Go to content

„Było, jak było. Jakoś żyliśmy. Bił, zapominałam. Wybaczałam. Wszystko było dobrze”

iStock/adl21

Pierwszy raz uderzył mnie po alkoholu. Później każdy pretekst był dobry. „Nie wchodź, myję podłogę” – kopniak w żebra. „Poczekaj, już podaję obiad” – uderzenie w twarz. Raz pobił mnie tak, że myślałam, że złamał mi kręgosłup.

17 lat bił, znęcał się psychicznie i fizycznie. 17 lat nikomu nic nie mówiła. Nie skarżyła się. „Przewróciłam się na schodach”, mówiła swojej matce, kiedy nie mogła chodzić, bo omal nie złamał jej nogi. – Dlaczego nie odeszłaś? – pytałam kilka razy. – Ale dokąd miałam iść? – odpowiadała.

Edyta ma 40 lat. Piękna kobieta. Długie włosy. Szczupła. Drobna. Spotykamy się w jej mieszkaniu, które remontowała, by móc zamieszkać. Wszędzie widać kobiecą rękę – w odnawianych i malowanych meblach, w świecznikach, kolorowym dywanie, poustawianych pojemnikach na przyprawy i różowej lodówce. – Pomalowałam ją specjalną farbą, żeby pasowała do koloru ścian. Jest weselej – mówi i tłumaczy się: – Tu jeszcze nie skończone, jest tyle do zrobienia.

Jest ciepło i przytulnie. Nie jak na Sosnowej, czy w ośrodku wsparcia.

Jedno głupie jajko, głupie i puste jak ty

– O przemocy fizycznej zapomina się jeszcze nim znikną siniaki. One czasami przypomną, że on cię bije. Najgorsza jest przemoc psychiczna – mówi. Przywołuje jedną z wielu historii, ta ma dla niej, jak sama podkreśla symboliczne znaczenie. – Byliśmy w trakcie rozwodu, nadal mieszkaliśmy razem. Lodówkę podzieliliśmy – ta półka, jego, ta moja i dzieci. Nie miałam na nic pieniędzy. Pożyczone i wydane na adwokata. Bez biletu dojeżdżałam do pracy, bo nie miałam za co go kupić. A w lodówce jedno jajko. I on je wziął. „Zostaw, proszę”, mówiłam. W tamtym momencie była to dla mnie najważniejsza rzecz pod słońcem. To jajko to było jedyne co miałam, jedyna rzecz, która należała tylko do mnie. Jak symbol tego kim jestem, tego, że chcę się od niego uwolnić mając coś co jest tylko moje.

On tylko spojrzał pogardliwie i tym swoim ironicznym głosem: „I co mi zrobisz. Jedno głupie jajko, głupie i puste jak ty”. Usmażył sobie naleśniki. Dał tylko młodszemu synowi. Starszego poniewierał.

Mamo, gdybyś wróciła, nie wybaczyłbym ci. On by cię zabił

Tomek. Starszy syn Edyty. Był świadkiem awantur. Widział, jak ojciec bije matkę. Dziś jest dla niej największym wsparciem. Odważyła się zadzwonić na policję po raz pierwszy, kiedy Tomek miał 15 lat. Stanął wtedy w jej obronie.

Zobaczyłam, jak były mąż do niego podszedł, złapał, przycisnął mu głowę do podłogi i zaczął bić. Otworzyłam okno i krzyczałam, żeby ktoś wezwał policję. Wiedziałam, do czego on jest zdolny. Tomek był wysokim szczupłym chłopcem, a on byłym bokserem. Potrafił tak uderzyć, że nie mogłam się podnieść z podłogi. Wołał syna: „Chodź chodź, bo mama upadła i nie może wstać, chodź jej pomóc”.

Drugi raz jak uderzył Tomka znowu wezwała policję. Za trzecim razem przyszła dzielnicowa. Później w jej notatkach służbowych Edyta przeczytała: „Bardzo trudno się z kobietą rozmawiało. Nic do niej nie docierało, jakby to, co się dzieje w domu, jej nie dotyczyło”. – Mówiła mi, że coś powinnam zrobić. Ktoś doradził mi wizytę u psychologa. Terapeutka, nie mówiła co mam robić, ale tak ze mną rozmawiała, tak otworzyła mi oczy, że wiedziałam, że muszę odejść. Że ani ja, ani moje dzieci nie możemy tak żyć.

– Złożyłam doniesienie na policję, kiedy znowu pobił syna i mnie – chciałam ich rozdzielić. Założono niebieską kartę, przydzielono kuratora. To go nie powstrzymywało. Gdy kolejny raz chciał mnie pobić, wyrzucił mój telefon do ubikacji. Otworzyłam okno i zaczęłam wzywać policję. Ściągnął mnie z okna, rzucił na przyrządy do ćwiczeń (jak na siłowni – przypis red.). Chciałam umrzeć. Ale nie mogłam jako matka pozwolić na to, żeby bił moje dzieci. Zawsze, gdy wzywałam policję, mówiłam, że jest agresywny w stosunku do chłopców.

Edyta od czterech lat walczy w sądzie z byłym mężem. – Kiedyś jechałam autobusem i pomyślałam sobie: „Wrócę do niego, nie mam już siły”. Na sądy, kuratorów, wezwania na policję. Byliśmy bezdomni, mieszkaliśmy dwa lata w ośrodku wsparcia dla kobiet takich jak ja, bez perspektyw na mieszkanie. Tomek mi wtedy powiedział: „Mamo, gdybyś wróciła, nie wybaczyłbym ci. Wiedziałbym, że nie mam po co ze studiów tutaj wracać, nie mam do kogo, bo on by ciebie zabił”.

Miałam siniaki na rękach, na żebrach, na pośladku. Rozebrałam się do stanika, żeby wszystko było widać

Edyta leczy się na depresję. Regularnie odwiedza psychoterapeutę i psychiatrę. Jest na środkach antydepresyjnych. – Szłam ulicą i płakałam. Płakałam tak, jakby ktoś mi umarł. Jakbym to ja nie żyła. Gdyby nie dzieci, odebrałabym sobie życie. Nie miałam już siły, nie widziałam niczego dobrego. Strach, upokorzenie, bezradność.

Kiedy pytam, dlaczego wcześniej nie dzwoniła na policję, nie robiła obdukcji, odpowiada: – Bo było mi wstyd.

Wstydem byłoby dla mnie, gdyby radiowóz policyjny stanął pod moim domem. Co by ludzie powiedzieli, co by pomyśleli o moim byłym mężu? Później myślałam już tylko o jednym: chronić dzieci. Przecież, gdybym ja się poddała, odebrała sobie życie, to tylko ja bym poczuła ulgę. A moi synowie? Jaki by mieli przykład. Skoro ja nie dałam rady, to jak oni mieliby sobie z tym poradzić?

Kiedy pobił Edytą, choć w sądzie toczyła się sprawa przeciwko niemu, poszła do fotografa. – Poprosiłam, żeby zrobił mi zdjęcia. Miałam siniaki na rękach, na żebrach, na pośladku. Rozebrałam się do stanika, żeby wszystko było widać. Później poprosiłam by te zdjęcia dołączyli do akt w sądzie. Fotograf dał mi płytę ze zdjęciami: „Proszę wziąć, to takie prywatne, intymne, nie chcę, żeby przypadkiem trafiło w nieodpowiednie ręce”.

Mama kocha bardziej Tomka, to jest jej ulubiony synek

Ojciec mówił do niego: „Ty masz taki morderczy instynkt”. Kamil, młodszy syn Edyty, rzucał się ojcu na plecy, wieszał na szyi, kiedy ten bił jego matkę. Miał wtedy osiem lat. Widział, jak tata wyciągał ją nagą za włosy z wanny i ciągnął po podłodze do pokoju. Później w sądzie Kamil zezna: „Mama stała w łazience, trzaskała drzwiami i krzyczała, że tata ją bije”. Mówił mu: „Mama kocha bardziej Tomka, to jest jej ulubiony synek. A ja kocham ciebie najbardziej na świecie i bardzo ciebie potrzebuję, gdyby nie ty, byłbym zupełnie sam, nikt by mi nie pomógł”. Edyta wspomina, jak pewnego dnia Kamil krzyczał: „Mamo, tacie coś się stało, to wszystko przeze mnie, nie przypomniałem mu o tabletkach, błagam zrób coś!”. Chłopiec był przerażony, ojciec tak pijany, że nie był w stanie dojść do łazienki.

Kiedy już nie mieszkali z byłym mężem Edyty, Kamil wrócił od ojca z siniakami na udzie. – To były takie dwudniowe ślady. Pytałam, co się stało: „Nie wiem, może się uderzyłem, a może ty mnie pobiłaś”, odpowiedział. Cały dzień siedział z telefonem w ręce. Smsował. Poszłam na policję zgłosić, że syn wrócił od byłego męża z siniakami. Spisano notatkę. Kilka godzin później policja zapukała do drzwi. Był z nimi ojciec Kamila. Chcieli oskarżyć mnie o pobicie dziecka. Uratowała mnie wcześniejsza wizyta na komendzie. Tylko raz w życiu przeczytałam SMS-y Kamila. Manipulował nim. W sądzie Kamil zeznawał, że go pobiłam. Że leżał w kuchni na podłodze, a ja ze starszym snem się z niego śmiałam – Edyta płacze. – Nie widziałam go od roku. Poddałam się, kiedy powiedział, że chce do ojca, że wstydzi się mieszkać w ośrodku wsparcia.

Rok temu w Święta chciał zostać na kilka dni u Edyty, nie pozwolił zadzwonić do ojca, żeby mu o tym powiedzieć. – Tłumaczyłam mu: „Synku, jesteś pod opieką taty, on musi wiedzieć, gdzie jesteś, wiesz jak to się skończy, jak nie zadzwonię…”. Zebrał się i wyszedł, powiedział, że tata ma rację, że go nie kocham, że już nigdy do mnie nie przyjdzie.

Pół roku temu Edyta stała w ukryciu. Płakała. Patrzyła na młodszego syna, który ze szkołą miał imprezę na świeżym powietrzu: – Biegał z kolegami, śmiał się, a ja nie byłam w stanie nic zrobić. Obok na ławce siedział jego ojciec.

Kiedyś do autobusu wsiadł chłopak podobny do Kamila. Zamarła. – On teraz nosi okulary tak bardzo się boję, że go nie poznam… Ja czuję, że tam się dzieje coś złego. Kamil ma gorsze oceny w szkole… Nie wiem, co mam robić…

Mieliśmy zdemolowany dom. Meble rozwalone, kanapa. Odbijał mnie od ściany do ściany

Po ślubie zamieszkali z teściami. W domku, kostce. Taki PRL. Góra ich, dół rodziców byłego męża. Teściowa lubiła się wtrącać w ich życie. „Wiesz, a ona dziś mi odburknęła dzień dobry”, mówiła synowi, gdy wracał do domu. Bił Edytę i za to. Na drugi dzień przynosił kwiaty, przepraszał, a ona z tymi kwiatami szła do teściowej: „W końcu mieszkamy razem pod jednym dachem, po co mamy się kłócić”– mówiła. I tak do następnej awantury. Nikt nic nie słyszał, nikt nic nie widział. – Mieliśmy zdemolowany dom. Meble rozwalone, kanapa. Odbijał mnie od ściany do ściany…

Kiedy Edyta złożyła doniesienie o znęcaniu się nad nią i starszym synem, on wniósł pozew o rozwód. Nadal mieszkali na Sosnowej. Ona z dziećmi na dole, on na górze, teściowie już nie żyli. – Odciął im prąd i wodę. Nie ogrzewał domu, u siebie wstawił kozę. Kamil więcej czasu spędzał u ojca na górze. Tomek poszedł do babci, mamy Edyty, nie miał warunków do nauki. – Przychodziła kurator i mówiła: „Proszę coś zrobić, proszę się wyprowadzić, bo zabierzemy pani dzieci, nie mogą mieszkać w takich warunkach”. A ja tłumaczyłam, że w domu nie mamy osobnego zasilania, że mam popłacone rachunki, że mój mąż robi to specjalnie, żeby to z nim porozmawiała.

Edyta nie mogła mieszkać z dziećmi w takich warunkach, ale policja nie reagowała spisując, że na górze domu jest siedem stopni i tam mieszka dziesięciolatek. Edyta wyprowadziła się do ośrodka wsparcia. – W grudniu przez trzy tygodnie chodziłam codziennie na dwie godziny na Sosnową. W ciemnościach, bez prądu, w zimnie siedziałam i krzyczałam: „Synku ja tu jestem, mama tu jest, słyszysz? Jestem tutaj, pamiętaj”. Raz siedział zamknięty w szafie, bo jego ojciec akurat wyszedł do sklepu.

Twoje miejsce jest przy mężu

Edyty tata mówił, żeby nie wychodziła za mąż, by poczekała. – Poznajcie się lepiej – powtarzał. Tata był jej aniołem stróżem. – Za szybko go zabrakło… Zmarł trzy lata po moim ślubie. Pomóc Edycie chciał teść. – Miałam już dwóch synów, a on słyszał, co się dzieje u nas na górze. Chciał przepisać na wnuków i na mnie część domu, dać nam zabezpieczenie. Nie zdążył – zawał serca. Zawiodłam się na ludziach. Sąsiadka powiedziała, że nie będzie zeznawać, że nie chce się mieszać, kiedy ją poprosiłam, by była świadkiem w sądzie. Ostatecznie zeznawała przeciwko mnie, że to ja jestem kłótliwa, że wszystkie awantury to moja inicjatywa, prowokacja. Starszy syn nie mówi jej dzień dobry.

Edyta chciała odejść kilka lat wcześniej. Wyprowadziła się do matki. Ona za jej plecami spotkała się z zięciem, który przepraszał, obiecywał, że kocha, że będzie żonę i dzieci na rękach nosić.

„Twoje miejsce jest przy mężu, co by się nie działo, on jest ojcem twoich dzieci, przysięgłaś. Powinnaś przy nim być” – usłyszała Edyta. – Nie rozmawiam z matką. Powiedziałam, że nigdy jej nie wybaczę, że mi nie pomogła, nie dała żadnego wsparcia. Widziała co się dzieje. Mówiła: „Nie możecie u mnie mieszkać w trójkę”. Dzisiaj powtarza: „Zapomnijmy, wybaczmy sobie”.

Od kurator społecznej Edyta usłyszała kiedyś: „Ja nie rozumiem dlaczego pani tu siedzi, powinna pani wziąć reklamówkę i wyjść”. Edyta pytała: „Gdzie mam wyjść? Na ulicę? Co ja mam zrobić?”. Nie miała swoich pieniędzy, z mężem prowadzili własną działalność. Odważyła się, kiedy znalazła pracę.

Na sprawie rozwodowej sędzia skierował małżeństwo na terapię. – Psychoterapeuta tłumaczył nam, że rodzina jest jak samochodzik, my jesteśmy kołami, szybkami… Buntowałam się, mówiłam, że nie chcę ratować tego małżeństwa. Wychodziłam na najgorszą. Wracaliśmy z terapii do czterech ścian i nic się nie zmieniało. Bił za to, co mówiłam u terapeuty. A kiedy wzywałam policję, oni najpierw szli do byłego męża. Z nim rozmawiali. Mnie pytali: „O co pani chodzi, przecież mąż wypił tylko dwa piwka. Po co awantura…”.

Na początku w sądzie nie mogła nic mówić

Nim go poznała, kochała żaglować, latać na szybowcach. Miała mnóstwo znajomych. – Nie zawsze było źle. Potrafiliśmy razem żartować, bawić się. Ujął mnie tym, że był bardzo towarzyski, dowcipny. Bywał zazdrosny, ale nie w jakiś niepokojący sposób. Było, jak było. Jakoś żyliśmy. Bił, zapominałam. Wybaczałam. Wszystko było dobrze.

Kiedy trafił do szpitala Edyta jeździła do niego ze śniadaniami. – Dzwoniłam, jak nie było go na sali. „Palę z kolegą. Możesz chyba poczekać 10 minut”. Siedem lat temu rozchorował się. Miał nie pić kawy – Edyta przestała pić, żeby mu pomóc. Miał rzucić palenie – Edyta rzuciła, nie pali do dzisiaj.

Bała się spać, nim założyła zamek do drzwi sypialni. – Wychodziłam do łazienki, do kuchni z telefonem w ręce. Nagrywałam go i on o tym wiedział. To był mój jedyny sposób obrony, choć oskarżał mnie o nękanie.

Na początku w sądzie nie mogła nic mówić. Nie potrafiła. – On zawsze pięknie opowiadał. Ja tak nie umiem. Sprawy w sądzie ciągnęły się przez trzy lata. – Chodziłam cały ten czas na terapię, otworzyłam się, nauczyłam panować nad emocjami. Kiedy zaczęłam mówić, co on mi robił, sędzia twierdził, że coś kręcę. Kiedy płakałam na sali groził, że to mnie wsadzi za kratki. Dzisiaj na każdej rozprawie z udziałem tego sędziego jest na sali moja koleżanka, wspiera mnie.

Dzisiaj

Po dwóch latach mieszkania w ośrodku, gdzie spotkała ludzi, którzy ją wspierali, Edyta dostała od miasta mieszkanie. – Kiedy nam je przyznali zadzwoniliśmy z Tomkiem po Kamila, kupiliśmy ciasto i siedzieliśmy nad rzeką świętując to nasze małe szczęście.

Były mąż ma wyrok za znęcanie się psychiczne i fizyczne nad starszym synem. Wyrok za jedno pobicie Edyty. Wyrok za uszkodzenie jej ciała. Sąd stwierdził, że nie znęcał się nad Edytą. Kamil mieszka u niego. Sprawy w sądzie nadal się toczą. Apelacje, alimenty. „Zniszczę cię”, potrafi do dziś powiedzieć Edycie na sądowym korytarzu powiedzieć.

Najpiękniejszy dzień w jej życiu? – To rok temu. Miałam urodziny i okropną migrenę. Zadzwoniłam do koleżanek, żeby nie przychodziły, że chcę być sama. Dzwonek do drzwi. Tomek, przyjechał ze studiów zrobić mi niespodziankę. Bardzo się ucieszyłam. Za chwilę znowu dzwonek. W drzwiach stał Kamil z różyczką i życzeniami. To był najpiękniejszy dzień, miałam dwóch synów przy sobie. Takie szczęście… Myślałam, że w tym roku Kamil też przyjdzie…

Edyta ogląda wszystkie kampanie społeczne: widzisz przemoc – zadzwoń, reaguj. – Może moja historia pozwoli choć jednej kobiecie spakować reklamówkę i wyjść. Jest ciężko, trudno, ale to jest najlepsze co można zrobić dla siebie i dzieci.


Imiona i pewne szczegóły zostały zmienione na prośbę bohaterki