Lifestyle

7 cech optymistycznych ludzi. Każdy powinien je w sobie pielęgnować

Redakcja
Redakcja
13 listopada 2017
Fot. iStock / stock_colors
 

Uwielbiamy otaczać się optymistami, nawet gdy nas samych rzeczywistość nie rozpieszcza. Ludziom o pozytywnym nastawieniu żyje się lżej i w dodatku zarażają innych swoim podejściem. Optymiści bez wysiłku pielęgnują w sobie cechy, które po prostu ułatwiają życie.

Każdy może wziąć z nich przykład. Tylko trzeba porzucić myślenie, że optymista to niedoinformowany pesymista. Optymista to mistrz celebrowania dobrych rzeczy i wychodzenia obronną ręką z sytuacji mniej pozytywnych.

7 cech optymistycznych ludzi, które warto w sobie pielęgnować

1. Walczą o swoje marzenia

Optymiści zakładają, że warto marzyć, ale o rzeczach, które są możliwe do zrealizowania. Nie zakładają niemożliwego, patrzą w stronę rzeczy odległych, ale osiągalnych. Dzięki temu odnoszą upragniony sukces.

2. Porażkę zamieniają w cenną lekcję

Bycie optymistą nie oznacza, że jest się człowiekiem ze stali, którego nie dotykają porażki. Ale każdy optymista potrafi spojrzeć na to, co się stało z dystansu i nawet bolesne doświadczenie zamienić w cenną na przyszłość lekcję.

3. Są uczciwi wobec siebie

Stają twarzą w twarz z rzeczywistością, nie unikają konfrontacji z własnymi niedoskonałościami, będąc gotowymi do działania. Optymiści nie wmawiają sobie rzeczy, które nie są prawdą, dzięki temu unikają poważnych rozczarowań w życiu.

4. Nie porównują się do innych

Optymiści wiedzą, że są unikalni i nie mają potrzeby porównywać się do innych, zgadywać, czego mają mniej lub więcej. Dzięki temu nie żyją zazdrością, nie kierują się zawiścią. Żyją tak jak lubią, podążając wyłącznie za własnymi potrzebami, a nie oczekiwaniami innych.

5. Akceptują innych ludzi

Optymiści żyją i pozwalają żyć innym. Nie krytykują nadmiernie, nie wyzłośliwiają się, bo szkoda im życia na emitowanie złej energii. Patrząc na samych siebie pozytywnie, tak samo starają się postrzegać innych ludzi dobrze. Koncentrują się na ich zaletach, a nie wadach. Optymiści uważają, że każdy ma swoje miejsce i rolę do odegrania we własnej historii i nie powinno się w to ingerować.

6. Pracują nad sobą

Optymiści dostrzegają potrzebę ciągłego rozwoju, zgodnie z zasadą, że kto się nie rozwija, ten się cofa. Ten rozwój jest im potrzebny nie do imponowania otoczeniu, zdobywaniu chwały czy splendoru, ale by jak najpełniej żyć i cieszyć się własnymi osiągnięciami.

7. Są zmotywowani do działania

Siła do walki tkwi wewnątrz człowieka, a optymiści potrafią pielęgnować w sobie tę siłę. Motywacja do działania wynika nie ze wskazówek lub nakazów innych osób, ale z tego, co siedzi w głowie każdego z nas. Słuchając wewnętrznego głosu, optymiści odważnie idą na przód.


 

źródło: exploringyourmind.com


Lifestyle

Codzienność pełna marzeń, które się nie gubią. Jak zaplanować sobie życie? Po prostu Simple

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
13 listopada 2017
Fot. Materiały prasowe
 

Wiecie, co najbardziej pomaga mi ogarnąć codzienną gonitwę? Drobiazgi. Mój kalendarz, długopis i dwie kolorowe kredki.

Codziennie wieczorem robię sobie plan najważniejszych zadań na następny dzień, a w ciągu dnia, te zrealizowane wykreślam zieloną kredką. I uwierzcie mi, nie ma nic bardziej motywującego niż zerknięcie w połowie dnia na jarzącą się na zielono kartkę i myśl „no, w sumie, to już odwaliłaś kawał dobrej roboty”.

Zasada nr 1 – Planuj wieczorem

Największą zaletą posiadania plannera lub kalendarza jest…. korzystanie z niego! Żeby znaleźć czas, którego jak lubimy mówić, ciągle nam brakuje, najlepiej zadbać o uczciwość w planowaniu. Jak się domyślacie, planowanie na kolanie, pod presją, kiedy już musimy biec, odebrać dzieci, wyprowadzić psa, zdążyć itepe, itede nie może się udać. Kiedy wpadamy w nasz kołowrotek planowanie jest najmniej potrzebną i istotną rzeczą, liczy się tylko „przetrwanie”, byle do wieczora. Dlatego poświeć wieczorem pięć minut na wypisanie swojej listy zadań następnego dnia.

Naprawdę, nie zajmie ci to więcej czasu, ale zyskasz jego wielokrotność. Czas nagli, nie wiesz od czego zacząć? Coś się posypało i wymaga szybkiego przeorganizowania? W takich chwilach lista dnia jest niezastąpiona. Szybka i logiczna ocena, co zdążę zrobić, co zostało do zrealizowania, co jest dla mnie najważniejsze lub koniecznie. Skup się na 3 priorytetach i każdy dzień zacznij wykonania tego najważniejszego! 1:0 dla ciebie.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Zasada nr 2 – Zrób przerwę

Każdy jej potrzebuje. Owszem warto nie ulec pokusie odkładania na później i robieniu sobie długich „rozleniwiających” przerw, ale krótka, dziesięciominutowa pauza jest bardzo wskazana. Bez względu na to, czy pracujesz zawodowo, biegniesz na zajęcia na uczelni, czy walczysz z domowymi porządkami. Chwila na oddech pozwoli się zrewidować pierwotny plan i zdroworozsądkowo ocenić twoją pracę.

Otwórz okno, weź głęboki oddech – a dodatkowo zyskasz sporo energii.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Zasada nr 3 – Nie bój się rezygnować. Naucz się odpuszczać

Odpuszczanie to prawdziwa sztuka, którą szalenie trudno nam opanować. Po pierwsze wiąże się to ze skonfrontowaniem własnych planów i zasad z rzeczywistością, po drugie zostaliśmy wychowani w idei dążenia do perfekcyjności. Jednak jeśli spróbujemy ocenić sprawę chłodno, polegając na logice, nikogo nie dziwi fakt, że wraz z upływem czasu i zmianami (przede wszystkim tymi, których sami podlegamy), zmieniają się również nasze cele i marzenia.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Dobrze jest od czasu do czasu, wrócić do swojej listy postanowień i zapytać siebie: czy nadal tego chcę i do tego dążę?

Podobnie bywa z bardzo prostymi przyziemnymi sprawami. Jest wieczór, zaplanowałaś swój kolejny dzień, co dalej? Zerknij na poprzednią kartkę w kalendarzu i oceń, czy dziś zrobiłabyś coś inaczej? To ułatwi ci nie powielanie logistycznych błędów następnego dnia. Nie bój się popełniać błędów i próbować, ale nie zapominaj o budowaniu na nich swojego doświadczenia.

Zasada nr 4 – Ułatwiaj sobie życie

Jak tylko możesz i gdzie tylko możesz. Ja ułatwiam sobie życie z Simple Calendar. Kiedyś korzystałam ze zwykłego kalendarza lub nawet zeszytu, ale to rozwiązanie sprawdzało się tylko do planowania listy zadań. Zdecydowanie wolę ułatwić sobie życie, skoro znalazłam na to sposób. Mniej papierów i notatników, oznacza mniej chaosu. A nic tak nie oddala nas od marzeń i zwykłego zadowolenia z życia, jak chaos.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Jasne, nie można mieć wszystkiego pod kontrolą, to prowadzi tylko do frustracji, ale pamiętaj, że są rzeczy, które kontrolować zwyczajnie trzeba! I  to nie tylko w nowym zawodowym projekcie. Musisz kontrolować swoje finanse i opiekę zdrowotną. Musisz pamiętać o wielu sprawach i zdecydowanie lepiej nie tracić czasu na szukanie każdej informacji w innym miejscu.

A marzenia? Czy je w ogóle da się „kontrolować”. W pewnym sensie tak. Warto mieć swoje miejsce na marzenia, które chcemy spełnić – i warto dać im szansę, robiąc kolejne kroki, które prowadzą nas w ich stronę.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

PS: Pamiętajcie, że kalendarz nie musi być groźny, nic nie osładza dnia, jak mały i piękny drobiazg, który naprawdę nam pomaga! Planujcie, żeby było łatwiej. Szczególnie, gdy ktoś wymyśl już, jak to robić efektywnie.

Zobaczcie koniecznie, co skrywa sekretny Simple Calendar

Prawda, że jest przepiękny? Simple Calendar możecie znaleźć tutaj: lovesimple.pl.

 


Artykuł powstał we współpracy z marką Love Simpe


Lifestyle

Kochałem iluzję, nienawidzę prawdziwej osoby. A przecież nie wiedziałem o tobie prawie nic

Listy do redakcji
Listy do redakcji
12 listopada 2017
Fot. istock/vernonwiley

Na początku pomyślałem, że jesteś piękna. Nie widziałaś mnie jeszcze, dopiero za chwilę miałaś podnieść głowę i spojrzeć mi w oczy. Sposób, w jaki przekrzywiałaś głowę pochylając się nad jakimiś papierami, palce zaplecione na twoim ulubionym kubkiem z zimną już kawą. Zawsze piłaś zimną kawę. Nie miałaś dość czasu, by wypić ją od razu. Szybko cię pokochałem, dziś cię nienawidzę. Nie ma już między nami miłości.

Nie potrafię powiedzieć, kiedy to się skończyło, tak jak nie potrafiłem powiedzieć ci dokładnie, kiedy się w tobie zakochałem. To nie był konkretny moment, to były sytuacje, które coraz bardziej nas od siebie oddalały – twoje kłamstwa i sekrety, mój strach, że cię stracę, nasz wspólny brak zaufania do siebie nawzajem.

Oczywiście, na początku było inaczej. Byłaś najlepsza, jedyna. Obroniłbym cię przed każdym, każdego siłą skłoniłbym do odszczekania jakichkolwiek negatywnych słów na twój temat. Wierzyłem ci ślepo, ślepo ufałem we wszystkie twoje słowa.

Że miałaś „dziwne przypadki”, zdarza się. Że wiele osób cię skrzywdziło, potraktowało niesprawiedliwie – jak mogło być inaczej, w moich oczach byłaś samą dobrocią, kimś słodkim, naiwnym, kogo łatwo oszukać, wykorzystać. Chciałem cię chronić, chciałem prowadzić cię za rękę, pomóc ci w każdej z twoich „sytuacji bez wyjścia”. Patrzyłaś na mnie z ufnością, a ja tłumaczyłem ci, że ludzie są źli, świat jest niebezpieczny, że teraz już nie popełnisz kolejny raz tego samego błędu.

Co o tobie wiedziałem? Niewiele. Właściwie tylko to, co sama zechciałaś mi o sobie powiedzieć. Jeden bardzo nieudany związek, jakieś długi (oczywiście przez niego), niezbyt udane dzieciństwo – mama piła, tata nie do końca radził sobie z wychowaniem ciebie i twojej siostry.

Ale dzielna byłaś, radziłaś sobie, świetnie realizowałaś się w pracy. Zawodowo – profesjonalistka, w życiu osobistym – zagubiona dziewczynka, tak cię widziałem. Chciałem się tobą zająć, szczególnie wtedy, kiedy patrzyłaś na mnie wyznając kolejne „grzechy”.

Płakałaś. Mówiłaś „to już ostatnie kłamstwo”. Nie, słowo „kłamstwo” nie przechodziło ci przez usta. Wolałaś mówić, że się pogubiłaś, że odrobinę minęłaś z prawdą. Zaklinałaś rzeczywistość.

Ale to były kłamstwa. Nie wiedziałem wtedy, że masz je we krwi. Że kłamiesz notorycznie, że to twój sposób na życie. Że wierzysz w te kłamstwa od momentu, kiedy tylko je wypowiadasz.

Bliscy mówili mi, to niemożliwe, nie ma takich zbiegów okoliczności, to się nie mogło wydarzyć. A ja zaprzeczałem, wściekły, że tobie właśnie się to przytrafiło i powtarzałem wszystko, co mi opowiadałaś, każdą wymówkę, każde usprawiedliwienie.

Kiedy dowiadywałem się o twoich kolejnych długach, każdy miał byś ostatni, każdy tłumaczyłaś inną historią. Miałaś ich w głowie tysiące, każdą przedstawiałaś ze szczegółami, mówiąc o osobach, które miałyby ją potwierdzić. Spłacałem. Dziękowałaś mi ze łzami w oczach, zapewniając: „już żadnych niespodzianek, nie ma już nic do ukrycia”.

Potem odkryłem jego. Rozmawiałaś z nim na czacie, skarżyłaś się, jak ci ze mną źle. Że jestem porywczy, że się mnie boisz. Że wydzielam ci pieniądze.  Że myślisz o rozstaniu, ale obawiasz się zemsty. Wiesz, dopiero widząc te słowa, czytając te wszystkie kłamstwa, czarno na białym zrozumiałem kim jesteś. Czytając każde, pojedyncze słowo, zacząłem sobie w końcu składać cały, prawdziwy obraz ciebie. Zadzwoniłem do niego. Nie uwierzył. Ufa tobie.

Kochałem iluzję. Nienawidzę prawdziwej osoby.


Zobacz także

„Krzyczałam do męża, że nie jesteśmy ludźmi, bo jaki człowiek zrobiłby to, co my… Każda z nas zrobiła rzecz niewybaczalną, porzuciła swoje dziecko”

Bałagan ci nie przeszkadza, a może go nie cierpisz? To, jak wygląda twój dom, mówi o tym, jakim typem osobowości jesteś

Dlaczego nie powinniśmy mówić: „wiem, co czujesz”. Jeśli chcesz pomóc, porzuć narcyzm