Książki Kultura

Monice było wszystko jedno: „Gazety i tak napiszą, że było cudownie…”. Fragment książki Basen

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
27 stycznia 2020
Fot. iStock
 

Warszawa, Łazienki Królewskie,

sobota 15 sierpnia 2015 

3.

 

– O rety, ale gorąco – powiedziała Paula, wachlując się programem weselnym (kolacja, pierwszy taniec, pokaz fajerwerków). – Tu nie ma klimatyzacji?

– To zabytkowe wnętrze – odparł jej mąż, Marek, spoglądając na sufit, na sztukaterie i pyzate aniołki przy okiennych wykuszach. – Pewnie nie mogli jej zainstalować…

– Ja tu nie wytrzymam – desperacko rzuciła Paula. – Możemy wyjść na zewnątrz?

– Tam wcale nie jest lepiej…

Monika postanowiła wyjść za mąż w najgorętszy dzień roku. Wszystko płynęło, łącznie z jej ślubnym makijażem, chociaż wizażystka obiecywała, że będzie się trzymał. W pałacowej restauracji nie było klimy, wiekowe wnętrza nie zapewniały naturalnego przewiewu. Okrągła sala balowa z wielkim żyrandolem miała przynajmniej dwoje drzwi po przeciwnych stronach, dzięki którym dawało się wywołać nikły przeciąg, ale sala jadalna, z wysokimi oknami tylko na jednej ścianie, była duszną, choć elegancką klatką. Tańce jeszcze się nie rozpoczęły, od paru godzin kisiliśmy się przy stołach i z utęsknieniem wyczekiwaliśmy zachodu morderczego słońca, licząc, że po zmroku zrobi się chłodniej.

Sama Monika była zachwycona i się tym nie przejmowała. Wydawało się, że dosłownie unosi się w powietrzu. Fruwała między ocierającymi pot z czoła gośćmi, którzy w ten nieziemski upał raczyli się kremem z białych warzyw, łososiem, stekiem au poivre i deserem o nazwie „Imię róży”, popijanym ogromną ilością wina, whisky i staropolskiej nalewki na kwiatach czarnego bzu.

– Sądziłam, że będzie jakoś bardziej niezwykle – stwierdziła Paula, nabierając na widelec różowy kęsek łososia.

Siedziałam przy stole razem z nią i Kaśką w rogu sali, gdzie nie dochodził najlżejszy nawet powiew wiatru. Stołów było dziesięć, Monika i Rémy siedzieli daleko od nas, razem z najbliższą rodziną.

– No wiecie, kawior zamrażany ciekłym azotem czy coś w tym stylu. A tu taka niespodzianka.

Faktycznie, zamiast kawioru był tatar ze śledzia, konfitura z pigwy i całe mnóstwo staropolskich przysmaków na zimno w rodzaju gruszek w occie i wędzonych śliwek. Menu wydawało się zbyt ciężkie jak na taką temperaturę i porę roku, trochę wybrane na chybił trafił. Może i tak było, pomyślałam, przypominając sobie obojętność Moniki w kwestii sukni ślubnej.

Zresztą Monika w ostatniej chwili zrezygnowała z ekstrawaganckiej kreacji wybranej przez stylistkę, która chciała ją ubrać w czarne pióra i namalować szachownicę na policzku, i włożyła bardzo prostą, klasyczną sukienkę „od nikogo”. Wyglądała olśniewająco, świeżo, jak rusałka, która  wyszła z wodnego oczka. Rémy miał na sobie biały smoking, w którym przypominał któregoś ze sławnych raperów, i uśmiechał się od ucha do ucha. Nikt już nie wspominał o katastrofalnym wieczorze sprzed tygodnia. Monika promieniała.

Ceremonia ślubna odbyła się pod gołym niebem. Była szybka i skromna. Trzeba się było spieszyć, by goście nie spalili się w piekielnym słońcu. Nad młodymi rozpięto baldachim, używany zwykle w przypadku deszczu, ale ta odrobina cienia, jaką zapewniał, i tak nie wystarczała. Gości było nieco ponad pół setki (kolejne zaskoczenie, zaproszonych miało być chyba dużo więcej) i miałam wrażenie, że nad tłumkiem unosi się mokry zapach potu zamaskowanego obfitą dawką perfum. Ja miałam na sobie sukienkę przed kolano i bez rękawów, a i tak czułam, jak materiał lepi mi się do ciała. Niech to szlag.

Chłopak z urzędu stanu cywilnego, młody blondyn z dołeczkami w policzkach, ocierał pot z czoła, nieustannie się uśmiechał i nie potrafił ukryć rozbawienia. Monika też podśmiewała się bez przerwy i ogólny nastrój wesołości udzielił się wszystkim. Przysięga została złożona wśród chichotów, ostatecznie po angielsku, chociaż Rémy pilnie uczył się polskiego, żeby poradzić sobie z deklinacją i zabójczymi końcówkami. Monika, w wianku na głowie i tej skromnej sukieneczce, wyglądała jak zakochany na zabój podlotek i wydawało się, że mroczne cienie Toskanii są tylko nikłym wspomnieniem, które rozpłynie się w tym upale bez śladu.

Stałyśmy z Kaśką i Paulą w pierwszym rzędzie, jako – jak to określiła Monika – jej druhny. Zamierzchły plan zakładał, że ubierzemy się tak samo i Monika zamówiła dla nas identyczne sukienki. Za nic w świecie nie mogłyśmy się jednak zgodzić co do koloru. Monika kazała krawcowej uszyć koralowe, na co stanowczo zaprotestowała Paula. Twierdziła, że przy jej bladej skórze będzie to bardzo nietwarzowy kolor i w końcu przyszła w cytrynowej kiecce o fatalnym dla niej kroju: za długiej i słabo ukrywającej pociążowy brzuszek. Kaśka włożyła sukienkę w kolorze fuksji z dekoltem w serduszko oraz, jak zawsze, niebotyczne szpilki. Ja jako jedyna miałam na sobie ów koral, bo kolor mi bardzo pasował, a po wydarzeniach ostatnich tygodni nie miałam ochoty poświęcać wyborowi kiecki zbyt wiele czasu.

Monice było wszystko jedno: „Gazety i tak napiszą, że było cudownie, pieniądze z sesji idą na toalety dla dziewczynek w Indiach”. Motywem przewodnim wesela mogłoby być „wszystko jedno”. Nic tu do siebie nie pasowało, wszystko było przypadkowe, nawet buty Moniki (czerwone pantofelki rodem z Krainy Oz). Najważniejsze było jednak to, że państwo młodzi bawili się doskonale.

Jerzy Kasperowicz i Dagmara przyszli, ale jak zwykle byli trochę wycofani. Eleganccy, stonowani, oboje kryli się za ciemnymi okularami. Zauważyłam siedzącą na wózku babcię Moniki, pokręconą staruszkę, którą kiedyś odwiedziłyśmy w mieszkaniu pełnym antyków, obrazów i starych mebli. Opowiedziała nam wtedy, jak walczyła w powstaniu warszawskim, która to opowieść zrobiła na mnie piorunujące wrażenie. Było też kilka dziewczyn z Londynu, koleżanek Moniki ze studiów: głośnych, wulgarnych Brytyjek o bladych i grubych łydkach, ćmiących papierosy w cieniu wybujałych cisów. Miały na imię Kat, Lisa i Suzie albo jakoś tak, nie pamiętam. Ich twarze były nalane i spuchnięte od alkoholu, tankowanego zapewne odkąd tylko wsiadły do samolotu. Okazały się jednak całkiem wesołe, zwłaszcza gdy urządziły zawody w piciu wódki na czas.

Było trochę osób z rodziny, bliższej i dalszej, których nie znałam. Widziałam też dwie asystentki Moniki (szybko się ulotniły) i jej fotografa, który tutaj był raczej zawodowo niż prywatnie. Była też jakaś śliczna Francuzka o piegowatych ramionach w błękitnej sukience bez przerwy spadającej jej z mizernego biustu. Nie widziałam za to chyba nikogo z rodziny Rémy’ego. Było paru jakichś poważnie wyglądających mężczyzn o wąskich oczach, z natapirowanymi żonami u boku. Być może jego kumple od gry albo interesów. Nie wiedziałam, czy jego przybrani rodzice wiedzieli, że się żeni. Nie było też nikogo z amerykańskiej rodziny Moniki. Kasperowiczowie za to zaprosili swoich gości: przyjaciół i znajomych, tak że odnosiłam chwilami wrażenie, że cała impreza jest bardziej dla nich niż dla nowożeńców. Monika wspominała kiedyś, że chciała skromnej ceremonii, dwudziestki gości i obiadu w wiejskiej karczmie, ale pod naciskiem ojca musiała wpisać na listę wskazane przez niego osoby. Widać było jednak, że Kasperowicz nie jest zachwycony, a może nawet zdezorientowany tym, co się dzieje.

Młodzi wymienili obrączki i pocałowali się, a w górę wystrzeliły płatki róż. Upał obezwładniał. Dyskretnie napiłam się wody z butelki i zamarzyłam o powrocie do domu, rozciągnięciu się na materacu w towarzystwie wiatraka i dzbanka mrożonej herbaty. Obok mnie stała Kaśka, która zdawała się wcale nie odczuwać gorąca i z wysuniętym językiem spijała każde słowo wypowiadane przez młodych, a na końcu popłakała się, rozmazując sobie oko. Wszystkie wiedziałyśmy, że wyjście za mąż jest największym marzeniem Kaśki, jedynym problemem było to, że nie miała z kim go zrealizować. Na ślub przyszła wprawdzie z barczystym brunetem większym od niej dobre dwa razy, twierdziła jednak, że to jakaś świeża sprawa i nie wiadomo, czy cokolwiek z tego będzie. Niedźwiedziowaty brunet miał na imię Bartek.

Ja byłam sama. Zastanawiałam się, czy nie zaprosić Rafała, ale uznałam, że nie chcę stawiać go w niezręcznej sytuacji. Mimo jawnych, choć delikatnych zalotów, był moim wspólnikiem, do tego miał nie do końca uporządkowaną sytuację rodzinną i dwoje dzieci. Nie czułam się źle sama. Wprost przeciwnie, towarzystwo Kaśki i Pauli w zupełności mi wystarczało, nie zamierzałam też zostawać na weselu zbyt długo. Przyszłam tu w końcu tylko z jakiegoś głupiego poczucia przyzwoitości wobec Moniki, nie chcąc psuć jej najważniejszego dnia życia. Pod przykrywką obojętności nadal nosiłam w sobie cały pakiet sprzecznych emocji, od nienawiści, zazdrości i rozczarowania po tęsknotę i – co było najtrudniej ukryć – sympatię. Monika naprawdę była osobą, której nie dało się nie lubić. Choć powtarzałam sobie, że wykorzystała mnie, a potem bezwstydnie zrobiła awanturę o nic, teraz nie mogłam przestać patrzeć, jak w najzwyklejszej na świecie kiecce, ze strużkami potu na skroniach, tańczy z Rémym ich pierwszy taniec.

– O Jezuniu, czy oni nie są piękni? Bartuś, no sam powiedz – jęknęła Kaśka, nie odrywając od Moniki zachwyconych oczu.

– Niezła dupa ta twoja kumpela.

– Bartosz! Weź się zachowuj? Przynajmniej przy ludziach.

– Nie szczekaj, kochanie, bo ci się coś stanie.

– Masz ci los. I co ja mam z nim zrobić, z takim gburem? – pożaliła się Kaśka i dolała sobie wina. – No same powiedzcie.

Paula tylko wielkopańsko się uśmiechnęła. Ja wzruszyłam ramionami. Kaśka plotła dalej.

– Już nawet mi nie przeszkadza, że on jest czarny. Najważniejsze, że są szczęśliwi, prawda? Powiem wam, że ona naprawdę dobrze wygląda. Jak świeżynka. A ten wieczór panieński, och, przecież w końcu nic się takiego nie stało, prawda? Mnie też odbija po wódzie.

– I to jak…

– Bartek! Ja cię proszę!

– Wyluzuj, maleńka, zjedz mięska – powiedział i podał jej przez stół widelec z kawałkiem steka. – Mięsko jest dobre na wszystko.

– Wyjdę zapalić – rzuciła nagle, chociaż w tym piekielnym powietrzu papieros był ostatnim, na co miałam ochotę. – Ktoś się przyłączy?

– Może ja – nieoczekiwanie odparła Paula. – Muszę stąd wyjść.

– Od kiedy palisz?

– Chyba mogę, co? – żachnęła się Paula, klepiąc swojego męża, Marka, po ramieniu. – Piersią już nie karmię, Bogu dzięki, a poza tym, muszę stąd na chwilę wyjść, bo zaraz ugotuję się na miękko. Kaśka, idziesz?

– My zaraz idziemy tańczyć – oznajmiła Kaśka, dopiła wino i natychmiast nalała sobie następny kieliszek. – Prawda, Bartoszku?

– Nie mów tak do mnie, kobieto, bo nie ręczę za siebie.

Zostawiłyśmy ich radosne przekomarzanki i wyszłyśmy z Pałacu. Powietrze było ciężkie jak ołów. Zaciekawieni spacerowicze przyglądali się nam zza drzew. Stanęłyśmy z boku, gdzie ustawiono wysoką popielniczkę. Była przepełniona. Wyciągnęłam cienkiego Vogue’a i poczęstowałam Paulę. Sama nie paliłam od tygodni, nawet w Toskanii, a teraz, przez upał i przeziębienie było to ostatnie, na co miałam ochotę.

– Słuchaj – Paula od razu przeszła do rzeczy – żeby było jasne. Nie mówiłam Kaśce o tym, co się stało tydzień temu. Nie chcę, żeby mieliła jęzorem na prawo i lewo. Moi rodzice przyjaźnią się z Kasperowiczami, poza tym nie wiem, czy by nie polazła do prasy. Na szczęście udało nam się wszystko utrzymać w tajemnicy, ta Aga czy tam Ania to bardzo przyzwoita dziewczyna.

– Kaśka raczej by nikomu nie powiedziała – odparłam. – Nie jest taka.

– Może i nie, ale nie chciałabyś zobaczyć w gazecie tych zdjęć.

– Naprawdę wyglądało to aż tak źle?

– Wyglądało koszmarnie. Nigdy w życiu bym tego nie wymyśliła.

– A jak weszłyście do mieszkania?

– Było otwarte. Inaczej nie wiem, pewnie bym po policję dzwoniła. Ona była kompletnie ześwirowana. W Toskanii też się tak zachowywała? Co?

– No wiesz. – Za żadne skarby świata nie przyznałabym się Pauli, co robiłyśmy w Toskanii, a paplaninę Kaśki o „chłoptasiu” Moniki zbywałam pobłażliwym uśmiechem. – Raczej normalnie.

– Dużo piła? Bo tutaj to wyglądało, jakby osuszyła pół barku. To było okropne. Wszystko zachlapane krwią, szlafrok, kafelki. Była kompletnie nieprzytomna. I cały czas powtarzała: „Nie wyjdę za mąż, nie wyjdę za mąż”. O co mogło chodzić?

– Nie mam pojęcia – odparłam szczerze. – Może naprawdę nie chciała?

– No to popatrz! – Paula machnęła ręką w stronę sali balowej, gdzie widać było Monikę prowadzącą „pociąg” pełen ciotek i wujków. – Myślisz, że udaje? Że to jest jakaś pieprzona farsa?

– Nie wiem – powiedziałam bezradnie. – Paula, ja… nie mam do niej klucza. Nie przyszłam na panieński nie dlatego, że byłam chora. Nie wiem już, co z nią robić. Jak postępować.

– Wiem. Kochanie, nie chcę się mieszać, ale ona cały czas o tym mówiła. Że się zawiodła. Że ona dla ciebie tyle zrobiła, a ty jej się tak odpłacasz.

– Chodziło o zupełny drobiazg. Powiedziałam jej, że wolałabym jechać do Stanów sama. A ona zareagowała, jakbym zrobiła nie wiadomo co.

– Dostała histerii, musiałyśmy ją wsadzić pod zimny prysznic. Ta Aga czy tam Ania przemówiła jej w końcu do rozsądku. Co za mądra dziewczyna. Sama nigdy bym na to nie wpadła.

Zaczęłam mieć złe przeczucia.

– Na co?

– Monika miała w domu kokainę. To podobno stawia na nogi. Nie wiem, jak jest, ale ją postawiło.

– Żartujesz?

– Nie.

Ze świstem wciągnęłam gorące, drażniące płuca powietrze.

– Myślisz, że to jest na pokaz? Ten ślub? – spytałam.

– Nie wiem, co myślę. Może chce zagrać ojcu na nosie. Może to się skończy rozwodem i to szybkim. Nie wiem. Wiem za to, że zaraz uświerknę na tym gorącu. Czy tam za tobą to fontanna?

Fragment książki „Basen”

Fot. Materiały prasowe


Książki Kultura

NFZ skierowania do specjalistów, szpitala i sanatorium. Ta wiedza się przydaje

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
28 stycznia 2020
NFZ skierowania
Fot. iStock – NFZ skierowania do sanatorium, szpitala, okulisty, dermatologa, psychiatry
 

Skierowania NFZ do sanatorium, szpitala i lekarzy wydają się być tematem, który pasjonuje głównie starsze osoby. Jednak także młode oraz zdrowe osoby szukają informacji, jak umówić się na konsultację lekarską. Warto więc wiedzieć, jak uzyskać i ile jest ważne skierowanie do sanatorium, szpitala i lekarza specjalisty.

Konsultacje lekarskie i leczenie na NFZ (narodowy Fundusz Zdrowia) co prawda kojarzą się z kolejkami i odległymi terminami przyjęć, ale chętnych na nie nadal nie brakuje. Podpowiadamy, jak załatwić poszczególne skierowania NFZ.

NFZ skierowania do sanatorium – kto może skorzystać?

Skierowania na NFZ do sanatorium wystawia lekarz POZ (podstawowej opieki zdrowotnej) lub specjalista na podstawie oceny stanu zdrowia, jeśli nie istnieją przeciwwskazania do tego, i pacjent w ciągu ostatniego roku nie korzystał z tego rodzaju leczenia. Skierowania NFZ do sanatorium, jakie wystawia lekarz, nie oznaczają gwarancji dla wyjazdu pacjenta. Dopiero po potwierdzeniu jego słuszności przez oddział wojewódzki NFZ, wniosek można zrealizować. Skierowanie do NFZ przesyła lekarz kierujący lub pacjent w terminie 30 dni od dnia jego wystawienia – po tym czasie traci ono ważność. Natomiast gdy wniosek z NFZ skierowania do sanatorium zostanie odrzucony, wraca do lekarza, a pacjent dostaje pisemne uzasadnienie decyzji. W takim przypadku nie praktykuje się odwołań od decyzji podjętej przez specjalistów Narodowego Funduszu Zdrowia. Warto wiedzieć, że skierowanie NFZ do sanatorium po jego zatwierdzeniu podlega weryfikacji po upływie 18 miesięcy od dnia jego wystawienia.

NFZ skierowania do sanatorium – kolejka, ile wynosi średni czas oczekiwania?

Jeśli nie ma wolnych miejsc od razu, pacjent musi poczekać na swoją kolej. Zainteresowany turnusem może być na bieżąco w sprawach postępu kolejki, dzięki informacjom ze strony https://skierowania.nfz.gov.pl . Tam, po wpisaniu numeru skierowania można sprawdzić, jak długo jeszcze trzeba zaczekać na swoją kolej. Obliczono, że średni czas oczekiwania na wyjazd i kolejka ze skierowania NFZ do sanatorium, wynosi średnio 2 lata.

NFZ skierowania do sanatorium – zwroty

Skierowania NFZ do sanatorium to także zwroty, gdy ktoś rezygnuje ze swojego terminu wyjazdu do sanatorium. Oznaczają one, że do sanatorium NFZ może wysłać pacjenta wcześniej, niż wskazuje jego miejsce w kolejce. W takim przypadku zajmuje się miejsce zwolnione przez kogoś, kto zrezygnował. To jednak dotyczy wyłącznie turnusów, które rozpoczynają się w ciągu 14 najbliższych dni.

Jeśli chodzi o NFZ skierowania do sanatorium i zwroty, po takie informacje należy zgłosić się osobiście lub telefonicznie do lokalnego oddziału Narodowego Funduszu Zdrowia.

Skierowanie do szpitala i szpitala psychiatrycznego – ile jest ważne i jak je uzyskać?

Skierowania na NFZ do szpitala potrzebujemy nie tylko po to, by poddać się leczeniu, ale także by wykonać konieczne badania diagnostyczne. Skierowanie do szpitala wystawia lekarz POZ lub specjalista. Ile jest ważne skierowanie do szpitala? Termin jego ważności nie jest ściśle określony, ale jeśli pacjent zwleka zbyt długi czas ze zgłoszeniem się na wskazany oddział, lekarz może zdecydować o zweryfikowaniu powodu skierowania i zaktualizowaniu informacji o stanie zdrowia pacjenta. Warto zaznaczyć, że oryginał skierowania należy dostarczyć do szpitala w terminie 14 dni roboczych od dnia dokonania wpisu na listę oczekujących. W innym przypadku pacjent może zostać skreślony z tej listy.

Natomiast skierowanie do szpitala psychiatrycznego wydawane jest w dniu badania, a jego ważność kończy się po upływie 14 dni. W nagłych przypadkach pacjent z zaburzeniami psychicznymi może zostać przyjęty do szpitala psychiatrycznego po badaniu przez lekarza izby przyjęć, bez skierowania.

Skierowanie do lekarza medycyny pracy, dermatologa, okulisty – ile jest ważne?

Skierowanie do lekarza medycyny pracy 

Każdy pracownik przez rozpoczęciem pracy i w trakcie jej wykonywania ma obowiązek zgłosić się na określone badania lekarskie. Takie badania są obowiązkowe i mają ma na celu potwierdzenie braku przeciwwskazań do wykonywania obowiązków na danym stanowisku. Skierowanie do lekarza medycyny pracy wystawia pracodawca, który także pokrywa ich możliwe koszty.

Ile jest ważne skierowanie skierowanie do lekarza medycyny pracy? Przepisy tego nie określają, a to oznacza, że można je wystawić dowolny czas przed upływem terminu ważności poprzedniego badania. Najczęściej jednak praktykuje się kierowanie pracownika na badania 30 dni przed upływem ważności poprzedniego.

Skierowanie do dermatologa i okulisty

NFZ skierowania do poradni dermatologicznej i okulistycznej ważne są do chwili realizacji, lub tracą ważność z chwilą ustania przyczyny kierowania. Jeśli zaistnieje taka potrzeba, skierowanie do dermatologa i okulisty wystawia lekarz rodzinny.

Do jakiego specjalisty dostaniemy się bez skierowania?

Skierowanie nie jest potrzebne do skorzystania ze świadczeń specjalistycznych:


źródło: www.nfz.gov.pl 

Książki Kultura

Śmiercią Moniki żyła cała Polska. Fragment książki Basen

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
27 stycznia 2020
Fot. iStock

Warszawa, poniedziałek, 21 września 2015

1.

 

O śmierci Moniki poinformowały w poniedziałek rano wszystkie programy, łącznie z telewizją śniadaniową. Piłam właśnie kawę, usiłując jednocześnie przyszyć guzik w bluzce, który odpadał już któryś raz. Nagle na dole ekranu pojawił się żółty pasek, a skonsternowana prezenterka złożyła usta w ciup.

– A teraz wiadomość z ostatniej chwili… Nie mamy jeszcze potwierdzenia, ale z naszych nieoficjalnych informacji wynika, że… Tak, to bardzo smutny news… Z naszych informacji wynika, że Monika Kasperowicz, córka byłego ambasadora RP, Jerzego Kasperowicza, nie żyje.

Znieruchomiałam z nitką w zębach. Ostrożnie odłożyłam kubek z kawą i przełączyłam na inny kanał.

…jej ciało znaleziono dzisiaj rano w Warszawie…

…trzydziestoletnia Monika Kasperowicz była uznaną blogerką, a także córką tragicznie zmarłej amerykańskiej aktorki Anne Fontaine…

…kilka miesięcy temu wróciła na stałe do Polski….

…ostatnio odnosiła sukcesy w zawodach jeździeckich…

…udzielała się charytatywnie, wspierała wiele fundacji…

…wyśmienita pływaczka…

…jej blog o modzie, urządzaniu przyjęć i stylu życia cieszył się ogromną popularnością…

…nie znamy na razie żadnych szczegółów… rodzina prosi o uszanowanie prywatności…

…ślub Kasperowicz odbył się niedawno w Pałacu na Wodzie w Łazienkach…

Nadal skakałam pilotem po kanałach, kiedy zadzwonił telefon.

– O kurwa, słyszałaś?! – Kaśka wydarła mi się do ucha bez żadnych wstępów.

– Słyszałam – odpowiedziałam zimno. – Jest wszędzie…

– Ale co się, kurwa, stało!? – darła się Kaśka. – Jak to możliwe?!

– No – przyznałam. – Nie wiem.

Nic więcej nie przychodziło mi do głowy. Co innego mogłabym powiedzieć? Usiadłam na pufie z telefonem w jednym i pilotem w drugim ręku.

– Nie wiem – powtórzyłam.

– Tylko nie płacz – chlipnęła w słuchawkę Kaśka.

– Przecież nie płaczę.

– Ale co się stało? Jezu, Magda. Co się stało?

– Ja… – Westchnęłam, a raczej ze świstem wciągnęłam powietrze do płuc. Przez głowę przebiegły mi obrazy z poprzedniego dnia. – Nie wiem. Widziałam ją wczoraj. Wieczorem. Poszłyśmy na basen…

– Wiem! – żachnęła się Kaśka. – Dzwoniłam do Pauli! Budzę ją, rozumiesz i krzyczę: „Włącz telewizor!”. Ona mniema  to: „Co się stało, zamach?”. „Jaki, kurwa, zamach, Monika nie żyje!” „Jak to? Przecież byłyśmy wczoraj z Magdą na basenie”.

– Nooo… byłyśmy.

– Paula jest w kompletnym szoku. Jezu, jak to się stało? I gdzie ją znaleziono? W domu czy na basenie? Co to znaczy, że znaleziono?

– Nie wiem. – Odłożyłam pilota i sięgnęłam po kubek z kawą. Była już zimna. – Muszę iść do pracy – wymamrotałam.

– Zwariowałaś?! Jakiej pracy? Bierz wolne i przyjeżdżaj!

– Nie wiem, nie mogę.

– Oszalałaś, oczywiście, że możesz, jesteś swoim własnym szefem. Przyjeżdżaj, czekam, napić się muszę, mam tylko szampana, niech to szlag. Paula już jedzie.

– Okej – zgodziłam się niemrawo, obrzucając żałosnym spojrzeniem bluzkę z wciąż nieprzyszytym guzikiem.

– Masz numer do jej ojca?

– A niby skąd?

– Nie wiem, tak pytam! Ja nie mam. Jezu, jakiś pogrzeb, jakieś kwiaty… Nie wiem, co się robi w takich sytuacjach. Dzwoni się z kondolencjami? Przyjedziesz?

– Dobrze, tylko się ogarnę. – Spojrzałam na telewizor, gdzie migało czarno-białe zdjęcie Moniki z wielkim żółtym paskiem na dole.

Kaśka się rozłączyła.

Skakałam znów po kanałach. Na wszystkich było to samo. Monika na zawodach jeździeckich, Monika w białej sukni, z Rémym podczas krojenia tortu, na konkursie pływackim, odbierająca nagrodę za blog roku… Przejrzałam komórkę. Informację o jej śmierci podał mediom Rémy…

Rzuciłam bluzkę w kąt, włożyłam dżinsy i sweter. Po chwili zmieniłam go na czarny golf. Tak chyba bardziej wypada…? Zdecydowałam się pojechać najpierw do pracy, Kaśka i Paula mogą zaczekać. Musiałam mieć chwilę dla siebie, zanim się z nimi spotkam.

Nie wiedziałam, czy napisać do Rémy’ego. Może lepiej zadzwonić? Wybrałam numer, ale nie odebrał. Włożyłam do torebki paczkę papierosów, a po chwili butelkę Soplicy, która poniewierała się w zamrażarce. Zeszłam na parking, wsiadłam do samochodu i włączyłam radio.

Śmiercią Moniki Kasperowicz żyła cała Polska.

*

– Jak dowiedział się nasz reporter, ciało znaleziono w Pałacu Kultury i Nauki – zabrzmiał głos z radia. – Policja zabezpieczyła ślady i ustala okoliczności zdarzenia. Na razie nie udziela szczegółowych informacji. Więcej dowiemy się na konferencji prasowej zwołanej na godzinę trzynastą. Trudno spekulować, co się stało, chociaż to niewątpliwie smutna wiadomość. A już za chwilę naszym gościem będzie Małgorzata Chrabot, stylistka, która doradzała Monice Kasperowicz w wyborze sukni ślubnej…

Jechałam, starając skupić się na drodze. Poranek był jasny i chłodny, jeden z tych, które, choć wypełnione światłem, niosą ze sobą nieubłagany powiew jesieni.

Mona, pomyślałam. Mona nie żyje.

Powiedzieć, że byłyśmy najlepszymi przyjaciółkami to zbyt wiele. Chociaż może kiedyś tak było. Znałyśmy się od dziecka, chodziłyśmy razem do szkoły. Ale Monika dużo podróżowała, wiele lat mieszkała za granicą, pojawiała się i znikała jak drugoplanowy bohater w filmie drogi.

Kilka miesięcy temu wróciła do Polski i na nowo wciągnęła mnie w swoje życie. Dopiero co zdołałam stanąć na nogi i rozkręcałam własną firmę. Ona była już znaną blogerką, internetową gwiazdą, a jej życie – dostępne w sieci na wyciągnięcie ręki. Zrobiła kilka kampanii reklamowych dla dużych marek, wydała książkę o urządzaniu przyjęć, potem drugą o klasycznej modzie, dostała nagrodę za Blog Roku. Zaręczyła się, kupiła z Rémym stary dom gdzieś na Kujawach, wzięła ślub. Zaczęła stratować w zawodach jeździeckich, na razie na szczeblu regionalnym, ale radziła sobie całkiem nieźle.

– Małgorzata Chrabot jest już z nami, dzień dobry! – zaświergotało radio, gdy tylko umilkła radosna piosenka z irytującym „Kochanie, nie, nie, nie” w refrenie. – Pani Małgosiu – poufale zaczęła dziennikarka – proszę powiedzieć, jak zapamiętała pani Monikę Kasperowicz?

Boże drogi, pomyślałam. Już tu są.

Nie słuchałam Małgorzaty Chrabot, myślałam o Monice, ulubienicy mediów. Zrobiła na tym prawdziwy biznes: pokazywała się na przyjęciach, wyścigach, premierach. Umiała to wykorzystać. Paparazzi ją kochali, a ona pozwalała im na wiele: sesja zaręczynowa, ślub, nieustanna dostawa świeżych plotek, magazyny z błyszczącą okładką. Monika pokazuje pierścionek, wiesza pranie w holenderskich chodakach w swoim nowym domu (tytuł: „Pani na włościach”), walczy z rasizmem („Black is back”, a może „Black is the new black”?, nie pamiętam), z futrami, z niechęcią do uchodźców… Monika i Rémy, reklama biżuterii, para jak z obrazka: śliczna blondynka i ciemny jak heban potomek afrykańskich książąt. Oboje ubrani w diamenty. Kolekcja ślubna, edycja limitowana, z kuponem zniżka dziesięć procent.

Co tam paparazzi, westchnęłam, skręcając na most. Wszyscy ją kochali. A teraz zastanawiają się, co się stało.

– Nie wiemy, co się stało. – Małgorzata Chrabot jak echo powtórzyła moje myśli i pełnym napięcia głosem dodała: – Ale to może mieć wiele wspólnego z wyznaniem, jakie usłyszeliśmy kilka miesięcy temu. Mówię o walce z depresją.

– Dziękujemy, pani Mąłgosiu. Wrócimy do tej rozmowy po krótkiej przerwie. – Prezenterka chuchnęła do radiowego mikrofonu i zapowiedziała kolejny „Hit na poniedziałek”, a potem skrót wiadomości.

Wcisnęłam gaz i wjechałam na skrzyżowanie na żółtym świetle. Podjechałam pod biuro w chwili, gdy w radiu zaczynał się kolejny serwis informacyjny, ale nie zdążyłam już usłyszeć, co nowego udało się dziennikarzom dowiedzieć w sprawie Moniki.

Fragment książki „Basen”

Fot. Materiały prasowe


Zobacz także

Siedem najbardziej spektakularnych wystaw sztuki na całym świecie w 2020 roku, o których warto wiedzieć

5 gorących pozycji na pobudzenie namiętności w związku! [18+]

Ten duet nigdy nie zawodzi. Muzyczne hity 2019 roku w 4 minuty