Dom i wnętrze Inspiracje

Jak przedłużyć życie ciętych kwiatów w wazonie? Jest na to kilka sprawdzonych sposobów

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
8 kwietnia 2021
Fot. iStock
 

Kwiaty cięte w wazonie mają to do siebie, że pięknie wyglądają jedynie przez kilka dni, szybko marniejąc. Na szczęście istnieje kilka różnych sposobów na to, by odświeżyć rośliny w wazonie, przedłużając ich życie.

Kwiaty cięte są częstym podarunkiem z różnych okazji, ale trafiają do wazonów i bez nich, jako subtelna ozdoba. Wnoszą świeżość i piękno, cieszą oczy, nadając pomieszczeniu przyjemną atmosferę. By efekt utrzymał się jak najdłużej, należy odpowiednio o nie zadbać.

5 sposobów na świeże kwiaty w wazonie

Kupuj nierozwinięte kwiaty

Jeśli samodzielnie wybierasz bukiet do wazonu, wybierz ten, w którym jeszcze jest sporo pąków, ponieważ one zdążą się rozwinąć. Zakup w pełni rozwiniętych kwiatów skutkuje tym, że szybciej przekwitną i będą do wyrzucenia.

Przycinaj łodygi

Przycinanie końcówek łodyg kwiatów wpływa na przedłużenie świeżości kwiatów. Potrzebujesz do tego ostrego narzędzia — sekatora ogrodniczego albo bardzo ostrego noża. Łodygi najlepiej przycinać pod kątem 45 stopni, około 1-2 cm od dołu łodygi. Dzięki czemu rośliny będą lepiej pobierały wodę. Przed włożeniem ich do wazonu przytnij także niepotrzebne liście, pąki, które mogłyby się znaleźć pod lustrem wody. Inaczej te części kwiatów szybko zaczną gnić, wydzielać przykry zapach i skrócą znacznie życie roślin. Tulipanom możesz nakłuć igłą dół łodyżek, aby usunąć tzw. korek powietrzny, który blokuje dopływ wody.

Wymieniaj wodę

Kwiaty trzymane stale w jednej wodzie bardzo szybko stracą na świeżości i będą już tylko do wyrzucenia. Wodę należy zmieniać co 2 dni, przy czym od razu trzeba umyć wazon. Kwiaty najlepiej wkładać do wody o temperaturze pokojowej, najlepiej wlanej do 1/3 wysokości wazonu.

Znajdź dla nich odpowiednie miejsce

Unikaj stawiania wazonu w pełnym słońcu, ponieważ w wysokiej temperaturze z kwiatów szybciej będzie uciekała woda. Z tego samego powodu nie stawiaj ich nad kaloryferem czy przy grzejącym mocno kominku. Kwiaty nie lubią także stać w przeciągu. Unikaj również stawiania wazonu w towarzystwie w pobliżu pater z owocami, ponieważ owoce wydzielają etylen, związek, który przyspiesza proces dojrzewania kwiatów.

Stosuj odżywki do kwiatów ciętych

Możesz kupić gotowe odżywki w kwiaciarni lub w sklepie ogrodniczym. Dodawane do wody raz na 2-3 dni przedłużają one żywotność ciętych kwiatów i usuwają szkodliwe bakterie i toksyny z wody, wpływając na zachowanie przez nie ładnego wyglądu. Jeżeli nie masz pod ręką kupnej odżywki, możesz zrobić własną, nie mniej skuteczną.

  • aspiryna — połowę tabletki aspiryny rozgnieć na pył i rozpuść w wodzie do kwiatów. Pozwoli to zahamować rozwój szkodliwych bakterii w wodzie, dzięki czemu kwiaty dłużej będą cieszyły świeżym wyglądem;
  • ocet jabłkowy i cukier — cukier to naturalna pożywka dla roślin, która je wzmacnia, natomiast ocet jabłkowy, jako naturalny produkt, zwalcza szkodliwe drobnoustroje prowadzące do szybszego psucia się wody i rośliny. Po prosty wlej do wazonu łyżkę octu, dosyp łyżkę cukru i wymieszaj do rozpuszczenia.
  • możesz wykorzystać również sposób z miedzianą monetą. Wrzuć do wazonu kilka groszy, ponieważ miedź w nich obecna zapobiega rozwojowi grzybów i bakterii w wodzie, dzięki czemu pozostaje ona dłużej świeża.

Z dobrych rad warto zapamiętać jeszcze, by nie łączyć tulipanów z innymi kwiatami, szczególnie z narcyzami, które przyspieszą ich więdnięcie. Podobnie żonkile nie powinny stać z innymi kwiatami w wazonie, gdyż wydzielają szkodliwy dla nich sok.

 


Dom i wnętrze Inspiracje

Gruźlica – choroba, która może dotknąć każdego. Co należy o niej wiedzieć?

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
8 kwietnia 2021
Gruźlica - objawy, typy, leczenie, szczepienie
Fot. iStock
 

Gruźlica to choroba, o której zwykło się myśleć jako o chorobie osób biednych, zaniedbanych. Tak jednak nie jest, gruźlica może dotknąć każdego. Warto wiedzieć, jakie objawy daje gruźlica płuc, kości i skóry, oraz w jaki sposób następuje zakażenie i na czym polega leczenie gruźlicy?

Choroba przez długi czas kojarzona była z biedniejszymi warstwami społeczeństwa, ponieważ diagnozowana była najczęściej u osób mieszkających w złych warunkach mieszkaniowych i niedożywieniu. Znana jest medycynie od czasów starożytności, a swoje największe żniwo zbierała w XVIII i XIX wieku. Wtedy jeszcze nie znano przyczyn choroby, nie posiadano także leków, które mogłyby ją skutecznie leczyć. Sytuacja zmieniła się, gdy pod koniec XIX wieku Robert Koch odkrył istnienie prątków gruźlicy, co umożliwiło przeprowadzenie prac nad szczepionką przeciwko gruźlicy.

Gruźlica — co to jest?

Gruźlica to choroba zakaźna wywoływana przez prątka Mycobacterium tuberculosis. Patogen może zajmować płuca, co przydarza się najczęściej, lub atakować kości i stawy, skórę, układ nerwowy, układ limfatyczny i krwionośny, moczowo-płciowy, co ma miejsce jedynie w 10% wszystkich przypadków zachorowań.

Gruźlica - objawy, typy, leczenie, szczepienie

Fot. iStock

Do zakażenia dochodzi drogą kropelkową, poprzez kontakt z osobą chorą na gruźlicę, która niepoddana leczeniu prątkuje. Gruźlica może się także przenosić drogą pokarmową, poprzez  spożycie niepasteryzowanych produktów mlecznych, z mleka pochodzącego od chorych zwierząt. W przypadku osób chorujących na pozapłucne postaci gruźlicy nie stanowią oni zagrożenia dla osób zdrowych.

Gruźlica — objawy 

Objawy, jakie powoduje gruźlica, nie pojawiają się od razu po zakażeniu. Prątki gruźlicy są w większości niszczone przez układ odpornościowy. Wiadomo jednak, że część z nich pozostaje w organizmie, nie zawsze powodując rozwój choroby u nosiciela.

Gruźlica przebiega w dwóch fazach:

  • gruźlica pierwotna — dochodzi do niej na skutek pierwszego kontaktu z czynnikiem zakaźnym. U około 90% osób nie pojawiają się objawy, a choroba stwierdzana jest po konwersji odczynu tuberkulinowego z ujemnego na dodatni, czyli LTB. U maksymalnie 10% osób zakażonych występują objawy choroby.
  • gruźlica popierwotna — wynika ona z reaktywacji utajonego zakażenia pierwotnego. Dzieje się tak wraz z obniżeniem odporności chorego, np. na skutek leczenia immunosupresyjnego, chorób nowotworowych, zakażenia HIV. W tym przypadku choroba powoduje charakterystyczne nacieki w płucach, które są wykrztuszane. Zmiany w płucach mogą się wchłaniać, ulegać zwłóknieniu lub niszczyć płuca, co zależy od stanu odporności osoby chorej. Początkowo gruźlica popierwotna może mieć bezobjawowy przebieg, ale z czasem, gdy choroba staje się zaawansowana, nasilone objawy stanowią bezpośrednie zagrożenie życia.

Gruźlica — objawy ogólnoustrojowe

Gruźlica rozwija się zazwyczaj po cichu, dając zazwyczaj mało nasilone i niecharakterystyczne objawy dopiero wtedy, gdy choroba jest już mocno zaawansowana i czasem rozpoznawana zbyt późno na skuteczne leczenie. Szczególnie postać gruźlicy pozapłucnej powoduje trudności w rozpoznaniu. Mogą pojawić się m.in.:

  • stany podgorączkowe;
  • nocne poty;
  • złe samopoczucie;
  • utrata masy ciała;
  • wyniszczenie — następuje w zaawansowanym stadium choroby.

Gruźlica płuc — objawy 

Gruźlica płuc powoduje objawy, które nie zawsze sugerują konieczność wizyty u lekarza. Najczęściej pojawia się przewlekły, trwający ponad 8 tygodni kaszel. Na początku może być niewielki, suchy, bez odkrztuszania wydzieliny. Z czasem staje się bardziej dokuczliwy i pojawia się biaława lub ropna żółta plwocina, czasem z domieszką krwi. W zaawansowanej gruźlicy płuc krwioplucie może być obfite, pojawia się duszność postępująca wraz ze stopniem uszkodzenia płuc. Jeśli chory cierpi z powodu obniżonej odporności, może rozwinąć się u niego gruźlica prosówkowa, gdy bakterie rozsiewane przez krew wywołują drobne zmiany (o wyglądzie ziarna prosa) w płucach oraz w innych narządach. Towarzyszy temu wysoka gorączka i duszność.

Gruźlica - objawy, typy, leczenie, szczepienie

Fot. iStock/Gruźlica

Gruźlica pozapłucna — objawy 

Jeśli patogen zaatakuje obszar inny niż płuca, mogą pojawić się różne rodzaje, uzależnione od lokalizacji choroby.

Gruźlica opłucnej

Szczególnie narażone są na nią osoby młode. Gruźlica opłucnej powoduje gromadzenie się w jamie opłucnej płynu, i często daje ostre objawy. Towarzyszy jej gorączka, duszność, kaszel i ból w klatce piersiowej, nasilający się przy oddechu.

Gruźlica węzłów chłonnych

Obejmuje najczęściej węzły chłonne szyi, rzadziej węzły chłonne nadobojczykowe. Węzły chłonne powiększają się, są niebolesne, a wraz z rozwojem choroby stają się miękkie i mogą tworzyć się przetoki (zawartość chorego węzła przebija się przez skórę i powstaje otwór, którym wydobywa się ropa).

Gruźlica kości i stawów

Zazwyczaj atakuje kości kręgosłupa. Objawy początkowo są dość delikatne, mogą pojawić się bóle zajętych stawów i ograniczenie ich ruchomości. Z postępem choroby może dochodzić nawet do złamań kręgosłupa.

Gruźlicze zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych 

Ta postać gruźlicy pojawia się bardzo rzadko, głównie u dzieci. Chorzy stają się ospali, zmęczeni, często pojawia się także stan podgorączkowy. Towarzyszyć mogą temu nasilające się zaburzenia świadomości, bóle głowy, nudności, wymioty, czasem także porażenie nerwów czaszkowych.

Gruźlica skóry

Gruźlica skóry może przybierać różne postaci, które uwidaczniają się w zmianach na skórze (owrzodzenia, grudki, wykwity, przetoki, blizny), którym towarzyszy powiększenie okolicznych węzłów chłonnych.

Choroba może także dotknąć układ moczowo-płciowy i układ pokarmowy.

Fot. iStock

Leczenie gruźlicy

Przy podejrzeniu gruźlicy w wywiadzie lekarz najpierw zleci odpowiednie badania, by postawić właściwą diagnozę. Chorobę może potwierdzić badanie radiologiczne płuc oraz dodatkowe badanie polegające m.in. na stwierdzeniu prątków w plwocinie metodą rozmazu albo hodowli.

Potwierdzona choroba wymaga leczenia opartego na lekach bakteriobójczych, bakteriostatycznych, wyjaławiających oraz odprątkowujących.  Pacjenci z gruźlicą płucną powinni otrzymać 6-miesieczną kurację, w przypadku gruźlicy kości i stawów leczenie powinno trwać 9 miesięcy, natomiast w gruźlicy ośrodkowego układu nerwowego nawet 12 miesięcy. Chorzy zakaźni dla otoczenia powinni być leczeni w szpitalu, natomiast chorzy bez prątków w plwocinie, którzy nie zakażają, mogą prowadzić leczenie w domu.

Gruźlica — szczepienie

Wynalezienie szczepionki na gruźlicę było ważnym wydarzeniem, ale nie aż tak przełomowym, jak tego oczekiwano. Okazało się, że nie istnieją pewne dowody na jej skuteczność w zmniejszeniu ryzyka zakażenia, jednak pozwala ona na uniknięcie rozwoju ciężkich postaci gruźlicy u dzieci (zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych, rozsiana gruźlica). Dlatego nadal stosuje się ją w Polsce, w jednorazowej dawce podawanej niemowlętom. Ochrona, jaką daje szczepienie, może utrzymywać się co najmniej przez 15-20 lat. Nie podaje się już kolejnych dawek, ponieważ nie zwiększa to skuteczności szczepienia.


źródło: www.mp.pl,medycynatropikalna.pl 

Dom i wnętrze Inspiracje

“Musiałam być szczęśliwa i koniec!”. Znana blogerka po rozwodzie dziś pomaga innym kobietom przetrwać rozstanie

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
8 kwietnia 2021

 

Monika Pryśko rozwiodła się ponad sześć lat temu. Trudny moment? Bardzo. Ale dziś jest szczęśliwa. Ma nowego partnera, prowadzi znanego bloga, napisała książkę ,,Bój się i działaj’’, pisze ebooki. Wspiera inne kobiety, które przeżywają to, co ona wtedy.

Kiedy zostałaś specjalistką od rozwodu?

Wtedy, kiedy publicznie przyznałam na moim blogu Tekstualna, że się rozwiodłam. Wcześniej nikt o tym nie mówił i nie pisał publicznie, co rozumiem, bo nie ma się czym chwalić. Jeśli jedziesz na wakacje, to nie masz oporu, żeby opublikować swoje zdjęcie na Facebooku czy Instagramie, ale jak się rozwodzisz to przecież nie napiszesz tego na fejsie. Ciężko jest się ujawnić ze swoim nieszczęściem. Też nie napisałam tekstu o rozwodzie wprost. Napisałam o różnych moich początkach. I stała się coś, czego kompletnie się nie spodziewałam. Zalały mnie prywatne wiadomości, z mnóstwem pytań o to, jak sobie poradziłam.

O co ludzie pytali?

O wszystko. Zaczynając od tego, jak zniosłam to psychicznie przez pytania praktyczne, jak zabezpieczyć kontakty z dziećmi, jak ustalić alimenty, czy w końcu jak przygotować się do sprawy. Czasem opisywali tylko swoje historie, zaznaczając, że nie muszę odpowiadać, chcą tylko to z siebie wyrzucić. Ale nie mogłam przejść wobec tych zwierzeń obojętnie, bo sama to przeżyłam i wiedziałam, że człowiek potrzebuje wsparcia. Odpisywałam, więc każdemu. Tyle że nie czułam się autorytetem, byłam przecież specjalistką tylko w swoim rozwodzie, nie miałam gotowości, by radzić innym. Wtedy też założyłam grupę na Facebooku „Zaczynam od nowa”, miejsce gdzie kobiety wspierały się nawzajem. Czułam podświadomie, że kobiety chcą, ale nie mają gdzie porozmawiać. Że potrzebują społeczności kobiet, a internet pozwala na jako taką anonimowość. Czasem dochodziło do kłótni. Wiele z nich było wściekłych, nienawidziło swoich eks. Zaczęłam więc otwarcie mówić, że w rozwodzie jestem przede wszystkim za dziećmi, żeby rozstawać się w cywilizowany sposób, aby dzieci cierpiały, jak najmniej. Złość, zemsta i przerzucanie się winą jeszcze nikomu nie pomogły.

Ale jak to zrobić? Często, na przykład, to mężczyzna odchodzi do innej, albo kobieta dowiaduje się o zdradzie. Naturalną reakcją jest wściekłość. Jak nie ulec emocjom?

Gdy mój mąż odszedł, przez miesiąc żyłam w takim zawieszeniu, że nie wiedziałam, co się dzieje. Nie wiedziałam, jak się potoczy moja historia, gdzie będę mieszkać, jak sobie poradzę. Mieliśmy niespełna dwuletnią córkę. Ten miesiąc to był mój czas na dramat: niejedzenie, niespanie, martwienie się. Potem dowiedziałam się, że jednak w naszym małżeństwie były trzy osoby i wtedy powiedziałam sobie: „Dość. Chcę być szczęśliwa, uśmiechnięta, nie zajmować się czy mój partner jest z nową dziewczyną, czy nie jest, rozmawia o mnie, czy nie, gdzie mieszkają, co robią”. Postanowiłam wyjść z tego kręgu podejrzeń, zarzutów, czujności i roztrząsania przeszłości.

Zaczęłam szukać drobnych przyjemności w rzeczach, które nie są przyjemne. Na przykład musiałam się wyprowadzić od mojego partnera, z domu, gdzie moje dziecko robiło pierwsze kroki. I pamiętam ten moment, gdy ostatni raz zamykałam drzwi. Spojrzałam na parkiet i miałam łzy w oczach, bo z tym miejscem wiązało się mnóstwo dobrych wspomnień. Ale przeprowadziłam się do mieszkania przy gdańskim starym mieście, na dodatek drzwi w drzwi z moją przyjaciółką z liceum. To był mały kroczek ku dobru. Rzuciłam się w robotę. Wiedziałam, że muszę stanąć finansowo na nogi. Zadbałam o siebie, przez to nie czułam się ofiarą. Jeśli czujesz się ofiarą, masz mniej sił, jesteś poddańcza, czekasz na każdy gest, wszystko bierzesz do siebie. On jest na ciebie zły, bo jesteś beznadziejna. Nie zapłacił ci alimentów, bo jesteś straszna. Cały czas jesteś zależna od humorów drugiej osoby, nie chciałam taka być. Jestem silna po mamie, od razu przechodzę do konkretów. I też jestem zero-jedynkowa, jeśli ktoś ma wątpliwości, czy chce ze mną żyć, nie będę błagać.

Monika Pryśko

Jak zacząć uczyć się żyć od nowa?

To było gorsze niż nauka chodzenia. W takim stanie psychicznym wszystko wydaje się być dramatem. Rozwalają cię drobiazgi, na przykład my zawsze jeździliśmy samochodem, z dnia na dzień zostałam bez auta i musiałam nauczyć się wchodzić i wychodzić ze środków lokomocji z wózkiem. Pamiętam, była zimna, stargałam wózek przez przejście podziemne, a potem musiałam potem wnieść na przystanek tramwajowy, pojechać na zakupy. Brnęłam w zaspach śniegu, koło mi się zablokowało, zaczęłam trząść wózkiem, całe zakupy wyleciały. Potem musiałam dotrzeć do mojego mieszkania na czwartym piętrze, bez windy. Z dzieckiem, zakupami, laptopem. Wiem, że wiele kobiet to przeżywa na co dzień, ale to była moja szkoła życia. Ale powiedziałam sobie; będę szczęśliwa. I, oczywiście, że to nie jest takie proste. Zanim się jeszcze wyprowadziłam, przeżywałam koszmar. Bo nie mogłam się wyprowadzić pierwsza, bo to źle wygląda przed sądem, który patrzy na fakty. I jeśli to ty się wyprowadzasz, to widać sprowokowałaś rozwód. I jeszcze sytuacje, które sprawiają, że nie wierzysz, że ten facet, to faktycznie był Twój mąż, którego zachowania nie poznajesz, który z przyjaciela w chwilę moment staje się wrogiem, który zrobi wszystko, by tylko odsunąć od siebie winę.

Z perspektywy czasu: co byś zrobiła inaczej?

Teraz? Nie informowałabym rodziców o szczegółach, nikogo, nie robiłabym żadnych stron w sprawie. Rozwód to jest sprawa dwojga ludzi i nawet najbardziej życzliwi mogą nam zaszkodzić. Ale wtedy pomoc rodziców była mi potrzebna, była wręcz kojąca, choć teraz wzięłabym się w garść i załatwiała wszystko sama. Pierwsze kroki skierowałabym do prawnika, nie szukałabym w internecie jak napisać pozew. Tylko że niektóre kobiety nie mają pieniędzy. Tak, wiem, też nie miałam. Korzystałam więc z pomocy fundacji Centrum Praw kobiet, miałam rozmowę z psychologiem, prawniczką, co bardzo polecam. Mnie też zaprowadziła koleżanka, bo zupełnie nie wiedziałam, jak postępować. Później już zatrudniłam prawnika, który przeprowadził mnie przez cały rozwód.

Co było najtrudniejsze?

Poza emocjami i ułożeniem codzienności? To, że każdy mi mówił, co innego. Jedni, że mam natychmiast się wyprowadzić, drudzy, że właśnie się nie mogę wyprowadzić się z mieszkania, że nikt mnie nie może zobaczyć z innym mężczyzną, nawet jeśli to kolega. Że powinnam co i rusz zmieniać hasła do poczty, czy mediów społecznościowych. Bo to jest zbieranie haków. I często nie można sobie do końca ufać, bo jednego dnia idziesz z eks partnerem na spacer z dzieckiem, żeby ono poczuło trochę normalności, a za chwilę awantura. Pamiętam, jak sobie powtarzałam. Raz, dwa, trzy, cztery. Nabierałam powietrza do płuc i wypuszczałam. Albo pisałam sms i go nie wysyłałam, bo wiedziałam, że nastąpi eskalacja, że agresja rodzi agresję. Chciałam, żeby córka miała dobry kontakt z tatą mimo naszego konfliktu, zapraszałam więc go do domu, choć wielu uważało, że to błąd, bo to teraz wróg numer jeden. A ja myślałam, ale jak to? Jak przejdziemy komunię, jak usiądziemy razem na dniu mamy i taty w przedszkolu, jak będziemy się tak nienawidzić. Dziś teraz każdy przyznaje mi rację, kilka lat temu grozili konsekwencjami. Czułam się wtedy bardzo samotna. Podczas rozwodu najgorszą strategią jest wypominanie słabości. Gdy moja córka miała rok, siedziałam z nią w domu i jednocześnie pracowałam. Byłam ogromnie sfrustrowana. Czasem w nerwach pisałam partnerowi o tym, jak się czuję. Nie brzmiałam w tych wiadomościach, jak matka roku, ale to był wyraz mojej bezradności, chciałam ulżyć sobie, pisząc najbliższej osobie, co czuję, wyładować emocja na klawiaturze. On potem wszystko wydrukował dla sądu jako dowód, twierdząc, że jestem agresywną matką, która stanowi zagrożenie na zdrowia i życia dziecka. A ja byłam przepracowana, zmęczona. Miałam kryzys przez miesiąc!

To jak działać praktycznie?

Ważne jest zabezpieczenie kontaktów i liczenie się z tym, że to nie będzie takie łatwe. Zaproponowałam mojemu byłemu partnerowi, by zajmował się dzieckiem w poniedziałki, środy i piątki po żłobku, za co zostałam nazwana pracoholiczką, która chce się pozbyć dziecka. Tyle że chwilę wcześniej twierdził, że będzie walczył o dziecko za wszelką cenę i tak naprawdę chciałam pójść mu na rękę. To potem ustaliłam: okej, to wtorki i czwartki dla ciebie. I musiałam tego pilnować, bo przyjeżdżał gdy chciał, zmieniał plany. Dopiero później, gdy emocje opadły, wszystko się nam poukładało.

O jakich problemach kobiety mówią najczęściej?

Właśnie o tym przychodzeniu ojca dziecka kiedy chce i jak chce, zmienianie placów, o nieregularnym płaceniu pieniędzy, teraz dochodzą jeszcze afery o 500 plus, problemem nawet jest to, kto płaci za zgubione ubrania, gdy dzieci u taty notorycznie gubią buty czy rękawiczki. Mężczyźni też często grożą na początku, że zabiorą dziecko, trafiając w czuły punkt każdej mamy, a jak przychodzi co do czego, wycofują się, bo to nie jest proste być na linii frontu, na przykład jak dziecko jest chore, wymaga opieki, trzeba wszystko wokół załatwić. Największym problemem jest wrogość i jawna wojna, w której nie liczą się dzieci, tylko możliwość pokazania byłemu partnerowi, gdzie jego miejsce, pokazanie, kto zawinił – bo przecież presja społeczna jest ogromna, a nikt nie chce być złym bohaterem historii.

A co z kobietami, które latami cierpią, nienawidzą?

A twoim zdaniem, dlaczego tak jest? Bo może tak jest łatwiej? Bo inaczej musiałyby się wziąć w garść, otworzyć na życie, a my się boimy tej zmiany, trudniej jest zacząć działać. Łatwiej być wiecznie pokrzywdzoną i bezradną, niż wziąć odpowiedzialność za swoje życie. Dlatego napisałam ebooka „Rozwód na spokojnie”, chciałam, żeby to był przewodnik w drodze do normalności. Który da siłę, bo pokaże krok po kroku, jak działać. Tam są wszystkie pytania, na które sześć lat temu chciałam znać odpowiedź. Zaczynając od tak nietypowych, jak się ubrać na rozwód, po najważniejsze, jak wybrać dobrego prawnika. Są prawnicy, którzy nie mają żadnej inicjatywy, a inni, którzy są jak harpagany i chcą walczyć za wszelką cenę. To ważne, bo zależy, o co chcesz walczyć. Ja chciałam tylko mieć spokój. Mój prawnik prowadził mnie krok po kroku, pisał mi, co mam po kolei przygotować. Np. że muszę zbierać paragony, zapisywać wszystkie wydatki, że mam uważać na kontakty z mężczyznami, nawet jeśli to tylko koledzy. Dużo praktycznych porad, jak się przygotować – także emocjonalnie, bo emocje moim zdaniem grają tu główną rolę.

Piszesz, że teraz wasze relacje się poukładały. Jak to zrobić?

Dla mnie zawsze była najważniejsza córka i jej dobro. Dobry kontakt córki z jej tatą to był dla mnie priorytet, a także to, żeby widziała rodziców zgodnych, a nie walczących ze sobą. Bycie rodzicami, a nie partnerami, to nieustanny kompromis, a czasem po prostu ustępowanie. Córka miała 2,5 roku jak pojechała na tydzień z tatą na wakacje- to było dla mnie ogromne przeżycie. I nie chodziło o to, że ona nie jest z tatą bezpieczna, bo była i o to się nie martwiłam, ale tęskniłam za nią. Musiałam się przyzwyczaić, że musimy się nią dzielić. Potem oczywiście zaczęłam przestawiać myślenie. To dobrze, mam czas dla siebie, ale nie było to łatwe. Nadal to nie jest łatwe. Trudne jest też oddzielenie. Patrzyłam na Inę i myślałam, w ilu procentach moje dziecko jest moim dzieckiem, w 50 proc, 60, a może 30 ? To rozdzielenie rodziny jest bardzo trudne. Trzeba zaakceptować, że nie jesteśmy już całością. Osobie, która nie chciała rozstania jest trudniej. Druga sprawa to odpuszczanie. Ludzie po rozwodzie często myślą, że to drugie ma złą wolę: chce ograniczyć kontakty z dziećmi, zatruć życie. To często nakręcanie się. Kiedyś psycholożka Agnieszka Dżaman zasugerowała, że jeśli facet przywozi dziecko kilka godzin później albo w ogóle go nie oddaje, to trzeba się zastanowić, dlaczego tak robi. Może dlatego, że tak bardzo cierpi, tęskni albo to jest jakiś jego bunt, zostaw, nie reaguj. Gdy wróci, kobieta powinna zapytać, czy coś się stało, poprosić, żeby następnym razem ją zawiadomił. To bardzo trudne, ale wycisza konflikt. Ważne jest też wsparcie nowej kobiety partnera. Ona zajmuje się naszym dzieckiem podczas jego pobytu u taty. I fajnie jeśli to robi. Odpuszczenie tych wszystkich emocji pomaga. Gdy się rozwodziłam, nie wiedziałam jeszcze, że rozwód, zaraz po śmierci bliskiej osoby jest najbardziej traumatycznym przeżyciem. Po co jeszcze sobie dokładać?

 


Zobacz także

Kto nie lubi weekendowych, leniwych poranków? Śniadaniowe spotkanie z Gosią Ohme

Nowoczesne i wytrzymałe płytki elewacyjne w Twoim wnętrzu

7 sprawdzonych sposobów, by ubrania po wyjęciu z szafy nadal pięknie pachniały