Lifestyle

6 sposobów, by przestać się martwić tym, na co nie masz wpływu

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
26 maja 2017
Fot. iStock / LeoPatrizi
 

Tej brutalnej prawdy o życiu, wielu z nas nie chce przyjąć do świadomości: nad większością rzeczy, które ci się przydarzają, po prostu nie masz kontroli. Niektórzy próbując się temu sprzeciwiać, starając się maniakalnie zmusić innych do zmian, panicznie zapobiegać temu, co może się wydarzyć. Inni wiedzą, że nie można uniknąć niektórych złych rzeczy, ale nie przestają się nimi zamartwiać. Niepokoi ich wszystko, od klęsk żywiołowych po śmiertelne choroby. Tracą czas i energię, które mogliby spożytkować na dobre życie „tu i teraz”.

6 sposobów, by przestać się martwić tym, na co nie masz wpływu

1. Określ, co rzeczywiście możesz kontrolować

Kiedy zaczynasz się martwić, zatrzymaj się na chwilę, przeanalizuj, czy masz na to, co cię smuci, wpływ. Nie możesz zapobiec burzy, ale możesz się do niej przygotować. Nie możesz kontrolować czyjegoś zachowania, ale możesz kontrolować swoją reakcję na nie. To prawdy stare jak świat. Zrozum, że czasem wszystko na co masz wpływ, to twój własny wysiłek i postawa wobec danej sytuacji. Tam skieruj swoją energię, a okażesz się o wiele bardziej skuteczny.

2. Skup się na wpływie, jaki masz na innych

Można wpływać na ludzi i okoliczności, ale nie można zmuszać nikogo, by zadziałał tak, jak tego chcesz. Możesz dać dziecku narzędzia, żeby się dobrze uczyło – spokój w domu, wsparcie, pomoce naukowe, ale ono musi samo zapracować na dobre wyniki. Można zaplanować świetną imprezę, nie można sprawić i być pewnym, że ludzie będą się na niej dobrze bawić.

Aby mieć większy wpływ na ludzi i okoliczności, koncentruj się na zmianie twojego zachowania. Bądź dobrym wzorem do naśladowania i ustanawiaj zdrowe granice dla samego siebie. Jeśli masz wątpliwości dotyczące cudzych wyborów i decyzji, podziel się swoją opinią, ale tylko raz. Nie należy próbować naprawiać ludzi, którzy nie chcą być „naprawieni”.

3. Zidentyfikuj swoje lęki

Zadaj sobie pytanie, czego się boisz. Czy przewidujesz jakiś katastrofalny rezultat? Czy wątpisz w swoją zdolność do radzenia sobie z rozczarowaniem? Zazwyczaj nawet najgorszy scenariusz nie jest tak tragiczny, jak można sobie wyobrazić. Jest duża szansa, że ​​jesteś silniejszy niż myślisz.

4. Rozróżniaj dwie rzeczy: ciągłe analizowanie a rozwiązywanie problemów

Odtwarzanie rozmowy w głowie lub ciągłe wyobrażanie katastrofalnych skutków nie jest pomocne. Zadaj sobie pytanie, czy twoje myślenie jest wydajne. Jeśli naprawdę działasz, próbujesz znaleźć jakieś sposoby, zwiększasz swoje szanse na sukces.

Jeśli jednak tracisz czas na rozmyślania, natychmiast skoncentruj się na czymś bardziej produktywnym.

5. Stwórz plan zarządzania stresem

Brzmi jak plan wynikowy na siłowni? Możliwe, ale naprawdę działa.

Ćwiczenia, zdrowe jedzenie, odpowiednia ilość  snu, to tylko kilka najważniejszych rzeczy, które trzeba zrobić, aby zadbać o siebie. Trzeba też nauczyć się zarządzania stresem, a zbyt często o tym zapominamy.

Znajdź zdrowe antidotum na stres, takie jak medytacja, hobby, lub czas z przyjaciółmi. Wyeliminować niezdrowe umiejętności radzenia sobie ze stresem, takie jak nieuzasadniona agresja wobec innych i używki.

6. Znajdź swoje zdrowe afirmacje

Znajdź dwa lub trzy zdania, które będziesz sobie przypominać, by się uspokoić. To może być na przykład: „Poradzę sobie”. Podstawową rzeczą, jaką musisz zrozumieć jest fakt, że „poradzenie sobie” z jakąś sytuacją wcale nie musi oznaczać dopięcia ostatecznego celu… ;).


Na podstawie: psychologytoday.com

 


Lifestyle

4 wskazówki, które pomogą ci przestać żyć w strachu

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
26 maja 2017
Fot. iStock/PeopleImages
 

Kiedy opanowuje cię lęk, stracisz grunt pod nogami. Chcesz się pozbyć uczucia, które cię paraliżuje, ale wiesz, że tak naprawdę powinieneś stanąć z nim oko w oko, dotrzeć do jego źródła, poradzić sobie. Jak to zrobić? Jak oswoić swoje lęki i przestać żyć w strachu?

4 wskazówki, które pomogą ci przestać żyć w strachu

1. Naucz się odróżniać strach od niepokoju

Różnica jest znacząca. Strach to stan emocjonalny wywołany przez realne niebezpieczeństwo, podczas gdy odczuwanie niepokoju jest związane w wywoływanym obrazem, wizualizacją zagrożenia, które nie jest w tej danej chwili rzeczywistością. Niepokój jest natomiast twoim własnym dziełem. Tak, sam reżyserujesz i produkujesz swój niepokój, używając obrazów z wielu, różnych źródeł.

Skoro już to wiesz, spójrz na swój strach jak na pozytywną, instynktowną emocję, który służy Ci lojalnie, by ostrzec cię przed niebezpieczeństwem. I uświadom sobie, że jesteś w stanie kierować swoim niepokojem. Nie ma sensu skupiać się na pokazywaniu zagrożeń, których nie ma.

2. Opanuj swoje myśli

Przeanalizuj swoje myśli i sprawdź, które z nich dotyczą prawdziwych, realnych dla ciebie bezpośrednio zagrożeń. Jeśli znajdujesz się właśnie w swoim domu, siedzisz wygodnie w pokoju i przejmujesz zamachem terrorystycznym w Wielkiej Brytanii, sam „wytwarzasz” swój niepokój. Twoją rzeczywistością jest w tej chwili jest to, że siedzisz w ulubionym fotelu, w bezpiecznym miejscu – nic ci tu nie grozi.

Uczucie współczucia i empatii w odniesieniu do tak przerażającej sytuacji to coś innego. Możesz odczuwać współczucie dla ofiar zamachu i ich rodzin, ale to nie jest twoja rzeczywistość.

Jeśli twoje myśli uciekają w stronę „niebezpiecznej”, ale obcej ci rzeczywistości, skoncentruj się na jakimś obiekcie w zasięgu twojego wzroku, przez około 10 oddechów. Zrelaksuj się. Zwróć uwagę na kolor, kształt, fakturę twojego przedmiotu. Ta najprostsza z możliwych forma medytacji pozwoli ci kontrolować swoje myśli.

3. Praktykuj medytację codziennie

To działanie, które przynosi długofalowe skutki. Jest tak wiele sposobów, aby medytować. Możesz po prostu czy po prostu obserwować niebo, siedzieć w pozycji lotosu, lub zapisać się na specjalny kurs. Wystarczy upewnić się, że podczas medytowania jesteś świadomy swojego oddechu, a następnie nauczyć się obserwować/zauważać swoje myśli.

4. Celebruj swoje poranki

W momencie, kiedy się budzisz, twój mózg zaczyna zbierać informacje jak to robisz i jakie uczucia ci wówczas towarzyszą. Tak więc, jeśli wstajesz i od razu zaczynasz przeglądać wiadomości w twoim smartfonie to najprawdopodobniej zwiększasz swój poziom lęku, już od rana. Nie bierz telefonu do sypialni, nie używaj go jako budzika. Kiedy budzisz się, staraj się medytować przez co najmniej 10 minut. W kuchni, przygotowując śniadanie, słuchaj muzyki, nie newsów z radia. Masz cały dzień na to, by dowiedzieć się, co wydarzyło się przez ostanie kilka godzin na świecie.


Na podstawie: psychologies.com.uk

 


Lifestyle

Czasem uratować można tylko jedną osobę, siebie. „Każda kobieta zasługuje na to, by być szanowaną”

Magdalena Lis
Magdalena Lis
25 maja 2017
Fot. iStock / francescoch

Podjęłam trudną, ale konieczną dla mnie decyzję. Czułam się winna odchodząc, przecież przyrzekałam w zdrowiu i w chorobie. Wyrzuciłam męża z życia, by stać się na nowo bardziej zdecydowaną, stanowczą, odważną. Złamałam daną przysięgę, by móc ratować siebie samą.

Akt odwagi

Mam na imię Iwona, mam trzydzieści sześć lat i od roku jestem rozwódką, która odeszła od męża alkoholika. Nasze małżeństwo trwało prawie dziesięć lat, na przełomie których toczyłam o nas ciągłą walkę. Mój mąż jest członkiem weselnego zespołu, weekendy i święta często spędzał poza domem. Pomagałam mu, woziłam go, montowałam sprzęt, w gorszych okresach przestoju wspierałam. Pracowałam wspomagając domowy budżet, dbając o dom i rodzinę. Kiedy wniosłam pozew o rozwód, usłyszałam, że wraz z niezbędnymi do rozprawy aktami załączyłam jeden najważniejszy. Mój akt odwagi.

Jedna pora roku

Gdyby ktoś zapytał mnie jakiej pory roku nienawidzę, powiedziałabym, że jest to zima. Chłód i zlodowaciałe serce męża towarzyszyło mi przez większą część mojego małżeństwa. Nigdy mnie nie chwalił, nie przytulał, nie całował. Nawet w łóżku wszystko odbywało się schematycznie, niczym dobrze działający mechanizm. Nie miałam prawa głosu, możliwości decydowania o mniej lub bardziej ważnych sprawach. Nawet o wyborze koloru paznokci decydował mój małżonek. Obrażanie mnie i wyzwiska były na porządku dziennym, a powodów było mnóstwo. Kiedyś gdy wróciłam później z pracy oberwałam rzuconym w moją stronę słoikiem z ogórkami. Kiedy tuż przed rozwodem opowiadałam o wszystkim pani psycholog skwitował to krótkim – gdybym chciał, to bym celniej trafił.

I ślubuję ci…

Wychodząc za mąż nie byłam jakoś strasznie młoda, poznaliśmy się na uczelni gdzie byliśmy równoległymi rocznikami. Wszystko było jak trzeba, po kolei, odebrane dyplomy, ślub, wesele, pierwsze wynajęte mieszkanie, moja ciąża. Myślałam, że złapałam pana Boga za nogi, choć moja babcia tuż przed ślubem zapytała mnie, czy jestem pewna, że wiem za kogo wychodzę. Mój mąż jak każdy lubił się czasem napić. Widziałam, że momentami przesadza, ale tak jego zdaniem miała wyglądać młodość. Pierwszy raz ubliżył mi przed chrzcinami córki. Świadkiem tego zajścia była moja dalsza rodzina, bardzo się wstydziłam i natychmiast ich przepraszałam. Całą uroczystość dumny tatuś przespał na zapleczu restauracji, taki był szczęściem z powodu narodzin dziecka pijany. Kolejne imprezy wyglądały jak tamta, były jej odbiciem lustrzanym. Wraz z każdym wyjściem z domu lub zaproszeniem gości do nas doznawałam silnego poczucia lęku, gdyż bałam się, że będę znów psychicznie zmaltretowana.

Mogę wszystko, nic nie muszę

Kiedy wyrzucono mojego męża z pracy uznałam, że czas na poważną rozmowę i postawienie ultimatum. Skończyło się picie weekendami, a zaczęła – jak to elegancko nazywał codzienna degustacja, kończąca się na butelce wódki, kilku drinkach bądź sześciopaku piwa. Mąż początkowo twierdził, że nie musi się leczyć, bo jest przecież zdrowy. Nie pracował, nadal grał weekendami więc okazji i kompanów do kieliszka nigdy nie brakowało. Po moich namowach uległ i trzy razy pojawił się w ośrodku dla uzależnionych. Tylko po to, żeby następnie wykrzyczeć mi, że piorą mu tam mózg i opowiadają głupoty. Ciągle podkreślał, że wszystko może i nic nie musi. Pani psycholog skierowała mnie na terapię dla współuzależnionych. Po dziś dzień tam chodzę. Czasem tak sobie myślę, że gdyby mój mąż choć spróbował podjąć próbę wyjścia z choroby alkoholowej moglibyśmy być ze sobą.

Wakacje moich koszmarów

Ubiegłoroczne wakacje spędziliśmy w Międzyzdrojach. Wynajęliśmy domek na obrzeżach opuszczonej dzielnicy. Do centrum i nad morze mieliśmy spory kawałek, na obiad szliśmy kolejne kilometry, tylko po to, by móc zjeść w najtańszym barze. Na plaży leżałam w sukience, bo według mojego męża wstydem było pokazywać ‘takie ciało’. Nie mogłam czytać książek, bo jak twierdził naczytam się a potem mi się głupoty głowy trzymają. Nie mogłam zjeść gofra, bo wydziwiam a jestem już wystarczająco gruba. Jednego dnia bardzo źle się czułam. Strasznie się pociłam, dostałam wysokiej temperatury, wylądowałam u lekarza. Po powrocie do naszej kwatery usłyszałam, że dziś robiłam za klauna, i skoro tak chcę, to mój prawdziwy cyrk będzie się dopiero zaczynał.

Wyrzuty sumienia

Po powrocie z wakacji poczułam ogromny przypływ sił, zdecydowałam, że odchodzę. Przy pomocy przyjaciół wniosłam pozew o rozwód, chcąc załatwić sprawę polubownie wybrałam opcję bez orzekania o winie. Nocą śniły mi się koszmary. Podjęłam trudną, ale konieczną dla mnie decyzje. Czułam się winna odchodząc, przecież przyrzekałam w zdrowiu i w chorobie. Wyrzuciłam męża z życia by stać się na nowo bardziej zdecydowaną, stanowczą, odważną. Złamałam daną przysięgę by móc ratować siebie samą

Wstyd w rodzinie

Moi najbliżsi stwierdzili, że mój rozwód przyniesie wstyd i hańbę naszej rodzinie. Nikt nie rozumiał, że trwanie w tym małżeństwie odbiera mi godność i szansę na zwyczajne spokojne życie. Nikt nie wiedział, że mój mąż załatwia się czasem pod siebie, kiedy z dawką alkoholu totalnie przesadzi. Że mnie gnębi i mi ubliża. Że biorę leki, a lekarz zdiagnozował u mnie początkową nerwicę. Że chcę się budzić bez poczucia winy, pozbyć myśli samobójczych a skutków choroby męża nie chcę przypłacić własnym życiem.

Nie dostaniesz rozwodu

Chęć polubownego rozstania mijała się z celem. Mąż wyraźnie mi zakomunikował, że nie dostanę rozwodu. Myślałam, że przez wzgląd na naszą córkę zachowamy choć namiastkę przyjaźni. Bardzo się myliłam. Zaczęły się SMS-y z wyzwiskami i pogróżkami. Telefony do córki, którymi była zastraszana. Po ludziach mój mąż opowiadał, że pozbawiłam go dachu nad głową, mimo iż to ja się przecież wyprowadziłam. Żalił się, że go zawiodłam i opuściłam. Miał pracę, dach nad głową, ulica mu nie groziła. Buntował się, raz krzyczał, że mnie kocha, chwilę później, że jestem jego życiowym błędem i największym koszmarem. Bolało. Wiem jednak, że nie był w stanie racjonalnie podejść do zaistniałej sytuacji. Brakowało mu empatii, by móc zrozumieć to, że nie on a to ja zostałam skrzywdzona. Doprowadził mnie do współuzależnienia, i mimo, że alkoholu w ogóle nie pijam musiałam się poddać długiemu leczeniu.

Ktoś nowy

W nowo wynajętym mieszkaniu moja córka zaczęła zasypiać ze spokojem. Zdecydowanie poprawiła wyniki w szkole. Moja bratowa na jednym z rodzinnych spotkań powiedziała, że pierwszy raz w życiu widzi, żeby Marta się tak szczerze, prawdziwie śmiała. Na początku lutego poznałam Romka. Patrzył na mnie jak nikt nigdy – tak jakoś inaczej. Małymi krokami zaczął pokazywać mi, że wiele znaczę dla niego, dokopywał się do moich wszystkich wartości. Okazywał mi dużo czułości, troski, ciepła, którego nieświadomie tak bardzo łaknęłam. Zakochałam się zupełnie nie będąc tego świadomą.

Wolność

Mimo powierzchownego szczęścia odczuwałam ból. No bo jak to – formalnie wciąż jestem mężatką, która niczym nastolatka się zakochała. Moje życie się strasznie skomplikowało. Bałam się, że ktoś się dowie, że spotykam się z Romkiem, bałam się, że wywlecze to w sądzie. Jednak się udało. Po piętnastu minutach ostatniej rozprawy oficjalnie byłam wolna. Momentalnie spojrzałam na życie inaczej. Mój mąż na rozprawie płakał, zaklinając się, jak bardzo mnie kocha. Miałam szereg dowodów na to, że zwyczajnie kłamie. Przygotowałam się, miałam zgrane jego SMS-y, odtworzono nasze rozmowy, które skrupulatnie nagrywałam. W mowie końcowej sędzina podkreśliła, że każda kobieta zasługuje na to, by być szanowaną.

Pamiętasz o mnie?

Przez lata zaniedbałam relacje z przyjaciółmi i znajomymi. Musiałam przełamać wstyd, za radą pani psycholog odnowić stare znajomości, powrócić do nich. Poszłam do fryzjera, zmieniłam uczesanie i kolor włosów. Zapisałam się na basen i na siłownię. Krok po kroku coraz bardziej dopuszczam Romka do swojego życia, do siebie. Powoli uczę się, czym są pokłady emocji, ciepła, wzruszeń. Kupiłam córce psa, co wieczór wychodzimy na bardzo długi spacer. Kilkanaście razy byłam już ze znajomymi w kawiarni pijąc pyszną kawę bez pośpiechu i bez stresu o dodatkowo wydany grosz. Zaliczyłam studencki zjazd w Bieszczadach pielęgnując dobre wspomnienia. Moja córka była wówczas u mamy, a ja wracałam bez lęku, że już od progu poczuję zapach alkoholu, a potem zostanę zbrukana.

Któregoś dnia mój mąż zapytał w krótkiej wiadomości, czy o nim jeszcze pamiętam. Nie odpisałam. Jest ojcem mojego dziecka, człowiekiem chorym. Odeszłam, żeby ratować siebie. Mimo czarnych barw namalował pewną część mojego życia. Nigdy o nim nie zapomnę, ani nie zapomniałam.

Każdy kij ma dwa końce

To nie jest tak, że byłam złą, niedobrą żoną, która zostawia męża w potrzebie biegnąc tym samym do innego. Postawiłam mężowi warunki, proponowałam leczenie, terapię. Liczyłam na jego gest, mały progres, na dłoń wyciągniętą w moją stronę. Zamiast tego, za jego sprawą zapukałam do bram samych piekieł. Moja znajoma powiedziała kiedyś takie zdanie, że nie można uzależniać szczęścia bądź jego braku za sprawą jednego człowieka chodzącego po tej ziemi. Był moment, że było to dla mnie totalną abstrakcją, którą z biegiem czasu zrozumiałam. Mnie, tobie, każdemu z nas należy się szacunek. Każdy kij ma dwa końce. Niektórym zdarza się z jednego z nich niefortunnie z impetem spadać. Ciągle pływam jeszcze po emocjonalnym morzu, wsparta przyjacielskim kołem ratunkowym.

Ze swojej strony wiem, że zrobiłam wszystko, by nas ratować. Moja babcia tydzień temu szepnęła mi na ucho, że podziwia mnie, że wytrzymałam tak długo.


Zobacz także

Jak skutecznie odkwasić organizm

Ile wody dziennie powinniśmy pić? Co z kawą o herbatą?

Bank Radości

Jak odmienić swoje życie zwiększając świadomość tego, co ważne?

O siedmiu takich, co ukradli twoje szczęście