Go to content

Nie jesteś spóźniona. O ludziach, którzy rozkwitają w swoim czasie

Girl on brown dress and bracelet with pearls walks on a green and yellow grass field softly touching the flowers. Spring arrival concept

Patrzymy na innych i wydaje nam się, że powinniśmy już być dalej. Mieć bardziej uporządkowane życie, lepszą pracę, spokojniejszą relację, jasno określony cel. Tymczasem nie każdy rozkwita wiosną. Niektórzy potrzebują więcej czasu — i nie ma w tym niczego niewłaściwego.

Istnieje szczególny rodzaj zmęczenia, który nie wynika z nadmiaru obowiązków. Pojawia się wtedy, gdy przez lata próbujemy żyć zgodnie z cudzym harmonogramem. W określonym wieku wypada już wiedzieć, kim się jest. Zbudować związek. Założyć rodzinę. Osiągnąć stabilność zawodową. Zrealizować marzenia, a przynajmniej zdecydować, czego się chce. W środku życia dobrze byłoby już zbierać owoce wcześniejszych wyborów, a nie dopiero zastanawiać się, co posadzić. Tyle że ludzkie życie bardzo rzadko przebiega według tak uporządkowanego scenariusza.

Jedni wcześnie odkrywają swoje miejsce, a później zaczynają w nie wątpić. Inni przez lata próbują dopasować się do świata, zanim odważą się sprawdzić, czego sami potrzebują. Są też tacy, którzy dopiero po czterdziestce, pięćdziesiątce albo jeszcze później czują, że zaczynają naprawdę należeć do własnego życia. To nie musi oznaczać, że stracili czas. Być może właśnie dojrzewali.

Chcesz więcej takich treści?
Zapisz się do mojego newslettera i otrzymuj najnowsze artykuły z ohme.pl.

Nie wszystkie kwiaty rozkwitają wiosną

W książce Shibui. Japońska sztuka odkrywania piękna w upływie czasu Sanae Ishida przywołuje pojęcie osozaki, oznaczające późne lub powolne rozkwitanie. Autorka pisze o szczególnym uroku roślin, które nie pojawiają się wraz z pierwszym wiosennym słońcem. Kwitną później, czasem jesienią, kiedy inne kwiaty już przekwitły. Nie są przez to mniej piękne. Ich pora po prostu przypada w innym momencie.

Trudno jednak spojrzeć na własne życie z podobną łagodnością. Kiedy widzimy kogoś, kto wcześniej od nas osiągnął coś, czego pragniemy, rzadko myślimy: „To jego pora”. Częściej pojawia się niepokój: „Dlaczego ja jeszcze tego nie mam?”.

Psychologia mówi o społecznym zegarze — zbiorze przekonań dotyczących tego, kiedy powinny wydarzać się najważniejsze rzeczy. Zegar ten nie wisi na żadnej ścianie, a mimo to potrafi bardzo głośno tykać w naszej głowie. Przypomina, że na zmianę zawodu jest już za późno. Że nie wypada zaczynać wszystkiego od nowa. Że skoro dotychczas nie znaleźliśmy wielkiej miłości, życiowej pasji albo poczucia spełnienia, być może już ich nie znajdziemy. Najbardziej bolesne nie jest jednak to, że życie nie potoczyło się zgodnie z planem. Najbardziej boli przekonanie, że z tego powodu jesteśmy gorsi.

Kiedy cudze życie staje się miarą naszego

Japońskie pojęcie ōbai tōri odwołuje się do czterech kwitnących drzew: wiśni, śliwy, brzoskwini i moreli. Każde z nich rozwija się inaczej, we własnym czasie i na swój sposób. Żadne nie próbuje kwitnąć jak pozostałe.

To piękna metafora, ale również bardzo praktyczna wskazówka psychologiczna: nie można uczciwie oceniać własnego życia, używając jako miary cudzego rytmu. Porównując się, widzimy najczęściej rezultat, ale nie całą drogę. Nie znamy ceny, którą ktoś zapłacił. Nie wiemy, z czego zrezygnował, czego się boi i czego mu brakuje. Zestawiamy własne zaplecze z czyjąś sceną. Co więcej, porównujemy rzeczy, które nie są porównywalne. Różne historie rodzinne, temperamenty, możliwości, doświadczenia, momenty kryzysu i punkty startu. A później na podstawie tego nierównego zestawienia wydajemy wyrok na siebie. „Powinnam być dalej”. Ale gdzie dokładnie znajduje się to „dalej”? I kto zdecydował, że właśnie tam powinno się teraz być?

Dojrzałość nie polega na tym, że przestajemy zauważać cudze sukcesy. Polega raczej na tym, że przestajemy traktować je jak dowody własnej porażki.

Zazdrość nie zawsze jest wrogiem

Bywa jednak, że to właśnie cudze życie pokazuje nam coś ważnego o nas samych.

Ishida pisze o urayamashii, uczuciu zbliżonym do „białej zazdrości”. Nie ma w nim życzenia komuś źle. Jest podziw, tęsknota i ciche pytanie: „Czy ja również mogłabym tego dla siebie zapragnąć?”. Autorka zauważa, że zazdrość może być jednym z najdokładniejszych wskaźników naszych niewypowiedzianych pragnień. Sama przez lata zazdrościła pisarzom i ilustratorom. Uczucie zaczęło słabnąć dopiero wtedy, gdy pozwoliła sobie tworzyć. Być może więc nie każdą zazdrość trzeba natychmiast uciszać. Czasem warto jej posłuchać.

Jeżeli zazdrościsz komuś odwagi, być może sama zbyt długo żyjesz zachowawczo. Jeśli porusza cię czyjaś twórczość, może jakaś część ciebie również chce coś stworzyć. Jeśli boli cię widok ludzi, którzy potrafią odpoczywać, być może twoje życie od dawna składa się niemal wyłącznie z obowiązków. Zazdrość staje się niszcząca, kiedy zamienia się w gorycz. Może jednak stać się drogowskazem, gdy zamiast pytać: „Dlaczego ona to ma?”, zapytamy: „O jakiej mojej potrzebie mówi to uczucie?”.

Cudzy rozkwit nie zawsze musi nas pomniejszać. Czasem przypomina, że my także jeszcze możemy zakwitnąć.

Cel nie musi być spektakularny

Jedną z przeszkód w rozpoczynaniu nowego etapu jest przekonanie, że skoro mamy dokonać zmiany, musi być ona wielka. Nowa praca. Nowy związek. Przeprowadzka. Własna firma. Książka. Wielka podróż. Całkowita przemiana. Tymczasem początek najczęściej nie wygląda jak rewolucja. Jest jednym telefonem, zapisaniem się na zajęcia, pierwszą rozmową, godziną tygodniowo przeznaczoną na coś, co od dawna nas woła.

Ishida przeciwstawia popularnemu pojęciu ikigai skromniejsze mokuteki, czyli codzienny cel lub zamiar. Jeżeli ikigai przypomina wyprawę na szczyt góry, mokuteki może być zwyczajnym spacerem. Nie musi imponować innym. Ma nadawać kierunek kolejnemu dniu.To ważne szczególnie dla osób, które czują się spóźnione. Wielki cel może paraliżować, ponieważ natychmiast pokazuje odległość między miejscem, w którym jesteśmy, a tym, do którego pragniemy dotrzeć. Małe działanie skupia uwagę na następnym kroku.

Nie musisz jeszcze wiedzieć, jak będzie wyglądało całe twoje nowe życie. Wystarczy, że zaczniesz robić w nim miejsce na coś prawdziwego. Możesz przez dwadzieścia minut dziennie pisać. Raz w tygodniu uczyć się języka. Wysłać jedno zgłoszenie. Spotkać się z kimś, przy kim nie musisz odgrywać swojej dawnej roli. Powiedzieć jedno uczciwe „nie”. Albo jedno długo odkładane „tak”.

Drobne działania mogą wydawać się nieistotne. Ale to właśnie one powoli zmieniają opowieść, którą tworzymy na swój temat.

Być może nie zaczynasz od zera

Ludzie boją się nowych początków również dlatego, że wyobrażają je sobie jako przekreślenie wszystkiego, co było wcześniej. Ale dojrzały początek rzadko jest pustą kartką. Zabieramy ze sobą wiedzę o sobie, doświadczenie relacji, porażki, rozczarowania, odporność i coraz lepszą znajomość własnych granic. Być może właśnie dlatego pewne rzeczy mogą wydarzyć się dopiero później. Wcześniej nie mieliśmy jeszcze języka, odwagi albo gotowości, by je unieść.

Niektóre decyzje wymagają, żebyśmy najpierw wystarczająco długo próbowali być kimś innym. Niektóre marzenia potrzebują czasu, aby oddzielić się od potrzeby uznania. Niektóre relacje mogą powstać dopiero wtedy, gdy przestajemy mylić miłość z ratowaniem, zasługiwaniem albo rezygnacją z siebie.

Późny rozkwit nie jest gorszą wersją wczesnego sukcesu. Ma własną jakość. Bywa mniej widowiskowy, ale bardziej świadomy. Nie wynika już wyłącznie z potrzeby udowodnienia światu swojej wartości. Częściej rodzi się z pytania: „Jak naprawdę chcę przeżyć czas, który mam?”.

Twoje życie nie jest opóźnione

Możliwe, że nie jesteś tam, gdzie dziesięć lat temu sądziłaś, że będziesz. Ale to jeszcze nie znaczy, że znalazłaś się w niewłaściwym miejscu. Może jesteś właśnie w momencie, w którym coś zaczyna być gotowe.

Nie musisz nadrabiać życia. Nie musisz ścigać ludzi, którzy wystartowali z innego miejsca i biegną po zupełnie innej trasie. Nie musisz również udowadniać, że twoja zmiana będzie spektakularna. Wystarczy, że będzie twoja.

Zapytaj siebie: czego zazdroszczę innym, ponieważ sama nie pozwoliłam sobie jeszcze tego zapragnąć? Co zrobiłabym, gdybym przestała uważać swój wiek za argument przeciwko sobie? Jaki niewielki krok mogę wykonać nie kiedyś, lecz teraz?

Niektóre kwiaty rozkwitają wiosną. Inne potrzebują jesieni. Żaden z nich nie jest spóźniony.

Udostępnij