Związek

„Żona. Mój wzór i idolka. Nauczycielka życia. Zrozumiałem to późno, ale nie za późno”

Listy do redakcji
Listy do redakcji
18 września 2021
 

To nie jest historia zdrady, uniesienia z inną kobietą, a potem wracania, jak pies z podkulonym ogonem.

Nie zdradziłem nigdy kobiety, z którą jestem już kilkanaście lat.

Ale byłem nielojalny w inny sposób. Nie doceniałem, bagatelizowałem, nie zauważałem.

I nie dlatego, że nie mamy równego podziału obowiązków – mamy i chyba mieliśmy.

Nie dlatego również, że byłem złym ojcem. Nie, ojcem jestem dość dobrym. Piszę dość, bo jednak facet wychowany bez ojca, z silną matką, z matką bohaterką– musi się uczyć rodziny. Miłości, uwagi, obecności.

Gdybym trafił na inną kobietę, być może to by nie wyszło. Być może szamotalibyśmy się w swoim lęku, ranili siebie nieustannie, a potem każde z nas uciekłoby z tego związku z przekonaniem, że gdzieś indziej będzie nam lepiej, będziemy mieli pełnie.

Tak to raniłem ja. Nieuwagą. A ona była.

Dwa lata temu powiedziała, że już dłużej nie może. Że ma poczucie nieustannego dawania energii, a to nie idzie w drugą stronę. Że chce iść na terapię.

Nie rozumiałem. Przecież pracowałem, ogarniałem dom, zajmowałem się dziećmi. Dla mnie wszystko działało. Byłem zły, że się czepia. Myśl o terapii wydała mi się absurdem. Po co rozmawiać z obcą osobą o swoim związku? Ja nawet z bliskimi o nim nie rozmawiam. Po co robić to, gdy wszystko gra.

Ale żona się uparła. Zrobiłem to dla niej.

Czułem opór i bunt, ale jednak to zrobiłem. Te pierwsze spotkania to był jakiś koszmar, czułem się, jak obrzygane gówno, bo ona wylewała na mnie wiadro pretensji. Jakbym rozmawiał z inną osobą, słuchał innej osoby.

Tutaj szacunek dla naszego terapeuty, starszego faceta, doświadczonego. Był jak najlepszy mediator. Pozwolił, żebyśmy nie spłonęli we własnym ogniu.

Trudno opisać dwa lata terapii, nasz upór, żeby nad sobą pracować (tak, mój w końcu też), spotkania na Skypie. Ale teraz jest już inaczej. Naprawdę. Widzę swoje błędy. I dziś doceniam swoją żonę za.

Czułość

Tego jej najbardziej brakowało. Dotyku. Uważała, że pragnę go tylko w seksie. Nie do końca tak było, ale rzeczywiście bliskość fizyczna w codzienności nie była mi specjalnie potrzebna. Chciałem mieć ją w nocy.

Terapia pozwoliła mi zajrzeć we mnie. Wrócić do nieobecności fizycznej ojca i nieobecności emocjonalnej matki – bo ona miała troje dzieci oprócz mnie i pracowała na trzech etatach, żeby nas utrzymać. Nie dawała nam za wiele czułości. Nawet teraz, gdy to piszę, mam w gardle gule – choć nigdy wcześniej nie umiałem o tym gadać.

Uświadomiłem sobie, że to żona, jako pierwsza osoba w moim życiu, dała mi czułość. Bezwarunkową czułość, nie tylko tę fizyczną, ale też psychiczną. Była przy mnie niezależnie od wszystkiego, zawsze tak samo uważna i słuchająca.

Ja raczej byłem jak moja mama:  chciałem załatwiać, działać. To dla mnie było wsparcie. Nie bardzo też umiałem słuchać.

Rodzicielstwo

Była i jest moim przewodnikiem w tym świecie. Jest świetną matką. Czułą, uważną, potrafiącą dać dużo wolności, a zarazem postawić granice.

Patrzę na nią i czasem myślę, że moje rodzicielstwo to błądzenie z zawiązanymi oczami, gdyby nie ona – nigdzie bym nie doszedł.

Nauczyła mnie fajnej miłości do syna – nie dopingowania, ale też odpuszczania. Mówienia o emocjach. Raczej wciąż jestem w tym słaby, ale próbuję. Syn znał ojca tylko jako kompana do piłki, nart, pomocy w matematyce i fizyce. Teraz częściej mi się zwierza, potrafimy się przytulić, co kiedyś wydawało mi się takie… nie wiem, nieistotne. Bo przecież świat męski to działanie.

Pokazuje mi też, jak kochać córkę – co już jest mega wyzwaniem. Nasza córka powoli staje się nastolatką i kiepsko radziłem sobie z nagłą utratą ukochanej córeczki. Teraz po prostu zaczynam ją obserwować i pozwalać na bunt, nie gaszę jej.

Zrozumiałem, że to gaszenie jej to też lęk przed utratą miłości. Bez terapii i mojej żony, w życiu by mi to nie przyszło do głowy.

Dobrą, bezpieczną codzienność

Dla kogoś, kto najpierw drżał przed agresją pijanego ojca, drżał o matkę i młodsze rodzeństwo, a potem drżał, czy ojciec któregoś dnia nie wróci, nie rozwali siekierą drzwi, nie pozabija nas, stabilność to raj.

Wesołe śniadania, rodzinne weekendy, wspólne oglądanie filmów, przewidywalność. Rodzinne święta, gdzie nikt się nie upija, nie ma afer i pretensji.

Moja żona pokazała mi takie życie. Za to jestem jej bardzo wdzięczny.

Rozmowy

Nie miałem słów za coś istotnego. Ale ona mi pokazała, że można gadać, mówić o tym, co się czuje i tak jest łatwiej.

Nie jestem w tym mistrzem, nie będę, ale już nie bagatelizuję tego.

Przyszłość

Przed poznaniem jej były takie momenty, że nie widziałem przyszłości. Nie to, że miałem myśli samobójcze. Raczej przyszłość wydawała mi się szarą plamą, wielką mgłą, w którą muszę wejść, bo nie mam wyjścia. Ale i tak nic nie zobaczę.

Dzięki żonie przyszłość nabrała kształtów. Była naszymi dziećmi, domem, o którym marzyliśmy, wakacjami, nową pracą. Wszystko widziałem i wiedziałem, gdzie mam dojść.

Nawet teraz widzę naszą przyszłość – kiedyś dzieci odejdą, zostaniemy sami, będziemy na wakacje jeździć jesienią, dobrze się razem bawić.

Z nią wszystko jest radosne.

Dziękuję też mojej żonie, że dzięki niej zrozumiałem, że te wszystkie wyżej wymienione rzeczy nie są takie oczywiste. Że na to nie może pracować jedna osoba.

Buziaki K,

Twój M.


Związek

„Naprawdę nie mam nic przeciwko LGBT+, ale zauważyłam, że w klasie mojej córki obciachem jest być heteroseksualnym. Czy nasze dzieci zwariowały?”

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
19 września 2021
fot. bojanstory/iStock
 

Ty pytasz, my znajdujemy specjalistę, który odpowie na wszystkie twoje wątpliwości. Przeczytaj list Krystyny, której córka zastanawia się, czy jest biseksualna, homoseksualna, a może panseksualna. A mama martwi się, czy ona nie robi tego pod presją grupy rówieśniczej.

Droga redakcjo,
Mam dylemat, moja szesnastoletnia córka zwierzyła mi się, że eksperymentuje ze swoją seksualnością. Zastanawia się, czy jest biseksualna, homoseksualna, a może panseksualna. Długo na ten temat rozmawiałyśmy. Córka opowiedziała mi, że ma przyjaciółkę, która jest zdeklarowaną lesbijką i że ta dziewczyna zapytała ją, czy chciałaby z nią chodzić za rękę. Córką zgodziła się. Potem zgodziła się na pocałunek. Nie sprawił jej on wielkiej przyjemności, ale też nie odrzucił. Córka opowiadała mi o tym w wielkiej tajemnicy. Chciałabym być dobrze zrozumiana, że ja naprawdę nie mam nic przeciwko LGBT+, ale zauważyłam, że w klasie mojej córki dziś obciachem po prostu jest być heteroseksualnym. Bycie panseksualną jest cool. Bycie lesbijką jest cool. Bycie niebinarną jest cool. Bycie heteroseksualną dziewczynką już nie jest cool. Przyznam, że okropnie się tym wszystkim denerwuję.

Krystyna

Co powinien zrobić rodzic, który odkryje, że córka całowała się z przyjaciółką?

– Najlepiej nic, bo to jest jej sprawa. Natomiast jeżeli młody człowiek ma potrzebę zwierzenia się, to należy go wysłuchać. Jeżeli coś nas zaniepokoi np. przemoc lub presja, to trzeba zdecydowanie interweniować. Pamiętajmy też, że relacja dziecko – rodzic to jest relacja aseksualna i nie powinniśmy sobie nadmiernie w to życie intymne wchodzić. Powiem tak: „Nie pakujmy się z butami w życie intymne dzieci”. W takiej sytuacji możemy zadać jedno pytanie: Czy wszystko jest w porządku i czy dziecko nie potrzebuje jakiegoś naszego wsparcia?” Oczywiście mówimy tu o starszych nastolatkach, czyli osobach po 15 roku życia. Kontakty seksualne młodszych dzieci powinny nas żywo interesować, bo tam istnieje ogromne ryzyko nadużyć i są one niezgodne z prawem. Dzieci dziś mówią wprost swoim rodzicom: „Jestem poliamoryczna”, „Jestem panseksualny”.

Nasza czytelniczka twierdzi, że wśród nastoletnich dzieci wielu dziś deklaruje nieheteronormatywność. To chyba jest moda?

– Nie wiem. Mam jednak taką myśl, że dziś dzieciaki chętniej przyznają się beztrosko do rzekomej nieheteronormatywności seksualnej, bo w ten sposób testują swoich rodziców. Moda modą, ale…pamiętajmy, że część z naszych dzieci (mniej więcej co dziesiąte!) naprawdę jest nieheteronormatywna. To znaczy, że ma odmienną orientację lub tożsamość płciową i warto mieć tego świadomość, by być gotowym do okazania akceptacji.

Czy taka wielość możliwości określenia swojej seksualności jest czymś, co powinno nas rodziców cieszyć?

– Dzieciaki mają dziś takie same dylematy, jakie my myśleliśmy przed laty. Tylko że oni mają więcej możliwości definiowania swojej seksualności. Mogą określać się nie tylko jako hetero, homo i biseksualne, ale też aseksualne, panseksualne, poliamoryczne… Z jednej strony to dobrze, bo to jest ulga dla osób, którym kiedyś wydawało się, że są jedynymi „odmieńcami” na całym świecie, z drugiej może robić nieco zamętu. Pamiętam, jak Robert Biedroń opowiadał, że w młodości miał takie poczucie, że jest jedyną nieheteronormatywną osobą na całej kuli ziemskiej. Więc ta wielość i różnorodność może przynosić przynosi ulgę, ale może też powodować zawieruchę.

Co przez to rozumiesz?

– Dziś po prostu łatwo się pogubić w tej autodefinicji. I to mnie trochę niepokoi, tym bardziej że w Polsce nie ma edukacji seksualnej, która mogłaby być elementem wsparcia, pomocą w definiowaniu rozumieniu seksualności.

Dlaczego młodzi ludzie mogą się w tym pogubić?

– Nastolatki zadają sobie pytanie: „Kim ja jestem?” To jest duże, ważne pytanie, bo często młody człowiek nie wie, kim jest. Na wielu płaszczyznach, nie tylko tej psychoseksualnej. Pracując z młodzieżą, która ma problem z tożsamością płciową lub orientacją psychoseksualną, widzę, że wielu z nich czuje wielką i głęboką potrzebę określenia swojej psychoseksualności. Nie zawsze mam przekonanie, że potrzebują tej wiedzy dla siebie, często chcą zadowolić dorosłych.

Od młodych bowiem oczekujemy dziś, że będą wiedzieć natychmiast, na jakie studia chcą iść, jaki zawód wykonywać i z kim sypiać. A oni tego zwyczajnie często jeszcze nie wiedzą i moim zdaniem warto tego nie pospieszać. Warto dać im czas. Amy rodzice, możemy zrobić tylko tyle: bądźmy blisko, rozmawiajmy, wspierajmy, budujmy relację, zachowujmy spokój i nie nakładajmy presji.


Aleksandra Dulas: edukatorka seksualna i terapeutka traumy na stałe współpracująca ze Stowarzyszeniem Fabryka Równości. Ukończyła studia w Centrum Studiów Podyplomowych i Szkoleń SWPS na kierunku: Seksuologia Kliniczna oraz Interwencja Kryzysowa. Autorka programu edukacji seksualnej dla młodzieży realizowanego przez Fundację SPUNK. Studiowała socjologię i etykę na Uniwersytecie Łódzkim. Terapeutka traum i uzależnień certyfikowana w Londynie przez Michelle Shapiro. Nauczycielka WOS i etyki, inicjatorka zmian w edukacji. Od 18 lat pracuje z młodzieżą.

fot. Joanna Tarnowska


Związek

8 powodów, dla których nigdy nie zapominamy o naszej pierwszej miłości

Redakcja
Redakcja
17 września 2021
fot. XiXinXing/iStock

Niezapomniana, czysta, często wyidealizowana. Czasem porywcza, z błyskawicami w sercu. Kończy się szybko albo zostaje z nami na całe życie… Pierwsza miłość.
Miłość zawsze jest wyjątkowa, ale wspomnienie tej pierwszej porusza cię w sposób szczególny. Budzi uczucia inne niż wszystkie, czujesz zachwyt, podniecenie. Nawet jeśli twoja pierwsza miłość nie przetrwała próby czasu, już zawsze będzie częścią tego, kim jesteś. Według badań Biostatu dla 34 proc. pierwszą miłością okazała się osoba znana od lat. Połowa związków z pierwszej miłości się rozpadła, a więcej niż co czwarty przetrwał do dziś.

Kiedy myślimy o naszej pierwszej miłości, wszyscy odczuwamy mieszankę emocji, która może być trudna do wyjaśnienia. Ale dlaczego, pomimo tego, że kochaliśmy po raz pierwszy 5, 10, 15, a nawet 50 lub więcej lat temu, wielu z nas nadal o niej myśli?

Oto 8 powodów, dla których nasze pierwsze miłości są niezapomniane

1. Pierwsza miłość ma siłę

Gdy zakochujesz się po raz pierwszy, czujesz, jak ziemia się trzęsie. Nagle zdajesz sobie sprawę, że troszczysz się o kogoś innego w sposób, który nie do końca rozumiesz i którego się po sobie nie spodziewałaś. Mimo że jesteśmy świadomi istnienia miłości, pierwszy raz, gdy doświadczamy jej osobiście, otwiera się przed nami świat możliwości i podniet, połączonych z nutą strachu. Ten świat jest niepodobny do niczego, co czuliśmy wcześniej. I to wszystko sprawia, że osoba, którą tą pierwszą miłością obdarzyliśmy już na zawsze ma swoje miejsce w naszej pamięci.

2. Serce złamane po raz pierwszy boli najmocniej

Jedyną rzeczą, która rywalizuje z intensywnością pierwszej miłości, jest ból pierwszy raz złamanego serca. Dla tych, którzy nie pozostali ze swoją pierwszą miłością do końca życia, zakończenie tego związku było prawdopodobnie bardzo bolesne, niezależnie od tego, kto zainicjował koniec i czy był on polubowny. Trudno jest puścić swoją pierwszą miłość, odejść od tych wczesnych uczuć, które były niemal magiczne. Wysiłek, jaki musimy włożyć w przetrwanie tej sytuacji i odczuwany ból prawdopodobnie pozostaną z nami na całe życie.

3. Pierwsza miłość jest niewinna

Wolna od manipulacji, rozwijająca się samoistnie z biegiem czasu. To nie było coś, co próbowałaś zrobić, to się po prostu stało. To naprawdę wyjątkowe. Po naszej pierwszej miłości jesteśmy wysoce świadomi, czego pragniemy w każdym kolejnym związku. Możemy wywierać większą presję na te relacje, żeby uzyskać coś, co przeniesie nas z powrotem do tych pierwszych uczuć.

4. Pierwsza miłość niesie ze sobą inne pierwsze razy

Twoja pierwsza miłość prawdopodobnie nie była jedynym pierwszą rzeczą, jakiej wtedy doświadczyłaś. Niezależnie od tego, czy był to pierwszy pocałunek, czy utrata dziewictwa, te fizyczne pierwsze są również wspomnieniami, które zwykle nosimy ze sobą przez całe życie. Nawet jeśli było niezdarnie lub niewygodnie, na większość tych wspomnień patrzymy się z pewną czułością. Pierwsza miłość to nowe rzeczy, nowe uczucia i nowe wyzwania. Pierwsza miłość to kamień milowy w rozwoju osobistym.

5. Pierwsza miłość to pierwsze „My”

Chociaż być może już wcześniej identyfikowałeś się jako część pary, twoja pierwsza miłość jest często pierwszym momentem, w którym naprawdę poczułaś się częścią „nas”. Może to oznaczać, że po raz pierwszy podjęłaś decyzje na podstawie tego, co miało sens dla ciebie jako części pary, a nie dla ciebie jako jednostki. Być może w obliczu decyzji nadałaś priorytet myślom, opiniom lub uczuciom drugiej osoby, rezygnując ze swoich potrzeb.

6. Pierwsza miłość to wspomnienie młodości

Z biegiem czasu myśli o twojej pierwszej miłości nie odnoszą się tylko do niej, ale do miejsca, w którym byłaś w tym momencie swojego życia. Powracają wspomnienia z młodości, z czasów, które mogą wydawać się o wiele prostsze i bardziej kolorowe, gdy spojrzymy na nie z perspektywy czasu. Tęsknota za pierwszą miłością może reprezentować tęsknotę za powrotem do tych prostszych czasów.

7. Pierwsza miłość cię zmieniła

Przyznasz, oboje wywarliście na siebie nawzajem wpływ. Pierwsza miłość jest często naznaczona okresem osobistego rozwoju, czasem nowych doświadczeń i stawiania czoła własnym lękom. W rezultacie ta relacja pomaga kształtować to, kim jesteś i jak poruszasz się po świecie.

8. Pierwsza miłość zdarza się tylko raz

Pierwsza miłość już zawsze będzie z nami, bo… była pierwsza. Może się zdarzyć tylko raz w życiu, co czyni ją wyjątkowym w swojej wyłączności. Bez względu na to, kogo później kochasz lub jak bardzo się zmienisz, twoja pierwsza miłość zawsze będzie pierwsza, już na zawsze.

 


Zobacz także

„Krążył jak sęp. Pierwszą rzeczą, jaką musiałam zrobić po powrocie do domu było… ściągnięcie majtek”

By stworzyć szczęśliwy związek nie potrzeba wiele. Wystarczy 10 prostych rytuałów

Kochany, już nie chcę cię obwiniać za to, że bywam nieszczęśliwa

„Przepraszam, ale muszę już iść”. Dlaczego kobiety odchodzą od mężczyzn, których kochają