie do życia oraz większą otwartość. Dotyczy to również miejsca pracy, a sympatia współpracowników wpływa również na opisane powyżej zadowolenie z życia zawodowego.

6. Optymiści lepiej śpią

Pozytywne myślenie bezpośrednio przekłada się również na jakość snu.
Na pewno każdy z nas doświadczył w życiu sytuacji, gdy pod wpływem silnych emocji, nie mogliśmy długo zasnąć np. rozpamiętując negatywne zdarzenia w danym dniu. I teraz wyobraźmy sobie, że osoby, które pesymistycznie podchodzą do życia taki stan mogą przeżywać bardzo często. To sprawia, że nie tylko śpimy krócej, a także nasz sen jest często przerywany i płytki. W konsekwencji po nieprzespanej nocy nie regenerujemy odpowiednio organizmu, co z kolei negatywnie wpływa na nasze samopoczucie i aktywność w ciągu dnia – mówi mgr Alina Zyber-Sochacka.

7. Optymiści mają wyższe poczucie własnej wartości

Osoby, które wpisują się w definicję słowa „optymista” zazwyczaj posiadają wyższą samoocenę niż pesymiści. Wobec problemów lub niepowodzeń potrafią oni bowiem znaleźć skuteczne rozwiązanie, wykazują większą motywację do działania i lubią podejmować aktywności, które dodatkowo przynoszą im satysfakcję w codziennym życiu np. uprawianie sportu.

To tylko kilka najważniejszych korzyści z bycia optymistą. Dotyczą one zarówno naszego życia prywatnego i zawodowego, dlatego warto każdego dnia zmieniać nasze nastawienie i kształtować w sobie pozytywne myślenie.


Lifestyle

28 ważnych rzeczy o miłości i życiu, które chciałabym wiedzieć przed „30”. Gdybym wiedziała, co wiem teraz, zaoszczędziłabym sporo nerwów

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
19 sierpnia 2021
fot.iStock – miłość
 

Serio żałuję, że wielu rzeczy nie wiedziałam. Dziś spisałam je starannie między innymi dla swojej córki. Wiem, że każdy uczy się na własnych błędach i że porady zasłyszane (zwłaszcza od matki) tak skutecznie na nas nie działają. Niemniej proszę, uwierzcie mi, że gdybym wiedziała kiedyś to, co wiem o życiu i miłości teraz, to z całą pewnością nie popełniłabym wielu błędów. Zaoszczędziłoby mi to wielu kłopotów, porażek, a przede wszystkim nerwów.

Chciałabym, żeby moja córka przeczytała to, kiedy będzie gotowa. Spisałam dla niej i dla ciebie czytelniczko to, czego nauczyłam się o życiu przez 46 lat. Nie ze wszystkim oczywiście musi się zgadzać. Nie wszystkie tematy muszą dotyczyć każdego. Przecież w swoich biografiach borykamy się z innymi tematami. To, co dla mnie było kiedyś trudne, dla ciebie może być od startu oczywiste i jasne. Nie mniej, to jest mój subiektywny poradnik. Droga czytelniczko i droga córko, dziś żyje mi się znacznie łatwiej, pogodniej i szczęśliwiej. Może zechcecie z tego kiedyś skorzystać.


1. Jeśli masz złamane serce po pierwszej wielkiej miłości i wydaje ci się, że świat się właśnie skończył, to muszę ci powiedzieć, że… przeżyjesz. Czas uleczy te rany, choć faktycznie trochę to może potrwać.

2. Prawdziwa miłość może do ciebie przyjść późno. Nie martw się, nie załamuj. Poczekaj! Kiedy się pojawi, nie będziesz mieć najmniejszych wątpliwości, że jesteś prawdziwie zakochana.

3. Jeśli przyjaciółka ci dokucza i relacje z nią stają się dyskomfortowe i nieprzyjemne, odsuń się. Nieważne, ile przeżyłyście razem. W każdej relacji powinnaś czuć się dobrze i bezpiecznie.

4. Możesz zmienić zdanie w ostatniej chwili. Nawet jeśli obiecałaś, nawet jeśli ktoś ważny na ciebie liczy. Jeśli jednak przemyślisz to i uznasz, że naprawdę nie chcesz czegoś robić i że to wbrew tobie, powiedz wyraźnie „nie”! Nawet w ostatniej chwili.

5. Nie każdy musi cię lubić. To jest okej! Nie staraj się, by ktoś polubił cię na siłę. Nie dogodzisz wszystkim.

6. Nie da się przerobić faceta na własną modłę. Jeśli wybierasz niegrzecznego chłopca, nie licz, że go wychowasz i udomowisz.

7. Nie gódź się w seksie na rzeczy, które ci nie pasują. Mów wyraźnie „nie”!

8. Nie musisz mieć dziecka za wszelką cenę przed trzydziestką, bo wszystkie twoje koleżanki są już spełnionymi mamami. Podążaj w tej sprawie zgodnie ze swoimi potrzebami i gotowością serca.

9. Nie odkładaj jednak macierzyństwa z powodu kariery na święte nigdy. Większość moich przyjaciółek twierdzi, że praca i pieniądze nie są tego warte.

10. Jeśli twój rodzic jest toksyczny i krzywdzi cię w dorosłym życiu emocjonalnie, czasem jednym sensownym rozwiązaniem jest ograniczenie z nim kontaktów.

11. Naprawdę czasem możesz mieć bałagan. Odpocznij!

12. Nie zawsze i za wszelką cenę musisz mówić prawdę. Czasem warto dla dobra własnego albo innych ludzi wziąć na wstrzymanie.

13. Nie czekaj z realizacją marzeń w nieskończoność. Zrób listę i pomału odkreślaj na niej te rzeczy, które udało ci się zrobić i osiągnąć. Czas szybko płynie. Niestety mówiąc szczerze, ja już niektórych rzeczy nie zrobię.

14. Dbaj o swoje zdrowie, nie jesteś niezniszczalna.

15. Nie top się w smutkach, nie wizualizuj najgorszych czarnych scenariuszy. I tak życie nie raz cię jeszcze zaskoczy. A to, co sobie nawyobrażałaś, najprawdopodobniej nigdy się nie spełni.

16. Podążaj za swoją intuicją. Nie ignoruj jej podszeptów, nawet gdy racjonalne myśli próbują te podszepty przekreślić.

17. Jeśli nie układają ci się związki z mężczyznami, to nie zawsze musi być twoja wina. Szczęście w parze zależy też od tego, na jakiego faceta trafisz.

18. Ignoruj uwagi ludzi, którzy będą punktować, co jeszcze masz zrobić, by być wystarczająco mądra, dobra i piękna. To zwykle są bierno-agresywne instynkty.

19. Nie musisz się ze wszystkiego tłumaczyć. Czasem wystarczy (zwłaszcza w pracy), powiedzieć, że nie możesz tego zrobić i tyle.

20. Nie musisz być zawsze fajna. Nie masz ochoty się bawić, pić alkoholu i szaleć do białego rana? Powiedz, że wracasz do domu. Bądź sobą, nie naginaj się do potrzeb grupy.

21. Nie zakładaj natychmiast, że ludzie robią jakieś rzeczy przeciwko tobie celowo. Ich nieprzyjemne działania często wynikają po prostu z ich wewnętrznych kłopotów i nie mają wiele wspólnego z tobą.

22. Naprawdę czasem możesz przyznać się głośno do tego, że czegoś nie wiesz, nie potrafisz, nie rozumiesz lub nie interesujesz się. Bycie w stresie, że ktoś rozpozna twój intelektualny deficyt, potrafi naprawdę mocno umęczyć.

23. Niestety spotkasz na swojej drodze ludzi, którzy będą mieć złe intencje i naprawdę będą chcieli ci zaszkodzić. Warto mieć tego świadomość, choć moim zdaniem nie zdarza się to często.

24. Dobry wygląd? Nie ma sensu za nim gonić na ślepo i w obłędzie. To, jakie masz ciuchy i jak bardzo dbasz o powierzchowność, naprawdę nie definiuje cię w stu procentach. O wiele ważniejsze jest, co masz w środku.

25. Czasem warto wrzucić na luz. Nie spinać się i brać od świata, to co ci przyniesie. Bądź otwarta i gotowa porzucić życie w swoim wyimaginowanym scenariuszu. Świat potrafi przyjemnie zaskoczyć.

26. Nie zakładaj, że wiesz, co myślą inni ludzie. Często jesteśmy przekonani, że wiemy to. Uwierz, nie mamy o tym bladego pojęcia, ale lubimy bawić się w jasnowidzów.

27. Nie bój się robić nowych rzeczy. Głowa często nas oszukuje. Zwykle okazuje się, że boimy się na wyrost.

28. Myślisz, że nie wiesz, co zrobić w jakiejś trudnej sytuacji, albo jaką decyzję podjąć w przełomowym momencie. Wiesz! Serio! Tylko uwierz w siebie.


Lifestyle

„Kocham cię”, „Jesteś dla mnie ważna” lub „Dzięki tobie jestem szczęśliwy”. Dlaczego faceci mają kłopot z wyznaniem miłości?

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
19 sierpnia 2021
fot. olegbreslavtsev/iStock

Kiedy mężczyzna słyszy od kobiety „Kocham cię”, bardzo się na to cieszy, choć nie daje tego po sobie poznać, mówi terapeuta Krzysztof Bąk. Dlaczego faceci mają kłopot z wyznaniem miłości?

Wiele moich koleżanek twierdzi, że ich partnerzy nie chcą, nie lubią, unikają mówienia: „Kocham cię” i innych romantycznych i ciepłych słów.

– Tak rzeczywiście jest. Pani koleżanki wcale nie przekłamują rzeczywistości, bo fakty psychologiczne są takie, że mężczyźni w tej sferze czują się po prostu mniej pewni.

Dlaczego więc mają problem z mówieniem o uczuciach?

– Historia rozwoju jest taka, że mniej więcej w trzecim roku życia chłopcy powoli zaczynają budować swoją męską tożsamość i wtedy muszą zaprzeczyć własnym pragnieniom bliskości i zależności od matek. Przez pierwsze trzy, cztery lata życia chłopcy są blisko związani z matkami, podobnie jak dziewczynki, a potem to zaczyna się zmieniać. Chłopiec musi wypiąć tę swoją dziecięcą pierś i powiedzieć: „Teraz już chcę radzić sobie sam”.

Bo bycie mężczyzną w naszej kulturze oznacza bycie kimś, kto potrafi sprawnie rywalizować z rówieśnikami. Kiedyś bardziej chodziło o siłę fizyczną, teraz już pewnie o takie kompetencje sprawnego umysłu. Nie mniej cały czas jest to ten sam kontekst – rywalizacji, zwycięstwa i czucia się pewnie w chłopięcej grupie rówieśniczej.

Potem taki trzylatek przechodzi pod kuratelę taty, którego zachowania bacznie śledzi. Co się wtedy z nim dzieje?

– Najlepiej, gdy w trzecim roku życia ojciec bierze syna za rękę, zabiera go ze sobą na rower, na boisko, na wycieczki i uczy go swojego męskiego świata. Choć muszę powiedzieć, że dziś mężczyźni bardzo się zmieniają i chętniej wchodzą w role opieki wczesnotacierzyńskiej. Widać to wyraźnie w rozmowach w moim gabinecie terapeutycznym – ojcowie w sytuacji rozwodu głębiej niż na przykład piętnaście lat temu – przeżywają sytuację rozdzielenie z małym dzieckiem.

Czego uczy się chłopiec, obserwując ojca i dziadka?

– Ciekawy temat. Od drugiej wojny światowej minęło ponad 70 lat, a ja cały czas słyszę w opowieściach mężczyzn historie, które można wyjaśnić tylko cofając się do doświadczeń jego dziadka. Historia wojenna cały czas w nas wszystkich jest bardzo żywa. Wojna, podczas której mężczyźni czuli lęk zagrożenia życia, nie była czasem, w którym mogli mieć kontakt z miękką, emocjonalną częścią swojej natury. Wtedy głównie liczyła się sprawność działania i pragmatyzm życia codziennego.

Taki wzór funkcjonowania jest nieświadomie przekazywany pokoleniowo: chłopiec wychowywany przez ojca, który zaprzeczał delikatnej stronie swojej natury, najczęściej staje się podobny i w ten sam sposób wychowuje syna. Dziadek nie mówił żonie „kocham cię”, więc często dziś jego wnuk też tego nie potrafi. Chociaż trzeba powiedzieć, że wojna też mocno wpłynęła na kobiety. Przecież „matki wojenne” zostawały z dziećmi same i więcej obowiązków na nie spadało, a to spowodowało, że przyzwyczajały się do samowystarczalności.

Co dalej dzieje się zatem z chłopcem, który dzięki ojcu poznaje męski świat?

– Mężnieje i staje się mężczyzną w rozumieniu naszej zachodnioeuropejskiej kultury, która promuje: zaradność, spryt, sukces w pracy, wspinanie się po szczeblach kariery i stabilność finansową. Ale cały czas jest to budowane na stłumieniu tej emocjonalnej potrzeby, która w świecie dorosłych nazywana jest „miłością”.

Moje koleżanki skarżą się, że mężczyźni w odpowiedzi na zarzut: „Czemu nie mówisz mi, że mnie kochasz?”, słyszą od partnerów: „Ależ przecież ja dziś umyłem ci samochód!” Dlaczego tak jest?

– Bo mężczyźni, choć nie potrafią często tego nazwać, boją się poczuć swoją silną wewnętrzną potrzebę miłości i czułości. Wyobraźmy sobie, że jak chłopiec jest trzylatkiem, to zaczyna budować tamę, która ma zatrzymać to „pragnienie miłości”. Kiedy ma dwadzieścia lat i zakochuje się, to w jego wyobrażeniu ta tama musi zostać przerwana. Pojawia się więc fantazja, że cały rwący strumień tłumionych emocji, może nagle go przytłoczyć. Chłopiec to wszystko przecież powstrzymywał wiele lat. To jest dla niego „ziemia nieznana” i na jej obszarze czuje się niepewnie. A jeśli w dodatku już obudzi w sobie te pragnienia, to jeszcze będzie musiał skonfrontować się z odpowiedzią kobiety. Czy wtedy na pewno pojawi się odwzajemniona miłość?

Ale czemu nasi partnerzy wolą umyć samochód albo naprawić komputer, niż powiedzieć: „Kocham”?

– Mężczyzna jest przecież uczony, że powinien sprawdzać się w świecie działania i zadań, to jest coś konkretnego, co on zna i co rozumie. W tym czuje się bezpieczniej niż w świecie deklaracji emocjonalnej, w którym ogarnia go przerażenie.

Mój przyjaciel twierdzi na przykład, że nie lubi nadużyć słowa „kocham”, bo ono często powtarzane staje się puste i rutynowe. On mówi „kocham” w chwilach wyjątkowych.

– Jeśli mężczyzna musi zrobić wysiłek emocjonalny, by z jego ust padła „deklaracja uczuć”, to ona ma dla niego ogromne znaczenie. To nie jest coś codziennego. Kiedy zaś widzi kobietę, której łatwo przychodzą te słowa, zaczyna się zastanawiać: „No to, jak to jest? Ona mówi to cały czas, że mnie kocha. Ale czy to aby na pewno jest prawda?”. Stąd ta dewaluacja romantycznych słów. Jednak przecież ta łatwość mówienia o emocjach nie oznacza, że kobieta nie ma w sobie uczyć, tylko po prostu, że nie ma problemu z ich okazywaniem.

Dlaczego nam jest łatwiej okazywać uczucia?

– Ponieważ u kobiet rozszczepienie rozwojowe pomiędzy „pragnieniem miłości”, a „sukcesem społecznym” nie musi się zadziać. U kobiet łatwiej się to integruje, a ponieważ jesteście oswojone z ekspresją emocjonalną, to potraficie bardziej spontanicznie i swobodnie o tym mówić. Ja jednak myślę, że mężczyzna, który słyszy „Kocham cię”, to wewnątrz bardzo się na to cieszy, choć często stara się nie dać tego po sobie poznać.

Mam wrażenie, że panowie, którzy zaprzeczają, że tego nie lubią, robią to nie do końca świadomie. To jest rodzaj gry. Mają z tego przyjemność, a jednocześnie krygują się. Zaryzykowałabym jeszcze jedno stwierdzenie, że mężczyźni rzadziej wyznają miłość, ponieważ oni tej czułości i „deklaracji miłości” bardziej potrzebują.

Jestem absolutnie zaskoczona tym stwierdzeniem. Dlaczego bardziej potrzebują czułych słów?

– Ponieważ męski głód w tym obszarze, przez lata zaprzeczony, jest większy niż u kobiet. Z mojego doświadczenia terapeutycznego wynika, że desperacja i męskie tragedie związane z perturbacjami miłosnymi są dużo głębsze.

To znów mnie pan zaskoczył! W jakim sensie pan to mówi?

– Znacznie zdrady, zawodu miłośnego, ale nawet taki fakt, że kobieta przez tydzień nie odpowiada mu na SMS-a, kiedy tworzy się nowa relacja, bardzo mężczyznę boli. On z tego powodu przeżywa często wielkie dramaty.

Na koniec chciałam spytać, co my matki możemy zrobić dla swoich synów, by potem mówili żonom: „Kocham”?

– Powinnyście zaprosić ojców do współpracy w wychowaniu. Bardzo ważne, by dziecko widziało rodziców, którzy mówią do siebie czule i ciepło odnoszą się do siebie. To może być pocałunek, pogłaskanie, gest niekoniecznie nawet definiowany słowami. To wszystko pokazuje chłopcu, że w ramach męskości mieszczą się też takie zachowania. Jest jeszcze druga sprawa: taki stereotyp, że mama jest od przytulenia, a tata od wyzwań sportowych. Gdyby te role zaczęły się zrównywać, byłoby idealnie.

Jeśli chłopiec zobaczy na meczu swoją mamę, która gorąco mu kibicuje i tatę, który po przegranej rozgrywce go przytuli, to łatwiej mu będzie integrować obszar miłości i rywalizacji. Dobrze, by on czuł, że te światy się nie wykluczają. Myślę, że wtedy jego przyszła żona będzie słyszała częściej słowa: „Kocham cię”, „Jesteś dla mnie ważna” lub „Dzięki tobie jestem szczęśliwy”.


Krzysztof Bąk, psycholog kliniczny, psychoterapeuta psychoanalitycznym i analityk grupowy. Studiował na Wydziale Psychologii UW, ukończył podyplomowe czteroletnie szkolenie z psychoterapii w Instytucie Analizy Grupowej Rasztów i Niemieckim Instytucie Psychoanalitycznym w Heidelbergu. Od 9 lat prowadzi własną praktykę psychoterapeutyczną, rozszerzoną o usługi doradztwa psychologicznego w obszarze rozwoju osobistego, zarządzania zespołami i kultury organizacyjnej. Jest współautorem dwóch książek: „Człowiek i Psychologia”, oraz „Psychoterapia Analityczna. Procesy i Zjawiska Grupowe”.

Krzysztof Bąk, fot. Anna Kubiak


Zobacz także

Depilacja świetlna IPL w domu? Wszystko, co musisz wiedzieć

Wybrano najlepsze Położne w ramach kampanii społecznej „Położna na medal”

„Czy może pani zabrać tego cholernego psa?!” Dlaczego nie potrafimy być dla siebie uprzejmi?