Żyjemy w kulturze nieustannego poprawiania siebie. Mamy być bardziej świadomi, spokojniejsi, skuteczniejsi, silniejsi i lepiej zorganizowani. Pracujemy nad charakterem, wyglądem, relacjami, karierą, a nawet nad sposobem odpoczywania. W pewnym momencie również rozwój wewnętrzny może stać się kolejnym zadaniem do wykonania.
Książka „Stawanie się sobą” Shunryū Suzukiego prowadzi w zupełnie innym kierunku. Nie podpowiada, jak stworzyć nową, lepszą wersję siebie. Pokazuje raczej, jak przestać oddalać się od osoby, którą już jesteśmy.
Według Suzukiego stawanie się sobą nie jest intelektualnym odkrywaniem swojej „prawdziwej tożsamości”. Nie chodzi też o budowanie oryginalnego wizerunku, odróżnianie się od innych ani spełnianie wyobrażenia o tym, kim powinniśmy być. To codzienna, ucieleśniona praktyka obecności w zwyczajnym życiu. Jakie najważniejsze lekcje można z niej wynieść?
1. Przestań próbować być kimś innym
Wiele osób przez całe życie stara się dorosnąć do pewnego obrazu siebie. Chcemy być bardziej odważni, dojrzali, ciekawi, niezależni albo uduchowieni. Patrzymy na ludzi, których podziwiamy, i próbujemy przejąć ich sposób życia, myślenia czy reagowania. Suzuki zauważa, że właśnie wtedy możemy najbardziej się od siebie oddalić.
Problemy zaczynają się w chwili, gdy próbujemy stać się kimś, kim nie jesteśmy. Tracimy kontakt z własnym doświadczeniem, ponieważ całą uwagę kierujemy na cel: wymarzoną wersję siebie, którą mamy kiedyś osiągnąć. Tymczasem w nauce zen „A powinno być A”. Nie dlatego, że człowiek nie może się rozwijać, lecz dlatego, że prawdziwa zmiana nie zaczyna się od odrzucenia siebie. Zaczyna się od pełnego uznania miejsca, w którym właśnie jesteśmy.
Stawanie się sobą nie oznacza więc rezygnacji z rozwoju. Oznacza rezygnację z przekonania, że musimy najpierw stać się kimś lepszym, aby zasłużyć na własne życie.
2. Wróć do chwili, która właśnie trwa
Jedną z podstawowych praktyk opisywanych przez Suzukiego jest „po prostu siedzenie”. Można rozumieć je dosłownie jako medytację, ale jego znaczenie jest znacznie szersze. „Po prostu siedzieć” to być całym sobą w tym, co właśnie się wydarza. Kiedy jesteśmy w lesie – naprawdę doświadczyć lasu. Kiedy jesteśmy w kuchni – być w kuchni. Kiedy czujemy radość – nie analizować jej, lecz ją przeżyć. Kiedy pojawia się trudność – nie uciekać od niej natychmiast, lecz stworzyć w sobie przestrzeń, która pomieści również to doświadczenie. Brzmi prosto, ale właśnie ta prostota jest dla współczesnego człowieka ogromnym wyzwaniem. Nawet podczas odpoczynku planujemy przyszłość. Podczas rozmowy przygotowujemy odpowiedź. W lesie robimy zdjęcie, zamiast patrzeć. Jedząc, sprawdzamy wiadomości. Ciałem jesteśmy tutaj, ale myślami niemal zawsze gdzieś indziej.
Stawanie się sobą wymaga powrotu. Do oddechu. Do ciała. Do człowieka siedzącego naprzeciwko. Do życia, które nie zacznie się dopiero wtedy, gdy uporządkujemy wszystkie sprawy.
3. Nie próbuj za wszelką cenę ustalić, kim jesteś
Można szukać siebie tak intensywnie, że w końcu zgubi się siebie w kolejnych definicjach.
Kim jestem? Introwertykiem czy ekstrawertykiem? Osobą silną czy wrażliwą? Czy to moja prawdziwa potrzeba, czy mechanizm obronny? Czy jestem już sobą, czy nadal odgrywam rolę? Autorefleksja jest potrzebna, ale czasem zamienia się w nieustanne obserwowanie siebie z zewnątrz. Zamiast żyć, zaczynamy sprawdzać, czy żyjemy wystarczająco autentycznie. Suzuki przywołuje krótką, przewrotną wskazówkę:
„Nie staraj się dociekać, kim jesteś”.
Nie oznacza ona, że mamy zrezygnować z poznawania siebie. Chodzi o to, że myślący umysł może stworzyć jedynie kolejny obraz naszej osoby. Prawdziwego siebie spotykamy podczas życia: gdy stawiamy następny krok, wykonujemy swoją pracę, podejmujemy decyzję, słuchamy drugiego człowieka i reagujemy na to, co przynosi chwila. Nie musimy więc najpierw w pełni siebie zrozumieć, aby zacząć żyć po swojemu. Czasami to właśnie droga pokazuje nam, kim jesteśmy.
4. Nie nakładaj cudzej głowy na własną
To jedno z najbardziej sugestywnych sformułowań zawartych w książce. Możemy uczyć się od innych, korzystać z terapii, książek, filozofii i duchowych tradycji. Problem pojawia się wtedy, gdy cudze odpowiedzi zaczynają zastępować nasze doświadczenie. Zamiast sprawdzać, co jest prawdziwe dla nas, próbujemy żyć według cudzego przepisu.
Suzuki ostrzega, żeby nie nakładać na własną głowę żadnej innej – nawet głowy wielkiego nauczyciela. Naśladując kogoś, możemy wyglądać bardzo przekonująco, a jednak utracić swobodę poruszania się we własnym życiu. Praktyka ma prowadzić do odnalezienia własnej głowy, nie do przyjmowania cudzej. To ważna lekcja szczególnie dziś, gdy niemal każdego dnia ktoś pokazuje nam właściwy sposób odżywiania, kochania, wychowywania dzieci, przeżywania emocji i osiągania szczęścia.
Inspiracja może otwierać. Autorytet może wspierać. Jednak żadna książka ani żaden nauczyciel nie przeżyją za nas naszego życia.
5. Troszcz się o siebie, zamiast ze sobą walczyć
Bycie sobą nie oznacza folgowania każdemu impulsowi. Nie oznacza również, że każde pragnienie należy natychmiast zrealizować, bo jest „moje” i dlatego musi być prawdziwe. Suzuki proponuje inną postawę: troskliwe zajmowanie się sobą.
Troska obejmuje ciało, sposób oddychania, zmęczenie, ból, pragnienia, złość i codzienne nawyki. Nie polega na wypieraniu trudnych emocji, ale też nie pozwala im bezrefleksyjnie kierować życiem. Autor porównuje ją do życzliwej postawy dobrej babci, która przypomina: nie jedz za dużo, nie złość się aż tak bardzo, odpocznij, zadbaj o siebie. Nie jest to głos surowego wewnętrznego krytyka. To spokojna obecność, która zauważa nasze potrzeby i ograniczenia, ale nie zamienia ich w kolejne pole walki. Co więcej, sposób, w jaki traktujemy siebie, staje się sposobem, w jaki traktujemy innych. Jeśli stale siebie oceniamy, poganiamy i zawstydzamy, trudno nie przenosić tego napięcia na relacje. Człowiek, który troszczy się o siebie, może natomiast w naturalny sposób wnosić więcej łagodności do kontaktu z przyjaciółmi, rodziną i światem.
6. Odnajduj siebie pośród ludzi, nie w oderwaniu od nich
Autentyczność bywa dziś rozumiana jako robienie tego, na co mamy ochotę, bez oglądania się na innych. Książka Suzukiego pokazuje jednak, że stawanie się sobą nie ma nic wspólnego z zamykaniem się we własnym indywidualizmie. Autor porównuje życie do ogrodu. Każdy kamień ma inny kształt, charakter i znaczenie. Jednak piękna ogrodu nie tworzy pojedynczy kamień. Tworzą je wzajemne relacje, kontrasty i harmonia pomiędzy wszystkimi elementami.
Podobnie jest z człowiekiem. Nie stajemy się sobą w całkowitym odosobnieniu. Odkrywamy siebie w relacji: w sposobie, w jaki słuchamy, odpowiadamy, stawiamy granice, współpracujemy i zajmujemy swoje miejsce. Chodzi o odnajdywanie swojego miejsca chwila po chwili i życie z ludźmi w zgodzie z konkretnymi okolicznościami. Bycie sobą nie oznacza zatem ignorowania innych. Przeciwnie – prawdziwy kontakt ze sobą powinien prowadzić do większej odpowiedzialności, szacunku i troski o wspólne życie.

Nie musisz stać się nowym człowiekiem
„Stawanie się sobą” nie jest książką, która obiecuje szybką przemianę. Nie daje instrukcji stworzenia siebie od początku. Przynosi coś znacznie bardziej kojącego: możliwość zaprzestania nieustannej ucieczki od siebie.
Suzuki pisze o człowieku, który potrafi być człowiekiem tak całkowicie, jak kamień jest kamieniem. Właśnie w tej prostocie odnajduje wolność. Nie musi udowadniać, że jest kimś innym. Nie musi stale porównywać się z własnym ideałem. Może działać, zmieniać się, uczyć i dojrzewać, nie traktując siebie jak wadliwego projektu do naprawienia. Być może właśnie na tym polega stawanie się sobą: nie na znalezieniu jednej, ostatecznej odpowiedzi na pytanie „kim jestem?”, ale na powracaniu do siebie każdego dnia.
W tym ciele.
W tej chwili.
Wśród tych ludzi.
W życiu, które już trwa.