Związek

Życie razem jest, jak wspólna podróż kajakiem. Ten krótki test może pomóc ci sprawdzić, jaka przyszłość czeka twój związek

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
20 lipca 2017
Fot. iStock/jacoblund
 

Pomyśl o tym w ten sposób: związek jest jak dwuosobowa wycieczka kajakiem. Może zaczęła się gładko, ale potem pojawiły się pewne problemy. Nie wszystko można przewidzieć, nie wszystko zaplanować. Tak naprawdę niewielu z nas udaje się w miarę szybko złapać wspólny rytm i zapanować nad naszym kajakiem tak, by obie strony były szczęśliwe i zadowolone. Potrzeba czasu, cierpliwości i… ćwiczeń.

Co może się wydarzyć podczas wspólnej podróży kajakiem

1. Planowanie

Ta podróż to metafora wspólnego życia – wspólnej codzienności, planów na przyszłość, tego, jak sobie ją wyobrażacie. Pomyśl: czy oboje jesteście zadowoleni z wybranego celu podróży? Może wsiedliście do tego kajaka tylko z ciekawości, jak to jest? A co z kierunkiem podróży? Czy jedno z was ślepo podąża za drugim, mając nadzieję, że wkrótce role się odwrócą? Krótko mówiąc, czy oboje chcecie naprawdę tego samego? Wizualizuj miejsce docelowe waszej podróży: czy widzisz siebie ze swoim partnerem, jak się razem starzejecie? Czy możecie być razem szczęśliwi?

2. Oboje jesteście w kajaku, co teraz?

Obydwa miejsca są wyposażone w te same narzędzia, umożliwiające wypłynięcie na szerokie wody. Jeśli oboje podejmujecie taki sam wysiłek, kajak będzie płynął dalej, gładko pokonując ewentualne przeszkody. Gdy jedno z was chce przez chwilę odpocząć, cieszyć się przez widokiem, to drugie może wiosłować za dwoje, ale tylko przez pewien czas. Taka sytuacja nie może trwać wiecznie, bo nigdzie razem nie dopłyniecie. Wysiłek włożony w pracę nad związkiem powinien być równy po obu stronach.

3. Kiedy podróż zaczyna męczyć…

Gdy pojawiają się problemy w związku, możesz:
– po prostu zwrócić uwagę, że istnieje problem i czekać, aż druga strona zaproponuje rozwiązanie

– nie mówić nic i czekać, aż problem rozwiąże się sam

– zwrócić uwagę drugiej osobie, że to ona jest źródłem problemu

– powiedzieć, że problem leży po obu stronach i poprosić o pomysły, jak go rozwiązać.

Od tego, jak poradzicie sobie z konfliktami i problemami zależy, czy wrócicie jeszcze na szerokie wody. Być może teraz właśnie okazuje się, że wasza wyprawa jest krótkoterminowa.

4. Powrót na szerokie wody

Zasygnalizowałaś problem. Czy twój partner:

– zgadza się z tobą, że tylko wspólna praca nad jego rozwiązaniem przyniesie efekty?

– zaprzecza, że w ogóle jest jakiś problem i dalej tkwicie w martwym punkcie, aż odpuszczasz i dalej wiosłujesz sama

– on wyskakuje z kajaka, jak tylko pojawiają się problemy?

– wyskakuje, ale potem wraca do kajaka, ponieważ jest mu tu bezpiecznie i wygodnie?

Jeśli tak właśnie się dzieje, kto wykonuje całą pracę? Kto utrzyma kajak na powierzchni? Kto wraca do niego co chwila, bo łatwiej i wygodniej mu być razem, zamiast kontynuować podróż samotnie?

Ta metafizyczna podróż daje do myślenia. Czy twój związek może przetrwać „kajakowy test”? Jeśli nie, to wróć na ląd.  Jest bardzo prawdopodobne, że niebawem na twoim horyzoncie pojawi się piękny, duży jacht


Na podstawie: powerofpositivity.com


Związek

Tyjesz, bo masz w domu… kurz! To nie żart – są na to naukowe dowody

Agnieszka Dyniakowska
Agnieszka Dyniakowska
20 lipca 2017
fot. iStock/ South_agency
 

Na pewno nie raz słyszałyście narzekania znajomej, która twierdziła, że pomimo wysiłku nie udaje jej się schudnąć i tyje chyba od powietrza. Cóż, możliwe, że miała rację, bowiem najnowsze badania wykazały, że utyć można nie tyle od powietrza, co od unoszącego się w nim kurzu!

W piśmie ”ACS Environmental Science & Technology” pojawiły się niedawno informacje mówiące o tym, że pył domowy pobudza wzrost komórek tłuszczowych! Najnowsze badania dowodzą, że w warunkach laboratoryjnych kurz zawierający zanieczyszczenia może być przyczyną tego, że komórki tłuszczowe zaczynają gromadzić większe ilości trójglicerydów. O jakie zanieczyszczenia konkretnie chodzi? O EDC (np. środki zmniejszające palność, ftalany i bisfenol-A), substancje powodujące zaburzenia endokrynologiczne, które zakłócają pracę hormonów w ludzkim organizmie lub naśladują je. Jeśli w składzie kurzu pojawią się EDC, substancje te mogą być  przez nas wdychane, spożywane lub nawet wnikać przez skórę.

Ponadto wyniki badań przeprowadzonych na zwierzętach sugerują, że narażenie na działanie niektórych EDC we wczesnej fazie życia może powodować późniejszy przyrost masy ciała. Z tego powodu EDC nazwano  „obesogenami” – powodującymi otyłość (z ang. obese – otyły). Substancje EDC są powszechnie stosowanych w produktach konsumpcyjnych, choć niektórzy producenci nieco ograniczyli ich użycie.

Zespół badaczy z Duke University sprawdził też, czy inne związki zawarte w kurzu domowym mogą mieć wpływ na komórki tłuszczowe. Naukowcy przetestowali jedenaście różnych próbek zebranych w domach w Północnej Karolinie i poddali je testom z wykorzystaniem komórek myszy – predipocytów. Badania wykazały, że substancje w siedmiu próbkach spowodowały, iż predipocyty rozwijały się w dojrzałe komórki tłuszczowe i gromadziły trójglicerydy, a w dziewięciu próbkach zauważono pobudzenie komórek do podziału i tworzenie większej puli komórek tłuszczowych prekursorowych. Zdaniem naukowców mieszanina niektórych chemikaliów w kurzu domowym pobudza gromadzenie się trójglicerydów i rozwój komórek tłuszczowych, a nawet 3 mikrogramy kurzu wystarczą, by zauważyć efekty – to znacznie mniej niż zdarza się zjeść maluchom, które podczas zabawy znalazły gdzieś kłębek zanieczyszczeń!

Kurz może zatem być powodem zaburzeń metabolizm zarówno u dzieci, jak i u dorosłych. Nadal jednak głównymi przyczynami otyłości pozostaje niewłaściwa dieta i zbyt mała ilość aktywności fizycznej, ale najnowsze badania pokazują, że istotną rolę pełni tutaj także zanieczyszczenie środowiska. Dla naszego zdrowia i – jak się okazuje – urody, bycie bałaganiarzem może okazać się zgubne w skutkach.


 

Na podstawie: www.naukawpolsce.pap.pl

Zapisz


Związek

Dlaczego tak trudno nam odejść, gdy ktoś ciągnie nas na dno? 4 myśli, które związują nam ręce

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
20 lipca 2017
Fot. iStock / IBushuev

Dlaczego uparcie tkwimy w związkach – kotwicach, które ciągną nas na samo dno? Wiemy, że funkcjonujemy w relacji, która nas wyniszcza, wiemy, że nie tak to powinno wyglądać, a jednak nie potrafimy odciąć liny i wypłynąć na powierzchnię?

Wydaje się to banalne i oczywiste, dopóki sami nie utkniemy w takim potrzasku. Cóż to za problem przeciąć linę? A co, gdy właśnie wypadł nam z ręki scyzoryk, a linia ściąga nas tak głęboko, że widzimy już tylko ciemność? Dlaczego tak trudno nam odejść, gdy ktoś ciągnie nas na dno?

4 myśli, które związują nam ręce

Jestem nikim

Niewiele potrafię, wiem, zarabiam, źle wyglądam. Brak poczucia własnej wartości spycha nas na życiowy marines. Każe myśleć, że nic już nas dobrego w życiu nie czeka. Że nie zasługujemy na dobre życie, relację, miłość, pracę. Dlatego tkwimy w tym, co mamy. To ma za wszelką cenę uchronić nas przed ryzykiem, z którym wiąże się zmiana. Bez wewnętrznej wiary w swoje siły, tylko szaleniec porwałby się na rewoltę.

Jest to w pewnym sensie sytuacja patowa. Toksyczna relacja buduje się korzystając z naszych zasobów i potrzebuje do tego paliwa. Toksyczni ludzie, karmią się pewnością siebie swoich ofiar. Im dłużej tkwisz w toksycznej relacji, tym więcej poczucia własnej wartości tracisz.

Nie wiem, co mnie czeka

A co jeśli stracę? Przecież już tyle energii i uczuć zainwestowałam w ten związek, mam to teraz tak zostawić?  Jest wiele obaw i lęków, które każą nam oddalać od siebie myśl o zakończeniu takiej relacji – bez względu na to czy to związek romantyczny, przyjacielski, zawodowy czy rodzinny. Najważniejszym argumentem staje się niepewność. Odcięcie takie liny, sprawi, że jak korek wyskoczymy na powierzchnię.

Tylko, co po tylu miesiącach czy latach tam na nas czeka?

W toksycznych związkach najmocniej przywiązuje strach przed samotnością, przed porażką, to, co nieznane.

To normalne…

Bez przesady…

To tylko…

Zawsze tak było…

Każdy tak ma, tylko o tym nie mówi…

Tak wygląda życie…

Trzeba się z tym pogodzić…

To tylko kilka myśli, które pomagają nam zracjonalizować wyrządzoną krzywdę. Wyidealizować partnera/bliską osobę i uniknąć konfrontacji z rzeczywistością. Bo skoro każdy tak ma i to normalne – to chyba ze mną musi być coś nie tak, prawda?

Dlaczego uciekamy przed konfrontacją z faktem, że ktoś nas krzywdzi lub wykorzystuje? Bo wymagałoby to on nas decyzji i działania. A bez wiary we własne siły i z obawami o przyszłość wcale nie tak łatwo jest działać. Znacznie prościej jest oszukiwać siebie, tak długo, jak to możliwe. W toksycznej relacji podświadomie wybieramy rozwiązanie pozornie bezpieczne, kupujemy czas.

Niestety czas działa na naszą niekorzyść.

Im dłużej obserwujemy i uczestniczymy w jakimś zachowaniu, tym bardziej je normalizujemy. Awantura o krzywo odłożoną łyżeczkę szokuje tylko kilka razy, potem staje się codziennością, jest tak oczywista, że przestaje dziwić, aż w końcu zamiast się buntować – ulegamy. Szukamy sposobu na święty spokój.

Z czasem to, co dla nas złe, staje się „zwyczajne”.

Przecież poza „TYM” jest dobrze

To nieważne, że codziennie jest źle, bo przecież:

  • ten weekend,
  • te wakacje,
  • ta randka,
  • ten seks….

… itd. były takie cudowne. Pokazały nam, że może być dobrze. Może od czasu do czasu, ale lepszy wróbel w garści… Żeby jeszcze bardziej samych siebie uspokoić, serwujemy sobie chwilowy koktajl szczęścia. Główny składnik to wzloty. Każda relacja ma w swoim archiwum i wzloty i upadki, jednak w związku toksycznym proporcja chwil złych do dobrych, jest jednoznaczna. Mimo tego uwikłanie w taki związek sprawia, że nawet kilka minut dobra, wystarcza na racjonalizowanie i wynagradzanie wielu, wielu lat.

Tkwiąc w toksycznej relacji wszyscy ulegają podobnemu mechanizmowi – w pierwszej kolejności szukają wystarczającej ilości powodów, by zostać i zagłuszają argumenty przemawiające za zerwaniem relacji. Mimo, że ma ona na nich wyniszczający wpływ. Często dopiero świadomość rządzących nami schematów pozwala zebrać w sobie dość siły, by wyjść choć jedną stopą poza mur.


Zobacz także

Próbować to zatrzymać, to jak bić głową w mur. Znów będziesz sama, ale nie bardziej niż teraz, gdy on jest tuż obok

„W nadziei trwam, że zjawi się ktoś…”. Złamałaś serce? Koniecznie obejrzyj ten film, nie zawsze można pokonać czas

7 rzeczy, których nigdy zmienisz u swojego partnera, niezależnie od tego jak bardzo ci na tym zależy