Dom i wnętrze

Naturalne i bezpieczne sposoby na owady w domu. Wypróbuj je, zanim sięgniesz po chemię

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
21 czerwca 2016
owady
Fot. Pixabay / borislarimer / CC0 Public Domain
 

Jeśli dokucza ci owadzie sąsiedztwo, które czasem staje się licznym współlokatorstwem, warto zastanowić się, jak wyprosić je za drzwi. Bo o ile jedna mrówka przemykająca chybcikiem pod twoimi nogami wywoła jedynie zdziwienie, tak ich cała chmara wędrująca po stole, przy którym jesz posiłki, skutecznie obrzydzi ci czas spędzony w domu.

Jacy nieproszeni goście najczęściej uprzykrzają nam życie?

Niezależnie od miejsca, w którym mieszkamy, możemy natknąć się na niechciane towarzystwo wspomnianych mrówek, brzęczących komarów, przemykających po łazience rybików lub moli spożywczych ukrytych w szafkach z produktami spożywczymi. Zanim sięgniesz po broń ciężkiego kalibru, spróbuj naturalnych metod, które oszczędzając środowisko, pomogą ci pozbyć się owadziego towarzystwa.

Komary

 Fot. Pixabay / ArtsyBee / CC0 Public Domain


Fot. Pixabay / ArtsyBee / CC0 Public Domain

Brzęczące zło, które dopada nas nie tylko na spacerze w lesie czy nad wodą. Wlatują przez otwarte okna i wieczorami dają prawdziwy popis zręczności gryząc nas ile wlezie, nie szczędząc przy tym dzieci. Z powodu wysokich temperatur trudno mówić o przebywaniu w zamkniętych stale pomieszczeniach, oraz zakładaniu moskitiery na wszystkie możliwe okna w domu. Można zamontować odpowiednie specyfiki pod kontakt, ale gdy w domu przebywają małe dzieci lub osoby z alergią, to rozwiązanie nie jest najlepsze dla ich zdrowia. Zamiast tego spróbujcie bardziej neutralne, ale nie pozbawione skuteczności sposoby:

  • olejki eteryczne takie jak: olejek trawy cytrynowej, goździkowy, eukaliptusowy, patchouli, mięty pieprzowej. Najlepiej skropić nimi miejsca w domu np. parapet, lub wymieszany z olejem bazowym (olej słonecznikowy, z pestek winogron, jojoba i in.) olejek eteryczny nałożyć na skórę. Ten sposób nie jest zalecany kobietom w ciąży i dzieciom poniżej 3 r.ż.
  • postaw na parapecie kocimiętkę. Kwitnie ona od czerwca do lipca oraz od września do października, gdy szczególnie dokuczają nam komary. Można hodować ją w doniczce na balkonie lub parapecie.
  • w kuchni sprawdzi się bazylia. Dzięki swojej silnej woni odstraszy komary także na balkonie. Podobnie zadziała mięta.
  • turówka wonna in. trawa żubrówka. Dobry sposób na balkon, dzięki zawartości kumaryny i substancji o nazwie fitol.
  • pokrojone plastry cebuli. Wyłożone na parapecie na całą noc, intensywnym zapachem odstraszą owady. Kłopotem może być jedynie tolerancja tego zapachu przez mieszkańców.
  • waciki/gąbka namoczona octem, zadziała podobnie do cebuli.

Mrówki

Fot. Pixabay / happylism / CC0 Public Domain

Fot. Pixabay / happylism / CC0 Public Domain

„Faraonki” doskonale się czują w naszych mieszkaniach, szczególnie w kuchniach, gdzie znajdują ogrom możliwości do gromadzenia zapasów. W krótkim czasie, gdy założą gniazdo, mogą namnożyć się w wielotysięcznej liczbie. Najważniejsze, by zachować czystość w domu, szczególnie pod kątem otwartej żywności która je zwabia czy okruchów leżących przy blacie. Ponadto:

  • jeśli namierzyłaś miejsce, którędy wchodzą mrówki do mieszkania, zagipsuj szpary np. w ścianach.
  • spryskaj trasy ich wędrówek octem lub mieszaniną wody i octu w proporcji 1:1
  • możesz wysypać w ich pobliżu sól, pieprz, cynamon, goździki.

Rybiki

 Fot. Pixabay / Hans / CC0 Public Domain


Fot. Pixabay / Hans / CC0 Public Domain

Te małe srebrne stworzonka, przemykające spłoszone zapalonym światłem po łazience, to znajomy widok w wielu domach. Rybiki, zwane inaczej srebrzykami, kochają pomieszkiwać w łazienkach, gdzie ciepła i wilgoci nie brakuje. Nie są one szkodliwe, ponieważ żywią się resztami pozostawionymi przez ludzi, nie naruszając naszych zapasów ułożonych w szafkach. A mimo wszystko, nie lubimy ich towarzystwa, odczuwając wstręt dla ich maleńkich miękkich ciał, wkradających się w szczeliny ścian. Aby pożegnać ich sąsiedztwo, zadbaj o porządek w zakamarkach pomieszczeń i spróbuj tych sposobów:

  • wyłóż saszetki z szałwią, wawrzynem lub przyprawą do szarlotki, w pomieszczeniu, gdzie pojawiają się rybiki.
  • wypróbuj  boraks wymieszany z cukrem pudrem lub mąką.

Mole spożywcze

Mole spożywcze potrafią wyrządzić poważne szkody w zapasach jedzenia zamkniętych w szafkach. najczęściej orientujemy się w kłopocie, gdy wyciągamy mąkę z tymi owadami lub ich larwami. Smakuje im także ryż, kasz, cukier i inne sypkie produkty. Do walki z nimi należy przystąpić jak najszybciej, ponieważ jest to przeciwnik dość trudny do wytępienia.

  • wyrzuć natychmiast wszystkie produkty, w których zauważalne są ślady działalności moli spożywczych. Pozostałe, przesyp do szczelnych pojemników, by odciąć dostęp do pokarmu.
  • umyj pojemniki na produkty, szafki roztworem pół szklanki amoniaku rozpuszczonym w litrze wody.
  • w umytych szafkach, po przejrzeniu i zabezpieczeniu produktów, wyłóż przyprawy, których nie lubią mole – wanilia, goździki, anyż. Lub nasącz wacik kosmetycznym kilkoma kroplami olejków eterycznych np. eukaliptusowy lub lawendowy.

Mole ubraniowe

Kolejni nieproszeni mieszkańcy, tym razem szaf. Ich działalność uwidacznia się w szkodach poczynionych na ubraniach, pod postacią zniszczonych tkanin i prześwitujących dziur. Dorosłe mole nie czynią szkód, za to larwy do wzrostu potrzebują składników odżywczych, pobieranych wraz z pochłanianiem wełny, skóry czy pierza. Im rzadziej wietrzona szafa, tym większa szansa, że mole się w niej pojawią. Szczególnie, gdy wkładamy na półki nieprane ubrania, zdejmowane po całym dniu z ciała. Gdy mole się pojawią:

  • wyciągnij wszystkie ubrania, wywieś na słońce które niszczy larwy
  • wymyj szafę i zrób porządek z niepotrzebnymi ubraniami. Ubrania sezonowe przechowuj zamknięte w szczelnych workach, najlepiej próżniowych.
  • w szafie połóż woreczki z suszoną lawendą, olejki z cytryny, liści laurowych, mięty lub goździków.

Karaluchy 

Fot. Pixabay / beeki / CC0 Public Domain

Fot. Pixabay / beeki / CC0 Public Domain

Nie tylko wstrętnie wyglądają, ale przenoszą również groźne choroby a odchodami zanieczyszczają żywność. Na szczęście, nie są zbyt częstymi mieszkańcami domów, w których panuje czystość. Jeśli już zauważysz je  w swoim domu, spróbuj tych sposobów na pozbycie się szkodników:

  • miejsca, w których pojawiają się karaluchy, przetrzyj olejkiem eukaliptusowym, także we wnętrzu szafek.
  • boraks zmieszaj z mąką lub cukrem pudrem w proporcji 1:1. Mieszankę wsyp np. do zakrętek od słoików i umieść tam, gdzie pojawiają się szkodniki (z dala dzieci i zwierząt!). Cukier i mąka zwabią insekty, które wraz z nimi przeniosą do gniazda truciznę – boraks.

źródło: kobieta.onet.pl


Dom i wnętrze

Nie boli, nie złości, jest prosta. Dojrzała miłość. Czy trzeba czekać na nią do czterdziestki?

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
21 czerwca 2016
Nie boli, nie złości, jest prosta. Dojrzała miłość. Czy trzeba czekać z nią do czterdziestki?
Fot. iStock / Josh Nix
 

Hej,

Myślisz, że na wiele rzeczy jest za późno?

Że już ci się nie uda?

Że przecież tyle razy próbowałaś?

Że ciężko ułożyć sobie życie z dziećmi?

To przeczytaj.

Miałam dwadzieścia lat i byłam piękna. O co ja się wtedy siebie czepiałam? Patrzę na zdjęcia i myślę: „Na pewno niczego, byłam idealna, taka osoba nie mogła się siebie czepiać”. A jednak pamiętam. Czepiałam się wszystkiego. Że udo za grube, pierś nie taka, no a przede wszystkim dusza i życie nie to. „ Powinnam być lepsza” mówiłam sobie. Śmieszna byłam. Uroda bije z tych zdjęć. Młodość, świeżość. Pewności tylko nie ma. Z kim ja wtedy byłam. Aaaa, pamiętam. Byłam zaraz po rozstaniu. Dziś ledwo pamięta jego imię. Że też mi nikt nie powiedział: Ej, Mała, to zaraz minie. Tyle godzin tej pięknej młodości marnujemy, głupie my:)

Miałam trzydzieści lat i byłam zaangażowaną żoną

Z jednym dzieckiem w brzuchu, z drugim przy boku. Nauczyłam się bawić o piątej rano w uciekające żabki, zapomniałam co to ciągłość snu, zrozumiałam jak ważna jest odpowiedzialność. Głośno było koło mnie, głośność ta trochę męczyła. Myślałam: „O nie, to już trwać będzie, straszne”. Głupie my, nie wiemy, że ten dziecięcy harmider koło nas mija i tęskni się za tym hałasem.

Miałam trzydzieści lat i męża, pelargonie na balkonie, fikusy w domu i rozgardiasz prawdziwej żony i matki.

Miałam czterdzieści lat, dzieci dorastały, a ja zaczęłam czuć się źle w roli żony

Bo on popijał, bo siedział na kanapie, bo w niczym nie pomagał. Z drugiej strony potem na terapii zrozumiałam, że nie dawałam mu pomagać. Wyhodowałam sobie maharadżę, któremu podtykałam pod nos różne luksusy życia– od jedzenia, poprzez seks, po kino, teatr, wyjazdy. A przecież chłopak w miarę dobrze się zapowiadał. Ale jeśli dużo dajesz, zagłaskujesz, odsuwasz z przekonaniem, że zrobisz to lepiej – ktoś zostawia ci przestrzeń. Szczególnie jeśli ma w sobie choć nutę egoizmu i egocentryzmu. Lubimy mieć wygodnie, prawda?

Ocknęłam się w wieku 45 lat. „Gdzie ja jestem” pomyślałam. Byłam nigdzie. Nie to miejsce, nie to życie, nie ten mężczyzna.

Mam pięćdziesiąt lat. Słabo brzmi, prawda?

Ale to nie jest słabe. Patrzę w lustro i widzę piękną, szczęśliwą kobietę. Kobietę, która na pytanie: „co czujesz?” odpowiada po prostu: „Jestem zła, rozdrażniona, wesoła”, nie zastanawiam się, nie kluczę. Kobietę, która budzi się i zasypia obok faceta, który tyle samo daje, ile dostaje. Która była w stanie wziąć na siebie zdziwienie rodziny, niedowierzanie dzieci, zadecydowała, że kończy małżeństwo, choć mogła dreptać obok dalej.

„Nigdy nikogo nie spotkasz. Jesteś za stara”  stwierdził mój mąż.

A jednak spotkałam. I dziś mam już nawet dobre relacje z byłym mężem. Bo pomogłam mu naszym rozstaniem. Związał się z inną kobietą, schudł, więcej w nim radości. Nie musimy umierać za życia, nie musimy się poddawać z wygody czy z lęku. W każdym momencie jest czas na zmiany. No i na miłość.

Jak przychodzi dojrzała miłość?

Najczęściej przychodzi do człowieka, który nie musi już sobie niczego udowadniać. Wie kim jest, nawet godzi się na samotność, bo rozumie, że lepiej samemu niż bez sensu. To człowiek „kompletny”. Lubię to tak nazywać. Świadomy swoich mocnych i słabych stron. Możesz z kimś być, ale już się nie dusisz bez niego.

Skoro nie masz ogromnych wymagań, miłość nie musi przyjść spektakularnie. Niby zawsze to wiedziałam, ale jednak miłość do męża była jak rażenie piorunem. Miałam 22 lata w końcu. Nie zauważałam żadnych ostrzegawczych sygnałów, choć było ich sporo. Do kobiety dojrzałej też dobijają się spektakularni mężczyźni. Dużo gestów, słów, spontaniczności. Tylko ona umie już wyłapywać sztuczność. Albo tymczasowość. Rozpozna kolekcjonerów, mężczyzn, którzy może i chcą kochać, ale na pewno tego nie potrafią, a odpowiedzialność jest słowem, o którym nie mają nawet pojęcia.

Czy nie ma takich kobiet? Pewnie, że są.

Dojrzała kobieta nie potrzebuje odpowiedzialności na całe życie, ale na „tu i teraz”, w codzienności ona zawsze się przydaje. Co to jest „niespektakularne przyjście?”. Już nie ma takich oczekiwań, może się zacząć od zwykłej znajomości, przyjaźni. Człowiek nie jest taki narcystyczny, nie przejmuje się tym, co ktoś o tym myśli. Nie analizuje krytyki i uwag.

A ludzie zaczynają akceptować twoje wybory. Bo już się pytasz: „A co o tym myślicie?” tylko oznajmiasz: „tak chcę”, „jest dobrze”, „pasuje mi to”.

Miłość dojrzała jest tolerancyjna. Jeśli wiesz czego oczekujesz od relacji, przestajesz czepiać się o źle odłożona łyżkę czy bałagan. Rozumiesz swoje priorytety. Moim priorytetem jest na przykład energia, chęć poznawania świata. Przynajmniej teraz, bo być może w wieku trzydziestu lat priorytety miałam inna.

Ale zawsze chciałam mieć partnera, który kocha podróże i potrafi nie robić problemów. Z wiekiem to mi się nasiliło. Nie mam siły na nieistniejące problemy.

Miłość dojrzała jest wesoła. Bo życie jest samo w sobie dostatecznie trudne, szkoda się więc wspólnie smucić. Tę „wesołość” odnajduje się w drobiazgach. Właściwie wszystko może być powodem do śmiechu. Rzadziej już jednak inni ludzie, bo człowiek po prostu wie, że to jest zwyczajne wyśmiewanie, a na to też szkoda mu energii.

Miłość dojrzała jest wspierająca. Dla młodych sukces drugiej osoby bywa zagrożeniem. Jego/ jej pasje, marzenia, nierealne nawet oczekiwania. Blokuje się więc drugą osobę niby dla jej dobra, a w rezultacie dla siebie. Dojrzałość raczej mówi: „idź i dobrze się baw, zrób fajne rzeczy, będę obok”. W tym czasie robi się swoje rzeczy i nie wymyśla się, że czyjś krok w przód to upadek relacji. W ogóle mniej się spektakularnych słów używa.

No i nie zmieniasz nikogo na siłę. Dziś mi się to wydaje nawet zabawne, jak chciałam, żeby mój mąż był taki jak ja i moje wyobrażenia o nim. Nie dziwię się, że ludzie uciekają, chowają się, gdy chcemy ich zmieniać. Sama to robiłam, patrzę jak robi to moja córka i po prostu mi jej szkoda, bo pewnie dojdzie do tego samego wniosku co jej matka. No, albo stanie się zgorzkniała.

Bo są tylko dwa końce historii o zmienianiu kogoś.

Siebie możesz zmienić. Tylko tyle. I to bardzo pomaga w odnalezieniu miłości dojrzałej. Bo chyba nie trzeba czekać z tymi wnioskami do pięćdziesiątki. Inaczej: lepiej nie czekać. 🙂

wysłuchała: Katarzyna Troszczyńska


Dom i wnętrze

Jesteś złym człowiekiem! Jaaaaaa? Tak, jeśli nie reagujesz na cierpienie obok

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
21 czerwca 2016
Fot. iStock / Joel Carillet

W miniony weekend byłam świadkiem takiej  sytuacji. Matka (na oko po czterdziestce) prowadziła rozmowę z synem ( na oko dziesięciolatkiem). Nikt się temu nie przysłuchiwał, wszyscy zajęci sobą. Zresztą wokół dużo było dzieci. Ja słyszałam, bo siedziałam blisko. W pewnym momencie matka zaczęła syna wyzywać: „Ty popierdo…, durniu, imbecylu”. Zmroziło mnie, przyznaję. Nie zareagowałam. Chwilę później zaczęła go szarpać, dalej wyzywać. W kawiarni było co najmniej dwadzieścia osób. Zareagował tylko mój mąż. „Ale o co chodzi, co pani robi, proszę się natychmiast uspokoić” poderwał się. Kobieta, wytrącona z równowagi, przestała szarpać chłopca i się drzeć. Chłopiec minę miał kamienną. Taką minę mają ofiary przemocy. To zamrożenie.

Sytuacja z weekendu przypomniała mi się wczoraj, gdy na Facebooku przeczytałam wpis znajomego. Jego babcia ma zaawansowaną chorobę Alzheimera. Wczoraj wyszła „na spacer”. Czytaj: otworzyła drzwi i poszła przed siebie. Znajomy zadzwonił po Straż Miejską, biegał ulubionymi ulicami babci, próbował ją znaleźć. Wszyscy, którzy mają bliskich chorych na Alzheimera wiedzą, że chory często nie pamięta, co działo się przed chwilą, ale pamięta to, co kochał kiedyś. Miejsca, ludzi.  Babcia szła w kapciach, w dresie, potargana. Doszła na rynek (to duże miasto), usiadła w znanej knajpie, nogi położyła na krześle, głośno do siebie mówiła.  Znajomy napisał: „Trudno było nie zauważyć, że jest chora. Nikt jednak nie zareagował. Ani obsługa restauracji, ani ludzie. Potwornie mnie to przybiło. Smutne, przerażające”.

Napisałam do koleżanek z redakcji. Jedna z nich: „ W pewne Boże Narodzenie przez moje osiedle szła babka w kapciach i szlafroku. Nikogo to nie zdziwiło, nikt nie pomógł. Zadzwoniłam na oddział psychiatryczny pobliskiego szpitala. Spytałam czy mają wszystkich pacjentów. Okazało się, że nie mają. Jedna z pacjentek opuściła szpital. Jedno to kontrola w szpitalu, drugie to ludzie. Przecież mogła zamarznąć”. Inna: „Tydzień temu na warsztaty przyszła do nas dziewczynka, która nie chciała z nikim rozmawiać. Była cała posiniaczona, miała rozwaloną brew, ale żaden nauczyciel nie zareagował. Po co mieć problemy na koniec roku. Potem okazało się, że matka zgłaszała na policję, że mąż bije ją i dziecko. Ale jak przyjechali na wizję lokalną okazało się, że to taka „dobra, wzorowa rodzina”. Dali więc spokój.

Mam ochotę powiedzieć to, co mój znajomy. Zwracajmy uwagę na to, co się dzieje dookoła. Czasem ktoś dwa metry dalej potrzebuje pomocy. Zwróćmy uwagę na coś więcej poza czubkiem naszego nosa. Nie wbijajmy wzroku w talerz, filiżankę, nie zamykajmy oczu, nie odwracajmy głowy.

Jakiś czas temu byłam w górach na bardzo ekskluzywnym wyjeździe. Były same dziennikarki,  pracownicy reklamy. Hotel pełen był dobrze sytuowanych ludzi. Pod hotelem błąkał się pies, zakrwawiony, kulejący. Mijali go wszyscy, mówiąc: „Oj, ale biedny”. Nikt nie zadzwonił po pomoc. Gdy zdecydowałam się wziąć go do Warszawy, słyszałam tylko: „Jezu, po co ci taki kłopot”.

Tak, wszyscy mamy swoje problemy, sprawy. Wszyscy boimy się „ubrudzić” czyimś cierpieniem, swojego się często boimy, po co nam więc cudze? Cudza starość, przemijanie, choroba, depresja, smutek, przemoc. Brr…

Najgorsze jest to, że zawsze patrzymy na innych. Najgorzej reagujemy, gdy jesteśmy w grupie. Tak przynajmniej pokazują badania. 75 proc. z nas pomaga, gdy jest samych. 38 proc reaguje gdy świadków jest troje. Jeśli jest ich więcej, reaguje tylko 10 proc. Bo zawsze myślimy: „A dlaczego ktoś inny nie pomoże”. Albo: „no skoro oni nie”.  Albo; „Dobra, daję dyla, spieszę się, w końcu tu jest tyleeeeee osób”.

Nie chodzi tylko o to, żeby nie robić złych rzeczy.

Zobojętnienie też jest formą zła.

Ot, ukrytą tylko za brakiem czasu i swoimi sprawami.

Nie myśl: „nie chcę się wtrącać”. Wtrącaj się, jeśli obok ciebie dzieją się złe rzeczy.


Zobacz także

Jak chronić bliskich przed skutkami alergii wziewnej?

Jak chronić bliskich przed skutkami alergii wziewnej?

Wystrój, który kwitnie – poznaj floralne fototapety w różnych stylach

rolety

Okna nie muszą być nudne. Spraw, by stały się przestrzenią piękna, światła i komfortu