Gotowanie Przekąski Przepisy

Spring Rolls czyli wiosna w ruloniku!

Redakcja
Redakcja
22 maja 2019
Fot. Materiały prasowe
 

Zwane też świeżymi sajgonkami czy wiosennymi krokietami Spring Rolls są bardzo popularnym w rejonach Azji daniem. Choć korzenie mają dalekowschodnie, możemy z sukcesem przygotować je własnoręcznie w naszych domach. W cienki arkusz papieru ryżowego zwiń co tylko chcesz – wiosenne warzywa, orzechy, makaron sojowy lub suszone owoce, które sprawią, że rolki będą miały niepowtarzalny smak. To szybki sposób na zdrową, lekką, dietetyczną przekąskę bogatą w witaminy i minerały. Puść wodze fantazji lub skorzystaj z naszych wypróbowanych przepisów!

Mocno warzywne sakiewki z orzechowym sosem curry

Fot. Materiały prasowe

Składniki na spring rollsy:

  • 10 arkuszy papieru ryżowego o średnicy 22 cm
  • pół małej główki czerwonej kapusty
  • 90 g Migdałów lekko solonych prażonych Bakalland
  • 5 rzodkiewek
  • kilka gałązek świeżej kolendry
  • świeży szpinak
  • kalarepa
  • marchewka
  • żółta papryka
  • ogórek gruntowy

Składniki na sos:

  • 100 g Orzechów laskowych Bakalland
  • 1 łyżeczka curry
  • 2 łyżki sosu sojowego
  • ząbek czosnku
  • łyżeczka soku z cytryny
  • 3 łyżki wody
  • łyżeczka cukru
  • łyżka oliwy z oliwek

Orzechy zalewamy wrzątkiem i odstawiamy na kilka godzin. Po tym czasie odlewamy wodę, orzechy przesypujemy do blendera i dodajemy resztę składników na sos. Blendujemy do uzyskania gładkiej masy. Gęstość sosu regulujemy wodą. Gotowy sos przelewamy do miseczki i odstawiamy go na bok. Czerwoną kapustę siekamy, rzodkiewkę kroimy w cienkie plasterki, a marchewkę, paprykę, ogórka i kalarepę w niewielkie słupki. Kolendrę niedbale siekamy. Do szerokiego, głębokiego półmiska wlewamy gorącą wodę. Moczymy w niej przez chwilę arkusz papieru ryżowego do momentu, aż zmięknie, następnie rozkładamy go na drewnianej desce. Na papierze rozkładamy kilka liści szpinaku, kapustę, paprykę, marchewkę, rzodkiewkę, ogórka, kolendrę oraz kilka solonych migdałów. Prawy oraz lewy bok papieru ryżowego składamy do środka, następnie zwijamy go od dołu ku górze. Powtarzamy z kolejnymi arkuszami. Spring rollsy jemy maczając w przygotowanym sosie.

Zielone sajgonki z wędzonym tofu i sosem z nerkowca

Fot. Materiały prasowe

Składniki na spring rollsy:

  • 6 arkuszy papieru ryżowego o średnicy 22 cm
  • marchewka
  • czerwona papryka
  • 100 g Żurawiny Całe Owoce Bakalland
  • 1 kostka wędzonego tofu
  • świeży szpinak
  • kiełki fasoli mung

Składniki na sos:

  • 100 g Orzechów nerkowca Bakalland
  • 2 łyżki jasnego sosu sojowego
  • ząbek czosnku
  • kilka kropel sosu Tabasco

Orzechy nerkowca zalewamy wrzątkiem i zostawiamy na noc. Odlewamy wodę, następnie orzechy wraz z pozostałymi składnikami na sos oraz 5 łyżkami wody blendujemy na gładki sos. Marchewkę i paprykę kroimy w słupki, zaś tofu w plastry. Do szerokiego, głębokiego półmiska wlewamy gorącą wodę. Moczymy w niej przez chwilę arkusz papieru ryżowego do momentu, aż zmięknie, następnie rozkładamy go na drewnianej desce. Na papierze rozkładamy kilka liści szpinak, paprykę oraz marchewkę, a także wędzone tofu. Prawy oraz lewy bok papieru ryżowego składamy do środka, następnie zwijamy go od dołu ku górze. Spring rollsy spożywamy wraz z sosem.


Gotowanie Przekąski Przepisy

Welwet – tkanina, która zachęca do wypoczynku

Redakcja
Redakcja
22 maja 2019
Fot. Materiały prasowe
 

Aksamitnie gładkie, miękkie, wprost idealne do weekendowego leniuchowania – welwetowe sofy stały się ulubieńcami projektantów wnętrz. Ubrane w taką tkaninę meble stają się wyjątkowo wytworne, cudownie ocieplając i nadając przestrzeni przytulnego, zmysłowego charakteru.

Szturmem podbija nie tylko światowe wybiegi i modę uliczną (słynne dresy francuskiej hipsterskiej marki Vetements), równie dobrze radzi sobie także w meblarstwie. Dzięki swej miękkości, welwet (a także aksamit, plusz czy welur) otula salon luksusem, zapraszając do błogiego wypoczynku wszystkich domowników. Doskonale odnajduje się w towarzystwie sof i foteli np. z oferty polskiego producenta Gala Collezione obitych tą samą tkaniną, tapicerowanych puf z gwoździkami, przyjemnych w dotyku zasłon i poduszek.

Fot. Materiały prasowe

Historia tkaniny

Welwet to lśniąca, dwuwarstwowa tkanina z gęstym, przyjemnym w dotyku “runem”, tworzonym przez króciutkie niteczki, z efektem charakterystycznego meszku. Materiał  przywędrował do Europy z Indii a głównymi ośrodkami europejskiej  jego produkcji były początkowo Genua i Wenecja, a także inne miasta włoskie – Amalfi, Lukka, czy Florencja. Jak każdy materiał, posiada swoje wady i zalety, które warto wziąć pod uwagę decydując się na rodzaj obicia.

Cechy charakterystyczne welwetu

Typowym dla welwetów jest „efekt wysiedzenia”, który jest zupełnie naturalnym skutkiem użytkowania mebli obitych tkaninami z „meszkiem”. Można sobie z tym bardzo prosto poradzić, regularnie rozczesując delikatnie materiał ręką lub miękką szczotką. Niektórzy mogą zwracać uwagę także na cieniowanie, które może powstawać ze względu na układanie się „runa” w różnych kierunkach. To jednak, co dla jednych jest wadą, dla innych może być zaletą. Charakterystyczne cieniowanie nadaje tkaninie szlachetnego wyglądu i optycznej trójwymiarowości. Welwet jest materiałem, który zarówno w ubraniach, jak i w meblach, poprzez swój połysk może dawać wizualne wrażenie ciężkości i zwiększać masywność całego mebla, np. w przypadku dużego zestawu modułowego. Dlatego na etapie zamawiania pomyślmy o wyposażeniu mebla w dodające lekkości cienkie nóżki.

Fot. Materiały prasowe

Opisane cechy tkaniny nie powinny nas skłaniać do rezygnacji z welwetu, ponieważ jego zalety są niespotykane wśród innego typu materiałów tapicerskich. Sofa, puf, czy obite welwetem fotele, dobrze skomponowane z obranym stylem, będą gwarancją udanej i dopracowanej aranżacji salonu. Warto dodać także, że nowoczesne tkaniny welwetowe mają dodatkowe zabezpieczenia i apretury, które chronią je przed wchłanianiem rozlanych płynów. Dzięki temu utrzymanie mebla w czystości jest bardzo łatwe.

Dlaczego warto zdecydować się na welwet?

Klasyczne wnętrze zaakcentowane tego rodzaju tkaniną zyskuje głębię i wyrafinowanie. Jego wygląd dodaje wystrojowi wrażenia przytulności, jak również podkreśla luksus i elegancję. Doskonale prezentuje się w pomieszczeniach o industrialnym, minimalistycznym klimacie, jak i tych bardziej wysublimowanych, z lekko francuskim pazurem. Odnajduje się w zestawieniu z formami stylu nowoczesnego, skandynawskiego, a nawet loftowego – im surowszy kontekst, tym większe wrażenie robi sama tkanina. Jednocześnie jest nieoceniony we wnętrzach w stylu vintage czy retro, gdzie w istotnej mierze kreuje charakter stylizacji. Najmodniejsze obecnie kolory, podkreślające elegancję welwetu, oscylują wokół różnych odcieni granatu, pudrowego różu, ochry, musztardowego, szafiru, rubinowej czerwieni i oczywiście butelkowej zieleni. Obite welwetem meble, np. pikowane sofy z funkcją spania, znajdziemy m.in. w ofercie Gala Collezione.

Fot. Materiały prasowe


Gotowanie Przekąski Przepisy

Nie chciałam umierać. Chciałam tylko, by ból ustał

Listy do redakcji
Listy do redakcji
22 maja 2019
Fot. istock/leminuit

Nie chciałam umrzeć. Chciałam tylko, żeby ból ustał: ból, który ściskał mnie w klatce piersiowej, ciężar, który przytłaczał mój mózg, agonia, która przemieniła cały świat w mrok. Potrzebowałam, pragnęłam, marzyłam o tym,  żeby to się skończyło. Żeby ciemność odeszła, żeby nastał dzień.

To nie była jakaś jedna większa trauma, która doprowadziła mnie do przekonania, że śmierć jest jedyną opcją. To niekończąca się seria małych smuteczków, które powoli, każdego dnia kradły całą moją nadzieję. Codzienna presja stała się nieubłaganym atakiem: ciężkim kamieniem na moim ramieniu, który mnie zmiażdżył. Dosłownie. Przestałam regularnie jeść, przestałam sypiać. Nikłam w oczach.

I przyszedł ten moment. Pewnego dnia  miałam drobną kłótnię z mężem. Nie chodziło o nic ważnego. Ale ta wymiana zdań dosłownie złamała mnie na kawałeczki. Uznałam więc, że mam tylko jeden wybór, który w ogóle ma sens. Czułam, że wszystkim będzie lepiej beze mnie. Że muszę odebrać sobie życie.

Stworzyłam plan. Napisałam listy do mojej rodziny. Cała we łzach zadzwoniłam do brata, żeby się z nim pożegnać. Ale on zrozumiał natychmiast. Rozłączył się i  zadzwonił do mojego męża. Piotrek był w domu w dziesięć minut. Zadzwonił po karetkę i zabrano mnie do szpitala.

Dali mi do wypicia jakąś mulistą breję. Płakałam. Nadal bolało.  Ale przecież nie chciałam umrzeć.  Chciałam tylko, żeby ból ustał i nie wiedziałam lepszego rozwiązania niż to, że po prostu zniknę.

Potem zapadła ciemność. Nie widziałam w niej moich dzieci, ani życia z człowiekiem, którego wybrałam 25 lat temu. Nie mogłam zobaczyć mojej rodziny, rodzeństwa, które znało mnie od urodzenia, rodziców, którzy mnie wspierali, odkąd pamiętałem. Nie widziałam miłości.

Wokół mnie była miłość, ale została odepchnięta przez ciemność, silnie wyrzucona z mojej świadomości przez duszącą czerń – depresję, stany lękowe, coś bliżej nieokreślonego.

W szpitalu psychiatrycznym otaczali mnie ludzie, których doświadczenia były bardzo podobne do moich. Słuchałam historii, które były podobne do mojej historii. Ta świadomość podobieństw sprawiła, że  nauczyłam się radzić sobie na nowo. Zdałam sobie sprawę z tego, że zawsze mam wyjście. Co najważniejsze jednak widziałam, że nie jestem sama. Oczywiście, nie stało się to natychmiast, jak za dotknięciem czarodziejskiem różdżki. Ale proces ruszył.

Mam pomoc. Dostałam leki i nadzieję, jak snop światła w moim życiu. Dostałam właściwą diagnozę i  to zadziałało jak olśnienie w moim zmęczonym jestestwie. To się nie stało z dnia na dzień. Znalezienie odpowiednich dawek i prawidłowych pigułek zajęło trochę czasu, ale wytrwałam. Trzymałam się nadziei, że można znaleźć właściwe antidotum na tę moją ciemność.

Nie chciałam umrzeć. Chciałam tylko, żeby ból ustał. I tak się stało.

Powoli, ale konsekwentnie, z dnia na dzień, dzięki terapii i czasowi. Jest jakiś powód, dla którego czytasz to teraz, w tym momencie. Może jest wiadomość, którą właśnie ty musisz usłyszeć. Może też cierpisz, marzysz o tym, by ból się skończył. Ale nie potrafisz poprosić o pomoc. Mi się udało. Ty też przetrwasz.

 


Zobacz także

Babeczki marchewkowe z kremowym serkiem

Shake oreo

Shake oreo – nie uwierzycie, jakie to proste!

Nuta przyjemności – przepis na pyszną Inkę z mlekiem kokosowym