Związek

Teraz rozumiem, jak bardzo żyłam iluzją i marzeniami, jak bardzo się oszukiwaliśmy…

Listy do redakcji
Listy do redakcji
3 maja 2020
Fot. iStock
 

Minął już ponad miesiąc odkąd widzieliśmy się po raz ostatni. Rozstawaliśmy się pełni żalu do zaistniałej sytuacji i w atmosferze wzajemnego oszukiwania się. Powtarzaliśmy, że to nic nie zmienia, a jedynie opóźnia nasze plany, że spotkamy się za dwa tygodnie, że jesteś ze swoją żoną z przymusu, a nie z wyboru. Siła wyższa – muszę zrozumieć. Teraz już wiem, jak bardzo żyłam iluzją i marzeniami, jak bardzo się oszukiwaliśmy…
Nie chciałeś spędzić tej izolacji ze mną – to zbyt okrutne w takiej sytuacji, uzasadniałeś, nie możesz jej tego zrobić, tak nagle zostawić samą w strachu. Dla mnie jednak nie byłeś tak wyrozumiały, opuściłeś mnie, zostawiłeś. Na początku były codzienne telefony – szeptem mówiłeś, jak bardzo tęsknisz, jakie to niesprawiedliwe, jak bardzo nie możesz doczekać się końca tej rozłąki i wyjawienia prawdy.

Wyrywałeś z codzienności kilka minut – gdy ona była w łazience lub wyskoczyła do sklepu, gdy wymknąłeś się ukradkiem do ogrodu. Czekałam, tak bardzo czekałam na dźwięk telefonu i twój głos. Rozczarowywał mnie każdy inny rozmówca, ucinałam wszystkie towarzyskie pogawędki, bo przecież nie mogłam zbyt długo zajmować linii.

Po dwóch tygodniach telefony były coraz rzadsze, mniej było w nich uczuć, więcej pośpiechu i zniecierpliwienia. „Co słychać? Jak się trzymasz?” – pytałeś, jak gdybym była zwykłą znajomą spotkaną przypadkiem na ulicy, a nie kobietą, bez której jeszcze kilka tygodni wcześniej nie wyobrażałeś sobie przyszłości.

Nie trzymałam się wcale, rozpadałam się na kawałki za każdym razem, gdy słyszałam twój głos lub gdy myślałam, co teraz robisz, czy jesteś obok niej, czy razem śmiejecie się, oglądacie nasz serial, a może coś więcej… Później coraz częściej wspominałeś jej imię, nie dzwoniłeś, wysyłałeś zdawkowe wiadomości.

W końcu wyznałeś, że coś się w tobie zmieniło, że musisz wszystko przemyśleć. Rzucałeś sformułowania typu „druga szansa”, „zauroczenie”, „chwilowy kryzys” – przyznaję, że nie słuchałam, bo czułam się jakbym dostała obuchem w głowę.

Kochanku mój, już wiem, że kwarantanna wszystko między nami zmieniła, że oznacza koniec tego, co jeszcze nie tak dawno razem wyobrażaliśmy sobie i wspólnie planowaliśmy. Nie będzie już nigdy jasnej sytuacji, bez kłamstw, oszukiwania wszystkich dookoła i ukrywania się przez współpracownikami. Nigdy nie będzie nas, razem, wspólnie.

Będąc daleko od ciebie przekonałam się, jak niewiele znaczę, jak małe miejsce w twym życiu zajmuję, choć pozwoliłeś, bym przez chwilę żyła w ułudzie i karmiła się nadzieją na więcej, na wszystko. Nie mam do ciebie żadnych praw, nie mogę wymagać niczego, nic nie zależy ode mnie. Przegrałam, teraz doskonale to widzę.

Może na to zasłużyłam, może grzechem było to, że pokochałam zajętego mężczyznę, choć – słowo daję – nie szukałam tej miłości, nie zachęcałam cię, nie zrobiłam pierwszego kroku. Uwierzyłam ci, głupio i naiwnie, dałam się nabrać jak wiele innych kobiet na świecie przede mną i pewnie wiele po mnie. Dałam się przekonać, że z twoją żoną nic cię nie łączy, że to koniec, pomyłka młodości, w której oboje tkwicie, czekając na to, kto pierwszy odważy się odejść. Uwierzyłam, że to wcale nie jest dobrze znany schemat, że to miłość – bardziej skomplikowana, ale jednak prawdziwa miłość. Za karę dotknęła mnie podwójna samotność – ta teraźniejsza, którą odczuwam każdego dnia izolacji, i ta przyszła, która jest mi pisana, gdy wrócimy do normalności.

Czy gdyby nie ta pandemia i nagła rozłąka, wciąż bylibyśmy razem? A może ten romans z góry skazany był na porażkę i jedynie chwilowe trwanie? Nie wiem, jak poukładają się nasze relacje zawodowe, czy będę mogła na ciebie spojrzeć nie czując rozdzierającego bólu. Jak ty sobie z tym poradzisz, jak sobie to wyobrażasz? A może „na wolności” spróbujesz odnowić naszą relację, wrócić do tego, co było? Z jednej strony na to właśnie liczę, z drugiej chciałbym cię wymazać z pamięci, zapomnieć i ruszyć dalej.

Mówią, że po pandemii wrócimy do innego świata – jeśli o mnie chodzi, nie mogli mieć większej racji.


Związek

Rycz, mała rycz! W końcu płacz ma wiele korzyści

Agnieszka Dyniakowska
Agnieszka Dyniakowska
3 maja 2020
Fot. iStock
 

Możesz przez długi czas robić dobrą minę do złej gry, trzymać fason i udawać przed całym światem, że wcale nie jest ci smutno i źle, że wszystko gra, a oczy tylko ci się pocą, to przecież nie łzy. Możesz – pytanie tylko, czy to naprawdę konieczne, zdrowe i dobre dla ciebie i twoich emocji?
„Nie rycz, mała, nie rycz” śpiewał kiedyś Franek Kimono i choć piosenkę miał fajną, to racji już wcale – rycz, jeśli potrzebujesz, płacz, wypuść z siebie emocje, stres i frustrację! Twoje łzy mogą przecież przynieść ci całkiem sporo dobrego.

Oto korzyści, jakie daje nam płacz:

Łagodzi stres

Wraz z łzami opuszcza cię nadmiar trudnych emocji i stres, obniża się kortyzol – hormon stresu, a ty czujesz się o wiele lepiej. Ponadto bodźce gruczołów w naszych oczach aktywują przywspółczulny układ nerwowy, co pomaga nam się zrelaksować i poczuć pozytywną ulgę.

Polepsza twój nastrój

Zauważyłaś, że po porządnym wypłakaniu stajesz się spokojniejsza? To dlatego, że łzy ułatwiają nam regulowanie naszych emocji i uwolnienie się od negatywnych przeżyć. Jeśli hamujemy nasz płacz i ignorujemy smutek czy frustrację, może to prowadzić do narastania emocji, bólów głowy, podwyższonego ciśnienia. Dlatego płacz – na zdrowie i lepszy humor.

Zabija bakterie

Zawarty w łzach enzym – lizozym – działa jak bariera dla bakterii. W ciągu kilku minut może zabić nawet do 95 procent drobnoustrojów. Dzięki niemu nasze oczy są bezpieczniejsze i czystsze, a płacz staje się korzystny dla naszego zdrowia.

Zmniejsza ból

Nie bez powodu w chwili bólu w oczach pojawiają się nam łzy – płacz uwalnia oksytocynę i endorfiny, które skutecznie poprawiają nasz nastrój, wywołują uczucie przyjemności i dobrego samopoczucia. Taka kombinacja sprawia, że łatwiej jest nam poradzić sobie z trudnościami, a nasza tolerancja na ból zwiększa się.

Pomaga zasnąć

Oksytocyna i endorfiny wywołane płaczem poprawiają twój nastrój, czujesz się o wiele spokojniejsza. Wraz ze łzami zrzuciłaś ciężar ze swojego serca i oczyściłaś umysł, a kojące działanie łez pomaga ci w szybkim zaśnięciu i lepszym śnie.

Wzmacnia twój charakter

Poprzez płacz masz okazję, by skonfrontować się ze swoimi emocjami, zamiast ignorować to, co czujesz i ukrywać się przed prawdą. To dla ciebie szansa na lepsze samopoznanie, zdefiniowanie swoich słabości, tego, co najmocniej na ciebie wpływa. Ta wiedza będzie kolejnym elementem, który wzmocni twój charakter i pozwoli ruszyć dalej.

Pomaga w rozpaczy

Gdy w twoim życiu dzieje się coś złego, czujesz, że znajdujesz się w punkcie zwrotnym, płacz może być pierwszym krokiem ku zmianie na lepsze i rozpoczęciu działań, pierwszym etapem radzenia sobie z rozpaczą, rozczarowaniem, strachem, emocjonalnym bólem. Uwolniona od trudnych uczuć, które wypłyną wraz z łzami, spokojnie wrócisz do rzeczywistości lub zaczniesz powoli budować nową.

Może ułatwić komunikację

Nie zawsze potrafimy mówić wprost o uczuciach i wyrazić je słowami, co może utrudniać komunikację. Poprzez łzy otwarcie pokazujesz innym swoje emocje, dajesz im szansę na poznanie twoich uczuć, okazanie empatii i pomoc. Twoje łzy to komunikat, że jesteś wrażliwym człowiekiem, jest ci trudno, potrzebujesz wsparcia, pocieszenia.

Zwiększa intymność

Czy masz odwagę i śmiałość płakać w obecności partnera? Czy czujesz się swobodnie, gdy ociera twoje łzy, przytula i pociesza? Płacz może zwiększyć intymność w związku, wzmocnić poziom zaufania i siłę relacji między partnerami. Może stać się także okazją do szczerych rozmów o emocjach i wspólnego poszukiwania rozwiązań dla napotkanych problemów. Dlatego nie powstrzymuj łez – pozwól sobie na nie w chwilach, gdy najbardziej tego potrzebujesz.


Na podstawie: Thoughtcatalog


Związek

Siedem oznak, że jesteś mniej zadowolona z życia niż oficjalnie twierdzisz

Agnieszka Dyniakowska
Agnieszka Dyniakowska
3 maja 2020
Fot. iStock

Oficjalnie wszystko u ciebie świetnie, masz się wspaniale i nigdy nie mogło być lepiej. Na Facebooku i Instagramie zamieszczasz godne pozazdroszczenia zdjęcia, w opinii znajomych odnosisz same sukcesy, nawet parząc w lustro masz wrażenie, że twoje życie to jakaś bajka. Czy jednak aby na pewno?
Często to, co widać na zewnątrz ma się nijak do tego, co czujemy w środku. I choćbyś udawała, że jest inaczej, to są pewne oznaki, że jesteś mniej zadowolona ze swojego życia, niż oficjalnie twierdzisz. I nie ma w tym nic złego, pod warunkiem, że jesteś tego świadoma – dzięki temu będziesz mogła wprowadzić konieczne zmiany i udoskonalisz niektóre aspekty codzienności.

Wierzysz w to, że zawsze może być lepiej

Masz w głowie swoją „ja” idealną, do której nieustannie dążysz i która jest twoim największym krytykiem. Nawet, gdy osiągasz sukces, wierzysz w to, że zawsze mogło być lepiej, więcej, szybciej, albo z mniejszym wysiłkiem. Taka postawa powstrzymuje cię przed radością z tego, czego dokonałaś i zabiera całą satysfakcję z wykonanej pracy. A wymarzonego ideału pewnie nigdy nie osiągniesz, bo przecież w twojej głowie on zawsze jest o dwa kroki przed tobą.

Obsesyjnie analizujesz wszystkie swoje błędy

Starasz się nigdy nie popełniać dwa razy tego samego błędu. Choć uśmiechasz się i pozornie cieszysz ze swoich osiągnięć, w głowie masz całą listę minusów i spraw, które następnym razem musisz poprawić. Porażkę, niepowodzenie, pomyłkę, nawet tą niezależną od ciebie, traktujesz jako oznakę słabości, a na to nie możesz sobie pozwolić. Daj sobie prawo do popełniania błędów – one są równie istotne dla rozwoju, jak osiągane sukcesy!

Zanim coś zrobisz, myślisz o opiniach innych

Niby jesteś zadowolona z życia, szczęśliwa, a jednak zawsze zanim coś zrobisz, myślisz o tym, jak odbiorą to inni, co powiedzą, czy zaakceptują twoją decyzję. Od ich aprobaty zależy twoje samopoczucie i komfort psychiczny. Nie brzmi to zbyt swobodnie i optymistycznie i z pewnością nie wpływa na ciebie korzystnie. Posłuchaj samej siebie , podążaj za własnymi potrzebami i pragnieniami i nie staraj się zadowalać innych – nie warto tracić na to energii!

Twój plan na przyszłość jest zupełnie inny od tego, gdzie jesteś teraz

Kiedy myślisz o sobie za pięć lat, masz zupełnie inną pracę, mieszkanie, być może nawet partnera, sama też jesteś innym człowiekiem. Ale zaraz, zaraz, skoro teraz jesteś zadowolona i szczęśliwa to skąd takie plany na drastyczną odmianę? Nie chodzi o to, by za kilka lat być dokładnie w tym samym miejscu i nie rozwijać się, ale marzenia o zmianach w każdym aspekcie życia mogą być sygnałem, że coś jest nie w porządku.

Ciągle porównujesz się z innymi i podświadomie rywalizujesz

Prowadzisz w głowie prywatny ranking pt. „Ja kontra reszta świata”. Porównujesz się z osobami w swoim otoczeniu lub nawet z kimś, kogo znasz jedynie z widzenia czy social mediów. Rywalizujesz, przyznając obu stronom punkty w wymyślonych przez siebie kategoriach – lepsza praca, lepsze ciuchy, bardziej udany związek. Pamiętaj jednak, że to, co dla kogoś jest szczęściem, dla ciebie niekoniecznie oznaczać będzie radość i zadowolenie.

Skupiasz się na tym, co jeszcze musisz mieć

Większe mieszkania na pewno sprawi, że poczujesz się szczęśliwsza. Kolejny egzotyczny wyjazd pomoże ci zrelaksować się i odetchnąć. Nowszy samochód, kolejna para modnych butów, zegarek z limitowanej kolekcji. Jeszcze to, jeszcze tamto i będziesz mogła się cieszyć, odczujesz satysfakcję. W tym całym pędzie zapominasz o czerpaniu radości z tego, co już posiadasz i w jakim punkcie życia jesteś. Może lepiej zatrzymać się, rozejrzeć dookoła i zacząć doceniać, zamiast ciągle gonić za czymś nowym?

Jesteś poważna i wiecznie spięta

Liczą się zasady, wszystko musi być dopięte na ostatni guzik, emocje trzeba trzymać na wody. Oto ty, Pani Poważna i Wiecznie Spięta. Odpuścić? Nigdy w życiu! I właśnie przez taką postawę nie jesteś w stanie poczuć pełnej radości i zadowolenia. Pozwól sobie na dzień bez reguł – śpij do południa, zapomnij o obowiązkach, zjedz cos niezdrowego, poszalej ze znajomymi. Świat się nie zawali, jeśli czasami zrobisz sobie przerwę i na pierwszym miejscu postawisz dobrą zabawę i zdrowy egoizm.


Zobacz także

Sentencje o miłości idealne na Walentynki

Sentencje o miłości idealne na Walentynki

Pomocy, on nie chce się zaangażować. Życie z Panem Niedostępnym

„On jest bez serca” – myślisz i masz rację. Skąd wiedziałaś?